Porozumienie USA i Rosji w… Biszkeku

Roza Otunbajewa, nowa przywódczyni Kirgistanu, na pogrzebie jednej z ofiar zamieszek, które doprowadziły do przejęcia przez nią władzy (Daylife.com)
Roza Otunbajewa, nowa przywódczyni Kirgistanu, na pogrzebie jednej z ofiar zamieszek, które doprowadziły do przejęcia przez nią władzy (Daylife.com)

8 kwietnia roku pańskiego 2010 prezydenci Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej oraz Federacji Rosyjskiej spotkali się w Pradze podpisując układ o redukcji głowic atomowych do liczby 1550. Przy tej okazji ściskali sobie dłonie, pozowali do zdjęć i zapewniali o doskonałych stosunkach między mocarstwami. W kwestii globalnego zagrożenia nuklearnego układ o zmniejszeniu ilości głowic atomowych nie zmienia nic – nikt o zdrowych zmysłach nie dopuszcza bowiem myśli o tym, że wojnę nuklearną mogłaby wywołać którakolwiek ze stron praskiego paktu.

Zdaniem przedstawicieli Białego Domu układ ten powinien jednak „poprawić stosunki z Rosją, ułatwić zaostrzenie sankcji ONZ wobec Iranu, a także dać przykład krajom usiłującym wejść w posiadanie broni jądrowej, że nie muszą tego robić, gdyż mocarstwa atomowe dążą do rozbrojenia”. W jaki sposób miałoby się to stać, pozostaje słodką tajemnicą. Tym słodszą, że znamy stosunek takich krajów jak Korea Północna czy Iran do traktatów międzynarodowych, a szczególnie traktatów bezpośrednio ich nie dotyczących. Wszyscy komentatorzy podkreślają, że wydarzenie to w żaden sposób nie zmieni strategicznej sytuacji na świecie (utrzymana zostanie przewaga USA i Rosji nad resztą), a ma przede wszystkim poprawić stosunki między wspomnianymi potęgami.

Podczas gdy prezydenci Obama i Miedwiediew ściskają się w Pradze, w Biszkeku dochodzi do rewolucji. Obalony zostaje dyktator, który pięć lat temu obalił swego poprzednika w  przewrocie zwanym „rewolucją tulipanów”. Na ulicach ginie 75 osób, opozycja zajmuje parlament, a rządy przejmuje jej przywódczyni, pani Roza Otunbajewa, szefowa Partii Socjaldemokratycznej. Obalony dyktator, Kurmanbek Bakijew, ucieka ze stolicy i na prowincji próbuje uratować swoją pozycję, ale wiadomo już, że przegrał. Klasyczny model rewolucji w „dzikim kraju” (i to chyba bardziej dzikim od tego, o którym tyle mówił na emigracji najsłynniejszy polski golfista). Chciałoby się rzec „brakuje tylko ingerencji mocarstw!”. Nic podobnego, niczego nie brakuje. Nowa pani dyktator (bądź dyktatorka) formułuje wobec starego dyktatora następujące zarzuty: był nepotystą i przeprowadził „nielegalną prywatyzację”. Pierwszy zarzut oczywiście słuszny. Problem taki, że w państwach pokroju Kirgistanu prezydent wystrzegający się nepotyzmu jest swego rodzaju odstępstwem od normy. Jeśli chodzi o zarzut drugi, słowa musiałem ująć w cytat. Przyznacie Państwo, że tylko socjalista mógł tak pięknie nazwać zwyczajne czerpanie korzyści prywatnych ze sprzedaży państwowego mienia. Pomijając chwytającą za serce nazwę, samo zachowanie prezydenta też oryginalne nie jest. Dodajmy do tego brak wolnej prasy, prześladowania opozycji i mamy pełen obraz rządów nie tylko Bakijewa, ale i sąsiedniego satrapy – Nursułtana Nazarbajewa, prezydenta Kazachstanu. Jednak on, jak widać, jest dużo sprawniejszym politykiem – trzyma w garści dziewiąty co do wielkości kraj świata od momentu jego powstania, czyli nieprzerwanie od roku 1991.

Na czym polegała więc polityczna niezdarność Bakijewa? Wojciech Jagielski pisze, że zobowiązał się on w zeszłym roku do wyrzucenia Amerykanów z ich bazy wojskowej na terenie Kirgistanu w zamian za znaczącą pomoc finansową z Rosji. Amerykanie przekupili go jednak podwyżką opłaty z dzierżawę bazy. Obu mocarstwom na rękę było pozbycie się uciążliwego dyktatora, niepokornego wobec Rosji i coraz droższego dla USA. 1 kwietnia Rosja przestała sprzedawać do Kirgizji ropę po cenach preferencyjnych, a tydzień później tłum niszczył już stolicę.

8 kwietnia 2010 roku, podczas gdy Barack Obama i Dmitrij Miedwiediew ściskali się w Pradze, w Biszkeku rządy objęła pani Roza Otunbajewa. Pierwszym jej ruchem było zapewnienie, że Amerykanie zostaną w swojej kirgiskiej bazie, a drugim rozmowa telefoniczna z Władymirem Putinem. 8 kwietnia rzeczywiście byliśmy świadkami zbliżenia amerykańsko-rosyjskiego, a bez zmian pozostał nie tylko układ sił na nuklearnej mapie mocarstw, ale też sposób dbania o ich interesy w państwach pokroju Kirgistanu.

Tomasz Machalski

Jeden komentarz do “Porozumienie USA i Rosji w… Biszkeku

  1. Dobry tekst, interesujace przemyslenia.

  2. Rzeczywiście ciekawy artykuł, ale nie do końca bym się zgodził z twierdzeniem, iż całkowicie bez zmian pozostał układ sił na nuklearnej mapie mocarstw. Skala redukcji głowic będzie jednak bardzo duża, w wyniku czego potencjały nuklearne USA i Rosji znacznie się zbliżą pod względem wielkości do potencjałów Unii Europejskiej i Chin.

  3. Moim zdaniem jest to ostatnie tego typu zbliżenie amerykańsko- rosyjskie dotyczące redukcji zbrojeń. Po pierwsze dlatego, że Rosja wciąż próbuje utrzymać swoją mocarstwową pozycję, czyli realizuje putinowską politykę trzymania w ryzach (utrzymywania i uzyskiwania wpływów) byłych i obecnych republik. Posiadanie potencjału atomowego jest do tego niezwykle pomocne. Obama natomiast od początku swojej prezydentury ambitnie zmierza do, rzekłabym, utopijnego stanu zupełnego rozbrojenia (stan taki jest oczywiście nie do osiągnięcia). Przy takim stanie rzeczy porozumienie praskie jest niezwykłym osiągnięciem Obamy i realizowanej przez niego polityki zagranicznej. Szkoda tylko, że ostatnim.

    1. Nie do końca się zgadzam, że to finał rosyjskich ustępstw. Rosja wbrew pozorom bardzo ciąży ku Zachodowi z obawy przed Chinami. Myślę, że takich gestów będzie znacznie więcej.

  4. Jaki byłby sens prozachodnich działań Rosji, skoro również i Zachód (patrz: USA) muszą zabiegać o ich względy z powodów powiązań gospodarczych?

  5. Czym innym są powiązania gospodarcze, a czym innym realny strach przed inwazją, utratą terytorium na rzecz Chin, czy chińskiej migracji. Nie ma sensu nawet porównywać interesów Rosji i USA w Chinach. Federacji Rosyjskiej poważnie zagraża rozpad i jest o wiele bardziej zagrożona ze strony Państwa Środka.

    Geopolityka nakazuje myślenie przyszłościowe. Choć dziś Rosja wydaje się bezpieczna, bogata i posiadająca znakomity atut w postaci ogromnych złóż gazu ziemnego, tak za 2-3 dekady sytuacja ta ulegnie zmianie. Co za tym idzie: „Nie mogąc strategicznie liczyć na amerykańskie gwarancje dla geopolitycznego status quo, Rosja musi zakładać, że któregoś dnia zostanie de facto sam na sam z Chinami na wschodzie i Unią Europejską na zachodzie. Dziś może się im militarnie, politycznie i ekonomicznie oprzeć. Ale jest za mała, za biedna i zbyt zacofana, by czuć się bezpiecznie, gdy jej wielcy sąsiedzi zaczną poważnie budować swoją twardą siłę” (cytat pochodzi z tekstu Jacka Żakowskiego pt. „Rosja idzie na Zachód”).

    Jedyny argument jaki dziś Rosja posiada to surowce energetyczne. Rozwój technologii może w niedalekiej przyszłości wytrącić Kremlowi tę strategiczną broń z rąk, wówczas Rosja stanie na skraju zapaści gospodarczej, a ta może kraj podzielić na szereg państw (kandydatów do niepodległości byłoby całkiem sporo).

    Rosja nie ma wyboru, musi zwrócić się w stronę Zachodu i UE. Najdobitniej świadczy o tym rozpoczęty 10.04.2010 proces ocieplania wizerunku Kremla.

  6. ” Najdobitniej świadczy o tym rozpoczęty 10.04.2010 proces ocieplania wizerunku Kremla.”

    Andriej Piontkowski twierdzi, że ” Cała Polska zachwycała się ludzkimi zachowaniami Putina, chociaż była to cyniczna hipokryzja.” Życzliwość rosyjską wobec Polski można tłumaczyć tym, że zaniedbały bezpieczeństwo na lotnisku.  „Minęło kilka dni od tragedii, a Kreml znów wysuwa wobec Polski pretensje o rozmieszczenie na jej terytorium rakiet Patriot”. A te, będąc rakietami obronnymi, nie stanowią dla Polski żadnego zagrożenia. 
    A pakt praski wcale nie świadczy o ocieplaniu wizerunku, bo rosyjski arsenał nuklearny i tak byłby zlikwidowany w najbliższym czasie- jest przestarzały, a Rosji nie stać na jego dalsze utrzymywanie.

Komentowanie wyłączone.