Ile kosztuje atak na Iran?

bomb_iranJeżeli Unia Europejska nałoży embargo na dostawy irańskiej ropy, to Iran zablokuje cieśninę Ormuz, a wtedy Amerykanie – używając słów amerykańskiego Sekretarza Obrony, Leona Panetty – ponownie ją otworzą. Tak wygląda najczarniejszy scenariusz na następne dni/tygodnie, równający się bezpośredniej konfrontacji  Oznacza to, że gdy ajatallahowie zechcą zamknąć cieśninę Ormuz, spotkają się z amerykańskim (i zapewne nie tylko) wojskiem, z którym nie mają większych szans.  Amerykanie na wojsko wydają najwięcej, są najsilniejsi militarnie, a także dysponują najnowocześniejszymi technologiami  O ile świat może pieścić się – i robi to od kilku ładnych lat – w sprawie programu atomowego, o tyle zatamowanie transportu przez Ormuz (a idzie tamtędy ok. 40% morskiego transportu ropy) musi spotkać się ze zdecydowaną reakcją i brakiem aprobaty przez niemal wszystkich uczestników życia międzynarodowego. To zresztą, ze strony Teheranu,  krok w rodzaju ataku Kamikaze – taktyka pt. utopić siebie i innych, bo irańskie okręty też tamtędy pływają. Prafrazując Talleyranda, zamknięcie cieśniny to gorzej niż zbrodnia – to błąd.

Kompletnie jednak zmienia się kontekst sytuacji. Czym innym jest tzw. atak prewencyjny, wymierzony w irańskie ośrodki nuklearne, niezgodny z prawem międzynarodowym, a czym innym odpowiedź na zamknięcie cieśniny Ormuz. Inna byłaby ocena społeczności międzynarodowej, sąsiadów Iranu, ludności muzułmańskiej, a także mediów. Kto wie, może nawet udałoby się uchwalić rezolucję RB ONZ? Wszakże taka blokada uderzyłaby również w Chińczyków, a i nawet Rosjanom ciężko byłoby tłumaczyć Persów. Amerykanie naturalnie wtedy mogliby zdecydować się na przekroczenie mandatu i zaatakowali również z powietrza, ale odbiór tego wydarzenia – ze strony świata – byłby już zupełnie inny. Irańczycy sami podają się na tacy, bo w przypadku konfrontacji morskiej są skazani na porażkę (ale mogą na jakiś czas zablokować ruch w cieśninie – starcia, miny, zatapianie statków etc), a jeżeli blefują – tym gorzej dla nich, gdyż tym razem prezydent Obama może powiedzieć “sprawdzam”. Irańczycy zagrali od początku swoją najmocniejszą kartą, zostawiając sobie ograniczone możliwości na przyszłość.

Iracka eskapada kosztowała Amerykanów około biliona dolarów. Kosztowna decyzja. Zastanówmy się jednak, “ile” kosztować (w znaczeniu bardzo szerokim) może atak na Iran. Mówiąc inaczej – czemu Amerykanie od tylu lat zastanawiają się nad atakiem na irańskie ośrodki nuklearne? Czym to grozi? Różnie można oceniać prawdopodobieństwo i skalę tych negatywnych skutków, ale analizując sytuację – niewątpliwie nie można od nich abstrahować i Biały Dom powinien zrobić wszystko, aby zminimalizować ryzyko pojawienia się poniższych problemów.

1. A co, jeśli się nie uda?

O to, że amerykańskie i/albo izraelskie samoloty poradzą sobie z lotnictwem irańskim można być spokojnym. Iran ma czym odpowiedzieć, ale nie będzie w stanie skutecznie się obronić.

Tylko że atak może okazać się nieskuteczny. Irańczycy porozrzucali po kraju około pięciu razy większym niż Polska, a część instalacji znajduje się głęboko pod ziemią. Ewentualny nalot może po prostu nie objąć wszystkich obiektów, co spowoduje jedynie kupienie krótkiego okresu czasu.

Inne pytanie brzmi – czy Irańczycy nie są na takim poziomie technologicznym, że będą w stanie szybko wyleczyć rany i wrócić do poziomu wyjścia? A jeśli okaże się – tak jak w przypadku Iraku – ze było to więcej hałasu niż zagrożenia?

Obama decydując się na atak z powietrza wie, że ewentualne niepowodzenia będzie niezwykle kosztowne w kampanii wyborczej. Starcia na morzu – w słusznym celu jakim może być odblokowanie cieśniny – to zupełnie inna piłka, którą trzeba będzie kopnąć, jeżeli Iran się nie cofnie.

2. Umocnienie władzy w Iranie

Pamiętacie protestujący Teheran po wyborach prezydenckich z 2009 roku? Władza bez większych problemów uporała się z rozbitą opozycją, ale mieliśmy do czynienia z kiełkowaniem społeczeństwa obywatelskiego, Bombardowanie może zatrzymać ten proces, ponieważ nuklearne ambicje nie są wymysłem tylko Chamaneia czy Ahmadineżada. Pierwsze prace – m.in. z pomocą francuską – przeprowadzał szach Reza Pahlavi. Ludność – ta sama, która nie ma perspektyw, musi walczyć z olbrzymią inflacją oraz bezrobociem – nie będzie przecież popierać bombardowania własnego kraju. Przy okazji władze znajdą sobie winnego swoich niepowodzeń gospodarczych..

Zmiana władzy mogłaby nastąpić tylko w przypadku operacji a’la w Libii (tylko kogo popierać w Iranie? Kurdów? Fundamentalistów?) albo w przypadku interwencji lądowej. Nie wiem, po jakiej wódce musieliby być Władimir Putin z Hu Jintao, aby dopuścić do takiej sytuacji. Interwencja lądowa oznacza problemy z poparciem międzynarodowym, ale również kolejną drogą eskapadę, na którą Amerykanów nie bardzo stać.

3. Problemy w Iraku i Afganistanie

W Iranie szyici stanowią 98% społeczeństwa, w Iraku – około 60%. W Iraku – po wycofaniu Amerykanów – mamy do czynienia z festiwalem fajerwerków, zamachami i wielką kłótnią polityczna, w ramach której wiceprezydentowi, sunnicie zarzuca się wspieranie terroryzmu, a on sam … ukrywa się u Kurdów. Iran posiada możliwość oddziaływania na sytuację w Iraku – przecież niestabilność Iraku była w dużej mierze sponsorowana przez Iran. Dochodziło nawet do bezpośrednich, amerykańsko-irańskich walk. Podsumowując – Iran może odpowiedzieć w Iraku, pogarszając niestabilną sytuację i wykorzystując część niechętnych Ameryce szyitów (i nie tylko) do zwalczania nowych władz, pozbawionych amerykańskiego oparcia militarnego. Pomijając już zupełnie inny aspekt – Iran był od zawsze mocno zaangażowany w psuciu Waszyngtonowi w Iraku (np. przerzucanie broni), ponieważ słaby Irak nie będzie zagrożeniem dla Teheranu.

Cóż, w Afganistanie są z kolei żołnierze NATO, głównie amerykańscy, i co prawda pomimo tego, że między Irańczykami, a talibami nie ma miłości, to zastosowanie znajduje zasada “wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. W Afganistanie jednak Teheran może mniej niż w Iraku. Amerykanie mogliby osłabić argument afgański, gdyby porozumieli się z talibami.

4. Bezpośrednia i pośrednia odpowiedź Iranu

Iran dysponuje zapleczem technologicznym, aby spróbować bezpośrednio odpowiedzieć. Tak, spróbować to odpowiednie sformułowanie, bo o ile nikt nie zarzuca rakietom irańskim, że daleko nie dolecą (np. do Turcji, do Izraela czy do baz amerykańskich na Bliskim Wschodzie), o tyle problemem może okazać się ich precyzyjność. Trochę mogliby się rozczarować, gdyby celowali w Tel Awiw, a trafili w Ramallah. W każdym razie Iran środki do odpowiedzi ma, w postaci m.in. rakiet Shabab.

Zupełnie innym problemem są możliwości pośredniego wspierania ataków – na przykład na Izrael. Przecież to Rada Strażników Rewolucji założyła i wyszkoliła w latach 80-tych, współrządzący obecnie w Libanie, Hezbollah. Oczywiście w bezpośredniej konfrontacji z Izraelem byłby bez szans, ale z pewnością udałoby się napsuć dużo krwi Izraelczykom na północy.

Iran dysponuje również wpływami w Hamasie, ale radykałowie – przynajmniej na tę chwilę – zmienili strategię i ogłosili, że są gotowi uznać granice z 1967 roku. Nietrudno jednak zgadnąć, że ewentualny atak na Iran – jednego ze sponsorów Hamasu – nie spotkałby się z aprobatą w dowództwie, o dołach już nie mówiąc.

5. Niezadowolenie i gniew ludzi na Bliskim Wschodzie

Amerykanie – łagodnie mówiąc – dobrego PR-u na Bliskim Wschodzie nie mają, a ewentualny atak lotniczy na Iran tylko pogorszyłby te notowania. To z kolei może grozić wzrostem poparcia dla ekstremistów i napędzaniem rekrutów do organizacji terrorystycznych działających w świecie muzułmańskim. Efektem byłby wzrost zagrożenia i kolejne osłabienie amerykańskiego “soft power”.

Tym ryzykują Stany Zjednoczone decydując się na atak militarny na program atomowy Iranu lub popierając takowy ze strony Izraela. Ryzyko jest olbrzymie, a zyski niepewne.  Inaczej będzie w przypadku blokady cieśniny Ormuz – wtedy Waszyngton będzie zmuszony do błyskawicznej reakcji, a świat usprawiedliwi starcie.

9 thoughts on “Ile kosztuje atak na Iran?

  1. „O to, że amerykańskie i/albo izraelskie samoloty poradzą sobie z lotnictwem irańskim można być spokojnym. Iran ma czym odpowiedzieć, ale nie będzie w stanie skutecznie się obronić.”

    Z tą tezą nie mogę się zgodzić. Przyzwyczailiśmy się do myślenia o amerykańskim potencjale militarnym jako bezdyskusyjnej gwarancji zwycięstwa tego państwa w każdym możliwym konflikcie. Tymczasem w przypadku Iranu mamy do czynienia ze stabilnym, silnym wewnętrznie państwem o zorganizowanych, karnych i stosunkowo dobrze wyposażonych siłach zbrojnych, czego przykładem jest chociażby ostatnie przechwycenie tajnego, bezzałogowego samolotu rozpoznawczego RQ-170 Sentinel za pomocą najnowszych rosyjskich wynalazków z dziedziny walki elektronicznej. Ameryka tymczasem wszystkie swoje ostatnie konflikty i interwencje o charakterze zbrojnym prowadziła w regionach wybitnie niestabilnych a przede wszystkim z bardzo słabymi siłami przeciwnika. Irak czy Afganistan to przecież praktycznie od początku były wojny z partyzantami a naloty na Libię nie stanowiły tutaj wyzwania militarnego – raczej poligon doświadczalny dla nowych technologii bo po pierwszej salwie rakietowej przeprowadzonej przez US Navy można tam było latać praktycznie bez obaw na każdej wysokości. Amerykanie nie mieli jeszcze okazji sprawdzić jak zachowuje się ich cudo dominacji powietrznej F-22 w prawdziwej walce powietrznej. Kto wie, może znów wyszły by na jaw jakieś jego niesprawności (ostatnio przez kilka miesięcy zawieszono wszystkie loty F-22 z powodu poważnych problemów z wytwornicami tlenu – podobnie z pewnymi problemami rodzi się flota nowych F-35)?

    Pół serio, pół żartem można uznać, że o samym fakcie w miarę dobrej i szczelnej obrony przeciwlotniczej Iranu świadczy też fakt, że Izrael do tej pory nie dokonał pojedynczych operacji lotniczych na instalacje nuklearne w Iranie, tak jak zrobił to onegdaj w Iraku (operacja Opera z 1981 roku), bo państwo to jeszcze nigdy nie przejmowało się opinią międzynarodową a jednocześnie nie pozwoliłoby sobie na to, by pod nosem powstał im przeciwnik o potencjale nuklearnym. Jeżeli tylko by mógł – interweniowałby.

    Ewentualna interwencja mogłaby mieć charakter zupełnie pełnoskalowego konfliktu, co oznacza, że nawet taka potęga jak Ameryka ponosiłaby w nim straty – a to, w zachodniej demokracji medialnej zupełnie zmienia optykę konfliktu.

  2. Ciekawy artykuł.

    Co do Amerykanów, a właściwie ich rządu to oni mają zły PR już nei tylko na bliskim wschodzie. Również w Europie stracili sporo swej wiarygodności.

  3. Ile będzie kosztować tego niekt nie wie. Jest obecnie podobna sytuacja jak przed wojną z Irakiem, medialna propaganda, naciski, broń chemiczna teraz bomba atomowa. O tym w naszej TV i prasie jest mało informacji. lepiej pokazać w TV czy Palikot zapali skręta czy nie !!!

  4. USA zdecydowanie powinna uważać na powyższe zagrożenia ale podstawowym pytaniem pozostaje jak powstrzymać Iran przed budową bomby atomowej. Nie wolno zapominać że rządzący w Iranie fanatycy to ludzie pozbawieni jakiegokolwiek pragmatyzmu czy wręcz realizmu. Od lat wspierają terroryzm więc czemu nie mieli by go wspomóc tą bronią. Pierwsze głowice wymierzone byłyby w Izrael ale pamiętajmy że Europa jest kolejna. Straszliwą ślepotą jest myślenie że fanatyzm można czymkolwiek nasycić, nawet jeśli padnie Izrael, to hamas i hezbollah nie zaprzestaną działalności. Wystarczy poczytać o pewnych dzielnicach Londynu Malmo Paryża czy wielu europejskich miast, by wiedzieć że ich celem nie jest jakiś kawałek pustyni ale podobnie jak niegdyś celem komunistów czy faszystów jest cały świat.

  5. @Mateusz: No tak, ale do końca nie wiadomo jak udało im się przechwycić tego drona. Obrona powietrzna Iranu nie będzie szczelna dopóki Rosja nie wywiąże się z umowy dostarczenia SS-300, a i wtedy zapanowanie nad tak wielkim terytorium będzie niezwykle trudne. Siły zbrojne Iranu są całkiem sprawne, tylko nikt tu nie mówi o ataku lądowym – bo ten byłby samobójstwem – tylko wojnie w powietrzu, do tego najprawdopodobniej z wykorzystaniem pojazdów bezzałogowych ze strony USA, skupionej na niszczeniu celów naziemnych. To dwie różne bajki.

    @zloty: Dzięki za fajny link. Na pewno się zapoznamy!

    @Wojtek: Cóż, od czego jest internet i np. nasz skromny portalik? 🙂

    @Olaf: Trudno mi się z Tobą zgodzić. Akurat ajatollahowie są bardzo pragmatyczni. Wspierają organizacje terrorystyczne bo leży to w interesie Iranu (w niedrogi sposób potrafią związać przeciwników takich jak Izrael czy USA w Iraku, Strefie Gazy czy Libanie). Z tego samego powodu budują wizerunek nieprzewidywalnych, zdolnych do wszystkiego – bo dzięki temu każde państwo dwa razy się zastanowi przed ewentualnym atakiem. Argumentów jest jeszcze wiele, część z nich przedstawił Piotrek Wołejko w artykule Iran – racjonalny oportunista. Polecam!

    1. http://www.euroislam.pl/index.php/2012/01/hezbollah-–-globalny-terrorysta/
      Jak widać Hezbollach nie jest jakoś wyjątkowo pragmatyczny bo w Tajlandii Iran nie ma rzadnych interesów, tym bardziej że ta importuje ropę z Brunei. A propo tego typu działań przypominam politykę ZSSR w stosunku do Chin w latach międzywojennych. Poparce a nawet pomoc jaką dostaryli Kuomintangowi był doraźne a kiedy tylko sytuacja zmieniła się na ich korzyść poparli Mao i zrobili co chcieli. Iran tak samo czeka tylko na okazje zmianę swojej sytuacji. A co do tej nieprzewidywalności to właśnie ona doprowadza teraz do wojny bo Indii czy Pakistanu jakoś nikt za ich za prace nad bronią atomową nie chciał bombardować

      1. Moim zdaniem niesłusznie zakładasz, że Hezbollah działa tylko w interesie Iranu, sam nie mając żadnych celów itp. Co do nieprzewidywalności, to tu się po części zgadzam – ajatollahowie w wyniku klęski irackiej i afgańskiej poczuli się za mocni, za bardzo uwierzyli w swoje siły, przeciągnęli strunę w negocjacjach myśląc, że nikt ich nie ruszy, sami zapędzili się w kozi róg fanatyzmu, skąd trudno już przejść na jakiekolwiek sensowne pozycje. Na szczęście dla nas na razie cała wojna toczy się po cichu, przez cyberataki i zamachy, a groźba eskalacji choć wisi nad nami od kilku lat jak na razie pozostaje tylko groźbą, a nie realnym zagrożeniem. (Choć trzeba mieć na uwadze to, że sytuacja jest niezwykle dynamiczna).

  6. a wszystko to po to aby podnieść cenę ropy:

    USA jeszcze 15 lat temu było największym odbiorcą gazu na świecie. Dziś potrafią zaspokoić swój wewnętrzny popy w 100% i co najważniejsze są 2 na świecie eksporterem tego surowca. A wszystko to z łupków.

    USA posiada również technologię umożliwiającą wydobywanie z owych łupków ropy naftowej – lecz jest to droższe rozwiązanie niż wydobycie gazu.

    Wg otwartej deklaracji białego domu do 2020 roku USA będzie w 100% samowystarczalna w ropę i gaz. Aby plan był opłacalny do realizacji, amerykanie muszą grać na zwyżkę ceny ropy – która jest tylko dla nich kożystna.

    Niby nikomu to nie pasuje oprócz USA lecz UE i strażnik bliskiego wschodu IZRAEL są za. Dlaczego? Upubliczniono informację o potężnych złoża ropy pod dnem morza śródziemnego w rejonie: Cypr, Turcja, Izrael. W planach jest wykonanie rurociągu: Izrael – Cypr – Grecja (UE) z pominięciem Turacji. Niemcy korzystają z rury przez Bałtyk. W. Brytania i Hiszpania otwierają nowy porty paliwowe.

    Cel ominąć pośredników – dusić brakiem surowców pozostałe kraje. A to jest wartę wszelkich kosztów.

    p.s do gry wchodzą Indie i Chiny które będą kupować od Iranu ropę NIE za dolara lecz za ZŁOTO. Ponadto Iran NIE zablokuje cieśniny – to byłby strzał w stopę, zrobi coś innego czyli od zaraz zastosuje się do nałożonego embarga przez USA i UE i przestanie sprzedawać ropę do Europy – nie będzie czekał na 1 kwietnia (planowane przez UE wygaśniecie umów).

Komentowanie wyłączone.