Mali żołnierze: dzieci na linii frontu

Od początku pierwszych cywilizacji wojna była nieodłącznym motywem przemian, rozwoju i upadku społeczeństw. Wraz z postępem następowały zmiany w sposobie prowadzenia działań militarnych, które dotyczyły również osób w nich uczestniczących. Wojny i konflikty zbrojne zazwyczaj były domeną dorosłych, obecnie jednak zauważa się silną dewaluację wiekową wśród kombatantów, która prowadzi do wygenerowania się nowych uczestników pola walki: dzieci-żołnierzy.

Ustanowiony w 1648 r. pokój westfalski usankcjonował przejrzyste zasady prowadzenia wojen. Były one suwerennym prawem każdego monarchy, który rozstrzygał spór militarny z równym sobie władcą przy wykorzystaniu własnego wojska i na ubitej ziemi. Kwestia ta dotyczyła głównie tylko zainteresowanych stron, w znikomym stopniu angażując ludność cywilną w konflikt. Sytuacja zmieniła się wraz z nastaniem ery napoleońskiej, która rozpoczęła okres wojen narodów włączających do walki całe rzesze społeczeństwa. Z czasem zaczęła zacierać się granica pomiędzy wojownikami (żołnierzami) a cywilami. Najlepszym tego przykładem były wojny XX wieku, w których cierpieli zarówno walczący, jak i niewalczący. Ci ostatni czasami nawet bardziej. Jednak prowadzenie działań zbrojnych związane było zawsze z udziałem dorosłych, pełnoletnich przedstawicieli skonfliktowanych państw czy nacji. Obecny trend wskazuje na to, iż wojny przestają być wyłączną domeną podmiotów państwowych, ale też dorosłych. Coraz częściej na polu bitwy strony walczące posługują się oddziałami złożonymi z osób nieletnich. Potocznie określa się ich mianem „dzieci-żołnierze”. Większość armii świata, jak na razie, bagatelizuje obecność dzieci w sferze aktywnych działań zbrojnych, czego efektem jest brak oficjalnej doktryny wojskowej traktującej o zachowaniach i strategii działania względem młodocianych kombatantów.

Niepokojące trendy

Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci (UNICEF) definiuje dzieci-żołnierzy jako osoby poniżej 18 roku życia, które są aktywnymi członkami regularnych lub nieregularnych sił zbrojnych (bojówek). Wystarczy, żeby dziecko pełniło rolę kucharza, kuriera czy tragarza w takiej formacji – zgodnie z definicją UNICEF będzie uznane za „żołnierza”. Dotyczy to również dziewczynek, pełniących funkcje prostytutek.

Liczba dzieci biorących udział w działaniach zbrojnych (osoby poniżej 18 roku życia) drastycznie wzrasta, szczególnie w przypadku konfliktów prowadzonych przez niepaństwowych aktorów: partyzantów, terrorystów, gangsterów czy watażków (warlordów). Nie są znane dokładne dane na temat ilości dzieci uczestniczących w konfliktach zbrojnych i wojnach, ale UNICEF szacuje tę liczbę na około pół miliona, z czego 250-300 tysięcy z nich nie ma skończonego nawet dziesiątego roku życia (średnia wieku ma wynosić 13.3). Rekrutacja dzieci-żołnierzy najczęściej odbywa się poprzez masowe porwania, a następnie manipulacje, które mają obrócić „kandydatów” przeciwko społeczności, z której się wywodzą, a nawet ich własnej rodzinie. Dotyczy to nie tylko chłopców, ale również dziewczynek, które prócz funkcji militarnych często oferują świadczenia seksualne dla dowódców i pozostałych żołnierzy.

Zakłada się, że około 50 państw na świecie rekrutuje do swoich struktur wojskowych osoby poniżej 18 roku życia, zazwyczaj z pogwałceniem prawa międzynarodowego i krajowego. Ustanowiona w 1989 roku Konwencja o prawach dziecka dopuszcza rekrutowanie do wojska od 15 roku życia, jednak zapis ten często nie jest respektowany przez rządzących w wyniku czego wciela się dzieci mające mniej niż 15 lat do oddziałów zbrojnych. Zgodnie z danymi na rok 2001 w 37 na 55 toczących się w tym czasie konfliktach zbrojnych i wojnach brały udział dzieci mające mniej niż 18 lat. W 80% wspomnianych konfliktów, uczestniczący w nich nieletni nie ukończyli nawet 15 roku życia.

W przeszłości do dziecięcych oddziałów rekrutowano zazwyczaj chłopców, głównie ze względu na większą wytrzymałość fizyczną względem dziewczynek. Obecnie również stanowią oni większość, ale proporcje uległy pewnym zmianom – 30% wszystkich dzieci-żołnierzy to dziewczynki. Największą liczbę stanowiły w oddziałach Tamilskich Tygrysów (Tygrysy Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu – LTTE) w połowie lat osiemdziesiątych. Walcząc o utworzenie w północnej części Sri Lanki państwa Ilamu, Tygrysy stworzyły specjalną grupę bojową składającą się głównie z dzieci poniżej 16 roku życia. Połowę z nich stanowiły dziewczynki, których zadaniem było przenoszenie ładunków wybuchowych przez punkty kontrolne – przepisy dotyczące przeszukiwania przechodzących przez nie cywilów były łaskawsze dla kobiet niż dla mężczyzn.

Idealni żołnierze?

Istnieje kilka obiektywnych przesłanek, dla których wciela się nieletnich do formacji militarnych. Dużo prościej je porwać, poddać procesowi manipulacji i indoktrynacji aniżeli osoby dorosłe. Szybko uczą się nowych rzeczy, np. obsługi broni, przez co skraca się czas przystosowywania ich pod względem militarnym. Dzięki swej zręczności i szybkości potrafią łatwiej przemieszczać się na polu walki, co przekłada się również na dużo chętniejsze podejmowanie ryzyka w trakcie bitwy, w przeciwieństwie do osoby ukształtowanej już emocjonalnie. Dzięki swojej niedojrzałości i braku posiadania wykształconej osobowości, dzieci są bardziej uległe przywódcom i praktycznie nie negują ich decyzji. Często przydziela się im do zrealizowania zadania na tyłach wroga o charakterze szpiegowskim (nie przyciągają tyle uwagi, co dorośli) lub wykorzystuje się je do przenoszenia bomb w samo centrum walki. Postrzega się je jako tanią i zbędną siłę roboczą, która nie wymaga dużo nakładów w postaci jedzenia i zapłaty za służbę. Dzieci-żołnierze stawiają też swoich przeciwników przed dylematem moralnym, zakazującym im strzelania do kilkunastoletniego chłopca czy dziewczynki.

Dlatego w Iraku grupy terrorystyczne chętnie angażują do swoich działań dzieci poniżej 10 roku życia. Służą głównie do podtrzymywania sieci wywiadowczej i komunikacyjnej terrorystów. Większość rekrutów ma jednak od 15 do 17 lat. Ci z kolei zajmują się podkładaniem improwizowanych ładunków wybuchowych, porwaniami, a niekiedy też czynnym udziałem w starciach z siłami koalicji. Wyjątkowym jest, że w Iraku dzieci-żołnierze są opłacani za udzielaną bojownikom pomoc. Za podłożenie bomby inkasują od 200 do 300 dolarów, a jeżeli zamach powiedzie się są gloryfikowani na stronach internetowych terrorystów. Niektórzy amerykańscy wojskowi podają, że liczba walczących nieletnich przewyższa liczbę wojsk stabilizujących Irak. Statystyki również nie napawają optymizmem. Kiedy w styczniu 2007 roku ujęto około setki dzieci-żołnierzy, to w grudniu wskaźnik ten wynosił już prawie tysiąc schwytanych.

5 thoughts on “Mali żołnierze: dzieci na linii frontu

  1. żal tych dzieciaków. To jest ich świat i innego nie znają, nie wiedzą co tracą, co mogliby mieć i jak żyć, gdyby nie szerokość geograficzna, na której przyszło im się urodzić i żyć.

    Ze swojego dzieciństwa pamiętam zabawy w wojny wietnamskie; ganialiśmy z plastikowymi karabinami po osiedlu, a co uboższe dzieciaki z patykami kształtem przypominającymi broń i krzyczeliśmy „beng beng beng – zabity!!!”. Ciekawe, czy chciałoby się nam w to bawić, gdyby ktoś pokazał nam świat przedstawiony w powyższym tekście.

  2. Świetny tekst. Dobrze kontrastuje z tekstem ze świątecznego Newsweeka Polska, w którym przeczytałem, że wojna jako taka zanika 🙂 Dawno się tak, niestety, nie ubawiłem. Powyżej mamy brutalną prawdę, a przywołany tekst z gazety nie bardzo nawiązuje do rzeczywistości.

  3. @Piotrek: generalny trend wskazuje na zmniejszającą się liczbę wojen i konfliktów na świecie (aczkolwiek Afryka, co jest chyba jej jakimś już standardem, w zasadzie od 10 lat trzyma się mocno pod tym względem). Nie czytuję wspomnianego tygodnika, ale z chęcią zajrzę do tego artykułu. Myślę, że ludzka natura nie pozwoli zaniknąć wojnom, jesteśmy do tego stworzeni, niestety (?).

  4. Wszystko zależy od definicji wojny. Nie dostrzegam trendu spadkowego konfliktów na świecie. Wiele z nich toczy się wewnątrz granic państwowych, stąd trudno uznać je za klasyczną wojnę – jednak ludzie giną, pojawia się duża liczba uchodźców itd.

    Podzielam refleksję, że ludzka natura nie pozwoli wojnom zaniknąć.

  5. Ludzka natura ma to do siebie, że jeśli napotka pewnego rodzaju ograniczenia,
    potrafi się do nich dostosować, oswoić je. Podobnie jest z wojnami- w klasycznym
    ujęciu (starciu minimum dwóch sił, z rozróżnieniem cywil-kombatant, etc.)
    są one ograniczane coraz bardziej- powoduje pewnego rodzaju stworzenie
    środków zastępczych (w rodzaju konfliktów asymetrycznych, czy to działań wymierzonych
    w cywilów, czy właśnie wykorzystanie dzieci w działaniach wojennych).
    Trend spadkowy pojawia się (rzekomo) poprzez zanikanie klasycznych konfliktów-
    i nie tyle jest ich mnie, cowymykają się one zwyczajnie klasyfikacji, mają charakter
    specyficzny dla danego regionu, i wpływa na nie masa innych czynników.
    Dlatego ewolucja konfliktów idzie w pewnym kierunku- jak to autor wspomniał,
    od czasów Napoleona, przez wojny światowe i konflikty na tle etnicznym czy
    narodowo-wyzwoleńczym (np. cykliczne rzezie na Bałkanach na początku XX wieku)
    aż do dzisiejszych, trudnych do ujęcia w ramy klasycznej definicji konfliktów.
    Do tego dochodzą inne problemy, takie jak terroryzm.
    Co by nie być gołosłownym, w temacie coś napisać: warto zauważyć, że te
    dzieciaki nie walczą bo im się to podoba, tylko po pierwsze: walczą, bo są
    prowadzeni przez lokalnych kacyków albo armie (jako podatni na indoktrynacje,
    szybko uczące się oraz bezwzględne- bo dzieci takie akurat są) oraz walczą,
    bo to jedyne co mogą robić. Nie mogą się kształcić, bawić, odpoczywać,
    zajmować tym, co dziecko powinno- bo jest wojna. Dlatego walczą. Ryszard
    Kapuściński zwracał na to wielokrotnie uwagę, i jego obserwacje uważam
    za bardzo trafne- jeśli naprawdę chcemy zrozumieć mechanizm stojący za
    tym zjawiskiem.
    Tekst bardzo dobry, podobał mi się. Porusza temat bardzo ważny, marginalizowany,
    ba, chyba nawet celowo pomijany. A przecież chodzi tutaj o dzieci, które będą
    rosły i będą stanowiły o przyszłości tych państw.

Komentowanie wyłączone.