Islamizm: teokratyczny porządek społeczny zagrożeniem cywilizacyjnym?

Warto wspomnieć, że niedługo po śmierci Mahometa pojawiły się dwa równolegle powstające nurty prawne – sunnicki i szyicki. Ci pierwsi uznają sunnę za jedno z wymienianych już źródeł prawa, szyici (z arab. szi’a, czyli partia lub sekta) natomiast negują to, podkreślając także, że kalifem – czyli następcą proroka, zobowiązanym do kierowania państwem – może być jedynie członek jego rodu, czyli potomek córki Mahometa, Fatimy i jej męża, Alego. Oba kierunki wytworzyły liczne szkoły prawne, m.in. szafiicką (założoną przez wspominanego już Muhammada ibn Idris asz-Szafi’iego) czy też dżafarycką.

Według mnie, jeżeli prawo państwowe oparte jest na prawie religijnym, to państwo powinno funkcjonować sprawnie. Każdy obywatel zna przepisy, jest więc zarazem osobą wierzącą, co wpływa pozytywnie na sytuację w państwie, ponieważ wszyscy wyznawcy żyją ze sobą w zgodzie i harmonii. Jedyny negatyw to moim zdaniem podział na dwa nurty prawne. Jeśli bowiem – według mnie – zaczną się ścierać, lub ścigać w walce o nowych wyznawców (najlepiej nawróconych „rywali”), może to stanowić przyczynę negatywnego pojmowania islamu w świecie współczesnym.

Fundamentalizm i teokracja

Fundamentaliści islamscy dążą do zbudowania „państwa Boga”. I o ile idea wydawać się nam może jak najbardziej pozytywna, o tyle – interpretowana przez nich – staje się niebezpieczna. Państwo bowiem oznacza dla nich nie pewien obszar, lecz cały świat. Chcąc zaś zaprowadzić na całym globie rządy tylko jednej władzy, i głosić tylko jedną religię, uciekają się do szóstego filaru, który ma doprowadzić do ostatecznego zwycięstwa islamu.

Co ciekawe, przywódcy państw muzułmańskich rozpoczynają obrady polityczne słowami „W imię Boga miłosiernego i litościwego”, podkreślając jedność wiary i polityki. Obecnie islam stanowi podstawę różnych ustrojów społecznych. Monarchiami islamskimi są na przykład Arabia Saudyjska, Maroko, Iran czy Kuwejt. Kraje „wkraczające na niekapitalistyczną drogę ustroju” to dla przykładu Egipt, Syria czy tez Libia. Moim zdaniem, najważniejszą kwestią – której poznanie pozwoli odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie – jest wspominany fundamentalizm i fanatyzm. W 2001 roku na świecie znajdowały się 54 państwa, w których wyznawcy Allacha stanowili zdecydowaną większość ludności. Co jest istotne, w wielu z nich znajdują się różnego rodzaju strategiczne bazy surowcowe, przede wszystkim olbrzymie ilości ropy naftowej, nazywanej przez niektórych „bronią islamu”. Moim zdaniem, określenie to jest jak najbardziej prawidłowe – państwa islamskie nie tylko mogą kontrolować ceny ropy na świecie, ale także sprzedawać ją i wzbogacać się, bądź bezpośrednio wymieniać je na dowolne towary, choćby nowoczesne uzbrojenie.

Jest też pewna istotna kwestia, o które dotąd nie wspomniałem – jak podaje religia, każdy muzułmanin, który polegnie w trakcie walki o wiarę, zostaje automatycznie wzięty do nieba. Przysparza to wielu chętnych do walki. A jest o co walczyć – jak pisze Julian Kaczmarek, „mieszkańcy raju mają zapewnione piękne mieszkania i pałace, bogate stroje, obfitość owoców i napojów, mięs i wszelkiego rodzaju innych potraw”, a do tego czarnobrewe hurysy (nałożnice) i wiecznie młodzi mężczyźni. Nie dziwne zatem, że fundamentalistyczna interpretacja wojującego islamu zyskuje sobie wielu zwolenników.

Fundamentalizm ten przejawia się przede wszystkim jako tradycjonalizm islamski, będący alternatywą do tendencji modernistycznych. W łonie islamu wiele jest ruchów fundamentalistycznych, zaliczających się zarówno do szyitów, jak sunnitów. Wśród tych ostatnich ważną rolę odgrywają m.in. rozpowszechniony w Arabii Saudyjskiej wahhabizm (który odrzuca kult świętych i imamów, określając go jako niezgodny z pierwotnym islamem) i popularne w Egipcie Stowarzyszenie Braci Muzułmańskich. Wszystkie te nurty łączy jedno: pragną zbudować państwo w oparciu o prawo religijne. W tym celu starają się przekonywać zarówno członków innego ruchu, jak i niemuzułmanów do słuszności swoich argumentów. Moim zdaniem, głoszony przez nich powrót do korzeni, nie byłby zły – wszak to najzwyklejsze podejście tradycjonalistyczne do otaczającej nas rzeczywistości – gdyby nie jedno słowo: terror. Jest on niestety stosowany często w wypadkach, gdy nie można kogoś przekonać siłą argumentu, i postanawia się uciec do argumentu siły.