Białoruska gospodarka – cud, którego nie ma…

Nie jest tak dobrze, jak głoszą białoruskie władze, ale nie jest też tak źle, jak wyobrażają to sobie przeciętni ludzie mieszkający w Polsce. Tym jednym zdaniem można by ocenić gospodarkę Białorusi. Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie komentarze pana Piotra Badury do mojego tekstu dotyczącego Białorusi na portalu Polityka Globalna. Według pana Piotra, gospodarka białoruska odniosła sukces i niedługo prześcignie gospodarkę Polski. Istnieją dwie główne osie sporu, po pierwsze, czy Białoruś odniosła sukces gospodarczy, a po drugie, czy jest gospodarcza niezależna od Rosji. W obu przypadkach ja uważam, że nie, a pan Piotr odwrotnie. W dniu dzisiejszym zajmę się kwestią sukcesu gospodarczego.

Jedną z głównych tez pana Piotra brzmi: w 2020 roku przeciętny Białorusin będzie bogatszy od przeciętnego Polaka, a gospodarka białoruska w wysokości PKB per capita, przeskoczy polską, co będzie możliwe dzięki utrzymaniu wzrostu gospodarczego na poziomie z lat 2008-2009. „No po prostu okaz zdrowia ta białoruska gospodarka.” – podsumowuje.

Niskie bezrobocie?
Już na pierwszy rzut oka coś nie gra. Wszakże to studenci i pracownicy z Białorusi przyjeżdżają do Polski, często pracując poniżej swoich kwalifikacji. Byłoby to nielogiczne, biorąc pod uwagę, iż oficjalnie bezrobocie na Białorusi wynosi w granicach 1%. Dlaczego zatem Polacy nie szturmują Białorusi? Może to wina wrogiej propagandy?

Odpowiedzi są dwie – po pierwsze, na Białorusi, gdzie nie doszło do żadnych rewolucyjnych reform wolnorynkowych, istnieje nadal niewydolny system, w którym miejsc pracy jest za dużo. Identycznie było za czasów PRL-u w Polsce. Jedna pani liże znaczek, druga nakleja, a trzecia wysyła. Druga odpowiedź jest również prozaiczna – to są oficjalne, białoruskie dane. Były minister pracy, Aleksander Sasnou, szacował w 2006 roku, że realna stopa bezrobocia wynosi 3-4 razy więcej niż podaje się oficjalnie. Inni oceniają, że bezrobocie może być nawet wyższe (nie mniej niż 15%). Nagle rozwiązała się cała tajemnica sukcesu, a Białorusini, jeśli tylko mogą, wyjeżdżają za granicę pracować.

PKB i przeciętna miesięczna pensja
Założenie, że Białorusini do 2020 roku utrzymują 10% wzrostu gospodarczego jest naiwne. Nie tylko dlatego, że ten wzrost to znowu oficjalne dane. W 2009 roku miał miejsce spadek PKB o 0,2% (CIA Factbook, według innego źródła: -3,3%), w 2010 roku ponownie planowany jest wzrost. Tymczasem jednak, w swoich rozważaniach, mój polemista nie zwrócił uwagi na inflację, a mówienie o wzroście PKB bez inflacji, to jak kupowanie prawego buta bez lewego. Za rok 2009 wyniosła ona ponad 14% (dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego), a w tym roku wynosić ma – według CIA Factbook – 12,5%. Rząd białoruski twierdzi, iż tegoroczna inflacja nie przekroczy 10%. Cóż im więc po wzroście PKB?

O sytuacji na Białorusi postanowiłem też zapytać jedną z moich koleżanek ze studiów, pochodzącą właśnie stamtąd Julię. Na pytanie o białoruski cud gospodarczy odpowiedziała, że o można o nim przeczytać co najwyżej „w bajkach”, a kryzys Białoruś jak najbardziej dotknął. W latach 2008-2009, o których pan Piotr z takim entuzjazmem opowiada, „dużo fabryk prawie nie pracowało. ludzie po prostu nie mieli pracy. wysyłano (ich – dop. PG)) na urlopy itd„. Dla przeciwwagi podkreśliła, że mają niezłą infrastrukturę i transport, a na ulicach jest czysto.

Jeżeli to jednak nie przekonuje, zapraszam do kolejnych liczb. Przeciętna miesięczna pensja na Białorusi wynosi 384,2 $, a sam Łukaszenka obiecuje mieszkańcom, że do końca 2010 roku, wzrośnie ona do 500 dolarów. W Polsce: 3231 zł (dane GUS), czyli około 1068 dolarów według kursu NBP. Zestawienie PKB per capita Białorusi i innych państw europejskich można znaleźć tutaj. W dodatku, 75-80% PKB Białorusi jest wytwarzane przez państwo, więc obywatele w potencjalnym wzroście wcale nie muszą partycypować.

Jak Białorusini odczuwają skutki tego „sukcesu”?
Niewątpliwie gdyby sytuacja gospodarcza Białorusi była tak korzystna, władze tego kraju nie zwróciłyby się do Unii Europejskiej z prośbą o pożyczkę i nie przymilały do Międzynarodowego Funduszu Walutowego o 2,5 miliarda dolarów, a przede wszystkim – nie wzięłyby 15 miliardów dolarów od Chińczyków, oferując w zamian znaczne udogodnienia inwestycyjne. Białorusini nie ufają swojej walucie, wolą „twardą”, taką jak euro czy dolar. Czy nie przypomina to czasów PRL-u? Białoruś dokonała również dewaluacji swojej waluty o 20%, zwyczajnie okradając swoje społeczeństwo. Miało to miejsca na przełomie, podobnież cudownych, lat 2008-2009.

A jak wygląda korupcja? Według Transparency International, jeśli chodzi o postrzeganie korupcji przez mieszkańców, zajmuje 139 miejsca na 180 krajów branych pod uwagę w zestawieniu. Zapraszam również do lektury położenia Białorusi wśród innych wskaźników...

Jeśli zaś chodzi o same życie na Białorusi, zachęcam do lektury depeszy Informacyjnej Agencji Radiowej z marca 2010 roku:

„Białoruś – podwyżki cen i obniżki pensji Niezależne białoruskie media alarmują, że na Białorusi wzrastają ceny podstawowych towarów, a pensje maleją. Najszybciej drożeją produkty spożywcze i odzież. Minimalnie, ale systematycznie wzrastają ceny usług komunalnych oraz opłaty za gaz. Według ocen niezależnych ekspertów, reformy wprowadzane przez białoruskie władze są minimalne i nie odpowiadają europejskim standardom. Niezależny portal Karta-97 zastanawia się, w czym tkwi przyczyna, że w Polsce średnia płaca kształtuje się na poziomie 1500 dolarów, a na Białorusi poniżej 340 dolarów. -„Czyżby Białorusini byli głupsi od Polaków, a może przyczyna tkwi w czymś innym” – zastanawiają się dziennikarze portalu. Tylko przez pierwsze dwa miesiące roku na Białorusi wzrosły od 15 do 20 procent opłaty za mieszkanie, ogrzewanie, wodę i prąd. Białorusini o kilkanaście procent więcej płacą za cukier, makarony, warzywa i owoce. Według agencji BiełaPAN, w wielu zakładach obniżono pensje lub wysłano pracowników na urlopy. Natomiast portal informacyjny TuT.by zapowiada zwolnienia w największych zakładach, produkujących traktory i autobusy. Eksperci twierdzą, że białoruska gospodarka nie wyjdzie z kryzysu, jeśli nie zostanie przynajmniej w części sprywatyzowana. Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Siekaj”

Panie Piotrze, skoro na Białorusi jest tak cudownie, to czemu pan tam nie wyjedzie na stałe i nie wesprze tamtejszego Produktu Krajowego Brutto?

W tym artykule specjalnie nie poruszyłem kwestii relacji białorusko-rosyjskich, gdyż zrobię to za kilka dni w osobnym tekście. Już dzisiaj zapraszam do jego lektury, bo będzie to nie tylko dalsza część polemiki, ale również niezbędne dzisiejszej publikacji, tłumaczące część problemów Białorusi. Rosjanie uważają, że gdyby nie subsydiowanie gospodarki białoruskiej przez ich państwo, Mińsk miałby nie tylko niższy wzrost, ale także spore kłopoty.

Warto też zaznaczyć, że powyższe dane wcale nie są katastrofalne, a gospodarka Białorusi „jako-tako” się trzyma – pokazują jedynie, iż o żadnym sukcesie gospodarczym nie ma mowy. Zauważyć zwłaszcza należy olbrzymie zmniejszenie się osób żyjących poniżej granicy ubóstwa – z 41,9% (2000 rok) do 10% (2010 rok). Gospodarcze relacje pomiędzy Polską, a Białorusią są całkiem niezłe. Opisuje je ambasada Białorusi w Warszawie nazywając, co jest ewidentną aluzją, pragmatycznymi. Inny artykuł traktujący o tej tematyce został napisany Andrzeja Zbuckiego. Autor podkreśla w nim zwiększające się obroty w stosunkach gospodarczych Białorusi z Unią Europejską.

Nie o wszystkim jednak naraz.

82 komentarzy do “Białoruska gospodarka – cud, którego nie ma…

  1. Panie Badura!

    Media często szukają sensacji i podają takież informacje, często nie opisujące rzeczywistości. Należy jednak zwrócić uwagę, że są różne media i nie każde z góry niesie nieprawdę lub wypacza informacji.

    Dodatkowo jeśli media z różnych krajów i różne media podają podobne informacje, to można sensownie przyjąć, że raczej jest opisem stanu faktycznego, niż międzynarodową zmową mediów w celu manipulacji faktami.

    Poza tym nie wiem jak się to ma do kursu dolara w tym przypadku. Zarówno co do kursu oficjalnego, który „skoczył” o 50% do góry na rynku międzybankowym(a tam są określone limity i więcej nie mógł), jak i do kursu czarnorynkowego o którym dochodzą informacje, że dolar kosztuje na tym rynku 9000 białoruskich rubli. Zatem jest to „wzrost” w stosunku do kursu oficjalnego o 3000%!

    Zaskakujące są również dane o wzroście płac o 10% rocznie, co faktycznie by było możliwe przy wzroście PKB o 10% rocznie, ale jest pewien mały problem. Otóż na Białorusi oficjalnie nie istnieje bezrobocie, a zatem jedyny możliwy wzrost, to wzrost wydajności pracy o 10% rocznie. Inwestycje zagraniczne na Białorusi są niewielkie i można by je pominąć gdyby nie fakt, że ów wzrost płac następuje bez inwestycji zagranicznych, a zatem w magiczny sposób rośnie wydajność pracy, gdyż Białoruś jako taka musiała przez ostatnie kilka lat zaciągnąć nieco kredytów ze względu na brak własnych środków finansowych.

    Przypuszczać by można, że kredyty owe zostały zainwestowane, ale raczej należy uwzględnić wzrost cen surowców(gazu i ropy) i takie właśnie przyczyny tych kredytów aniżeli inwestycje.

    Zatem podsumowując na Białorusi następuje co roku od kilku lat wzrost wydajności pracy o około 10% rocznie, przy czym Białoruś jest gospodarką centralnie planowaną w większości. Magia i cuda na Białorusi się dzieją.

    Cóż, można jeszcze uwzględnić ewentualne duże ukryte bezrobocie nieujęte w statystykach. W przypadku wygenerowania rokrocznie dużej liczby miejsc pracy taki widoczny skok o 10% możliwy by był, ale pod warunkiem wygenerowania setek tysięcy miejsc pracy i dostępności pracowników. Może jednorazowo taki wariant mógłby się udać, bo przecież zasoby ludzkie musiałyby się wyczerpać, ale tak czy siak powstanie ogromnej liczby miejsc pracy w gospodarce centralnie planowanej znowu kieruje nas ku spostrzeżeniom białoruskiego „cudu” gospodarczego.

    1. Szanowny Panie Arku
      Postaram się jeszcze dziś odpowiedzieć szerzej, ale na razie spieszę z informacją, iż dziś oficjalny kurs dolara w białoruskich rublach wynosi wprawdzie
      3.155 rubli za dolara
      ale jutro wynosić już będzie
      4.930 rubli za dolara.
      Podobnie z euro. Dzisiejszy kurs to
      4.516,38 rubli za euro
      a jutro będzie
      6.914,82 rubli za euro.
      Kurs naszej złotówki będzie jutro wynosić 1.742,57 rubli za złotówkę.
      Zanim to skomentuję niech Pan sam rozważy, kto na tym zyska a kto straci.
      Pozdrawiam

      1. No i dałem PG całe cztery minuty przewagi. Na stronie internetowej „Gazety Wyborczej” informacja o dewaluacji białoruskiego rubla ukazała się z zaznaczoną godz. 17:20 (moim zdaniem ukazała się później, ale niech im będzie). I tak można powiedzieć, że „PG” informowała pierwsza.

    2. Szanowny Panie Arku
      Proszę się na mnie nie obrażać za to, co tu napiszę. Jest Pan naiwny, a przez to podatny na propagandę. Nie jest to jakiś wielki zarzut wobec Pana, bo domyślam się, że jest Pan młodym człowiekiem. Naiwność jest zatem u Pana rzeczą normalną. Ja mam nad Panem dużą przewagę wieku i doświadczenia. Nie powinno to jednak Pana frustrować. Raczej niech Pan korzysta z tego, że ktoś o znacznie większym doświadczeniu pokazuje Panu, gdzie robi Pan błędy. Zwykle za naukę trzeba słono płacić. Pan ma to gratis.
      Proszę wpisać do Googli dwa słowa: „Białoruś” i „ocet”. Proszę zaznaczyć, by wyszukiwarka podała Panu wyniki z ostatniego tygodnia. Gdy zrobiłem coś takiego, otrzymałem „Około 31,100 wyników (0,12 s) „. Niemal wszystkie znalezione wyniki są z 20 maja. Trzeba przyznać, że 31 tys. stron i podstron internetowych, informujących o znikaniu octu z półek białoruskich sklepów, to liczba imponująca.
      Proszę jednak zacząć sprawdzać kolejne dokumenty, próbując dojść tego, skąd dane medium wie, że z półek białoruskich sklepów znika ocet. Zrobiłem to dla kilkuset dokumentów. Źródłem informacji była zawsze „Komsomolskaja Prawda w Białorusi” (KPwB), która 19 maja napisała o tym occie, a Polska Agencja Prasowa (PAP) przetłumaczyła to i przekazała polskim mediom. Jeśli nawet jakiś dokument powoływał się czasem na inne źródło, to to inne źródło powoływało się z kolei na KPwB. Pan uważa teraz, że skoro 31 tys. różnych źródeł mówi, że ocet znika z półek białoruskich sklepów, to musi tak być, bo jakżeby to mogło być nieprawdą.
      Schemat Pana rozumowania nie jest niczym nowym. Już dawno temu jeden z wybitnych propagandystów stwierdził, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. No to co powiedzieć o kłamstwie powtórzonym 31 tys. razy?!
      Jeśli nie chce się Pan stawać ofiarą propagandy, to musi Pan krytycznie podchodzić do mediów. Musi Pan sprawdzać, skąd jest ich wiedza. Jeśli w sprawie octu wszystkie powołują się na przetłumaczony przez PAP artykuł z KPwB, to musi Pan zacząć od sprawdzenia samego artykułu w KPwB. Wiara, że PAP rzetelnie tłumaczy i informuje, wydaje mi się naiwnością.
      Gdyby dotarł Pan do artykułu w KPwB, to natychmiast stwierdziłby Pan, że to, co nasze media napisały 31 tys. razy, rzekomo w oparciu o artykuł z KPwB, jest raczej przeinaczeniem tego tekstu.
      W swym artykule, dostępnym pod adresem
      3w.kp.by/daily/25688.4/892324/
      (z przodu zamiast „3w” trzeba napisać trzy litery „w”)
      Elena Tołkaczewa nie napisała, że ocet zniknął ze sklepów, ale że zniknął z półek w jednym „большом гипермаркете” (dużym hipermarkecie). Zamieściła jednak zdjęcie, z którego wynika, że obok tych pustych półek stoi cała paleta butelek z octem, których pracownik sklepu nie wykłada na półki, bo nie nadąża („Да я не успеваю выставлять уксус на полки! – жалуется продавец”, czyli „Ja nie nadążam z wystawianiem octu na półki! – żali się sprzedawca”).
      Ciekawe są również inne zdjęcia artykułu w KPwB. Pierwsze z nich jest ilustracją do wykupów soli. Widzimy na nim dwie półki przeznaczone na sól. Jedna jest pełna a druga niemal pusta. Nie ma więc problemu braku soli. Jest tylko problem z odpowiednio szybkim wystawianiem jej na półki. Tołkaczewa pisze zresztą, że w innym supersamie „полки с солью полные”, czyli „półki z solą pełne”. Znów więc sprawa dotyczy jednego sklepu. Co ciekawe, choć Tołkaczewa mocno kadruje zdjęcia (to zwykle oznaka manipulacji), na zdjęciu „solnym” dostrzec można stojącą po prawej paletę z cukrem (białoruskie sklepy zawalono cukrem).
      Ogólnie artykuł Tołkaczewej sprawia wrażenie manipulacji. Nie dowiadujemy się, w jakich konkretnie sklepach była i z kim konkretnie rozmawiała. PAP nie zważa jednak ani na tę groźbę manipulacji, ani na fakt, że KPwB to medium związane z kapitałem rosyjskim, grającym przeciw Białorusi, tylko natychmiast „tłumaczy” artykuł i puszcza go w obieg. Oryginalny tekst w KPwB ukazał się w internecie w czwartek 19 maja po południu. W piątek 20 maja już przed południem był on szeroko rozkolportowany w polskich mediach elektronicznych. W 24 godziny od publikacji w KPwB mieliśmy już w Polsce ponad tysiące jej powtórzeń. Imponujące tempo.
      Najjaskrawszym przykładem naszej propagandy jest relacja Włodzimierza Paca, korespondenta Polskiego Radia w Mińsku. Znajdzie ją Pan pod adresem:
      3w.polskieradio.pl/75/921/Artykul/371450,Panika-na-Bialorusi-Puste-polki-wykupuja-wszystko-co-mozna-przechowac
      Włodzimierz Pac przekazał w swej relacji, co pisze KPwB. Podejrzewam, że on nie czytał KPwB, lecz oparł się na materiale PAP. Mówiąc ściśle, siedzący w Mińsku Pac napisał chyba o sytuacji na Białorusi to, co mu tam do Mińska przysłała PAP. Wydaje się idiotycznym, że korespondent Polskiego Radia w Mińsku jest instruowany przez Warszawę, co ma widzieć w tym Mińsku. Ale zapewne tak właśnie jest.
      O sprawach gospodarki napiszę w kolejnym komentarzu. Tu chciałem tylko pokazać Panu, jak działa aparat propagandowy.

  2. Cóż, siła nabywcza Białorusinów zmniejszy się. Zyska na tym Białoruska gospodarka, ponieważ siła robocza potanieje i kraj może być atrakcyjniejszy dla przemysłu.

    Trudno jednak powiedzieć, że zyskają na tym posiadacze białoruskich rubli, bo nie zyskają, a stracą. O wczasach za granicą mogą sobie pomarzyć po podwyżce o 60%. Nie wiemy czy te podwyżki są ostatnie.

    Całe te wzrosty PKB o 10% i płac o 10% przeminęły z wiatrem, a raczej wichurą walutową. Obecnie płaca średnia na Białorusi już nie będzie wynosić $500 a $200. Gdzież te lata wzrostów?

    Proszę nie przeoczyć, że wzrost sam w sobie nie jest celem. Wzrost aby miał wartość musi być stabilny i nie mówimy to o skali procentowej, a o wartości pieniądza, gdyż nic nie daje wzrost, skoro mniej a nie więcej mino niego w portfelu pieniędzy pozostaje.

    Mimo wszystko spadek wartości rubla białoruskiego w dłuższej perspektywie będzie miał pozytywny wpływ na ich gospodarkę, ale forma spadku(tak gwałtowna) jest po prostu dużą dla gospodarki stratą.

    1. Ależ wzrosty były, tylko waluta była przewartościowana, podobnie zresztą jak polska złotówka jest przewartościowana mniej więcej czterokrotnie. Problemem podstawowym jest uzależnienie Białorusi od zewnętrznych surowców energetycznych. Podwyżka o 60% to spory cios przede wszystkim dla producentów produkujących na kraj oraz importerów, bo dla produkujących na za granicę taka dewaluacja jest nawet na rękę. tak czy siak, wbrew pozoorm szybko odrobią tą dewaluację przy bilansie handlowym wyzerowanym. Ten moment korekty cen musiał nadejść. Szkoda, że zrobili to tak późno. Z drugiej strony obecny rok to tylko 12% firm będących na stratach, a nie 98% jak w roku 1994.

      Odpowiadając na pytanie, jak to możliwe, że płace rosną szybciej niż przyrost produktywności. Otóż jest to możliwe, ponieważ po dojścu do władzy liberałów w 1992 roku udział płac pracownicyzch w PKB wynosił ledwo 17%. A teraz przekracza 50% i zbliża się powoli do struktury państw zachodnich. Innymi słowy gospodarka Białorusi koryguje podział pierwotny dochodu narodowego w kierunku pracowników, tworząc silny rynek masowego konsumenta – to, czego nie ma w Polsce. Jeszcze parę lat takich wzrostów może być – ok. 5-7, potem gospodarka ich wejdzie na silną zależność wzrostu płac od wzrostu produktywności.

  3. Poczekajmy jednak na dokończenie procesu dewaluacji. Obecnie rubel białoruski stracił na wartości 60%, a kurs międzybankowy jest jeszcze bardziej niekorzystny. Nie wiemy czy dewaluacja obecna jest już wystarczająca.

    Co do kreacji rynku silnego konsumenta to cóż, nie będę się spierał o samo przesunięcie, ale proszę mi powiedzieć jak można wykreować rynek silnego konsumenta jeśli cena importu surowców, półproduktów i gotowych towarów jest uzależniona od kursu dolara i euro, a ten leci w górę tak mocno raz na kilka lat. Ostatnio było to 20%, tym razem 60% i nie wiadomo czy to koniec.

    Skoro wartość waluty spada, to nawet jeśli nastąpiło jej przesunięcie czy bardziej równomierne rozłożenie, to nie oznacza jeszcze, sytuacja jest dobra, a że lepsza niż w 1992 roku est JESZCZE.

    Zresztą to napędzi inflację, bo kurs dolara to kurs właśnie tych środków produkcji, a Białoruś nie ma na swoim terytorium „tablicy Mendelejewa” i jest uzależniona od importu. Zatem wszyscy mają bardziej po równo w portfelach, tylko ceny wzrosną i wzrosną nie o 10%, tylko więcej, bo ceny surowców wzrosną o 60%.

    Zobaczmy, czy a jeśli tak to na ile wystarczy ten kredyt z Rosji i co dalej będzie. Na razie się jeszcze trzymają…

    1. Szanowny Panie Arku
      Był Pan łaskaw napisać, iż „obecnie rubel białoruski stracił na wartości 60 proc.”. Pomijam już fakt, że niedawno pisał Pan o kursie 1 dolar = 9000 rubli, a wobec tego kursu to rubel raczej podrożał. Rozumiem że teraz nagle ważny jest dla Pana kurs oficjalny. Jednak nawet z tym oficjalnym uległ Pan propagandzie naszych mediów.
      23 maja 1 dolar = 3.155 białoruskich rubli
      24 maja 1 dolar = 4.930 białoruskich rubli
      Łatwo policzyć, że 24 maja za 3.155 białoruskich rubli można było kupić już tylko 64 centy (a dzień wcześniej 100 centów, czyli całego dolara). To oznacza, że białoruski rubel z 23 na 24 maja stracił 36 proc. swej wartości (zamiast 100 centów ma Pan tylko 64, czyli o 36 mniej).
      Wspomnę też, że kurs rubla nie jest określany w stosunku do dolara, ale w stosunku do koszyka walut, w skład którego wchodzą w odpowiednich proporcjach dolar, euro i rubel rosyjski. W stosunku do tego koszyka białoruski rubel stracił tylko 35 proc.
      Gdyby Pan śledził uważnie strony internetowe naszych mediów, to dostrzegłby Pan, że np. „Puls Biznesu” wczoraj o 19:25 informował jeszcze, że dewaluacja białoruskiego rubla wynosi 36 proc. (liczyli wg dolara a nie koszyka), ale już o 20:17 zmienili to, informując że rubel stracił na wartości 54,42 proc. Pan to jeszcze trochę podrasował, pisząc że stracił 60 proc. A naprawdę 35 proc.
      Mimo że białoruskiego rubla zdewaluowano o 35 proc. nasze media gremialnie informują, że o ponad 50 proc. Nikt nie umie liczyć? A może raczej mają obowiązek tak pisać? W końcu „Puls Biznesu” napisał najpierw prawdę, a dopiero potem dołączył do chóru głoszących nieprawdę.
      Innym przykładem jest relacja Anny Wróbel, korespondentki PAP w Mińsku. Napisała ona o białoruskiej podwyżce cen paliw. Ponieważ zdrożał dolar, a ropa rozliczana jest w dolarach, to muszą też zdrożeć paliwa. Biełnieftchim podniósł więc ceny paliw. Benzyna 95 kosztuje od 24 maja 4.350 rubli za litr a olej napędowy 3.900 rubli za litr. PAP informuje, że na złotówki jest to 3,78 zł za litr benzyny 95 oraz 3,39 złotego za litr oleju napędowego (czyli dla Polaków drożej niż 23 maja). To oczywiście jest nieprawda, ale ta nieprawda będzie teraz szeroko kolportowana przez nasze „wolne i niezależne” media.
      23 maja złotówka warta była 1.152,74 białoruskich rubli. Benzyna 95 kosztowała 3.750 rubli za litr a olej napędowy 3.150 rubli za litr. Po przeliczeniu cen na złotówki otrzymywaliśmy:
      – benzyna 95 – 3,25 zł za litr
      – olej napędowy – 2,73 zł za litr
      W dniu 24 maja złotówka warta była 1.742,57 rubla. Benzyna 95 kosztowała 4.350 rubla a olej napędowy 3.900 rubli. Po przeliczeniu cen na złotówki otrzymywaliśmy:
      – benzyna 95 – 2,50 zł za litr
      – olej napędowy – 2,24 zł za litr.
      Nie jest więc tak, że dla Polaków od 24 maja paliwa na Białorusi są droższe. Wprost przeciwnie, są zdecydowanie tańsze. PAP posłużył się manipulacją, polegającą na tym, że ceny paliw z 24 maja przeliczono na złotówki po jej kursie z 23 maja i jeszcze nieprawidłowo zaokrąglono w górę. Mimo tego, że manipulacja widoczne jest gołym okiem, nasze dzielne „wolne i niezależne” media zgodnym chórem powtarzają za PAP fałszywą informację. Wspomniany np. „Puls Biznesu” już powtórzył. Powtórzyła też „Gazeta Wyborcza”, „Newsweeek”, Polskie Radio, TVN24, interia, onet etc. etc. Okazuje się, że nikt nie potrafi sam sprawdzić i policzyć.
      Niech Pan absolutnie nie wierzy naszym „wolnym i niezależnym” mediom. Kłamstwo to w nich chleb powszedni.

  4. Panie Badura!

    Zgadzam się z Panem co do jednego! Powinienem był napisać, że dolar podrożał, a nie rubel staniał o 60%*(około). Wtedy by była to prawda. Nieco się zapędziłem i proszę mi to wybaczyć, aczkolwiek tę informację znałem w innej formie niż podaje to większość mediów.

    Podobnie przytoczył Pan informacje o cenie paliw co jest dość oczywiste. Wielu komentatorów pomyliło lub też po prostu nieuważnie napisało stosunek czego do czego liczą, co i przydarzyło się mnie. Biję się za to w piersi.

    Jednak fakt pozostaje faktem. Czy liczymy rubel do dolara, czy dolar do rubla fakt jest taki, że Białorusini stali się biedniejsi i ten wzrost o 10% rocznie o jakim Pan pisał właśnie przepadł licząc oczywiście w dolarach a nie rublach.

    Białoruś jest uzależniona od importu surowców(nie tylko energetycznych) i obniżka ceny rubla w stosunku do dolara, czy podwyżka ceny dolara w stosunku do rubla nie jest w oczywisty sposób jej na rękę. Pewni możemy być tego, że obecnie wystąpi presja na ceny na Białorusi z tego powodu.

    Proszę mi nie zarzucać, że podawałem cenę do 9000 rubli za dolara, gdyż zaznaczyłem wyraźnie, że różne media informują, że jest to cena tzw. czarnorynkowa, a zatem nie jest to cena pewna, ale nie sposób takich informacji pominąć, a tak czy siak, podałem orientacyjnie trzy różne kursy, a ten właśnie był dopiero ostatni.

    Dodatkowo mimo dewaluacji rubla dolary amerykańskie nie pojawiły się w kantorach obecnie, co może oznaczać niewystarczającą dewaluację, a zatem sytuacja na Białorusi nie wygląda ciekawie.

    Faktem jest natomiast, że koszty energii pod postacią produktów naftopochodnych i gazu są na Białorusi niższe niż w Polsce, ale przy tym należy też uwzględnić fakt, że białoruska gospodarka jest bardziej energochłonna niż Polska. Zatem niekoniecznie jest się czym zachwycać.

    Białorusini obecnie stali się biedniejsi a dolar podrożał. Czy będzie to korzystne w tak oczywisty sposób dla gospodarki Białorusi nie jest oczywiste, bo gdyby dewaluacja była zawsze korzystna, to kraje afrykańskie by były najbogatsze na naszej planecie, a tak nie jest.

    Naszym wolnym i niezależnym mediom wierzę ograniczenie, a cenę i zwyżki dolara akurat wypatrzyłem z mediów białoruskich, choć faktycznie niestarannie napisałem stosunek czego do czego jest liczony, co jest tylko i wyłącznie moim błędem. Jednak mimo tego błędu fakt pozostaje faktem. Rubel staniał a dolar podrożał i nie wiemy czy to jest koniec. Zaraz za dewaluacją przyszła zmiana ceny paliw, co jest dość oczywiste. Licząc w dolarach Białorusini stali się biedniejsi oprócz tych, którzy posiadali dolary, ale to i tak na krótką metę. W końcu pensje na Białorusi są wypłacane w rublach a nie dolarach.

    Jakby na to nie patrzeć skokowa dewaluacja waluty nie jest normalnym zjawiskiem. Coś niedobrego dzieje się najwidoczniej w gospodarce Białorusi.

    1. Szanowny Panie Arku
      Moje wielkie uznanie, że potrafi Pan przyznać się do pomyłki (chodzi o zmianę kursu rubla). Większość uczestników różnych forumowych dyskusji tego nie potrafi. Jeśli się pomylą, to później twardo upierają się, że napisali dobrze. Zapewne wydaje im się, że przyznanie się do pomyłki jest jakąś kompromitacją. Tymczasem jest odwrotnie. Uparte trwanie w błędzie jest kompromitacją a mylić się jest rzeczą ludzką.
      Jeszcze raz zwracam też Panu uwagę na różnicę wieku i doświadczenia między nami. Ta różnica daje mi nad Panem istotną przewagę. W świat polityki wkraczałem ponad czterdzieści lat temu. Proszę więc nie przejmować się za bardzo, gdy wskazuję Panu błędy, bo w stosunku do Pana występuję tak trochę w charakterze nauczyciela. Niech Pan to wykorzysta.
      Napisał Pan: „fakt pozostaje faktem. Czy liczymy rubel do dolara, czy dolar do rubla fakt jest taki, że Białorusini stali się biedniejsi i ten wzrost o 10% rocznie o jakim Pan pisał właśnie przepadł licząc oczywiście w dolarach a nie rublach”. Ta wypowiedź jest błędem, ale nie czynię z tego zarzutu. Po prostu uległ Pan zmasowanej propagandzie. Postaram się to naprawić.
      W wielkim uproszczeniu o poziomie życia decyduje poziom konsumpcji. Jeśli statystyczny Białorusin miałby dziś o 5 proc. więcej jedzenia niż rok temu, miałby o 5 proc. większe mieszkanie, o 5 proc. lepszy samochód i o 5 proc. więcej paliwa do niego etc., etc., to oznaczałoby, że statystyczny Białorusin jest o 5 proc. bogatszy niż rok temu. Nie ma przy tym znaczenia ani jak się przelicza jego płaca na dolary, ani nawet ile wynosi ta płaca w rublach. Ważny jest poziom konsumpcji. Otóż poziom konsumpcji jest dziś na Białorusi istotnie wyższy niż rok temu. A zatem Białorusini istotnie wzbogacili się i żadne propagandowe sztuczki z przeliczeniami walutowymi nie mają tu nic do rzeczy.
      Jaki jest dokładnie poziom konsumpcji dowiemy się zapewne za jakiś rok-dwa. Wstępnie informuje nas jednak o tym wzrost PKB. Jeśli w okresie styczeń-maj 2011 PKB Białorusi był o 12,5 proc. wyższy niż w kresie styczeń-maj 2010, to można przyjąć, że konsumpcja wzrosła w tym czasie też o mniej więcej 12,5 proc. (faktycznie jeszcze bardziej z powodu nadwyżki importu nad eksportem). Zwracam tu Pana uwagę na fakt, że wzrost PKB podaje się zawsze w cenach stałych, czyli inflacja nie ma tu nic do rzeczy. Wzrost PKB o 12,5 proc. oznacza, że o 12,5 proc. więcej wyprodukowano dóbr i wykonano usług.
      Gdyby zresztą chciał Pan patrzeć na płace, to w kwietniu 2011 (nie ma jeszcze danych za maj) przeciętna miesięczna płaca była realnie wyższa o 18,3 proc. niż w kwietniu 2010 (nominalnie płace wzrosły w tym czasie o 39,7 proc.). W Polsce wzrost płac realnych o 18,3 proc. dokonuje się zapewne w ciągu jakichś 5-6 lat a nie w ciągu roku.
      Pozdrawiam

  5. Pan Badura przestał relacjonować potworne, zachodnie kłamstwa dotyczące nie(prawdziwych) oznak załamania gospodarczego pod rządami Łukaszenki. Jaka szkoda.

    1. Szanowny Panie Piotrze
      Niepotrzebnie się Pan martwi moją tu nieobecnością. Wpisałem „Politykę Globalną” na listę odbiorców mojej gazetki. Jeśli miał Pan z nią kontakt, to pewnie zauważył, że ukazuje się co trzy tygodnie. Każde wydanie wymaga ode mnie dwóch tygodni pracy. Pracuję więc w systemie 2/1 czyli dwa tygodnie pracy / tydzień urlopu. Jeśli jednak jadę gdzieś za granicę, np. na Białoruś, to tylko podczas tego tygodnia urlopu. Wówczas przez pięć tygodni 2/1/2 nie bardzo mam czas udzielać się na różnych forach. W początku czerwca wybrałem się z wizytą studyjną do powiatu Schaumburg i regionu Hanower. Już wróciłem, ale mam teraz na głowie kolejne wydanie gazetki. Postaram się jednak mimo wszystko coś tu napisać, by się Pan już tak nie martwił.
      Pozdrowienia

    2. Wielce Szanowny mój Współimienniku
      Czy śledzi Pan sytuację na Białorusi? Po prostu rewelacja! W głowie się nie mieści, że gospodarka może się rozwijać tak szybko. USA, UE i Rosja wspólnymi siłami starają się już od paru lat doprowadzić tę gospodarkę do załamania i takie fiasko! Najszybszy rozwój na świecie. Gdyby przeciwko Polsce podjąć tak zmasowaną akcję, jaką podjęto przeciw Białorusi, to zapewne stalibyśmy się ruiną w ciągu kilku tygodni. A tam lata wysiłków i żadnego załamania, a wprost przeciwnie, rekordowy w skali światowej rozwój.
      Nieprawdopodobne!
      Pozdrawiam

      1. Śledzę.
        Zwykle rozpisuje się Pan na kilka stron, daje liczby, przykłady. Marnie to dziś wygląda a ostatnio sam mnie Pan zganił za lakoniczność wypowiedzi.

        1. Szanowny Współimienniku
          Mój skierowany do Pana wpis był tylko zapowiedzią, że wracam po dłuższej przerwie. Cieszy mnie Pana niecierpliwość i oczekiwanie na liczby. Niezwłocznie je przedstawię. Na początek uwaga. Białoruś ma pięciu sąsiadów: Polskę, Litwę, Łotwę, Rosję i Ukrainę. Porównam zatem dane Białorusi z danymi jej sąsiadów. W tym wpisie odwołuję się głownie do danych z Factbooka CIA (CIA trudno podejrzewać o życzliwość względem Białorusi).
          PKB PPP na głowę w 2010 (i wzrost PKB PPP w 2010):
          Polska – 18.800 dolarów (+3,8 proc.)
          Litwa – 16.000 dolarów (+1,3 proc.)
          Rosja – 15.900 dolarów (+4,0 proc.)
          Łotwa – 14.700 dolarów (-0,3 proc.)
          Białoruś – 13.600 dolarów (+7,6 proc.)
          Ukraina – 6.700 dolarów (+4,2 proc.)
          Zadłużenie zagraniczne jako proc. PKB:
          Białoruś – 19 proc.
          Rosja – 22 proc.
          Ukraina – 32 proc.
          Polska – 35 proc.
          Litwa – 49 proc.
          Łotwa – 115 proc.
          Stopa bezrobocia:
          Białoruś – 0,7 proc.
          Rosja – 7,6 proc.
          Ukraina – 8,4 proc.
          Polska – 11,8 proc.
          Łotwa – 14,3 proc.
          Litwa – 17,9 proc.
          (Uwaga: Gdy chodzi o stopę bezrobocia, to CIA podaje jej wielkość z 2009, czyli 1,0 proc. Dla wszystkich pozostałych państw podaje stopę bezrobocia z 2010. To taka drobna manipulacja, będąca chyba dowodem „sympatii” do Białorusi. Skorygowałem to, podając stopę bezrobocia Białorusi za 2010 – wg. ONZ).
          Z danych CIA wynika, że w 2010 Białoruś miała najzdrowszą gospodarkę spośród wszystkich wymienionych wyżej państw. Miała najwyższy wzrost PKB, najniższe bezrobocie i najmniejsze zadłużenie zagraniczne w stosunku do PKB. A co w 2011?
          Stan gospodarki Białorusi w 2011 jest jeszcze lepszy niż w 2010. BelTA cytuje premiera Myasnikovicha, który powiedział: „Belarus’ economy fires on all cylinders”. Przetłumaczyłbym to tak: „Białoruska gospodarka grzeje na wszystkie cylindry”. To uzasadniona ocena. PKB Białorusi za okres styczeń-maj 2011 jest wyższy o 12,5 proc. niż w okresie styczeń-maj 2010. To chyba rekord świata. Żadna inna gospodarka nie rośnie w tak oszałamiającym tempie. Nawet chińska.
          Nie mam danych za okres styczeń-maj dla sąsiadów Białorusi, ale za I kwartał 2011 ich wzrosty PKB wynosiły:
          Polska – 4,3 proc.
          Litwa – 6,9 proc.
          Łotwa – 3,2 proc.
          Rosja – 4,1 proc.
          Ukraina – 5,2 proc.
          Jeśli utrzyma się obecne tempo, to za kilka miesięcy Białoruś pod względem PKB PPP na głowę prześcignie Łotwę (będzie to trzecie państwo UE, prześcignięte przez Białoruś, bo już wcześniej prześcignęła ona Rumunię i Bułgarię). W 2012 pod względem PKB PPP na głowę Białoruś może prześcignąć Rosję, w 2013 Litwę a w 2014 Polskę. Są jednak sygnały, każące brać pod uwagę, że gospodarka Białorusi jeszcze przyspieszy, a jej sąsiadów trochę zwolni.
          Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że zwykli ludzie na Białorusi już dziś żyją lepiej niż w każdym z państw sąsiednich (łącznie z Polską). Białoruś ma najmniejszą rozpiętość dochodów. W Polsce ludzie zamożni żyją zdecydowanie lepiej niż zamożni na Białorusi, ale zwykli ludzie żyją dziś lepiej na Białorusi. Pokazuje to m.in. publikowany w Factbooku CIA współczynnik Giniego, ale bardziej przemawia do wyobraźni konsumpcja żywności, gdyż bogaci nie mogą zjeść żywności „za biednych”. Konsumpcja żywności mówi więc o sytuacji zwykłych ludzi. W 2009 konsumpcja rocznie na głowę wynosiła:
          mięso i przetwory w przeliczeniu na zużyte mięso:
          Białoruś – 77 kg, Polska – 75 kg
          mleko i przetwory w przeliczeniu na zużyte mleko:
          Białoruś – 224 l, Polska – 189 l
          jaja:
          Białoruś – 284 sztuki, Polska – 206 sztuk.
          Jeśli chodzi o białko zwierzęce, to są jeszcze ryby. Także w tym przypadku spożycie na Białorusi jest też dużo wyższe niż w Polsce, ale nie mam szczegółowych danych za 2009. W 2009 Białorusini odżywiali się więc wyraźnie intensywniej niż Polacy.
          Białoruś opublikowała już dane o spożyciu w 2010. Spożycie mięsa i przetworów wzrosło do 84 kg na głowę, mleka i przetworów 247 l na głowę a jaj do 292 sztuki na głowę. Polska jeszcze swoich danych nie opublikowała, ale oczekiwany jest raczej spadek spożycia niż wzrost. Nie da się więc ukryć, że gdy chodzi o wyżywienie, jesteśmy już nie tyle za Białorusią, ile daleko za Białorusią. Za Białorusią jesteśmy już pod względem sytuacji mieszkaniowej i nasze zapóźnienie rośnie. Także jakość i dostępność służby zdrowia jest już na Białorusi wyższa niż w Polsce. Upraszczając można powiedzieć, że z punktu widzenia zwykłych ludzi Białoruś już dziś jest taką wyspą bogactwa w otoczeniu biedniejszych sąsiadów. Oczywiście gdy chodzi o poziom życia elit (najzamożniejsze 10 proc. społeczeństwa), to Białoruś wciąż pozostaje w tyle za swoimi sąsiadami.
          Ponieważ zwykłym ludziom na Białorusi żyje się lepiej niż w państwach sąsiednich, to nie dziwi, że zwykli ludzie raczej podejmują decyzję o przeniesieniu się na Białoruś niż o opuszczeniu jej (w Polsce jest odwrotnie – ludzie raczej „pryskają”). Nawet w ocenie nieżyczliwej Białorusi CIA w 2011 w wyniku migracji miało tam przybyć per saldo ok. 3.600 mieszkańców (w Polsce miało ubyć 18 tys. mieszkańców). Okazuje się, że CIA nie doszacowała migracji na Białoruś. Tylko w okresie styczeń-maj 2011 osiedliło się na Białorusi 6.997 ludzi a opuściło ją 2.412 ludzi. Per saldo przybyło więc Białorusi 4.585 ludzi. To o czymś świadczy.

          1. A Pan Piotr Badura ciągle swoje o wyższym spożyciu jaj na Białorusi.
            Jakby w XXI wieku w Europie miało to jakieś większe znaczenie. Tymczasem portale biznesowe podają ostatnio informacje, że Polak na żywość wydaje 18% wynagrodzenia, przeciętnego rzecz jasna. Nie jest to tak mało uwzględniając, że Polska jest krajem nadal relatywnie tanim na tle UE ( 63% średniej unijnej). Natomiast Białorusin to znakomite spożycie którym tak chwali Pan Badura okupuje wydatkiem średnio 39% średniego wynagrodzenia, Mołdawianin 41% a Ukrainiec aż 50%. To jest najlepszy dowód na relatywne ubóstwo tego społeczeństwa, dużo wyższe niż w Polsce.
            Panie Badura, nie żyjemy w XVIIw żeby o zamożności społeczeństwa decydowało spożycie kalorii.
            Okres głodu Europa i to cała ma za sobą. Liczy się struktura wydatków o czym Pan zapomina albo radośnie w swej twórczej propagandzie pomija.

            Odnośnie wzrostu PKB – jasne, że jest wysoki bo tak wyznaczył centralny aparat sterujący tą gospodarka nakazowo-rozdzielczą. Papier wszystko przyjmie. A to, że wytworzone towary zalegają na placach składowych to w statystykach nie jest już uwzględniane.

            A jak Pan skomentuje dane Biełstatu, że aż 50% rodzin białoruskich żyje za mniej niż 150$ od osoby na miesiąc? To jest ta kraina szczęśliwości?

          2. Chciałbym odnieść się jeszcze do owych wzrostów PKB Białorusi. Białoruski PKB per capita mierzony parytetem siły nabywczej stanowił w latach 2009-2010 około 2/3 PKB Polski. Tymczasem przeciętne wynagrodzenie na Białorusi, wynoszące przed wyborami prezydenckimi 2010r. było o ponad połowę niższe niż w Polsce. Aleksander Olechnowicz który dla Fundacji Obywatelskiego Rozwoju prof. Leszka Balcerowicza opracował analizę porównawczą gospodarek Polski i Białorusi po przemianach 1990r. przedstawia hipotezę, że świadczy to o zawyżeniu (być może umyślnym lub błędnej metodologi) białoruskiego PKB. Hipotezę tę podpiera znanym mechanizmem makroekonomicznym funkcjonującym na całym świecie którym mówi, że przeciętne wynagrodzenie w gospodarce stanowi 55-65% PKB mierzonego parytetem siły nabywczej. Gdyby tak było na Białorusi to tamtejsza płaca stanowiłaby 75% polskiej (w okresie gospodarczej prosperity w 2009r. stanowiła 49% uwzględnijąc różnice cen), tymczasem różnica jest sporo większa i się powiększa – portale informacyjne podają opierając się na danych Biełstatu o ciągłym spadku siły nabywczych białoruskich pensji:

            „W grudniu ub. roku za średnią pensję miesięczną można było kupić np. 885 kg chleba. W maju roku bieżącego – już tylko 817. Zimą taka pensja wystarczała na zakup 265 litrów oleju roślinnego. Teraz już na 191 l. Za statystyczną wypłatę można kupić teraz o 16 kg mniej wieprzowiny, o 72 kg mniej ziemniaków, a cukru aż o 226 kg mniej.”. Źródło: portal Kresy24
            Pozdrawiam

          3. Szanowny Panie Maćku
            Zanim zajmę się Pana aktualnymi problemami wrócę jeszcze do obwodnicy Mińska. Obwodnica Mińska to pełny pierścień o długości ponad 56 km, dwie oddzielone jezdnie, każda po trzy pasy ruchu na całej długości. Nie ma ani jednego kolizyjnego skrzyżowania.
            Warszawa nie ma obwodnicy. Mieliśmy ambicję zbudować ćwierć obwodnicy na Euro 2012, ale to jest już poważnie zagrożone. Druga ćwiartka miała być do 2017, jeśli będą pieniądze. Dziś mało kto wierzy, że będą pieniądze. Wychodzi na to, że cieszyć się będziemy, jeśli przy obecnym systemie do 2017 doczekamy się jednej ćwiartki obwodnicy Warszawy.
            Napisał Pan, że obwodnicę Mińska zbudowano jeszcze w czasach ZSRR. Nie wiem, co by to miało znaczyć. Że ZSRR to była gospodarcza potęga? Do tego chce mnie Pan przekonywać?
            Mińską obwodnicę istotnie zbudowano w 1980 (po śladzie jeszcze starszej), ale była to droga z licznymi skrzyżowaniami ze światłami, z przejściami dla pieszych, z przystankami autobusowymi, z przejazdami kolejowymi etc. I nigdzie nie miała ona więcej niż dwa pasy w każdą stronę.
            Obwodnica zbudowana w 2002 nie ma wiele wspólnego z tą z 1980. Wszystkie skrzyżowania są dziś dwupoziomowe, nad liniami kolejowymi są wiadukty, są kładki i przejścia podziemne dla pieszych etc. Cała obwodnica ma bariery zabezpieczające przed wchodzeniem na nią a jezdnie są rozdzielone, także barierą. Obwodnica z 1980 „dusiła się” przy 17 tys. pojazdów na dobę. Obecna ma przepustowość 85 tys. pojazdów na dobę, tj. o 400 proc. większą.
            Wracam jednak do obwodnicy z innego powodu. W tym roku rozpoczęto już prace przy drugiej obwodnicy Mińska. Będzie ona mieć 158 km, czyli niemal trzy razy więcej co obecna. Połowa tej obwodnicy ma być gotowa na światowe mistrzostwa hokejowe w 2014. Druga połowa ma być ukończona do 2017. Nierealistyczny dla nas termin ukończenia zaledwie połówki pierwszej obwodnicy Warszawy jest jednocześnie absolutnie realistycznym terminem ukończenia drugiej już obwodnicy Mińska.
            Po wejściu w życie unii celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu, powstał ogromny rynek, liczący blisko 200 mln konsumentów. Dla znacznej części państw UE najkorzystniejszą drogą na obszar tej unii celnej jest droga przez Białoruś. Białoruś nie ukrywa, że chce sporo zarobić na tranzycie. I zarobi.
            Całkowicie błędny jest Pana pogląd, że u nas inwestycje drogowe idą przeraźliwie wolno z powodu „Natury 2000 i dyrektyw środowiskowych”. Nasze inwestycje drogowe idą przeraźliwie wolno z powodu chronicznego braku pieniędzy. Przecież naprawa dziurawych dróg nie kłóci się z żadnymi dyrektywami środowiskowymi i Naturą 2000, ale z braku pieniędzy nie naprawiamy dróg. Białoruś, w odróżnieniu od nas, ma pieniądze na drogi.
            W Pana komentarzu, do którego tutaj się odnoszę, jest też pytanie: „Flagowym produktem prężnej gospodarki białoruskiej jest ciężarówka MAZ. Ile takich ciężarówek spotkał Pan w Polsce? A ile autobusów MAZ? Ile traktorów MTZ? Czy są obecne w UE?” To pytanie zdradza Pana niewiedzę. Pod adresem:
            http://www.rpt.pl/index.php?content=1420
            znajdzie Pan informację o rejestracjach nowych ciągników w Polsce w I kwartale 2011. Najwięcej zarejestrowano ciągników Case New Holland (755 sztuk). Na drugim miejscu były ciągniki MTZ Belarus (651 sztuk). Nasz polski Ursus był dopiero na ósmym miejscu z 70 sztukami. Zważywszy, że MTZ idzie bardzo ostro w górę, należy się spodziewać, że w 2012 zajmie on w Polsce pozycję lidera w sprzedaży ciągników rolniczych. Warto też pamiętać, że Pronar, zajmujący dziesiąte miejsce na liście, wystartował kilka lat temu jako montownia ciągników białoruskich. Dziś jest już samodzielnym producentem ciągników.
            W okresie styczeń-maj 2011 Białoruś wyeksportowała 25,2 tys. ciągników rolniczych (o 47 proc. więcej niż w okresie styczeń-maj 2010). Przeliczając to na cały rok otrzymamy eksport ponad 60 tys. ciągników, czyli tyle, ile wynosiła cała roczna produkcja Ursusa w jego najlepszych latach. A przecież trzeba pamiętać, że Białoruś eksportuje też mnóstwo części ciągników, z których montuje się Belarusy w montowniach rozsianych po całym świecie. Do MTZ należy dziś ok. 9 proc. światowego rynku ciągników rolniczych. Jest to jeden z kilku najważniejszych światowych producentów w branży.
            Podobnie wygląda sprawa z ciężarówkami. Za okres styczeń-maj 2011 Białoruś wyeksportowała 4.024 ciężarówek (wzrost o 82 proc. rok do roku) i 2430 ciągników siodłowych (wzrost o 220 proc. rok do roku). Tak na marginesie, to fabryka MAZ współpracuje dziś z niemieckim MAN-em, produkując ciężarówki MAZ-MAN.
            Obawiam się, że słabo zna Pan gospodarkę Białorusi.
            Pozdrawiam

        1. Szanowny Współimienniku i szanowny Panie Arku
          Tym razem trochę o „niszczeniu białoruskiej gospodarki”. Pan Piotr Maciążek powątpiewa, że przyczyną niewielkich napięć w gospodarce, które wystąpiły ostatnio na Białorusi, są siły zewnętrzne. Pan Arek pisze wprost, że „jakby nie patrzeć, dekretem prezydenta płaca w wielu państwowych przedsiębiorstwach została podniesiona. Jednak Białoruś płaci dziś za to cenę kryzysem walutowym”. A zatem nie siły zewnętrzne, tylko Łukaszenka jest winien „kryzysowi walutowemu”, bo za bardzo podnosił płace. (Domyślam się, że programem białoruskiej opozycji jest obniżka płac. Zapewne zyska tym programem ogromne poparcie elektoratu.)
          Białoruś nie praktykuje ogłaszania publicznie, jaki jest poziom wymiany handlowej z poszczególnymi krajami (wyjątkiem są Rosja i Kazachstan). Jednak w lutym 2011 poinformowano szczegółowo o poziomie wymiany handlowej z każdym z państw oddzielnie. Potem zrobiono to jeszcze dla marca i zaprzestano tej praktyki. Jeśli ktoś chce na poważnie zajmować się sprawami Białorusi, a pan Piotr Maciążek stara się sprawić wrażenie, że tak właśnie chce, to powinien te wyjątkowe publikacje potraktować jako sygnał, że coś jest na rzeczy.
          Już styczeń 2011 pokazał, że prawdopodobnie prowadzona jest jakaś międzynarodowa gra przeciw Białorusi. Warto spojrzeć na liczby. Eksport i import Białorusi w styczniu 2010 wyglądały następująco:
          eksport – 1,8 mld $, import – 1,8 mld $
          Natomiast w styczniu 2011 było już skrajnie odmiennie:
          eksport – 1,6 mld $, import – 2,5 mld $
          Jest więc zrozumiałe, że w styczniu 2011 (a także w kolejnych miesiącach) rezerwy walutowe Białorusi musiały wyraźnie zmaleć. Skoro importuje się więcej, niż eksportuje, to nie ma innej możliwości. Zagadką pozostaje jednak, dlaczego w styczniu 2011 inne państwa nagle straciły zainteresowanie białoruskimi towarami i białoruski eksport zmalał o 13,1 proc. względem eksportu w styczniu 2010.
          Pełniejszy obraz uzyskamy, śledząc wymianę handlową w kolejnych miesiącach. Poniżej białoruskie dane w milionach dolarów dla miesięcy styczeń – maj (01 – 05) 2011 roku:
          01 – eksport – 1569, import – 2471, saldo: -902
          02 – eksport – 2791, import – 3856, saldo: -1065
          03 – eksport – 3382, import – 4446, saldo: -1064
          04 – eksport – 3511, import – 4231, saldo: -720
          05 – eksport – 3606, import – 3724, saldo: -118
          Z podanych wyżej liczb widać wyraźnie, że władze Białorusi szybko opanowały sytuację i w maju eksport i import mniej więcej równoważyły się. Dlaczego więc w końcu maja, już po opanowaniu sytuacji, przeprowadzono dużą dewaluację białoruskiego rubla? Można się chyba teraz spodziewać, że od czerwca handel zagraniczny Białorusi zacznie wykazywać dodatnie saldo, a białoruskie rezerwy będą rosnąć.
          Więcej w następnym komentarzu. pozdrawiam

          1. Trzon moich tekstów to kwestia „niszczenia białoruskiej gospodarki”.

            Jak Pan skomentuje blokadę mediów społecznościowych na Białorusi (dzisiaj). Ludzie się gromadzą, nie chcą pracować. Dlaczego? Uważa Pan, że nie chodzi o kwestie ekonomiczne?

          2. Szanowny Panie Piotrze
            Wolałbym bardziej konkretne pytania. Nie bardzo wiem, czego chce się Pan ode mnie dowiedzieć.
            1) Mam „skomentować blokadę mediów społecznościowych na Białorusi (dzisiaj)”. Ja nic nie wiem o blokadzie „dzisiaj”. Czy chodzi Panu o blokadę wprowadzoną w sobotę na portalu vkontakte.ru?
            2) Pisze Pan: „Ludzie się gromadzą, nie chcą pracować. Dlaczego?”. O jakich ludzi Panu chodzi? O tych z klaskanych spacerów? Oni się gromadzą po godzinach pracy. O tym, że jakoby nie chcą pracować, nic nie wiem, ale to chyba jest możliwe. Oni rzeczywiście sprawiają na mnie wrażenie takich, co mają dwie lewe ręce do roboty.
            3) Pyta Pan, czy „chodzi o kwestie ekonomiczne?”. Jeśli pyta Pan o tych klaszczących, to bardzo być może. Myślę że oni rzeczywiście robią to dla korzyści ekonomicznych. W końcu sama Polska ładuje w tę opozycję dziesiątki milionów rocznie (niestety z naszych podatków). Trochę mnie dziwi, że za tak wielkie pieniądze jest tak skromny efekt.
            Niech Pan bardziej doprecyzuje swe pytania, to postaram się udzielić dokładniejszych odpowiedzi (jeśli oczywiście będę miał odpowiednią wiedzę).
            A na razie taki okruszek, o który Pan nie prosił: W polskim budżecie państwa po maju jest deficyt w kwocie około 23,7 miliarda złotych. Deficyt budżetu państwa to jakoby nasza zmora. Podobno walczymy z nim ze wszystkich sił, ale jakoś nam nie wychodzi. W białoruskim budżecie państwa po maju jest nadwyżka 493 miliardy rubli, co przy kursie z 31 maja daje ok. 0,3 mld zł. Jak to jest, że „zielona wyspa UE” nie potrafi zlikwidować deficytu budżetu państwa, a „pogrążona w kryzysie” Białoruś nie ma z tym żadnych problemów? Ma Pan jakąś „teorię” w tej sprawie?
            Pozdrawiam serdecznie

  6. Szanowny Panie Badura,

    Przyznać się do zwyczajnej pomyłki wynikającej z pewnego zaaferowania sprawami białoruskimi nie jest ani trudne, ani sztuką. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i każdemu od czasu do czasu zdarza się pomylić.

    Jeśli zaś chodzi o doświadczenie życiowe, to jest to niejako miecz obosieczny. Doświadczenie ułatwia rozpoznawanie pewnych spraw i ich analizę, ale też może blokować człowieka, który trudnej przyjmuje nowe sytuacje i stara się znajdywać za wszelką cenę analogie do rzeczy znajomych. Zatem brak doświadczenia pozwala często spojrzeć świeżo na sprawę. Swoją drogą trochę Białorusinów znam, tu z Polski, więc też nie jest tak, że zupełnie nie wiem nic, a powiedziałbym, że jak na przeciętnego Polaka to moja wiedza o Białorusi i tak jest nieprzeciętna, bo przeciętnie Polacy rzadko kiedy się tym krajem interesują.

    Jeśli zaś chodzi o sprawy ekonomiczne, to jak Pan zwrócił uwagę o poziomie życia świadczy poziom konsumpcji różnego rodzaju dóbr i usług. Niemniej nie jest tak, że cena dolara nie wpływa na poziom i strukturę konsumpcji na Białorusi. Białoruś nie jest niezależną wyspą na oceanie i musi sprowadzać nie tylko surowce(w tym energetyczne) ale również wiele innych dóbr nie produkowanych na Białorusi. Zatem cena rubla w stosunku do innych walut musi wpływać na poziom konsumpcji, a te pewne waluty to przede wszystkim dolar i euro.

    Podał Pan dane o wzroście konsumpcji, który wcale nie zaskakuje, gdyż jakby nie patrzeć, dekretem prezydenta płaca w wielu państwowych przedsiębiorstwach została podniesiona. Jednak Białoruś płaci dziś za to cenę kryzysem walutowy. Tak jest w przypadku życia ponad stan. Przez pewien czas jest to możliwe finansując się wyprzedażą aktywów lub pożyczkami, ale przychodzi czas spłaty. Ja osobiście nie dziwię się Białorusinom, że wydawali więcej pieniędzy gdy je mieli. Co więcej, Białorusini ostatnimi czasy wykupili sporo towarów ze sklepów w obawie przed inflacją, więc można oczekiwać ponownego statystycznego wzrostu konsumpcji, ale do czasu.

    Nie można żyć na stan, a jakie są tego skutki właśnie widzimy. Białoruś obecnie nie będzie w stanie tak łatwo zwiększać poziomu konsumpcji, a nawet on spadnie, ze względu na kurs dolara i euro.

    1. Szanowny Panie Arku
      W swych komentarzach porusza Pan wiele spraw naraz, każdą jednym zdaniem, i często błędnie. Nie sposób zgodzić się np. z Pana poglądem, że:
      1) Białoruś płaci kryzysem walutowym za dokonane wcześniej podwyżki płac. (Można by co najwyżej bronić poglądu, że dzięki wspomnianym podwyżkom siłom zewnętrznym nieco łatwiej było doprowadzić do kryzysu walutowego.).
      2) Białoruś żyła ponad stan, finansując to wyprzedażą aktywów i pożyczkami. (To absolutna nieprawda.)
      Aby jednak wytłumaczyć Panu istotę błędów, musiałbym do każdego z nich robić długie wywody. Myślę że lepiej wyjaśnić najpierw jedną kwestię do końca, a dopiero potem brać się za następne. Dlatego proponuję doprowadzić do końca sprawę zmian w poziomie konsumpcji Białorusinów.
      Pan uparcie obstaje przy poglądzie, że poziom konsumpcji Białorusinów musi spaść. Ja uważam, że on stale rośnie, rośnie szybko a spadek jest niesłychanie mało prawdopodobny.
      O poziomie konsumpcji decyduje poziom produkcji, skorygowany o różnicę w poziomie zapasów oraz o saldo wymiany zagranicznej.
      Poziom produkcji gwałtownie rośnie. Wzrost PKB za styczeń-maj 2011 to 12,5 proc. Czy chce Pan bronić poglądu, że to się zmieni i PKB Białorusi wkrótce zacznie maleć?
      A może chce Pan bronić poglądu, że w białoruskich magazynach zaczną gwałtownie rosnąć zapasy wytworzonych dóbr, bo Białorusini ich nie kupią?
      Albo może chce Pan bronić poglądu, że Białoruś przejdzie gwałtownie z ujemnego salda w handlu zagranicznym do bardzo wysokiego dodatniego?
      Nie wiem na ile zdaje Pan sobie sprawę z tego, że przy rosnącym PKB musi być wzrost konsumpcji i jedynymi czynnikami, które mogą to zmienić, są wzrost zapasów lub wypływ dóbr za granicę. Kursy walut nie mają tu nic do rzeczy. One wpływają tylko na model konsumpcji, tj. ile w konsumpcji przypada na dobra krajowe a ile na zagraniczne. O poziomie konsumpcji kursy walut nie decydują (a jeśli już nawet jakoś decydują, to najwyżej w tym sensie, że przy niskim kursie białoruskiego rubla PKB, a więc i poziom białoruskiej konsumpcji, będzie rosnąć jeszcze szybciej).
      Na koniec trochę danych statystycznych o petrochemii, bo ma Pan w tej sprawie błędne poglądy.
      W okresie styczeń-maj 2011 Białoruś wydała na import ropy naftowej 3,17 mld dolarów a z eksportu produktów naftowych otrzymała 3,33 mld dolarów. Jest więc w tym obszarze handlu zagranicznego na plusie. Odniosłem wrażenie, że dla Pana sektor petrochemiczny jest obszarem, w którym Białoruś potrzebuje dewiz. To błędny pogląd. W tym obszarze Białoruś zarabia dewizy. Dzieje się tak dlatego, że praca przerobowa białoruskich rafinerii (Mozyr i Naftan) jest o ponad 200 proc. wyższa niż białoruskie zapotrzebowanie na paliwa. Zdecydowana większość wyprodukowanych na Białorusi benzyn i olejów jest eksportowana i wpływy z tego eksportu przewyższają wydatki na zakup ropy.
      Pozdrawiam serdecznie

  7. Szanowny Panie Badura!

    Ponieważ wiele spraw łączy się ze sobą poruszam często każdą z nich starając się je połączyć. Faktem jest, że nie jest tu łatwo w krótkiej wypowiedzi wszystko uargumentować, ale proszę wybaczyć, gdyż jednak jest to po prostu miejsce komentowania niźli dyskusji jak na forum, choć postaram się jednak pełniej pisać komentarze.

    O poziomie konsumpcji nie decyduje w prosty sposób poziom produkcji. Wszystko zależy od tego, czy produkcja ma sens tzn. czy można ją sprzedać i realnie an tym zarobić. Samo zdanie nie jest ogólnie prawdziwe.

    Proszę sprawdzić strukturę produkcji, bo sam wzrost nawet o 20% rocznie jeszcze nie świadczy o tym, że są produkowane rzeczy możliwe do zbycia na rynku wewnętrznym. Wagonu kolejowego Pan do domu nie kupi, a wzrost roczny o 20% produkcji wagonów kolejowych dla Pana nie jest z punktu widzenia przeciętnego konsumenta istotny.

    PKB Białorusi znacznie obecnie zmalał, licząc w euro czy dolarach oczywiście. Rubel białoruski nie jest walutą wymienialną ani w Polsce(można sprawdzić tabele kursów walut niewymienialnych NBP), ani też specjalnie w Europie i szerzej.

    Jedyny sensowny pomiar wartości PKB jaki możemy przeprowadzić, to pomiar przy użyciu walut wymienialnych, bo przecież tak samo ja czy Pan, używa pieniędzy i chce nimi obracać, a więc dba Pan o to, aby nie mieć w portfelu waluty, której prawie nikt nie przyjmuje.

    Zatem licząc czy to w euro, czy w dolarach PKB Białorusi spadło a wynika to z samej tylko dewaluacji przeprowadzonej przecież przez Białoruś. Trudno więc mówić o wzroście PKB o 12,5%, jeśli dewaluacja te 12,5% „zniszczyła” tak, że wychodzi jeszcze „na minus”.

    Przy rosnącym PKB nie musi wzrosnąć konsumpcja, gdyż to zależy od struktury dochodów w kraju. Zależy dokąd płyną pieniądze ze wzrostu PKB. Czy do ludzi, czy do budżetu? Samo zdanie nie jest sądem ogólnie prawdziwym.

    Niski poziom białoruskiego rubla pozwoli zbilansować nierównowagę w wymianie zagranicznej, a przynajmniej jest to realny instrument którym można tego dokonać. Niestety jak już pisałem, Białoruś nie jest samotną wyspą. Nie produkuje wielkiej ilości dóbr na swoim terytorium, które to chętnie ludzie kupują od iPodów, przez komputery po samochody(pomijając MAZy, ale ciężarówkę mało który przeciętny człowiek potrzebuje).

    Cena dolara i euro w ogromnym stopniu wpływa na ceny takich dóbr, a ceny wpływają na ich konsumpcję.

    Jeśli zaś chodzi o sektor petrochemiczny to zdaję sobie sprawę, że Białoruś ogólnie na nim zarabiała od wielu lat. Nie wiem dokładnie jaka jest rentowność rafinerii obecnie po podwyżkach ceny ropy rosyjskiej, ale na pewno nie jest już tak dobra, jak kiedyś była, co nie znaczy, że Białoruś na tym traci. Po prostu może mniej zarabiać, jeśli zarabia.

    1. Szanowny Panie Arku
      Prowadzi Pan jakiś przedziwny tok rozumowania oparty o jakiś niby przykład z wagonami, których produkcja miałaby jakoby tak strasznie wzrosnąć, że cały wzrost PKB to wyłącznie wzrost produkcji wagonów. Na dodatek produkcja tych wagonów nie ma sensu, bo nie da się ich sprzedać i realnie na tym zarobić. Mam w związku z tym pytanie: Czy ma Pan choćby cień pojęcia o produkcji wagonów na Białorusi, udziale tej produkcji w PKB i możliwościach sprzedaży tychże wagonów? Mogę odpowiedzieć za Pana. Nie ma Pan zielonego pojęcia o tych sprawach. Po co więc wymyśla takie hipotetyczne przykłady i opiera o nie jakieś dziwne wywody? Przecież Białoruś nie ukrywa danych. Wystarczy zajrzeć na stronę ich urzędu statystycznego i posłużyć się konkretami. Pod adresem:
      xttp://belstat.gov.by/homep/ru/indicators/pressrel/trade4.php
      (początkowe „x” trzeba zmienić na „h”)
      znajdzie Pan informację, że w okresie styczeń-maj 2011 w porównaniu ze styczniem-majem 2010 (licząc w cenach stałych!!!) sprzedaż dóbr dla ludności (liczona we wszystkich kanałach sprzedaży) wzrosła o:
      – 18,3 proc. w grupie artykułów żywnościowych
      – 26,6 proc. w grupie artykułów nieżywnościowych
      Obroty handlu detalicznego wzrosły o 26 proc. Detaliczna sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych wzrosła o 19,4 proc. w cenach stałych. W poszczególnych grupach wzrost sprzedaży był następujący:
      – 17,9 proc. – mięso wraz z drobiowym i przetworami
      – 29,9 proc. – oleje roślinne
      – 29,5 proc. – makarony
      – 27,3 proc. – soki owocowe i warzywne
      Sprzedaż detaliczna artykułów nieżywnościowych, liczona w cenach stałych, wzrosła o 35,1 proc. W poszczególnych grupach wzrosty sprzedaży były następujące (w cenach stałych):
      – 30,7 proc. – odzież
      – 35,3 proc. – dzianiny
      – 46,6 proc. – obuwie
      – 50,1 proc. – syntetyczne środki myjące i piorące
      – 65,0 proc. – materiały budowlane
      Jak więc Pan widzi, poziom konsumpcji wzrósł dużo bardziej niż PKB i nic tu nie jest zafałszowane jakimiś hipotetycznymi wagonami.
      Nie sposób też zaakceptować Pana pogląd, że obecnie PKB Białorusi, liczony w dolarach czy euro zdecydowanie zmalał. Są różne PKB. Dla określenia poziomu życia i siły gospodarki stosuje się PKB PPP, czyli PKB mierzony parytetem siły nabywczej (purchasing power parity). W tym sposobie liczenia PKB kurs waluty jest nieistotny, bo kilo cukru to zawsze kilo cukru i wszędzie jest liczone jako ta sama wartość. Jaki sens miałoby posługiwanie się PKB zależnym od kursu waluty? Przecież wtedy wzrost PKB można by robić zmianą kursu.
      Pozdrawiam

      1. Panie Badura!

        Produkcja wagonów to tylko przykład w celu ukazania, że Pana niektóre twierdzenia nie są tautologiami. Nie ma znaczenia czy mam czy nie mam pojęcia o produkcji wagonów ani o produkcji czegokolwiek, gdyż chodzi tylko o przeanalizowanie możliwości Białorusi zaspokajania potrzeb rynku wewnętrznego.

        Skoncentrowaliśmy się tu raczej na zwykłych ludziach tj. przeciętnych konsumentach. Zwróciłem uwagę, że na Białorusi nie produkuje się wszystkiego oraz nie wydobywa się każdego typu surowców, a Białoruś nie jest samotną i samowystarczalną wyspą.

        Niestety Białoruś raczej ukrywa dane. Wiele osób nie ufa statystykom białoruskim nie bez kozery.

        Przedstawił Pan wyliczenia wskazujące na wzrost konsumpcji różnego typu dóbr. Napisałem już Panu, że nie dziwi mnie to zupełnie, gdyż dekretem prezydenta płaca została podniesiona do $500 tak po prostu. Nie dziwi mnie, że Białorusini mając więcej pieniędzy więcej konsumowali. Jednak skutki tej konsumpcji odczuwają właśnie teraz w postaci kryzysu finansowego, dewaluacji i problemów gospodarczych. Co więcej, w statystykach zapewne będzie dało się zauważyć wzrost konsumpcji, gdyż ludzie w panice zaczęli wykupywać produkty, gdyż nie bardzo wierzyli w siłę waluty białoruskiej. Nie jest to normalna sytuacja w żadnym kraju.

        Sens posługiwania się w obliczeniach PKB białoruskiego przy użyciu obcej waluty jest taki, że rubel białoruski nie jest walutą wymienialną(tabela kursów walut niewymienialnych NBP – można sprawdzić). Jeśli mamy coś liczyć, to liczmy to w czymś co ma jakąś realną i w miarę stabilną wartość. Liczenie PKB przy użyciu rubla białoruskiego w przypadku, gdy się on ostatnio dość często dewaluuje nie ma sensu.

        Samo wskazywanie wzrostu konsumpcji również sensu nie ma, gdyż sytuacja w której wynika on z kredytowania się, a sytuacja w której wynika on z zysku jest inna. Nie da się zaprzeczyć, że Białorusini konsumowali w ostatnim czasie więcej, ale nie da się nie zauważyć, że właśnie płacą za to cenę obecnie.

        Możemy oczywiście posłużyć się do naszych rozważań PKB PPP, ale wtedy schodzimy w dokładniejsze badanie struktury zakupów ludności itd. a raczej zajmująca jest bardziej sytuacja makroekonomiczna i po prostu kryzys finansowy na Białorusi.

        Co prawda nie uważam, że Białoruś tak łatwo „padnie”, gdyż mają jeszcze trochę wartościowego majątku narodowego do sprzedania, natomiast w finalnym rozrachunku zarówno państwo jak i obywatele stracą.

        Pozdrawiam

  8. Do autora. Dewaluacja to nie jest okradanie narodu. Państwo nie ma na nią wpływu, może tylko się przyznać (po czasie ) do rynkowego spadku wartości i tyle.

Komentowanie wyłączone.