Hezbollah bierze Liban i pozdrawia WikiLeaks

Źródło: globalresearch.ca

Sunnita, Nadżib Nikati, został nominowany na premiera Libanu. Nie byłoby w tym nic sensacyjnego, gdyby nie fakt, iż stoi za nim Partia Boga, czyli Hezbollah, który wcześniej skutecznie zdemontował rząd Saada Haririego poprzez jednoczesne złożenie 11 dymisji w czasie wizyty premiera w Stanach Zjednoczonych. Pretekstem był spór o współpracę z Organizacją Narodów Zjednoczonych w kwestii dochodzenia w/s śmierci Rafika Haririego, ojca Saada, zabitego prawdopodobnie przez syryjski wywiad lub właśnie Hezbollah. W Waszyngtonie są zaniepokojeni przetasowaniami na libańskiej scenie politycznej, za to Teheran pewnie rozpiera ojcowska duma – przypomnę, iż Hezbollah został założony i wyszkolony przez Irańczyków, a konkretniej Radę Strażników Rewolucji w 1982 roku w czasie wojny domowej i inwazji izraelskiej.

Liban nadal nie może otrząsnąć się po długoletniej wojnie domowej. Niegdyś “Szwajcaria Bliskiego Wschodu”, aktualnie kraj w ciągłym zagrożeniu ponownym wybuchem starć. Pozornie stabilność gwarantować miała konstytucja, zakładająca, iż prezydentem kraju będzie chrześcijanin maronita, premierem sunnita, a przewodniczącym parlamentu – szyita. Jak widać, szyickiemu Hezbollahowi udało się to obejść w banalnie prosty sposób, zgłaszając niewiele znaczącego sunnitę, którym będzie można sterować z tylnego siedzenia. Zobaczymy jeszcze, jak zostaną rozdane teki ministerialne, ale skoro nawet w gabinecie, uważanego za prozachodniego, Haririego Partia Boga dysponowała 11 ministrami, to trudno oczekiwać, aby w nowej, korzystniejszej, rozgrywce stan ten był mniej korzystny.

Czy jednak mamy do czynienia z jakąś dramatyczną rewolucją? Zdecydowanie nie, Hezbollah był, jest i będzie potężną organizacją działającą w Libanie, a co najważniejsze – posiadającą poparcie społeczne oraz kluczowy wpływ na losy państwa. Rządzić w Libanie bez Hezbollahu się zwyczajnie nie da. To nie tylko organizacja o charakterze militarnym, ale również społecznym, edukacyjnym, humanitarnym i przede wszystkim, politycznym. Skoro z Hezbollahem nie potrafili sobie poradzić Amerykanie i Izraelczycy, to tym bardziej nie są w stanie tego zrobić prozachodni Libańczycy.

Zresztą, świetnie obrazują to wydarzenia po ostatniej wojnie libańskiej (2006 rok). Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1701 zakładała, iż “wszystkie grupy” (czyt. Hezbollah) zostaną rozbrojone przez Libańczyków. Armia libańska nie podjęła się tego zadania, gdyż – szczerze mówiąc – prędzej to ona zostałaby rozbrojona przez ludzi Hassana Nasrallaha, który oświadczył, iż dopóki armia nie będzie gotowa do samodzielnego bronienia Libanu, jego organizacja się nie rozbroi. Co więcej, gdy rząd Fuada Siniory postawił się Hezbollahowi, ten na kilka dni przejął … panowanie nad stolicą Libanu, Bejrutem! Szyicka organizacja bardziej sformalizowała swoje wpływy aniżeli je uzyskała.

Hezbollah i Iran z pewnością nie pożałowały wydanych pieniędzy na odbudowę Libanu po 2006 roku. W dodatku, na granicy izraelsko-libańskiej panuje względny spokój. Partia Boga, pomimo oficjalnej propagandy sukcesu, nie chce kolejnych starć i spokojnie gromadzi broń. Również Izrael nie jest zainteresowany problemami na północy i wojną, której nie ma szans wygrać w sposób błyskawiczny, ze względu na taktykę wroga.

Amerykanie zapowiadają ochłodzenie swojego stosunku do Libanu, w tym zamrożenie lub przekierowanie pomocy, ale nie należy oczekiwać, iż zwolennicy Hezbollahu tym się przejmą. Amerykańska administracja ma powody do niepokoju, bo wydawało się, iż po wycofaniu wojsk syryjskich z Libanu (2005 rok) może być już tylko lepiej, a tu taka niespodzianka.

W ostatnim akapicie pojawia się miejsce dla WikiLeaks, któremu Hassan Nasrallah powinien przesłać serdeczne pozdrowienia i wpłacić pieniądze na dalszą działalność. Julian Assange i spółka ujawnili, iż były minister obrony narodowej, Elias Murr, a do niedawna wicepremier i zastępca Haririego, w rozmowie z amerykańskim dyplomatą podpowiadał, w jaki sposób zaatakować Hezbollah, uzyskać poparcie chrześcijan, a także poinformował, iż wydał armii libańskiej rozkaz niemieszania się w razie izraelskiego ataku. W sprawę subtelnie włączony został obecny prezydent, a ówczesny szef sztabu generalnego, Micheil Sulejman. Mówienie, iż obecny rząd upadł, a Hezbollah przejmuje władzę dzięki publikacji WikiLeaks byłoby oczywistą nieprawdą, jednak niewątpliwie tego typu przecieki siłom prozachodnim w Libanie nie pomogły, a już z pewnością zaszkodziły. Czy taki był właśnie cel WikiLeaks – pomaganie Hezbollahowi?

3 komentarzy do “Hezbollah bierze Liban i pozdrawia WikiLeaks

  1. Proponuję przeczytać aktualne (lub jedno z ostatnich) wydanie „Polityki”.
    Dużo rzetelniej opisana sytuacja w Libanie.

    Co tyczy się ostatniego zdania redaktora….. Jak widzę studiujesz Patryku stosunki międzynarodowe, więc pierwsze czego powinieneś się nauczyć to pragmatycznego spojrzenia na świat i obiektywizmu czego nie pierwszy raz Tobie zabrakło.
    Czy sądzisz Patryku, że wszechobecny w Libanie Hezbollah nie miał wcześniej wiedzy na temat tego jakie zamiary i jakie opcje rozważał dotychczas rządzący obóz ? I czy dane opublikowane przez WikiL cokolwiek tu zmieniły ?
    Proponuję również czytać artykuł przed publikacją, ponieważ bezsensowna puenta często może zepsuć nawet najlepszy artykuł,i dlatego podstawą rzemiosła jest szczególne zwrócenie uwagi na końcowe słowa.

    Ps. zastanawiam się nad celem funkcjonowania Polityki Globalnej.
    Na początku, jak zacząłem czytać Wasze artykuły, sądziłem, że chcecie stworzyć platformę do publikowania tekstów autorów młodego pokolenia i jednoczesnego kontaktu z czytelnikami. Wymiany poglądów i tym podobne.
    Ostatnio poziom Waszych tekstów mocno się obniżył i również mam wrażenie, że całkowicie ignorujecie opinie czytelników.
    Czy więc się mylę, pisząc że PG stał się jedynie jednym z kilku miejsc, gdzie po prostu kopiujecie przeredagowane teksty ?
    Pozdrawiam

  2. Łukaszu,

    po pierwsze, wszystkie teksty pisane sa przez nas spolecznie, co znaczy, iz poswiecamy swoj prywatny czas i kompletnie nic z pisania nie mamy, poza satysfakcja. Wielokrotnie spotkalem sie z zarzutem, iz moje teksty sa za dlugie i to ogranicza ich czytalnosc. W sumie Twoj komentarz jest tego swietna ilustracja, bo tydzien temu opublikowalem dluga i rzeczowa analize na temat sytuacji politynczej w Izraelu i pies z kulawa noga sie nie zainteresowal. Gdzie wtedy byles Lukaszu?

    po drugie, gratuluje poszukiwania obiektywizmu w tekscie publicystycznym. Przypominam, iz te dwie rzeczy sie wzajemnie wykluczaja.

    po trzecie, „Mówienie, iż obecny rząd upadł, a Hezbollah przejmuje władzę dzięki publikacji WikiLeaks byłoby oczywistą nieprawdą, jednak niewątpliwie tego typu przecieki siłom prozachodnim w Libanie nie pomogły, a już z pewnością zaszkodziły. Czy taki był właśnie cel WikiLeaks – pomaganie Hezbollahowi?” -> napisalem przeciez wyraznie, iz nie przyczynilo sie to w sposob decydujacy. Nie chodzilo m nawet o to, czy Hezbollah sie dowiedzial z WikiLeaks, czy wiedzial juz wczesniej, ale te publikacje nie stawiaja Suleimana i Murra w dobrym swietle i sa swietnymi nabojami dla Hezbollahu.

    po czwarte, proponuje przybrac tez troche sympatyczniejszy ton, bo jak powszechnie wiadomo, zlosc pieknosci szkodzi 😉

    po piate, jezeli sposob mojego pisania Ci nie odpowiada, to nie widze innego rozwiazania, jak po prostu przestac mnie czytac

    Pozdrawiam!

  3. Uwaga ogólna:
    Tzw. „niesympatyczny ton” jest jedynie efektem zirytowania na poziom tekstu. Ciężko w takim przypadku dopisać uśmiech na końcu zdania.
    Nie chodzi o to, aby we wszystkim się zgadzać. Nie chodzi również o to, aby zawsze być w pełni obiektywnym, ponieważ często pełen obiektywizm jest wręcz niemożliwy.
    Najważniejsze, aby posługiwać się sensownymi argumentami, pisać w sposób rzetelny i selekcjonować wagę wydarzeń.
    Obecnie mamy czasy tzw.PIS-dziennikarstwa, które rozpleniło się po
    wszystkich mediach. Przez PIS-dziennikarstwo mam na myśli
    przedstawianie na równi argumentów wartościowych z niedorzecznymi. Posługiwanie się insynuacjami i niedopowiedzeniami. Mieszaniem faktów, i próba wiązania wydarzeń, które w żaden sposób nie mają ze sobą związku, lub ten związek jest mało istotny.
    Świadomie czy też nie, ale Twój tekst właśnie odczytałem jako napisany w konwencji tego nurtu.

    Nie pierwszy raz atakujecie na łamach Polityki Globalnej WikiL i, co
    gorsza, posługujecie się wówczas dosyć mierną i nieprzemyślaną
    argumentacją, co nie ukrywam jest irytujące.

    W kontekście Libanu wspominanie o tym serwisie w negatywnym świetle jest całkowicie niezrozumiałe. Równie dobrze mogłeś wrzucić na koniec, że Hezbollah dziękuje „dowolna nazwa” z powodu „dowolne cokolwiek”.
    A w Czytelniku pozostaje wrażenie, że „dowolna nazwa” działa na rzecz Hezbollahu.
    Krótko mówiąc jest to dla mnie nadużycie, a to że Wasza działalność jest społeczna wcale nie usprawiedliwia tego typu zachowań, a właśnie z tym mamy tu do czynienia, na co chciałem zwrócić Twoją uwagę.

    Natomiast odnośnie stwierdzenia,że publikacje WikiL stawiają niektórych w złym świetle ?
    Oczywiście. Każdy kto miał wrażenie, że amerykanie nie zabijają cywilów po zobaczeniu filmów i przeczytaniu kilku raportów musiał chociażby przemyśleć swoje stanowisko.
    Czy amerykanów postawiło to w złym świetle ? Tak.
    Czy fakt, że mamy bardziej realną wiedzę o działaniach wojsk na terenach „zajętych” jest czymś złym ? Oczywiście nie.
    Przy czym nie chodzi o szukanie prostych ocen, ale właśnie dzięki temu, że mamy pełniejszy pogląd na wydarzenia, możemy świadomie zająć stanowisko (np.osobiście popieram ogólną politykę USA)

    Zresztą w podobny sposób j.w. można mnożyć przykłady, ponieważ tak to już jest, że władze chcą ukryć niektóre swoje działania,a czy jest sens za każdym razem pytać czy ujawnienie skrywanych działań komuś szkodzi, w jakim stopniu, i czy moralna jest demaskacja zła ?
    Kto ma decydować jakie brudy można ujawnić, a jakie nie?

    Ale nawet w przypadku Libii mamy do czynienia jedynie z głośnym
    powiedzeniem tego co jest powszechnie znane, gdzie tu więc jakakolwiek wina ?

    Jaki jest sens łączenia wydarzeń nie mających z sobą związku ?
    Być może jest nim dołożenie wrogowi, w tym wypadku WikiL, ale cierpi na tym jakość dziennikarstwa i cały tekst, nieważne co by było napisane wcześniej, należy traktować jako typowe PIS-dziennikarstwo.Niestety.

    Pozdrawiam – i bez urazy, ponieważ piszę to jako Wasz (nadal) czytelnik, a zawsze uważałem że krytykę grupy docelowej należy słuchać.

Komentowanie wyłączone.