Katastrofa w Smoleńsku: coraz mniej zdrowego rozsądku

Ignorantia iuris nocet

Na specjalne potraktowanie zasługuje wiedza (a więc także i pytania) Łukasza Warzechy z zakresu prawa. Redaktor “Faktu” jest żywym dowodem na przenikliwość rzymskiej paremii “nieznajomość prawa szkodzi”. Już w grudniu miałem okazję komentować kompetencje pana redaktora w tym zakresie, gdy chodziło o ochronę dóbr osobistych.

Ponownie, nie wymagam od przeciętnego człowieka, by wczytywał się w podręczniki od prawa międzynarodowego publicznego. Jeżeli jednak jest się dziennikarzem, chce się napisać na ten temat, to możliwości są dwie. Można albo zdecydować się na lekturę, albo zadzwonić do np. Instytutu Prawa Międzynarodowego. Teraz pytanie konkursowe – które z rozwiązań wybrał pan Łukasz?

a) przeczytał odpowiednie rozdziały z podręczników, a potem konwencję chicagowską
b) zadzwonił do Instytutu, jego pracownicy udzielili mu niezbędnych informacji
c) i tak wie lepiej, rzuci kilka pytań w eter, ludzie się podburzą, będzie miał xyz wejść i kilkaset komentarzy.

Zacznijmy więc od wyjaśnienia, że istnieją statki powietrzne cywilne i statki powietrzne państwowe. Polski Tu-154 był niewątpliwie samolotem państwowym, w rozumieniu konwencji chicagowskiej. Czy to ważne? Tak, ponieważ artykuł 1 a) konwencji chicagowskiej stanowi, że:

Niniejsza Konwencja stosuje się wyłącznie do cywilnych statków powietrznych, nie stosuje się zaś do statków powietrznych państwowych.

Polska i Rosja nie posiadają również (albo ja nie znalazłem) umowy bilateralnej regulującej tę kwestię.

Efekt? Konwencja chicagowska nie powinna mieć zastosowania w przypadku katastrofy Tu-154. Przynajmniej nie z automatu. Sytuacja prawna Polski staje się w tym momencie fatalna – wygląda na to, iż kwestia ta powinna, zgodnie z zasadą zwierzchnictwa terytorialnego, podlegać jedynie rosyjskiemu prawu.

Ze względów politycznych problemu nie można było pozostawić w ten sposób, dlatego Polacy i Rosjanie postanowili o zastosowaniu odpowiednich norm prawnych zawartych w konwencji chicagowskiej, tak, jakby ten statek był cywilny. Jest to ustępstwo Rosjan, którzy mogli powołać się na zwierzchnictwo terytorialne i pokazać nam drzwi, chociaż spowodowałoby to olbrzymią krytykę i rzeczowe pytania o to, czy nie mają czegoś do ukrycia Rosjanie starają się udowodnić tym samym, że są świętsi od papieża i ich intencje są jak najbardziej czyste. Dlatego Polacy biorą udział we wszystkich czynnościach.

Stosujemy zatem konwencję (powołuje się na nią rząd), aczkolwiek budzi to zrozumiałe wątpliwości.

Tutaj odpowiedni załącznik do konwencji

I w końcu  pojawia się nasz ekspert ze swoimi niezwykle rzeczowymi pytaniami…

Dlaczego nie było ani jednej sekcji zwłok? Dziś wiemy, że sekcje zwłok były, tyle że przeprowadzili je Rosjanie, nie informując o tym zresztą rodzin ofiar. Wyników sekcji oczywiście nie znamy.

Rosjanie mieli obowiązek przeprowadzić sekcję. Zacytujmy konwencję:

5.9 Państwo, prowadzące badanie wypadku z ofiarami w ludziach, organizuje przeprowadzenie pełnej autopsji zwłok członków załogi statku powietrznego i w szczególnych okolicznościach, zwłok pasażerów i załogi pokładowej przez anatomopatologa posiadającego doświadczenie w badaniu wypadków. Badanie takie należy prowadzić sprawnie i w pełnym zakresie.

Co do ujawnienia sekcji zwłok, polecam zajrzeć do punktu 5.12 i 5.12.1, gdzie jest określone, w jakim przypadku należy je ujawnić i kiedy należy włączyć do tzw. Raportu Końcowego.

Nie oczekiwałbym więc publikacji tej sekcji zwłok. Jeśli zaś chodzi o prawo Rosjan – posiadali je.

Kolejne pytanie:

Jak ścisłą kontrolę strona polska sprawowała nad czarnymi skrzynkami? Czy hipotetycznie strona rosyjska mogła dokonywać w nich manipulacji? Dlaczego skrzynki trafiły do Moskwy, a nie do Warszawy? Według słów przedstawicieli prokuratury i rządu, Polacy sprawowali kontrolę nad skrzynkami przez cały czas przed ich otwarciem. Nie oznacza to jednak, że mieli nad nimi nieustającą kontrolę od momentu znalezienia na ziemi obok lotniska. Nadal jestem zdania, że przywłaszczenie sobie przez Rosjan – bo trudno to inaczej określić – czarnych skrzynek z polskiego samolotu jest jednym z najbardziej skandalicznych elementów śledztwa.

Z tego, co mi wiadomo, czarne skrzynki są skonstruowane w ten sposób, by nie można było nimi manipulować. Poza tym otwiera się je komisyjnie. Historia nie zna jeszcze przypadku sfałszowania czarnej skrzynki. Zresztą, byłaby to niedorzeczność, bo taka ingerencja od razu by się wydała ze względu na synchronizację z pozostała dwójką. Odkodywanie danych to też nie podłączenie pendrive’a do komputera.

Jeżeli pan redaktor zna sposoby manipulacji czarną skrzynką otwieraną komisyjnie, zapraszam do podzielenia się nimi. Uważam, iż rozumowanie w stylu “na pewno da się to jakoś zrobić” świadczą o nieprofesjonalizmie.

A przywłaszczenie? Konwencja chicagowska jest w tej kwestii bezwzględna. Wszelkie dowody należą do komisji i ona jest ich dysponentem. Przypominam, iż przy wszystkich czynnościach, przesłuchaniach, odczytywaniach czarnych skrzynek, badaniom zwłok, identyfikacji, byli obecni Polacy.

Czy jakby strona rosyjska się uparła, mogłaby nam oddać te skrzynki? Oczywiście. Jak już mówiłem, konwencja chicagowska ma tutaj umowne zastosowanie. Chciałbym, aby Polacy przywieźli z Rosji czarne skrzynki – niestety, jest to mało prawdopodobne, bo będą one potrzebne do napisania raportu końcowego. Problem jest jednak polityczny, więc może uda się go przeskoczyć.

Następnie, Łukasz Warzech zastanawia się dlaczego:

polska strona nie wnioskowała natychmiast do strony rosyjskiej o przejęcie śledztwa lub o powołanie międzynarodowej komisji.

Oczywiście, wnioskować można o wszystko, ale przypominam o tym, iż zastosowanie konwencji chicagowskiej jest już i tak ukłonem w stronę Polski.

5.1 Państwo miejsca zdarzenia, podejmuje badanie okoliczności wypadku i ponosi odpowiedzialność za prowadzenie takiego badania. Może ono jednak przekazać, w całości lub w części, prowadzenie badania innemu państwu na podstawie dwustronnej umowy. W każdym przypadku Państwo miejsca zdarzenia, powinno wykorzystać wszelkie dostępne środki pomocy w prowadzeniu tego badania

Naturalnie, żadnej umowy bilateralnej z Rosją nie ma, a podpisanie stosownej to nie kwestia 15 minut. Nie znam rosyjskiego prawa, więc nie wiem, czy Rosjanie mają taką możliwość. Generalnie to pole do zabawy dla większych profesjonalistów niż student II roku prawa. W konwencji rzeczywiście taka możliwość jest zapisana.

Oczywiście, mowa o przejęciu badania od komisji, a nie śledztwa od prokuratury, bo mam wrażenie, iż pan redaktor tych rzeczy nie rozróżnia…