Czarna sobota w Polsce i w Tajlandii. Krew na ulicach Bangkoku

Ostatnia sobota przyniosła wiele smutku, łez i cierpienia zarówno Polsce, jak i Tajlandii… Wyrazy szacunku dla wszystkich, którzy tego dnia odeszli, zarówno tu gdzie teraz jestem, w Bangkoku, jak i w Polsce.

Oddział policji stoi w kałuży krwi wylanej przez Czerwone Koszule na ulicy Bangkoku. Wtedy jeszcze krew polała się zgodnie z planem: została zebrana od ochotników i wylana m.in. przed parlamentem. W ostatnią sobotę to się zmieniło (Zdjęcie: vancouversun.com)
Oddział policji stoi w kałuży krwi wylanej przez Czerwone Koszule na ulicy Bangkoku. Wtedy jeszcze krew polała się zgodnie z planem: została zebrana od ochotników i wylana m.in. przed parlamentem. W ostatnią sobotę to się zmieniło: policja brutalnie rozpędzała manifestacje Czerownych Koszul (Zdjęcie: vancouversun.com)

W sobotę rano obudził mnie telefon. „Zaczęło się. Skytrain przestał chodzić. Armia zebrała się w kilku miejscach – będzie atak.” Zerwałam się z łóżka, do którego dopiero co się położyłam (trzy poprzedzające „czarną sobotę” noce spędziłam z manifestantami z uwagi na doniesienia o możliwej interwencji armii). Wzięłam szybki prysznic, założyłam długie spodnie, bluzę z długim rękawem (jakby to miało od czegoś mnie uchronić), buty, w których można biegać i ruszyłam.

Znajomy, który jeszcze przed chwilą dzwonił ze swojego mieszkania był już pod moim domem. Wskoczyłam na motor i ruszyliśmy…

Gdy tylko dojechaliśmy do „centrum” manifestacji Czerwonych Koszul, czyli w okolice Pratunam, telefon zadzwonił po raz drugi: – Czy wiesz co się stało?

– Wiem! Armia weszła w strefę manifestacji! – odpowiedziałam, rozpoznając głos mamy w słuchawce. – Jak to?! – spytała i mówiła dalej, ale przez krzyki otaczających mnie manifestantów nie mogłam nic zrozumieć. – Tak. Dzisiaj będzie konfrontacja wojsk z manifestantami – odpowiadałam.

Chwilę później usłyszałam w słuchawce wyraźny krzyk: – Ale ja Ci mówię o naszym kraju! – Co się stało? – spytałam zaniepokojona. – Prezydent nie żyje – odpowiedziała. – I nie tylko prezydent. Wypadek, samolot się rozbił. Nikt nie przeżył.

Usiadłam. Nie bardzo wiedziałam, co zrobić z taką informacją: ani to bliski, ani też nigdy nie byłam fanką polityki prezydenta Kaczyńskiego, lecz zwyczajnie, po ludzku, było mi bardzo przykro.

Po kilku kolokwializmach, które rzadko przechodzą mi przez gardło, i których przyczyną był tragiczny zwrot wydarzeń, zdobyłam się jedynie na „dzisiejszy dzień to katastrofa. Zadzwonię później” i udałam się w stronę „bazy” Czerwonych Koszul. Po drodze owinęłam się czarnym szalem, który miałam ze sobą. Chciałam zareagować, nie pozostać obojętną – chociaż tyle mogłam zrobić.

Weszłam do odgrodzonego miejsca, gdzie siedzieli liderzy Czerwonych Koszul. Pierwszy przywitał mnie Khun Arisaman (jeden z 5 czołowych liderów Czerwonych Koszul), który uściskał mnie mówiąc – Słyszałem o Twoim prezydencie. Bardzo mi przykro.

Mi też było przykro.

Tu szykowaliśmy się na kolejne straty w ludziach. Wszyscy wiedzieliśmy, że konfrontacja manifestantów i armii nie przyniesie nic dobrego. Jak zwykle rząd obiecał nie używać ostrej amunicji, strzelać w powietrze, a nie w ludzi, ale nikt nie miał złudzeń, chociażby po zeszłorocznych doświadczeniach, że te zapewnienia to kłamstwa.

Czerwone Koszule przez cały dzień odpierały ataki armii, która dostała nakaz rozpędzenia manifestujących. Zamieszki toczyły się w różnych miejscach w Bangkoku. W pewnym momencie zaczęły przychodzić raporty o rannych. Zaczęli się też schodzić walczący z pozbieranymi z „pola walki” odłamkami pocisków, granatami ręcznymi i coraz to bardziej krwawymi scenariuszami. „Tego używa armia” mówili wyciągając w naszą stronę dłonie z łuskami od nabojów.

Okolice mostu Panpha, gdzie jeszcze przed kilkoma dniami było 'centrum’ demonstracji, zamieniły się w prawdziwe pole walki. Z helikopterów puszczano dym i silnie skoncentrowany gaz łzawiący. Słychać było wystrzeliwaną amunicję i krzyki walczących. Nie było widać prawie nic, prócz kilku wydobywających się z dymu czerwonych koszulek i flag. Rozruchy przycichły dopiero po kilku godzinach.

8 thoughts on “Czarna sobota w Polsce i w Tajlandii. Krew na ulicach Bangkoku

  1. Swietny artykul, dawno nie czytalam tak dobrego tekstu. Rowniez gratuluje.

  2. troche za bardzo zimny, odtworczy…jako nie obserwator wydarzen musze znalesc inne zrodlo informacji o tym co naprawde sie stalo w Tajlandii. N
    ie podoba mi sie nawiazanie do wydarzen w Smolensku, bo ni jak sie to ma pozostalej reszty artykulu.

  3. Kasiu: dziekuje:)
    Moniko: oczywiscie, nie moglam byc wszedzie.. polaczenie miedzy tragediami masz w tytule – to byl dzien, w ktorym zdarzyly sie obie, obie mnie dotknely i nie chcialam tego przemilczec.. informacje o katastrofie w Smolensku dostalam praktycznie w tym samym czasie co i informacje o tym, ze konfrontacja sie zaczela.. podejrzewam tez, ze gdybym o niej nie wspomniala (o tragedii w Smolensku) zostalabym oskarzona o to, ze nie przejelam sie Polakami i tylko Bangkok mnie obchodzi.. coz.
    a to ze zimny – nie, nie plakalam.

  4. Na tym polega dobry reportaz, ma byc zimny.

  5. glowny protest w bangkoku konczy sie wjechaniem czolgow w barykady demonstrujacych. Nadal protest trwa w innych miejscach – Dindaeng, Victory Monument, Imperial Samrong.
    atakowana i podpalana jest siedziba prorzadowej telewizji Channel 3 – wlasnie przestala nadawac. Glowna prorzadowa gazeta The Nation nakazala opuszczenie budynku przez wszystkich pracownikow i zamknela swe biuro – tu rowniez byl pozar. Zamykaja sie prorzadowe agencje informacyjne, w obawie przed protestujacymi.
    Pali sie stacja kolejki Chidlom. Demolowane i palone sa oddzialy bankow w roznych czesciach miasta. Budynek gieldy pienieznej w ogniu.
    Chaos na ulicach, wszystkie autobusy miejskie zawieszone, zapowiadana jest godzina policyjna. Zamykaja sie centra handlowe w calym bangkoku. Odwolana kolejka i metro rowniez na jutro.
    pladrowane jest centrum handlowe Central World.
    zamieszki w sasiedniej prowincji chonburi (gdzie jest nadmorski resort pattaya).
    zamieszki uliczne w udon thani, chiang mai i innych miastach na polnocy i polnocmym wschodzie. Sa ofiary smiertelne, w udon mowi sie o 3.
    godzina policyjna we wszystkich 20 prowincjach, w ktorych wczesniej ogloszono stan wyjatkowy. Stan wyjatkowy w dodatkowo 2 prowincjach.
    turysci i tajowie moga podrozowac w nocy na lotniska – prawdopodobnie wymagane jest pokazanie biletu lotniczego. 
    dzis w bangkoku co najmniej 6 ofiar smiertelnych – w tym jeden zolnierz i jeden obcokrajowiec (wloski fotoreporter).
    jutro i pojutrze 20-21.5 wszystkie banki w bangkoku zamkniete, atm powinny dzialac – i ile bedzie w nich gotowka i o ile nie zostaly zdemolowane.
    nok air (linia budzetowa) zawiesza loty w czasie godziny policyjnej – inne linie lataja przez cala noc. W razie kontroli trzeba pokazac bilet i paszport.

  6. wszystko tak – tylko to w zamieszkach majowych a nie tych z 10 kwietnia, a o tym wlasnie dniu jest tekst 🙂 pozdrawiam Cie serdecznie:)

Komentowanie wyłączone.