Czarna sobota w Polsce i w Tajlandii. Krew na ulicach Bangkoku

Oddział policji stoi w kałuży krwi wylanej przez Czerwone Koszule na ulicy Bangkoku. Wtedy jeszcze krew polała się zgodnie z planem: została zebrana od ochotników i wylana m.in. przed parlamentem. W ostatnią sobotę to się zmieniło (Zdjęcie: vancouversun.com)
Oddział policji stoi w kałuży krwi wylanej przez Czerwone Koszule na ulicy Bangkoku. Wtedy jeszcze krew polała się zgodnie z planem: została zebrana od ochotników i wylana m.in. przed parlamentem. W ostatnią sobotę to się zmieniło: policja brutalnie rozpędzała manifestacje Czerownych Koszul (Zdjęcie: vancouversun.com)

W „bazie” Czerwonych zjawili się dziennikarze: „Żołnierze używali ostrej amunicji.”, „Nigdy w życiu nie spotkałem się z tak silnie skoncentrowanym gazem. Długo nie mogłem złapać oddechu” – mówili.

Ja starałam się szybko przeglądać ich zdjęcia i filmy i uchwycić jak najwięcej. W tym samym czasie dostaliśmy alarm, że wojsko dotrze niebawem do głównej siedziby, w której byli właśnie liderzy Czerwonych. Sytuacja z minuty na minute robiła się coraz bardziej niebezpieczna…

My czekaliśmy a raporty z Panpha wciąż napływały. Liderzy wychodzili na scenę i przekazywali każdą dostarczoną informacje na temat zamieszek zebranym przed scena Czerwonym. Tłum był wzburzony widokiem granatów i pocisków, które pokazywano zebranym, jak i doniesieniami o rannych demonstrantach. Chwilę później dostaliśmy kolejny raport – „Panpha walczy.”

Ostatnią wiadomością podaną przez liderów było: „Jedziemy tam.”

Głównych liderów Czerwonych Koszul jest trzydziestu, czego pięciu można nazwać czołowymi. Podczas tego tragicznego dnia wszyscy zmieniali się i razem z manifestantami stawiali czoła armii. Tego wieczora większość ruszyła zmierzyć się z silami zbrojnymi.

Ostatnią relacją na żywo jaką zobaczyłam w telewizji było ponowne rozproszenie gazu i dymu w pobliżu Pomnika Demokracji. Wtedy ktoś wcisnął mi w rękę gogle i maskę…

Po chwili stanęłam na moście Panpha. Gdy zaczęliśmy zbliżać się do Pomnika Demokracji jedyne, co przyszło mi na myśl to, że „takie sceny widziałam tylko w filmach”. Kurz, dym, zapach potu i nie wiadomo czego jeszcze unosił się w powietrzu. Skorzystałam z wcześniejszych podarunków (maski i gogli), rozsmarowałam pastę do zębów pod czami i ruszyliśmy.

Widziałam walczące tłumy. Biegających manifestantów i żołnierzy – na zmianę chowających się i ruszających do ataku. Padających na ziemię i podnoszących się do walki. Słyszałam strzały, wybuchy granatów, krzyk ranionych i rozwścieczonych. Nikt się na siebie nie oglądał: po jednej stronie byli Czerwoni atakujący armię, po drugiej armia atakująca Czerwonych. Ci, którzy bronili się jedynie rękoma i kijami, skakali wrogom do gardeł. Ci, którzy mieli broń, starali się wycofać i strzelać z ukrycia. Inni starali się blokować drogi samochodami tak, by wojsko nie miało dostępu do pozostałej części 'strefy manifestacji’. Z drugiej strony stały czołgi i wozy z kolejnymi żołnierzami. Demonstrantom udało się je zatrzymać.

Za chwilę usłyszałam przeraźliwy krzyk. Odwróciłam się. Przez unoszące się opary w powietrzu widoczność była ograniczona – do tego trzeba było zmóc się z niemiłosiernie szczypiącym w oczy gazem. Zobaczyłam jak postrzelony w rękę „Czerwony” zaczął się oddalać, szukając pomocy. Mocno krwawił – „to musiała być prawdziwa amunicja” pomyślałam. Kolejne minuty przyniosły kolejnych rannych: ktoś dostał w głowę pałką, ktoś inny runął na ziemię dostając jeden cios za drugim a jeszcze inny oberwał gaśnicą. Żadne tarcze ochronne nie pomagały. Okaleczonych w wyniku starć przybywało. Część z nich odsyłano do szpitali, część zostawała i walczyła bez względu na wszystko.

W walczącym tłumie były dzieci, matki, żony, ojcowie, mężowie, mężczyźni, nastolatkowie i ludzie starsi: każda płeć, wiek, wyznanie czy stan cywilny. Wszyscy gotowi do walki. Na twarzach niektórych żołnierzy pojawiał się strach przed demonstrantami (których było znacznie więcej), na twarzach pozostałych służb- zacięcie w wykonywaniu rozkazów przełożonych. Czerwoni byli pochłonięci starciami – miałam wrażenie, że niektórzy z nich zapomnieli się bać, gdy szli w stronę wojska.

Do tego wszystkiego było już ciemno. Wilgotne, gorące, ciężkie powietrze, którym i tak trudno się oddycha, przesiąknięte dymem i gazem powodowało jeszcze większe zmęczenie po obu stronach konfliktu. „Nie jest łatwo walczyć w takich warunkach” dało się wyczytać z twarzy zaangażowanych w zamieszki. Po drodze minęłam kilka ciał poległych: niektóre leżały złożone wbrew wszystkim zasadom ludzkiej anatomii, inne ciągnięte były przez walczących, odsuwających je od miejsc zamieszek. Krwią zalane były ulice i chodniki.