Wojna w Afganistanie: kosztowny przeciek

“Wyciek” ponad 91 tysięcy dokumentów dotyczących sytuacji w Afganistanie to dzieło kogoś, kto bardzo chce zaszkodzić Stanom Zjednoczonym. Jak można sobie wyobrazić, to równoważność kilkuset grubych książek , materiały o objętości odpowiadającej kilkudziesięciu moim sesjom egzaminacyjnym, na dwóch kierunkach. Całość trafiła nie tylko do WikiLeaks, ale uroczy donosiciel poinformował niemiecki “Der Spiegiel”, brytyjski “Guardian” i amerykański “New York Times”.

Miltion Friedman mawiał, że nie ma darmowych lunchów. Identycznie jest z przeciekami – ten będzie niezwykle kosztowny. Nie trzeba czytać tak olbrzymich zasobów, aby dojść do wniosku, że Amerykanie są w poważnych tarapatach. Obama jest zakładnikiem własnych deklaracji dotyczącej wycofania wojsk i innych, pacyfistycznych, kampanijnych haseł. Amerykanie ciągle tracą nie tylko miliardy dolarów (polecam licznik “live”), ale również żołnierzy – łącznie 1115 według danych BBC z 5 lipca. Kończy się cierpliwość amerykańskich sojuszników, którzy najchętniej już dawno zawinęliby się do domu. Amerykanie ponadto są jeszcze osłabieni awanturą wokół generała McChrystala, a ich “partnerem” w Afganistanie jest Hamid Karzai, który sfałszował 1/4 głosów w czasie wyborów prezydenckich. Demokratyczną mentalnością, podobnie jak charyzmą, nie grzeszy. O samym prezydencie Karzaju pisałem w artykule “Syzyfowa praca w Afganistanie”.

Przeciek jest kolejnym i skoordynowanym ciosem w amerykańską administrację. To nie skan jednego dokumentu, znalezionego na śmietniku, to też nie efektowna sprzedaż kilku papierków dla mediów przez jakiegoś podstarzałego i sfrustrowanego pracownika, który chce zarobić na swoją emeryturę. Tysiące dokumentów ujawniła osoba (lub grupa osób) dysponująca szerokim dostępem do różnego rodzaju materiałów i otwarcie sprzeciwiająca się amerykańskiej polityce wobec Afganistanu.

Dokumenty potwierdzają oceny porównujące sytuację w Afganistanie do tej z Wietnamu, a także wiele rzeczy, o których piszą przecież media, a władze niechętnie się do tego odnoszą – o problemach z cywilami, nielojalności Afgańczyków, czy pakistańskiej i irańskiej pomocy dla grup, które umownie nazywa się talibami. Wszystko to, co można podsumować zdaniem “o czym nie powinno się mówić, o tym powinno się milczeć”. Wartość tych materiałów z pewnością docenią też analitycy z wywiadów m.in. rosyjskiego i chińskiego, bo to istna skarbnica wiedzy operacyjnej na temat sposobów działań Amerykanów w Afganistanie. Opublikowane materiały na pewno ułatwią im pracę.  Teraz okazało się, że Amerykanie mają również wroga wewnętrznego, który dokumentuje ich działania i nie zawaha się przed wykorzystaniem opinii publicznej  na całym świecie. Dlatego przecież poza WikiLeaks, poinformowano trzy poczytne gazety z różnych krajów, które łączy to, iż posiadają w Afganistanie spory kontyngent.

Opinia, że Stany Zjednoczone nie dają sobie rady nie jest zatem nowa – różnica polega teraz na wykazaniu “samoświadomości” Amerykanów w tej kwestii. Nie ma też co ukrywać – publikacja ponad 90 tysięcy tajnych dokumentów, to zwyczajna kompromitacja amerykańskiej władzy, demonstrująca nie tyko niemoc, ale również demoralizację. Wszystkie te informacje dotrą nawet do tego kręgu odbiorców, których zbytnio wojna w odległej Azji nie interesuje.  Przeciek podważa również zaufanie własnych żołnierzy, nie tylko amerykańskich, do państwa i oddaje za darmo mnóstwo bezcennych informacji, za które talibowie powinni wysłać podziękowania – naturalnie zaraz po zakończeniu wnikliwej lektury.

Jednym z możliwych scenariuszy jest “afganizacja” (na wzór “wietnamyzacji”). Presja na Obamę będzie się zwiększać, a on sam stanie przed dramatycznym pytaniem – co będzie więcej kosztowało, wycofanie się czy dalsze prowadzenie wojny? Na razie zadanie opanowania Afganistanu otrzymał człowiek od misji specjalnych, generał Petraus, który poradził sobie w Iraku i od samego początku zaczął posługiwać się marchewką w postaci afgańskich złóż naturalnych. Sama “afganizacja” to olbrzymie ryzyko – w Wietnamie się nie powiodła, a Amerykanie zaraz po wycofaniu opuścili swojego sojusznika, odmawiając mu wszelkiej pomocy. Kongres nawet wydał w tej sprawie administracji zakaz! Nie widać żadnych przekonujących argumentów na udowodnienie tezy, że władze afgańskie poradzą sobie bez Amerykanów, a historia – w końcu nauczycielka życia – uczy, że rzeczywistość może okazać się okrutna. W dłuższej perspektywie czasu nie ma jednak innego wyjścia.

Utrata Afganistanu byłaby niezwykle dotkliwa, bo natychmiast przełożyłaby się na sytuację w Pakistanie i Iraku. Byłby to również dotkliwy propagandowo cios dla amerykańskiej polityki zagranicznej, a także wiatr w plecy dla dżihadystów. Skoro pokonali “wielkiego szatana”, to kto ich zatrzyma? Z punktu widzenia Polski lepiej jednak, żeby to państwa NATO wygrały wojnę, dlatego ze szkodliwego przecieku nie ma, co się cieszyć.

Patryk Gorgol

Jeden komentarz do “Wojna w Afganistanie: kosztowny przeciek

  1. Nie mogę się zgodzić z ostatnim zdaniem artykułu.
    Po pierwsze mrzonką jest założenie, że tą wojnę można wygrać. Mogliśmy tak myśleć kilka lat temu, obecnie cele są zupełnie inne.
    Atakując Afganistan amerykanie mieli nadzieję, że ustanowią tam rząd, który będzie z nimi ściśle współpracował. Dlaczego ? Zakładano, że Afganistan posiada ogromne złoża naturalne (i to nie tylko gaz+ropa), a w niedalekiej przyszłości stanie się on bardzo ważnym krajem tranzytowym, przez który transportowane będą surowce z regionu.
    Prawda okazała się bolesna i między innymi w wyniku strasznych błędów USA, sytuacja jest już niedoopanowania.
    Celem więc nie jest już ustanowienie tam rządu zależnego, ale jakiegokolwiek z którym można będzie współpracować. Jest to istotne ponieważ, gdyby NATO obecnie wycofało się z Afganistanu do rządu dojdą fundamentaliści, z którymi zachodowi będzie ciężko robić interesy (ze względu na opinię publiczną).
    Oczywiście tam gdzie opory będą mieć kraje zachodnie, tam dyktatura nie będzie przeszkadzać Chińczykom. Pokazuje to doskonale sytuacja w sporej części Afryki.
    I w moim przekonaniu właśnie o to obecnie toczy się gra, aby spróbować na czele rządu umieścić kogokolwiek (nawet Talibów), którzy będą mieli szansę na realną władzę, a jednocześnie nie będą wygłupiać się w spektakularne zabijanie innowierców, czy idiotyczne nakazy. Oczywiście jeśli będą prześladować i mordować „po cichu” nikomu nie będzie to przeszkadzać.

    Odnośnie samego wycieku.
    Nie zawiera on żadnych spektakularnych informacji.
    To że żołnierze koalicji zabijają cywilów jest oczywiste. Wynika to chociażby ze specyfiki działań i stałego stanu zagrożenia podczas patroli . Warto więc od czasu do czasu przypomnieć naszym obywatelom, że jesteśmy tam traktowani jako okupanci, a nie wyzwoliciele.
    Pamiętam , że jakiś czas tamu Wikileaks opublikował film, na którym załoga helikoptera w Iraku w sposób bez precedensowy zamordowała grupę cywili.
    Wówczas też usłyszeliśmy komunikaty administracji USA, że po publikacji tego nagrania życie żołnierzy będzie zagrożone i tego typu bzdury.
    Przyzwyczajmy się, więc że w Iraku i Afganistanie mamy do czynienia z całkowitą cenzurą i blokadą informacyjną.
    Dobrze, więc gdy od czasu do czasu wyciekną informacje pokazujące jak faktycznie wygląda ta wojna.
    PS.Zaznaczę, że słuszności naszej tam obecności nie kwestionuje 😉

Komentowanie wyłączone.