Miraż polskiej polityki historycznej

Źródło: think0.deviantart.com
Źródło: think0.deviantart.com

Żyjemy w czasach rewolucji technicznej. Postęp techniczny wykracza często poza postęp moralny, przedefiniowuje zachowania społeczne tak jak setki lat temu gdy nasza cywilizacja wkraczała w fazę agraryzmu i industrializacji. Zmiany cywilizacyjne płyną dziś światłowodami, nowy poziom relacji międzyludzkich zaczyna wpływać także na politykę. Kampanie wyborcze prowadzone przez Facebooka, rewolucje które wybuchają na kanwie lakonicznych wpisów na Twitterze. To oblicze nowej rzeczywistości, do której musi dostosować się państwo. Czy w tym kontekście prowadzenie polityki historycznej ma sens? Czy zmitologizowana przestrzeń historyczna, nieprzypadkowo wprzęgnięta w rydwan władzy w XIX wieku koresponduje w jakikolwiek sposób z epoką światłowodu?

Trzeba uświadomić sobie, że polityka historyczna funkcjonuje poza realiami międzynarodowymi. Jest zjawiskiem statycznym podczas gdy rozwój wypadków geopolitycznych dynamicznie ulega zmianom. Z tego punktu widzenia jest szkodliwa już u swojego fundamentu, nie posiada bowiem zdolności adaptacyjnych, które w środowisku przyrodniczym, ale także politycznym stanowią rodzaj przetrwalnika jednostki i państwa. Trzon polityki historycznej jest słuszny- w przeszłości można odnaleźć wpływ historii na współczesne problemy polityczne. Niestety pozostałe elementy mają szkodliwy charakter, koncentrujący świadomość historyczną społeczeństwa wokół programu politycznego, co prowadzi do wypaczeń i manipulacji.

Czym innym w kontekście władzy jest także wyszukiwanie historycznych wzorców, a czym innym nadmierna koncentracja współczesnego czynnika politycznego na wydarzeniach dotykających świata wersalskiego w realiach postjałtańskich. Dynamika otoczenia międzynarodowego spowodowała podczas Jesieni Narodów w 1989 roku wyłonienie się trzeciego z kolei ładu politycznego w Europie. Eksterminacja grup narodowych, mniejszości etnicznych, sztuczna regulacja nowych granic w wyniku II Wojny Światowej, nowa konstelacja geopolityczna, którą wyłonił upadek ZSRR spowodowała polityczny reset szczególnie widoczny w kwestii rosyjskiej. Granice Rosji cofnęły się w czasoprzestrzeni o 200 lat, na radzieckim trupie wyrosły szanse na budowę państwa narodowego,  ale polityka historyczna prowadzona przez Kreml dusi procesy adaptacyjne i paraliżuje rozwój kraju oraz dobrosąsiedzkie relacje. Analogiczne zjawisko występuje także w Polsce, ze względu na jej znaczenie międzynarodowe w znacznie mniejszym stopniu.

Tymczasem państwo prowadzi własną politykę zagraniczną z dwóch, najważniejszych powodów. Jeżeli jest dostatecznie silne a realia międzynarodowe na to pozwalają próbuje z jej pomocą rozciągnąć swoją dominację na najbliższą okolicę. Wtedy polityka historyczna stanowi wartościową podporę ideologiczną sankcjonującą casus belli. Jeśli państwo nie jest mocarstwem (Polska) polityka zagraniczna służy zapewnieniu własnego bezpieczeństwa. Z tego punktu widzenia konieczne jest ułożenie własnych relacji z sąsiadami. Jest to w pewnym sensie polityczna piramida Maslowa, w której państwo zaspokaja na początku swoje potrzeby podstawowe a później „ marzenia o wielkości”. Polska to podstawa piramidy i właśnie w tym kontekście musi wykazać się pragmatyzmem i elastycznością w przezwyciężaniu wschodnioeuropejskich animozji.

Potrzeba bezpieczeństwa to imperatyw napędzający kolejne odsłony naszego MSZ i właśnie w tym kontekście powinny one odrzucić politykę historyczną. To przecież ponadczasowy przetrwalnik pretensji, to roszczeniowość wynikająca z przekonania o „ dziejowej sprawiedliwości” procesów politycznych. Polityka historyczna to wehikuł, który przenosi „ stare” w nową rzeczywistość, konserwant świata, nad którym zaszło już słońce…

Piotr A. Maciążek

2 komentarzy do “Miraż polskiej polityki historycznej

  1. Autor dosyć dziwnie rozumie pojęcie polityki historycznej – widzi ją, odnoszę wrażenie, jako praktykę wynajdowania w historii wszelkich spięć, konfliktów i krzywd, której celem ma być zachowanie przywołanej w tekście „sprawiedliwości dziejowej”, która bezkompromisowo odrzuca wiele możliwości porozumienia jako, przez wzgląd na historię, „niemoralne”. Tymczasem wydaje mi się, że to właśnie moralno-historyczni absolutyści skłonni byliby zarzucać polityce historycznej relatywizm. Polityka historyczna jest bowiem instrumentem polityki państwa, jej kształt i przekaz odzwierciedla jego długofalowe cele, legitymizuje je i służy ich realizacji. Dlatego właśnie oficjalna interpretacja historii może podlegać, i nieraz podlega, korektom. Jednak istotą i naczelnym celem polityki historycznej jest kształtowanie tożsamości obywateli – służy ona realizacji wychowawczej misji państwa, odgrywa olbrzymią rolę w procesie politycznej socjalizacji. Jako taka, polityka historyczna służy w większym stopniu celom wewnętrznym niż zewnętrznym. W kontekście polityki zewnętrznej nie wydaje się natomiast trafna diagnoza, mówiąca że polityka historyczna krępuje państwo i uniemożliwia jej prowadzenie pragmatycznej polityki. Jest odwrotnie, bowiem to polityka historyczna jest służebna wobec celów polityki zagranicznej i to ona odzwierciedla jej główne założenia, a nie na odwrót.

  2. Biorąc pod uwagę specyficzną i niebywale emocjonalną zawartość wspólnej pamięci narodów Europy Wschodniej należy dodać, że bez względu na intencje, prowadzenie polityki historycznej jest bardzo ryzykownym przedsięwzięciem, którego konsekwencje sięgać mogą kilku dekad. W swoim komentarzu Krzysztof Chmieliński słusznie podkreślił rolę polityki historycznej w kształtowaniu tożsamości obywateli. Należy jednak pamiętać, że owa tożsamość stanie się niejednokrotnie istotną zmienną przy podejmowaniu decyzji dotyczących polityki zagranicznej, a już niewątpliwie odegra znaczącą rolę przy formowaniu się szeroko rozumianych postaw wobec państw trzecich, co z kolei może determinować kształt polityki zagranicznej. 

Komentowanie wyłączone.