Mity relacji polsko-rosyjskich

Ilość mitów historycznych funkcjonujących w obrębie relacji polsko-rosyjskich musi przerażać. Wpływają one na postawy społeczne oraz charakter dzisiejszych relacji bilateralnych pomiędzy naszymi krajami dzięki szkolnej formacji młodych umysłów. Postanowiłem przypomnieć najważniejsze z nich za pomocą kilku luźnych rozważań.

Nasz wschodni sąsiad identyfikowany z wczesnośredniowieczną Rusią już u progu szkolnej narracji historycznej jest naznaczany wschodnią odrębnością de facto alienacją cywilizacyjną. Dowiadujemy się bowiem, że w roku 988 Ruś przyjmuje chrzest w obrządku wschodnim co poniekąd słusznie kojarzy się Polakom z prawosławiem. Mistyczny podział wzdłuż Buga na świat łaciński i orientalny nabiera zatem w świadomości społecznej charakteru historycznego. Tymczasem Wielka Schizma Wschodnia to dopiero połowa XI wieku a jej realna świadomość społeczna zaczyna rodzić się wraz ze zdobyciem Konstantynopola w 1204 roku. Tego w polskich podręcznikach historycznych jednak nie znajdziemy, obiektywizm i odtwarzanie dziejów zostaje podporządkowane historycznej mitologii dziejowej i zawarte w ramach jednostki lekcyjnej odartej z kontekstu.

Jej kolejną wykładnią staje się okres panowania Bolesława Chrobrego. To za jego czasów podbijamy Milsko i Łużyce, Czechy, Słowację i Grody Czerwieńskie. Upadek imperium pierwszego polskiego króla wiąże się jednak ze skoordynowanym atakiem wojsk niemieckich i ruskich. Na kanwie tych wydarzeń polska przestrzeń historyczna wytworzyła obraz pragenezy paktu Ribbentrop- Mołotow czy tysiącletniej walki Polaków z Niemcami i Rosjanami. Jest to klasyczny przykład wprzęgnięcia narracji historycznej w zaprzęg bieżących potrzeb politycznych i narodowej mitologii.

Bardzo ciekawe, że identyfikacja Rusi z Rosją nie idzie w parze z identyfikacją Rusi z posiadłościami podbitymi przez Księstwo Litewskie (sic!). Nie odnajdujemy paraleli i podobieństw mechanizmów społecznych w „ zbierania ziem ruskich” przez Iwana III i zjednoczeniu „ członków świętego Stanisława” przez Władysława Łokietka.

Zdobycie Rusi Halickiej czy przejęcie w efekcie Unii Lubelskiej Ukrainy, która weszła w skład Królestwa Polskiego nie jest traktowane w polskiej historiografii jako rodzimy element ekspansjonistyczny. Podręczniki akcentują raczej przywileje szlacheckie, które ograniczały możliwości prowadzenia przez królów polskich zagranicznych wypraw wojennych ( pokrywanie kosztów szlachcie), podkreślają także generalną niechęć szlachty do prowadzenia wojen poza granicami Korony etc. Wzmożona ekspansja polska w XV, XVI czy XVII wieku jest opisywana z perspektywy legalistycznej ( prawa do spornych ziem), kooperacyjnej ( prośba Wielkiego Mistrza Kawalerów Mieczowych) i generalnie nie nosi znamion agresji w zasadzie przygotowując ucznia do przyjęcia postawy martyrologicznej ( okres Potopu), która naznaczy polski los na wschodzie aż do współczesności.

Mitologizowanie historyczne nie uwzględnia obrazu wykraczającego poza przyjęty paradygmat Polski- Chrystusa Narodów. Gdyby ująć rzecz obiektywnie musielibyśmy przecież stwierdzić, że rozbiory Rzeczpospolitej dokonane przez Rosję dotknęły w zasadzie rdzennych ziem ruskich uprzednio jedynie spolonizowanych i to na poziomie rodzimej arystokracji. Zaborcami ziem rdzennie polskich okazały się zatem przede wszystkim państwa niemieckie.

Konflikt polsko-rosyjski staje się niewolnikiem przyjętego schematu. Dla Polaków Rzeczpospolita Obojga Narodów zlewa się zupełnie niesłusznie z Polską, okres unii realnej z okresem unii personalnej. W tym kontekście charakter relacji polsko- rosyjskich przybiera charakter odwiecznego konfliktu nie uwzględniając zupełnie okresów gdy wojny na wschodzie toczyła wyłącznie Litwa. Rosję autokratyczną, samodzierżawną zlewamy w jedność z jej ruskim rdzeniem, z dziejową dominantom dziedzictwa bizantyjskiego. Zapominamy zupełnie o Republice Nowogrodzkiej, jej „ republikańskich” tradycjach. Zapominamy o tym, że jej model ustrojowy mógł zwyciężyć na wschodzie, ale Kazimierz Jagiellończyk  nie wspomógł militarnie swojego wasala gdy oblegały go wojska moskiewskie… Zapominamy, że wpływy dynastii Jagiellonów opierały się o Tułę czy Wiaźmę a Rosja/ Księstwo Moskiewskie nie stanowiła przez dekady realnego konkurenta w walce o preponderancję nad Europą Wschodnią.

Musimy nauczyć się myśleć samodzielnie i wyzwolić się z okowów schematu, w który wpędziły nas programy nauczania. Propagują one dziejowe usprawiedliwienie i męczeństwo Polski. Choć to paradoksalne- akcentują męczeństwo i bohaterstwo zarazem czyli dwa zupełnie odmienne modele tożsamości obywatelskiej. Programy nauczania zdawkowo wspominają także o okresach naszej przewagi na wschodzie gdy los innych nacji spoczywał w rękach Polaków.

Piotr A. Maciążek – politykawschodnia.pl

5 thoughts on “Mity relacji polsko-rosyjskich

  1. Zapomniał autor o jednym z największych mitów. Ostatnim Królem Polski nie był Stanisław Poniatowski, a Mikołaj II. Królestwo Polskie było niepodległym państwem z unią personalną z Rosją. Jeśli to uznajemy za brak niepodległości to tak samo należałoby uznać, że Polska nie była niepodległym krajem w czasie unii ze Szwecją, Saksonią, Węgrami czy Litwą (za Jagielonów). Kolejnym mitem z tego okresu jest postać Nowosilcowa. Są dokumenty potwierdzające prawdę, że był on ogromnym przyjacielem Polaków. To dzięki niemu do Powstania Listopadowego w Wilnie działał zupełnie wolny uniwersystet, a on sam często zabiegał u cara o przymrużanie oka na „niegrzecznych” polskich i litewskich autorów. Ostatni mit jaki chce podać to zbrodnia katyńska. Nie chce jej podważać. Chodzi o odpowiedzialność. Otóż rozkaz podpisany był przez 5 ludzi. Tylko jedna z nich byłą Rosjaninem. Było 2 Gruzinów (z tego Stalin), Łotysz i Estończyk. Zbrodni dokonywały jednostki głównie składające się z Białorusinów i Ukraińców. Należy zatem Katyń nazywać zbrodnią Radziecką, a nie zbrodnią rosyjską bo dużo więcej prawdy by było jakby nazywać ją ukraińską (od wykonawców) lub gruzińską (od wydających rozkaz).

  2. No ale gdzie te mity? Liczyłem na coś w stylu: „Wszyszcy powszechnie uważają że za katyń odpowiadają Rosjanie, a tymczasem prawda jest taka że to byli Czesi …(albo Finowie, tudzież inny sympatyczny naród).” Konstatacje które Pan autor przedstawił tutaj przystają bardziej do poziomu powiedzmy dzisiejszego gimnazjum. No chyba że taka grupa jest „targetem” tej strony, to przepraszam.

  3. Po primo to są luźne rozważania. Po secundo nie na poziomie gimnazjum, ale na poziomie „nadprezydenckim”. Jak Pan nie wierzy to proszę sprawdzić, którą konstytucją w Europie była ta z 3 maja.

    A mówiąc poważnie. Bardzo chciałbym żeby większość czytelników prezentowała taki poziom historyczny jak Pan… Chyba przecenia Pan Polaków 😉

  4. Największym mitem stosunków polsko-rosyjskich jest mit o „braku demokracji w Rosji” i mit o tym, jakoby „od zawsze Rosja była wrogiem Polski”. Otóż jest okres w historii Rosji, kiedy to demokratyczna i prozachodnia Republika Nowogrodzka, legalny następca Rusi Nowogrodzkiej (powstałej wcześniej niż tzw. Ruś Kijowska) była w ścisłym sojuszu wojskowym z Królestwem Polski, czego przejawem była chociażby obecność wojsk nowogrodzkich pod Grunwaldem.
    Niestety Polska oszukała swojego sojusznika i nie pomogła mu, gdy Nowogród walczył ze śmiertelnym wrogiem, słynnym Wielkim Księstwem Moskiewskim, powstałym na gruzach Złotej Ordy i państw post-mongolskich. Śmiało można powiedzieć, że to Polska pogrzebała demokratyczną Rosję i wyhodowała sobie azjatycką, dziką i łupieżczą. Można by uznać, że dalsze wypadki, wojny, rozbiory, rusyfikacja była swoistą karę za tą zdradę.
    Dzisiaj Polska powinna dążyć więc do odrodzenia demokratycznej i prozachodniej Rosji, w duchu Republiki Nowogrodzkiej. Jakakolwiek polityka czy działania legalizujące autorytaryzm w Rosji, nieważne czy to pod postacią Stalina, Lenina, Putina, Miedwedewa czy Mikołaja II są przejawem zwyczajnej zdrady i podtrzymywania tej wrogiej Rosji, zamiast odradzania tej sojuszniczej.

Komentowanie wyłączone.