Wojna w Afganistanie: czas gra na korzyść Talibów

Jak co roku od ponad dekady, pod koniec kwietnia, siły zachodniej koalicji z jednej, a Talibów i Al-Kaidy z drugiej strony szykują się do rozpoczęcia kolejnego sezonu walk podczas wojny w Afganistanie. Ten rok zapowiada się na  przełomowy.

Szkolenie afgańskich sił bezpieczeństwa przez armię USA (U.S. Army /Isaac A. Graham)
Szkolenie afgańskich sił bezpieczeństwa przez armię USA (U.S. Army /Isaac A. Graham)

Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że rok ten będzie ostatnim, w którym dowódcy NATO i USA będą dysponować siłami w liczbie ponad 100,000 żołnierzy. Według planów administracji amerykańskiej, wojska w Afganistanie zostaną pod koniec roku znacznie osłabione ze względu na wycofanie oddziałów, które Obama wysłał do Afganistanu w 2009 roku. Jest to również ostatni rok, w którym według obowiązujących założeń ISAF będą odgrywać dominującą rolę na polu walki. Czy przyniesie rozstrzygnięcia, które zmuszą Talibów do nawiązania negocjacji, mogących przynieść realne korzyści dla stabilności Afganistanu?

Zmiana teatru działań Talibów

W przeciwieństwie do dwóch ostatnich lat, kiedy to areną najbardziej intensywnych walk były południowe prowincje Afganistanu, takie jak Kandahar i Helmand, w tym roku ciężar wysiłku militarnego ma skupić się na wschodzie kraju. Według oficerów USA szczególnie gorąco ma być w prowincjach umożliwiających podejście na Kabul z kierunku południowo-wschodniego (Paktia, Logar, Wardak, Ghazni); spodziewane są również działania na wschodnim, przylegającym do granicy z Pakistanem odcinku (Kunar, Laghman, Nangarhar).

Zmiana teatru głównego wysiłku USA i ISAF wynika ze wyraźnego wzrostu aktywności Talibów w prowincjach wschodnich w ostatnim okresie. Najlepszym tego dowodem były zacięte walki w Kabulu w czerwcu i wrześniu zeszłego roku. Koalicjanci spodziewają się, że powstańcy ponownie spróbują zagrozić stolicy Afganistanu. Główny ciężar walk ze strony USA we wschodnich prowincjach poniesie w tym roku 1. Dywizja Piechoty, która wyląduje w Afganistanie na początku kwietnia.

Niepokój musi wzbudzać również zwiększenie aktywności, a nawet odtwarzania obozów treningowych Al-Kaidy w prowincjach wschodnich. Przynajmniej chwilowe odrodzenie się tej organizacji w Afganistanie na szerszą skalę było notowane już w 2010 roku. Choć wówczas dowódcy bagatelizowali to zagrożenie, wiadomo, że siły specjalne aktywnie zwalczały Al-Kaidę na wschodzie Afganistanu przez ostatnie lata. Niepokoić może również wysoka aktywność tej organizacji w kontrolowanej przez Wojsko Polskie prowincji Ghazni.

Zmiana taktyki

Czy walki w wymiarze konwencjonalnym naprawdę będą tak intensywne jak spodziewają się amerykańscy dowódcy? Niekoniecznie. Wpływ na to ma postawa administracji prezydenta Obamy, który przyjął niezbyt fortunną dla prowadzenia wojny decyzję o dokładnym zaplanowaniu (i wyrażaniu tego publicznie) wycofywania wojsk z Afganistanu. To tak jak gdyby w środku konfliktu zbrojnego jedna ze stron zapowiedziała z góry kiedy zakończy walkę.

Talibowie nie mają tym samym interesu w angażowanie się w krwawe walki z siłami ISAF i USA, póki zachodni koalicjanci mają tak wielką przewagę. O wiele korzystniej dla nich będzie „przeczekać” ten sezon , koncentrując się na atakowaniu tak zwanych „miękkich celów„, organizowaniu zamachów i wykorzystywaniu IED, zasadzek i zamachów samobójczych na dużą skalę. Rzecznik Talibów zapowiedział już zastosowanie tej taktyki, a także koncentrowanie sił powstańczych w regionach, w których siły koalicji będą szczególnie osłabione.

Tymczasem, dowódcy koalicji bardzo liczą na pomoc afgańskich sił bezpieczeństwa w regionach, w których siły ISAF i USA zostaną zmniejszone. System milicji lokalnych Afghan Local Police (ALP), angażujący mieszkańców do obrony przed powstańcami okazał się bardzo skuteczny w ostatnich miesiącach. Choć ALP nie stanowi siły, która samotnie mogłaby oprzeć się Talibom, jest niezastąpione w identyfikacji bojowników, wywiadzie taktycznym, a także odciąganiu Afgańczyków od wstępowania w powstańcze szeregi.

Pierwsze oznaki zapowiadanych przez Talibów działań widoczne były już wczoraj rano, kiedy to ubrany w mundur sił afgańskich bojownik zabił dwóch żołnierzy NATO. Ta chętnie używana przez Talibów taktyka walki była szeroko stosowana również tuż przed zeszłorocznym sezonem.

Talibowie przeczekają ISAF?

W kontekście możliwego przyjęcia przez Talibów bardziej zachowawczej postawy i skupieniu się na wymienionych wyżej działaniach, mogą zastanawiać pobrzmiewające w wypowiedziach amerykańskich przywódców zapowiedzi defensywnej taktyki. Biorąc pod uwagę, że jest to być może ostatni rok, w którym koalicja może pozwolić sobie na zdecydowaną ofensywę należałoby okoliczności te wykorzystać. W innym wypadku, nawet jeśli Talibowie nie osiągną w tym roku znaczących sukcesów, tak naprawdę oni będą zwycięzcami. Przyjmą zapewne bardziej agresywną postawę za kilkanaście miesięcy, gdy siły koalicji mają wycofywać się na pozycje pomocnicze i później, gdy będą stanowić jedynie ciało doradcze, liczące kilka tysięcy żołnierzy.

Nie dziwi więc, ze amerykańska generalicja podnosi potrzebę utrzymania wysokiej liczby żołnierzy w Afganistanie w 2013 roku. Jest to silnie argumentowane potrzebą wykorzystania sukcesów osiąganych na południu od 2009 roku, a także wzmożonego wysiłku jaki potrzebny będzie jeszcze na wschodzie. Nic jednak nie wskazuje by prezydent Obama wycofał się ze swoich planów. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę zbliżające się wybory prezydenckie, październikowe zmniejszenie sił USA o 30 tys. żołnierzy wydaje się być przesądzone.

Czy Amerykanie zmienią przyjęty plan po wyborach? W tej chwili trudno przewidzieć, ale nie wydaje się by trzymając się obecnie obowiązującego udało zmusić się Talibów do negocjacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie polityczne napięcia z afgańskim rządem (palenie Koranu, sprawa Roberta Balesa) i władzami Pakistanu.

Mateusz Grzywa

8 thoughts on “Wojna w Afganistanie: czas gra na korzyść Talibów

  1. KATASTROFA.
    O ile prowadzenie nalotów i operacje sił specjalnych w celu niszczenia infrastruktury islamskich organizacji terrorystycznych da się uzasadnić z strategicznego i wojskowego punktu widzenia tak jak to miało miejsce w Afganistanie w latach 2001-02, to wysyłanie potężnych sił lądowych w celu pacyfikacji zapomnianych dolin w celu zaprowadzenia demokracji w kraju o tradycjach rodem ze średniowiecza to skrajny przykład głupoty i debilizmu. Amerykanom należy się Nagroda Nobla za głupotę.
    Pamiętam jak w 2001 roku podczas nalotów na Afganistan media amerykańskie przestrzegały by nie wysyłać wojsk lądowych do tego kraju aby nie powtórzyć losu Armii Czerwonej.
    Pamętam (2001 rok) jak armia amerykańska informująca o operacjach komandosów w górskich przełęczach uspokajała opinie publiczną że to tylko operacje specjalne a o żadnej dużej operacji lądowej nie ma mowy. To był rok 2001 czyli dopiero 12 lat po klęsce Sowietów. Potem po cichu Amerykanie zwiększali siły w Afganistanie aż dzisiaj jest ich 90 tysięcy plus 30 tysięcy z pozostałych krajów. W 2001 roku taka sytuacja była niedopomyślenia, dlatego Amerykanie to głupki cofające się w rozwoju. Zastanawiam się gdzie się podziała amerykańska opinia publiczna i niezależni analitycy itd. Nie jestem antyamerykański ale głupota ich poprostu drażni mnie.
    Spójrzmy bardziej szczegółowo na sytuację w Afganistanie. Media przez wiele kreowały tę wojnę w sposób prostu: dzielni żołnierze wolnego świata walczą z złymi terrorystami chcącymi zniszczyć świat a w tle klaskająca ludność cywilna pragnąca amerykańskiego żołnierza obok siebie bardziej niż wody.
    Jednak sytuacja nie jest taka prosta, wojna w Afganistanie to już nie wojna z terroryzem to wojna PARTYZANCKA. Proszę porównać rozkład strat koalicji w poszczególnych prowincjach z mapą etniczą Afganistanu. Łatwo dostrzec że wysokie straty koalicji w poszczególnych prowincjach idealnie pokrywają się z prowincajmi zamieszkiwanymi przez Pasztunów. Pasztunowie prowadzą wojnę partyzancką przy wsparciu Pakistanu który widzi ich jako władców Kabulu i jako sojuszników Pakistanu niepodatnych na wpływy Indii.
    Amerykanie od 2009 roku prowadzą kampanię przeciwpartyzancką ale jest ona skazana na porażkę. Stara zasada przeciwpartyzancka mówi „jeden szeryf na 50 mieszkańców”, przy zachowaniu tej proporcji życie partyzantów/rebeliantów/terrorystów staje się trudne. Afganistan liczy sobie prawie 30 milionów mieszkańców czyli potrzeba conajmniej 600 tysięcy żołnierzy, to studnia bez dna. Patrząc na działania choćby Polaków to my prowadzimy kampanię antyterrerystyczną w warunkach wojny partyzanckiej co jest pomyłką. Siedzimy w odizolowanych bazach od ludności i próbujemy kontrolować teren oraz główną drogę oraz prowadzimy operacje specjalne. Szkolimy Afgańczyków ale nawet oficjalnie Amerykanie przyznają że procent dezercji sięga nawet 30%. Nie będe się już rozpisywał o metodach przeciwpartyzanckich jakie należy zastosować a które Amerykanie zaczeli stosować od 2009 roku ale Polakom pomyliły się wojny i po wycofaniu naszych sił w dystryktach pasztuńskich władza nieoficjalna stanie się oficjalna a władza rządu kabulskiego nadal będzie istnieć na papierze.

  2. Szanowny Waldi ,co do pierwszej kwestii – za oceanem zrozumiano jakiś czas temu to, że USA nie mają szans rozstrzygnąć na swoją stronę lądowego konfliktu, takiego jak Irak czy Afganistan. Mówił o tym Robert Gates, gdy jeszcze był na urzędzie, podczas przemówienia w West Point, bodaj w 2010 roku. 
    Wynika to z dwóch prostych przyczyn. Po pierwsze lądowe siły USA są po prostu zbyt małe do prowadzenia działań okupacyjnych. Dodatkowo przy prowadzeniu działań na tak oddalonym teatrze stosunek żołnierzy walczących, do obsługujących logistykę wynosi (jeśli się nie mylę) 1:5. 
    Po drugie siły lądowe USA szkolone były do działań konwencjonalnych i te im szły świetnie np.  dwa razy w Iraku. Nie są jednak przygotowane do walki z partyzantami, a już na pewno do działań natury policyjnej, której de facto musiały podejmować się w Iraku i Afganistanie. 
    W Pentagonie już to wiedzą i więcej tego błędu w najbliższym czasie na pewno nie popełnią. Tak przynajmniej sądzę.

    Uważam, że siły specjalne to jest to, czym można walkę z Talibami/Al-Qaidą/AQAP itd. wygrać. Wydaje się , że  USA zmierza się w stronę rozwoju spec.sił, w Polsce zresztą również. Obecnie powszechnie mówi się, że istniejące siły eksploatowane są zbyt mocno. 

    Co do Afganistanu to celem na dziś nie jest „zwycięstwo”, a odpowiednia pozycja w negocjacjach. Nie da się jednak ukryć, że Obama od 2009 r. dał Talibom „popalić”. I nie chodzi tutaj nawet o siły konwencjonalne operujące na południu , ale właśnie o spec.siły, ale także naloty UAV. Czytałem bardzo ciekawy artykuł , mniej więcej sprzed roku. Dotyczył tajemniczych likwidacji talibańskich przywódców w Pakistanie, nawet w ich mateczniku – mieście Quetta. Zabijani byli nawet bojownicy cieszący się poparciem ISI…

    Tego typu środki są skuteczne w zwalczaniu „guerilla warfare” i moim zdaniem mogły zmusić Talibów do bardziej ugodowej postawy przy rozmowach. Reporterzy z frontu donosili, że w samym ruchu Talibów pojawiają się pęknięcia i napięcia związane właśnie ze skutecznością taktyk ISAF i USA.

    Pytanie, czy ostatnie klęski polityczne nie zniweczą tego wszystkiego. Kabul buntuje się przeciw „nocnym rajdom” sił specjalnych, Islamabad przeciw nalotom UAV. Przez własne błędy Amerykanie mogą stracić swoje najskuteczniejsze oręże.  

  3. Amerykanie podjeli szerokie działania przeciwpartyzanckie od 2009 roku gdy nastąpił znaczący napływ wojsk.
    http://www.nytimes.com/interactive/2009/10/01/world/middleeast/afghanistan-policy.html
    Jednak problem w tym że właśnie w 2009 roku Obama ogłosił kiedy zakończy się operacja militarna, to tak jakby alianci w 1942 roku zadeklarowali się że będą jeszcze walczyć z III Rzeszą przez rok. Talibowie wiedzieli że są już zwycieżcami, poprostu muszą przeczekać Amerykanów „…Wy macie zegarki a my mamy czas…”-Mułła Omar.
    Amerykanie nasili działania i jak Pan wspomniał likwidowali ważne figury wśród bojowników ale Talibowie 10 lat nie rządzą w Kabulu to jeszcze mogą cierpliwie poczekać 2-3 lata tymbardziej że nie zanosi się na to aby Amerykanie zostawili stabilny i skuteczny rząd w Kabulu będący w stanie oprzeć się Talibom. Amerykańskie działania częściowo były skuteczne do tego stopnia że część Talibów mniej radykalnych chciała pójść na układ pokojowy ale jeżeli wierzyć przeciekom Wikileaks to wywiad pakistański groził aresztowaniem tym Talibom którzy zaprzestaną walki a ten sam wywiad nawet planował niektóre zamachy i zapewniał wsparcie logistyczne Talibom.
    „…Tego typu środki są skuteczne w zwalczaniu „guerilla warfare” i moim zdaniem mogły zmusić Talibów do bardziej ugodowej postawy przy rozmowach…” Oczywiście wzmacniają Amerykanów przy stole negocjacyjnym ale pokonanie partyzantki nie mierzy się ilością zabitych bojowników jak w klasycznym konflikcie. Tu już nie ma mowy o żadnym „pokonaniu” lecz honorowym wyjściu.
    Co do naszego podwórka to uważam że błędem było przejmowanie odpowiedzialności za całą prowincję Ghazni, niechodzi już o to że partyzanci po wycofaniu Amerykanów odzyskali swoje wpływy ale o to że zmarnowaliśmy ogromne środki finansowe na kampanię niemającą żadnego wpływu na nasze bezpieczeństwo a środki które powinny być przeznaczone na budowe obrony przeciwlotniczej utopiliśmy w studni zwanej Afganistanem, niedługo nasza flota przestanie istnieć a przy naszej długiej linii brzegowej to kompromitacja.

  4. Tak jak napisałem w artykule, mnie również ogłoszenie decyzji o planie wycofywania wojsk kilka lat wcześniej wydaje się śmieszne. Realia demokracji i przyszłej walki wyborczej. Inną sprawą jest odpowiedź na pytanie czy przedłużanie obecności dużych sił konwencjonalnych w Afganistanie ma sens…

    Sytuacja w Afganistanie będzie zależeć głównie od sąsiadów. Amerykanie tracą grunt pod nogami. Ich pozycja w Azji Centralnej osłabia się – Rosja i Chiny działają co raz aktywniej (w jednym z ostatnich numerów Polski Zbrojnej wyczytałem, że Chiny oferowały Kirgizji 3mld$ za zamknięcie dla USA bazy w Manas). Stosunki z Pakistanem są obecnie zdemolowane, o Iranie nawet nie mówię. W najbliższym czasie mają rozpocząć się negocjacje nt.przyszłej stałej obecności wojsk USA w Afganistanie, ale czy ma to sens ? Możliwe, że Amerykanie będą musieli na ten moment „odpuścić” Azję Centralną. Pytanie jak działać by nie dopuścić do szybkiego odrodzenia struktur Al-Qaidy po 2014 roku ? Utrzymanie bazy w regionie, z której mogłyby operować siły specjalne jest jakąś opcją… Myślę jednak, że powinno dojść do kooperacji z Szanghajską Organizacją Współpracy. Przecież islamski ekstremizm jest także problemem Chin i Rosji. Nie jest zresztą wykluczone, że sam Afganistan w przyszłości dołączy do tej struktury (polecam tutaj bardzo aktualną, choć zabarwioną chińskim spojrzeniem na sprawę, analizę – http://csis.org/files/publication/120322_Zhao_ChinaAfghan_web.pdf ).
     
    Pakistan jednych Talibów wspiera, innych zwalcza. Taki już „urok” tego regionu. Niemniej na pewno rządzący w Islamabadzie wolą sprawdzony rząd w Kabulu, niż taki, które ewentualnie mógłby zwrócić się w stronę Indii. Współpraca z Talibami w latach 1996-2001 układała się w miarę poprawnie, czemu więc nie mieliby postawić ponownie na tę opcję. 
    Ogólnie co raz więcej wskazuje na to, że sytuacja w Afganistanie w roku 2014 może być podobna do tej sprzed 2001 roku. Pytanie co się stanie z ok.350 tys. afgańską armią, która ma powstać do 2014 roku?

    O Polsce w tym kontekście nie chciałbym się tu szerzej wypowiadać, bo to nie czas i miejsce, ale nie negowałbym z zasady wysyłania żołnierzy na NATOwskie, czy nawet „koalicyjne”, jak w Iraku, operacje.

    Marynarka Wojenna to już zupełnie inny temat. Linię brzegową owszem, mamy sporą, ale czy ze strony Bałtyku może nam w dającej się przewidzieć przyszłości coś zagrażać ?

  5. Uważam że mimo że żyjemy w czasach dla Europy bardzo pokojowych to należy utrzymywać flotę wojenną. Pokój to rzecz zmienna a położenie geopolityczne między Niemcami w Rosją chyba wieczne.
    Putin wraca do władzy.

  6. Ja również nie neguje udziału Polaków w misjach zagranicznych, są choćby konieczne ze względu na zobowiązania sojusznicze ale wysyłanie 2600 żołnierzy do dzikiego kraju i obejmowanie kontroli nad terytorium wielkości woj.Wielkopolskiego zamieszkałego przez 800 tysięcy ludzi na wschodzie kraju to błąd. Ale dosyć ciekawym wariantem byłoby tworzenie wspónej strefy odpowiedzialności w miarę stabilnej północy razem z Niemcami. Widzę same plusy z takiego wariantu, jesteśmy przecież sąsiadami. Prowadząc wspólną operację z Niemcami moglibyśmy otworzyć naprawdę dobry rozdział dla Polskiego Wojska. Nawiązalibyśmy naprawdę bliską współpracę z armią niemiecką: wspólne szkolenia, wymiana informacji, poprawa stosunków dwustronnych i pewnie łatwiej byłoby kupować uzbrojenie od Niemców.
    Panzerhaubitze 2000 albo Leopard 2 wersja A6 w polskiej armii to by było coś.

  7. Pięć lat temu Amerykanie odmawiali rozmawiać z talibami. Teraz Talibowie nie chcą rozmawiać z Amerykanami.Rownowaga sil sie zmienila w Afganistanie.

Komentowanie wyłączone.