Atak na Iran – kosztowna pomyłka

Gdy w mediach powraca temat zbliżającego się wielkimi krokami ataku na Iran, nie mogę powstrzymać się od stwierdzenia, iż – jak powiedział Talleyrand – „byłoby to gorsze niż zbrodnia, byłby to błąd”. Decyzja o ataku na Iran, którą uzasadnia się prowadzeniem przez ten kraj prac nad programem nuklearnym (najpewniej jednocześnie cywilnym i wojskowym), opiera się na szeregu błędnych przesłanek. Co więcej, zwolennicy uderzenia w sposób istotny minimalizują negatywne konsekwencje takiego obrotu zdarzeń. Głównym problemem wydaje się niezrozumienie myślenia irańskich elit władzy. Entuzjaści ataku uważają, i taką narrację sprzedają w mediach, że irańskie władze składają się z szaleńców ogarniętych wizją zniszczenia Izraela i siania niepokoju w regionie.

O ile prezentowanie przeciwnika w taki sposób jest bardzo wygodne, a przy tym efektowne, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ajatollahowie potrafią chłodno kalkulować i podejmować bardzo racjonalne decyzje. Pisałem o tym w artykule dla Polski Zbrojnej z połowie ubiegłego roku (Iran – racjonalny oportunista, PZ 23/2011). Przywoływałem w tym tekście dwóch amerykańskich ekspertów od polityki międzynarodowej, Raya Takeyha i Valiego Nasra, którzy twierdzą, iż „Iran nie jest, wbrew powszechnemu przekonaniu, mesjanistyczną potęgą zdeterminowaną wywrócić regionalny porządek w imię wojowniczego islamu; jest niezwykle oportunistycznym państwem starającym się zapewnić sobie dominację w najbliższym sąsiedztwie„.

Meandry irańskiej dyplomacji

W podobnym tonie wypowiedział się Ali Alfoneh, irański politolog i ekspert konserwatywnego think-tanku American Enterprise Institute w rozmowie z Rzeczpospolitą (wydanie z 24 stycznia br.): „Wbrew temu, co często się o Iranie pisze, Republika Islamska systematycznie podejmowała racjonalne decyzje w obliczu egzystencjalnych zagrożeń„. Dalej Alfoneh podaje przykłady takiego zachowania ze strony Teheranu: „[Republika – przyp. P.W.] potrafiła współpracować (…) z wrogiem – Izraelem – aby się obronić przed agresją Iraku w latach 80., a w obliczu porażki w tej wojnie zaakceptowała niekorzystne zawieszenie broni. Nie poszła w ślady III Rzeszy (do której jest często porównywana) i nie walczyła do końca, co pewnie skończyłoby się zbiorowym samobójstwem„.

Jednocześnie irański ekspert z AEI zauważa ciekawą prawidłowość, na którą należy zwrócić większą uwagę. Alfoneh mówi, iż: „(…) kiedy sytuacja nie zagraża istnieniu państwa, Iran ma skłonność do popełniania rażących politycznych błędów i często się przelicza w swoich zamiarach„. Politolog słusznie dostrzega, iż „Teheran ma szczególną skłonność do interpretowania normalnych, cywilizowanych zachowań jego przeciwników jako oznak słabości. To stało się coraz bardziej widoczne, od kiedy prezydentem USA został Barack Obama, który postawił na łagodniejsze stanowisko względem Iranu„. Nic dziwnego, że nie okazało się ono skuteczne. Teheran błędnie je zinterpretował, a przeciwnicy zmiany twardego kursu wobec Iranu na konstruktywne zaangażowanie tylko przyklasnęli postawie ajatollahów i przedstawiają Obamę jako mięczaka i nieudacznika.

Warto przy tym pamiętać, że Irańczycy nie tylko nie potrafią odczytać gestów swoich przeciwników, lecz niekoniecznie zależy im na prawidłowym odbiorze wysyłanych sygnałów. Reżim znalazł się pod kontrolą konserwatystów, rośnie rola militarnej ostoi teokratycznego systemu władzy – Korpusu Strażników Rewolucji. Wśród irańskiej elity władzy dominuje aktualnie pogląd, iż jakiekolwiek otwarcie na świat i ustępstwa wobec presji Zachodu mogą doprowadzić do wybuchu buntu społecznego i obalenia reżimu. Skostniałe struktury nastawione są na trwanie, aparat represji coraz bardziej pracowicie prześladuje nieprawomyślnych obywateli, nawet tak wysoko postawionych w hierarchii władz jak eks-prezydent Mohammed Chatami czy eks-premier Mir-Hosejn Musawi.

Oportuniści, nie szaleńcy

Jednocześnie, chociaż w Teheranie dominują twardogłowi, „trzeba jasno powiedzieć, że przywódcy Iranu nie są samobójcami” – jak mówi wspomniany wyżej Ali Alfoneh z American Enterprise Institute. Nie wierzy on w to, że jeśli Iran zbuduje bombę jądrową, będzie dążył do wymazania Izraela z mapy świata. Jego zdaniem bardziej realistyczny jest scenariusz, w którym „Iran coraz agresywniej rzuca wyzwania swoim sąsiadom i przeciwnikom„, co będzie podsycało napięcie w regionie.

Uważam dokładnie tak samo, o czym zresztą pisałem w sierpniu 2010 r. we wpisie Implikacje irańskiego atomu dla Bliskiego Wschodu. Przytoczę fragment tego wpisu, gorąco zachęcając do lektury całego tekstu: „stworzenie koalicji balansującej przeciwko rosnącemu w siłę i gotowemu do ekspansji Iranowi. Zazwyczaj państw regionu nie chcą, aby na ich podwórku wyrósł gracz znacznie potężniejszy od pozostałych. Wzrost lokalnej potęgi wzmaga konflikty i może, w sposób niekorzystny dla słabszych, zmienić regionalny układ sił. Wówczas państwa zagrożone nową „siłą”, często zapominając chwilowo o dawnych urazach, sporach czy nienawiści, decydują się wspólnie stawić czoła ekspansji aspirującej potęgi. Czasem lokalna koalicja wzmacniania jest obecnością zewnętrznej potęgi, zainteresowanej utrzymaniem status quo w regionie, a więc z definicji wrogiej zbytniemu wzmocnieniu się jakiegokolwiek państwa ponad miarę”.

Nawet atomowy Iran można łatwo powstrzymać

Świat nie skończył się, gdy ZSRR wszedł w posiadanie bomby atomowej, ani gdy podzielił się tym odkryciem z Chinami. Kolejne państwa, choć jednak nieliczne, wchodziły w posiadanie broni A i nie doprowadziło to do przemiany globu w atomową pustynię. Atomowe odstraszanie wśród potęg jądrowych jest bardzo skuteczne. W przypadku Iranu również zadziała (Iran musi jeszcze skonstruować odpowiednie rakiety oraz umieścić bombę w tejże rakiecie, co nie jest takie proste).

Dodatkowo, Stany Zjednoczone zapewne obejmą sojusznicze kraje Zatoki Perskiej parasolem atomowym, gwarantując ich bezpieczeństwo. Uwolni je to spod presji Iranu i powstrzyma przed chęcią zbudowania własnego arsenału atomowego. Iran może pójść dwiema drogami: pierwszą, w której spróbuje wywrócić obecny ład regionalny do góry nogami i zwiększyć swoje wpływy; bądź drugą, w której reżim czując się wreszcie bezpiecznie skupi się na rozwoju gospodarczym i, w dalszej przyszłości, pójdzie drogą liberalizacji politycznej. Obecne wierzganie Iranu, w tym straszenie blokadą Cieśniny Ormuz, może wynikać ze strachu reżimu przed utratą władzy. Zabezpieczenie w postaci broni A powinno uspokoić myśli ajatollahów. Na co wtedy skierują swoją  uwagę?

To Ty, Czytelniku, zapłacisz za atak na Iran

Na koniec krótka uwaga dotycząca entuzjazmu dla uderzenia na Iran. Wszyscy już dziś odczuwamy na stacjach paliwowych koszty przymiarek do zaatakowania Iranu. Jeśli on jednak nastąpi, krótkofalowo ceny wystrzelą w górę. Iran może zareagować przesadnie, nie tyle próbując zablokować Ormuz, co zasypując gradem rakiet instalacje naftowe państw Zatoki oraz zatapiając tankowce. Wówczas wyższe ceny będą nam towarzyszyć dłużej. Jest jasne, co to oznacza dla światowej gospodarki, ledwo zipiącej po drugiej fali kryzysu finansowego.

Atak nie powstrzyma Iranu od prac nad bronią jądrową, nad którą pracują od połowy lat 70., czyli rządów obalonego przez rewolucję islamską szacha Pahlawiego. Reżim skonsoliduje władzę, gdyż program nuklearny (szeroko rozumiany, raczej cywilny niż wojskowy) ma poparcie zdecydowanej większości Irańczyków. Opozycja będzie musiała poprzeć władze, a te będą mogły przeprowadzić kolejną falę prześladowań i aresztowań, czyszcząc sobie przedpole polityczne na kilka następnych lat. O wariancie zmiany reżimu drogą zbrojną, czyli operacji na wzór iracki nie warto nawet myśleć. Amerykanie już zrozumieli, że tego się nie da zrobić.

Piotr Wołejko

5 thoughts on “Atak na Iran – kosztowna pomyłka

  1. Witam serdecznie.

    Sledze Pana bloga od jakiegoś już czasu, zwykle się z Panem zgadzam ,dlatego nie było sensu nic pisać ale tym razem wystąpię jako advocatus diaboli. W tej sprawie bliższe jest mi stanowisko M.Kroeniga i jemu podobnych, uważam ze atak na Iran powinien nastąpić ,a właśnie jest ku temu najlepszy czas oraz okoliczności. Sytuacja w cieśninie Ormuz, wycofanie się USA z Iraku ,sprawa embarga itp. Gdyby Iran zamknął cieśninę, pozwalało by to na rozpoczęcie operacji powietrzno-morskiej za ogólnym przyzwoleniem większości świata, co jak Pan wspomniał w politycznym kontekście jest nie do przecenienia. Gdyby Iran nie zdecydował się na taki krok zawsze można zagrać nieczysto w stylu operacji „Vicinity of Lybia” lub tym podobnej, która otworzyła by drogę do rozpoczęcia działań militarnych.

    Dobrze ,teraz dlaczego uważam ,ze użycie siły wobec Iranu powinno nastąpić:ponieważ sankcje bez poparcia krajów Azji oraz Rosji nie powstrzymają Iranu, ponieważ droga dyplomatyczna niczego już nie ugramy (sytuacja z negocjacjami na temat programu zaczyna przypominać serial pt”Korea Północna”),ponieważ zycie z nuklearnym Iranem będzie kosztować Usa dużo więcej niż potencjalne starcie(zarówno finansowo jak i politycznie),ponieważ samoczynne działania Izraela mogły by doprowadzić do trzeciej wojny światowej(a już na pewno do rozszerzenia konfliktu na większą ilość krajów Bliskiego wschodu co nomen omen i tak doprowadziło by do uwikłania w nie USA).

    Mamy podobne dane wejściowe ale wynik inny.

    Pan twierdzi: „trzeba jasno powiedzieć, że przywódcy Iranu nie są samobójcami” ja się z tym zgadzam ,z tego samego powodu twierdze ,ze Iran nie zaryzykuje wojny totalnej z USA, zniszczenie Irańskiej marynarki i instalacji nuklearnych(ewentualnie stacji radarowych i wyrzutni rakiet),spowoduje ograniczona odpowiedz Iranu, w postaci aktów terroru, być może ostrzelania jakiś malo znaczących instalacji(nic co mogło by spowodować powtórkę z Iraku).Przetrzymać atak, utrzymać władze reżimu, po wstrzymaniu nalotów przez USA odtrąbić zwycięstwo moralne ,stwierdzić ze szkody nie sa duże, ewentualnie zwiększyć domowy aparat terroru.
    Pan twierdzi: „Reżim skonsoliduje władzę, gdyż program nuklearny (szeroko rozumiany, raczej cywilny niż wojskowy) ma poparcie zdecydowanej większości Irańczyków.”Ja twierdze ,ze wynik mógłby być zgoła odwrotny, społeczeństwo doszło by do wniosku ,ze koszty nuklearnego Iranu nie dotyczą już tylko finansów i izolacji światowej ale ściągają im na głowę realne zagrożenie życia. W 2011 roku spędziłem w Iranie trochę czasu, w rozmowach z różnymi ludźmi uderzyło mnie właśnie to jak wielu Irańczyków wypowiadało się w sposób negatywny na temat całego programu i jego sensowności. Pewne rzeczy związane z programem może zauważyć każdy kto odwiedzi odpowiednie miasta w Iranie tutaj z mojej prywatnej kolekcji dwa zdjęcia z Isfachanu przedstawiają co zostało ze słynnej Zayandeh River kiedy wybudowano na niej tamę w wiadomych celach.

    http://imageshack.us/photo/my-images/853/isfachan2.jpg/
    http://imageshack.us/photo/my-images/803/isfachan1.jpg/

    Pan twierdzi: „Nawet atomowy Iran można łatwo powstrzymać”
    Ja twierdze :nic bardziej mylnego , to co uskutecznia Korea Północna przy atomowym Iranie będzie zabawa. Nie tylko ograniczy on pole działania USA wobec samego siebie ale całego regionu, używając szantażu nuklearnego w każdej ważniejszej sprawie(dokładna kopia tego co robi Korea),zmusi USA do utrzymywania dużych kosztownych sil ,które mogły by być spożytkowane w innych ważniejszych miejscach do tego rozkręci wyścig zbrojeń i żądań sojuszniczych których koszty będą musieli pokrywać amerykańscy podatnicy(tak wiem malo to obchodzi europejczyków).Do tego wizja utrzymywania tych sil może być bezterminowa, bo z moich obserwacji w Iranie na druga rewolucje to jeszcze długo poczekamy. Dodatkowo prawdopodobny jest scenariusz dozbrojenia nuklearnego niektórych krajów takich jak np. Arabia Saudyjska przez same USA, będą oni chcieli uniknąć pozyskania tej broni pokrętnymi metodami przez co będzie można sprawować nad nią większy dozór.
    Pan twierdzi:” Atomowe odstraszanie wśród potęg jądrowych jest bardzo skuteczne. W przypadku Iranu również zadziała (Iran musi jeszcze skonstruować odpowiednie rakiety oraz umieścić bombę w tejże rakiecie, co nie jest takie proste).”
    Ja twierdze: Nie można porównywać państw pokroju USSR albo Chin do państwa wyznaniowego, w którym dominującą role sprawuje wiara i kapłani oraz ich gwardia. Jednakże uznaje ze rozpoczęcie nuklearnej wojny przez Iran jako taki jest malo prawdopodobne, nie mam jednak cienia wątpliwości ,ze Iran będzie chciał wykorzystać siły trzecie Hezbollah lub Hamas i nie będzie potrzebował do tego rakiet. Jeden wybuch bomby w Tel Awiwie, miałby niesamowite konsekwencje dla państwa pozbawionego głębi strategicznej ,chociaż malo prawdopodobny z powyższych względów sama jego możliwość jest niedopuszczalna.
    Jeżeli chodzi o operacje militarna to większość przeciwników twierdzi ,nie maja sensu ponieważ nie uda się zniszczyć instalacji Iranu, ja natomiast pytam się na jakiej podstawie tak twierdza ,czy posiadają jakieś dane na temat tych instalacji, stopnia ich zabezpieczenia, budowy itp. Wydaje mi się ,iż wiele osób myli Iran z Chinami, bez przesady nie ta technologia, nie te fundusze. Gdybym miał postawić pieniądze kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko postawiłbym na amerykańskie Gbu-57.
    Inna sprawa jest brak potrzeby niszczenia absolutnie wszystkich instalacji ,wbrew opinii publicznej, większość najważniejszych z nich ,znana jest wywiadowi izraelskiemu i amerykańskiemu. Dodatkowo wystarczy zniszczyć te których nie da się ukryć pod ziemia z rożnych względów ,a zaopatrują one pozostałe w sprzęt i niezbędne materiały.
    Szacuje się ze Iran potrzebuje do 3 lat na skonstruowanie bomby ,zniszczenie większości z nich mogło by opóźnić projekt o kolejne 10 -12 lat lub przy dramatycznej sytuacji ekonomicznej, zmusić Iran do jego porzucenia. Te kilkanaście lat to może niezbyt wiele ale w polityce to prawdziwa wieczność .
    Pisze Pan o znacznym wzroście cen ropy z powodu możliwego konfliktu, musze się tutaj z Panem zgodzić, w krótkiej perspektywie to bardzo możliwe, jednakże w dłuższej perspektywie pozostaje dogadanie się z sojusznikami w Opec w sprawie zwiększenia wydobycia, kraje te w większości wrogo nastawione do Iranu powinny współpracować i cieszyc się ze zwiększonego kawałka tortu, dodatkowo w krótkim okresie zawsze można uwolnić trochę rezerw. Zastanawiam się także czy taki wstrząs podobny do tego w latach 70 nie zmusiłby gospodarek do jeszcze żywszego poszukiwania alternatyw i w jakiś sposób napędził by rozwój. Długofalowo większym problemem dla naszych portfeli będzie ciągłe zwiększające się zużycie ropy przez Chiny oraz kosmiczne akcyzy w Europie .
    Na koniec chciałbym powiedzieć ,ze wojna nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem bo oznacza porażkę dyplomacji ,jednakże na poziomie geopolitycznym unikającym aspektów moralnych bywa uzasadniona. Kurczy się kołdra która Ameryka okrywała świat od lat 90 należało by załatwić jeszcze parę spraw zanim zostanie z niej tylko poduszka, a w mojej opinii taka sprawa jest sprawa irańskiego programu nuklearnego.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Powinni zamknąć Cię już teraz w zakładzie dla umysłowo chorych… Oprócz tego, że powiedziałeś kilka oczywistych kwestii w długiej rozprawce, to podsumowałeś się znacząco. Jeżeli jest więcej ludzi myślących tak jak Ty, to słabo widzę przyszłość ludzkości.

  2. Na naftowych sankcjach UE skorzystają przede wszystkim Chiny: mają świetną okazje do powiększania swoich wpływów w regionie, jako atrakcyjny rynek zbytu dla irańskiej ropy. Plus, Iran na pewno znajdzie nabywców nafty w Japonii i Korei Południowej.

    I po co to wszystko Europie? Tylko traci wpływy na świecie i będzie więcej płacić za ropę…

  3. Przepraszam ale od kiedy jestesmy na Ty,przyszedl Pan tu rzeczowo dyskutowac,czy robic wycieczki personalne,to chyba nie jest onet albo o2.Jezeli chce Pan dyskutowac o etyce to tez chyba nie ten temat.

Komentowanie wyłączone.