Unia wybrała prezydenta i szefa dyplomacji. Dlaczego krytycy nie mają racji?

Nowa, kolektywna twarz UE: pierwszy stały przewodniczący Rady Europejskiej, Herman Van Rompuy (L) oraz nowy szef unijnej dyplomacji, Catherine Asthon (P). Między nimi premier sprawującej obecnie prezydencję UE Szwecji, Frederik Reinfeldt (Ś)
Nowa, kolektywna twarz UE: pierwszy stały przewodniczący Rady Europejskiej, Herman Van Rompuy (L) oraz nowy szef unijnej dyplomacji, Catherine Asthon (P). Między nimi premier sprawującej obecnie prezydencję UE Szwecji, Frederik Reinfeldt (Ś). Zdjęcie: Reuters Pictures.

Wybór belgijskiego premiera i brytyjskiej komisarz ds. handlu na, odpowiednio, przewodniczącego Rady Europejskiej oraz wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej jest mało zaskakującym zaskoczeniem. Zaskakujące jest nazwisko Catherine Ashton, której nie kojarzą nawet obywatele Wielkiej Brytanii. Zaskoczeniem nie jest natomiast postawienie na kandydatów o tzw. niskim profilu – zamiast wielkich nazwisk, polityczna trzecia liga. Nie musi to oznaczać niczego złego.

Pełno już komentarzy, których autorzy poszli na łatwiznę. Oto przywódcy największych krajów unijnych: Angela Merkel, Nicolas Sarkozy oraz Gordon Brown, postawili na kandydatów mało znanych, pozbawionych charyzmy i istotnego międzynarodowego doświadczenia. Herman Von Rompuy i Catherine Ashton to postaci niemal anonimowe w Europie. Dali się jednak poznać jako sprawni urzędnicy na dotychczasowych stanowiskach. Wracając jednak do tonu komentarzy, mówi się, że każdy dostał to, czego chciał. Belg jest chadekiem, Ashton socjalistką. Jedno z dwóch nowych stanowisk otrzymała kobieta – wiadomo, parytety itd.

Złośliwości z jednej, utyskiwania z drugiej strony. Czy aby na pewno wybór Von Rompuya i Ashton był tak fatalny? Nie mamy podstaw, aby tak sądzić. Przede wszystkim musimy spojrzeć na fakty, a nie nasze wyobrażenia o nich. Przewodniczący Rady Europejskiej, którym będzie dotychczasowy premier Belgii, ma za zadanie głównie wspomaganie przywódców państw w wypracowywaniu wspólnej polityki. Jest to praca wymagająca zdolności organizacyjnych, umiejętności negocjacyjnych oraz gotowości zawierania kompromisów. Tym właśnie cechuje się Von Rompuy, co udowodnił wyprowadzając Belgię z wielomiesięcznego kryzysu politycznego.

Drugie z obsadzonych stanowisk, tak zwany „szef unijnej dyplomacji„, którym zostanie pani Ashton, również bywa przewartościowane. Wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej, który będzie jednocześnie wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej, nie będzie kimś, na kogo czekał już Henry Kissinger, czyli osobą, do której będzie można zadzwonić pytając o stanowisko Unii Europejskiej. Umocowanie przedstawiciela w Radzie UE i Komisji oznacza, że jego zadaniem jest ścisła współpraca z premierami i ministrami spraw zagranicznych państw członkowskich, aby – podobnie jak w przypadku przewodniczącego Rady Europejskiej – wypracować wspólne stanowisko. Po drugie, przedstawiciel będzie zwierzchnikiem europejskiej służby zagranicznej.

Wypracowywanie wspólnego stanowiska, aby Unia mówiła bardziej jednolitym głosem, to clue problemu. Zarówno przewodniczący jak i przedstawiciel, zwani prezydentem oraz europejskim szefem dyplomacji, powinni być pracowitymi i zdolnymi organizatorami. Dzięki nim machina unijna ma działać sprawniej i mniej zgrzytać. Uważam, że na pierwszy ogień po wprowadzeniu w życie traktatu lizbońskiego zostali rzuceni odpowiedni ludzie. Ich zadaniem będzie stworzenie od podstaw nowych urzędów (w przypadku przedstawiciela istnieją już fundamenty, na których można budować) i właściwa ich organizacja. Potem mogą zostać zastąpieni przez polityków bardziej wpływowych, bardziej gwiazdorów niż urzędników – ale tylko wtedy, gdy zaistnieje taka potrzeba.

[poll id=”11″]

A zaistnieje wtedy, gdy państwa członkowskie tak postanowią. Niektórzy cały czas zapominają, że UE jest organizacją międzynarodową, w której decydujący głos należy do poszczególnych państw, a najważniejsze decyzje zapadają w drodze konsensusu. Jeśli państwa uznały, że zamiast znanych nazwisk potrzebują pracusiów i technokratów, powinniśmy taką decyzję uszanować. Moim zdaniem odpowiada ona potrzebom Unii Europejskiej w tym momencie. W przyszłości, najpewniej za 5 lat, przydaliby się inni ludzie, gdyż przed Europą staną kolejne wyzwania.

Poza tym, warto pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, wielu skreśla Van Rompuya i Ashton jeszcze w przedbiegach. Może okazać się to błędem. Po drugie, nie widzę nic złego w tym, że kilku silnych przywódców państw będzie odgrywać rolę liderów w Europie. Unia spełnia rolę pomocniczą, państwa zaś grają pierwsze skrzypce. Zamiast utyskiwać, że Merkel czy Sarkozy przyklepali wybór „politycznych pigmejów”, powinniśmy zastanowić się, jak Polska może wejść do europejskiej pierwszej ligi.

Piotr Wołejko

11

8 thoughts on “Unia wybrała prezydenta i szefa dyplomacji. Dlaczego krytycy nie mają racji?

  1. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że podpis pod zdjęciem jest nieco – jakby to ująć by nikogo nie obrazić – prześmiewczy? Faktycznie, nowa twarz UE jest niezwykle ciekawa… estetycznie 😉 Nie, żebym miał coś przeciwko „ładnym inaczej”, ale w sprawach takich jak dyplomacja wygląd też ma znaczenie.

    Sam wybór był do przewidzenia i zgodzę się autorem, że wcale aż tak tragiczny nie jest. Na pierwszy ogień poszły postaci mało kontrowersyjne, które większość ani grzeją ani ziebia.

    Czerwony Baron

  2. Witam p. Piotrze. Bardzo ciekawy artykuł i niestety konkluzja sama się nasuwa – realizm zwyciężył. Dla mnie wybór nowych kandydatów o tzw low profile nie jest dużym zaskoczeniem. Obserwując toczące się od kilku tygodni negocjacje można było odnieść nieodparte wrażenie, że państwa członkowskie zrobią wszystko, żeby utrzymać status quo. Już wybór p. Barosso na kolejną kadencję sygnalizował dalszy rozwój wypadków. W kontekście p. Herman Van Rompuy’a niepokoi jego pogląd na rozszerzenie UE o Turcje. Może to oznaczać zamknięcie się wspólnot, co przy mizernej alternatywie współpracy z państwami członkowskimi (np. Partnerstwo Wschodnie z okrojonym budżetem, brak nowego porozumienia o współpracy z Rosją czy ograniczony projekt Unii Śródziemnomorskiej) nie jest optymistyczną perspektywą. Po drugie, UE będzie raczej wzmacnia swoją pozycję w tradycyjnych obszarach niż otwierać nowe. Wybór p.Ashton jest tego najlepszym przykładem. Była komisarz ds. handlu będzie pewnie bardziej zainteresowana negocjacjami handlowymi w ramach WTO niż Bliskim Wschodem czy Gruzją. Po trzecie, nastąpiła rewitalizacja tandemu Berlin-Paryż. W kontekście ostatnich plotek o powierzeniu teki komisarz ds. Wspólnego Rynku Francuzowi można się niepokoić. Miejmy nadzieję, że brak osobowości wśród nowo wybranych urzędników nie wpłynie negatywnie na proces integracji europejskiej.

    Pozdrawiam!

  3. Dokładnie, Czerwony Baronie: początkowo miał brzmieć „Nowa, groźna twarz Unii” 😉 A tak na serio – myślę, że mimo wszystko przeceniasz nico znaczenie wyglądu w polityce – przynajmniej tej prowadzonej w sposób unijny…

    Co do samego wyboru: Unia na pewno poszła nieco na łatwiznę, ale podejrzewam, że inaczej stać się nie mogło. Silny (charakterem) i aktywny prezydent byłby nie w smak nie tylko największym państwom, ale i – tak przypuszczam – wielu obywatelom UE; stałby się szybko wodą na młyn eurosceptyków, którzy wytykaliby brak demokratycznej legitymizacji jego władzy. Na wielką zmianę trzeba jeszcze będzie zaczekać…

    PS> Sorry za opóźnienie z Twoim komentarzem, ale z jakichś powodów WP uznał, że administracja powinna go zmoderować. (Dlatego nie umieszczam Twojego kolejnego komentarza z pytaniem o co chodzi 🙂 ).

  4. Welcome to democracy – European edition.
    Trudno byloby znalezc bardziej demokrateczne wybory niz na szefa EU. To przy nich wybory w Afghanistanie sa niedosciglym szczytem demokracji. Gdyby tylko slowo EU zastapic np. jakimkolwiek niedemokratycznym krajem, mielibysmy rodzaj wyborow, ktore wlasnie sie odbyly, pod warunkiem, ze odbywa sie to 100 lat temu.
    Hipokryzja EU jak i brak reakcji NGOsow jest mind boggling.

  5. Nie wiem jak można zarzucać hipokryzję organizacji międzynarodowej, która dokonuje wyboru poprzez negocjacje międzyrządowe, uwzględniając przy tym stanowisko największych sił politycznych w Parlamencie Europejskim. W ogóle nie dziwi mnie ta droga, a proponowany przez Polskę konkurs piękności, w którym każdy zgłaszałby się sam i przedstawiał swoją wizję Europy byłby prawdziwym kuriozum. Idea brzmiała pięknie, ale nie mogła wytrzymać starcia z rzeczywistością. Dyplomacja to nie wybory miss świata.

  6. Pomysł na artykuł ciekawy, ale niestety autor powtarza tezy zasłyszane w różnych mediach i nie ryzykuje własnej. Że nie wspomnę o \"clue\" problemu :), takie rzeczy warto byłoby sprawdzać zawczasu.

  7. cytat „Miejmy nadzieję, że brak osobowości wśród nowo wybranych urzędników nie wpłynie negatywnie na proces integracji europejskiej.”

    Myślę że silne politycznie osobowości budziłyby obecnie zbyt wielkie kontrowersje wśród państw członkowskich UE. Państwa UE muszą się najpierw powoli oswoić z takim europejskim rządem :-)) Czas na silne i wyraźne polityczne osobowości przyjdzie w następnych wyborach 😉 Aczkolwiek i tak nie mam pewności czy wtedy już wyrażą zgodę na takich europejskich przywódców?

  8. Piotr Wołejko :
    cytat. ” Uważam, że na pierwszy ogień po wprowadzeniu w życie traktatu lizbońskiego zostali rzuceni odpowiedni ludzie. Ich zadaniem będzie stworzenie od podstaw nowych urzędów (w przypadku przedstawiciela istnieją już fundamenty, na których można budować) i właściwa ich organizacja. Potem mogą zostać zastąpieni przez polityków bardziej wpływowych, bardziej gwiazdorów niż urzędników – ale tylko wtedy, gdy zaistnieje taka potrzeba.”

    Zgadzam się z tym i właściwie z całą przewodnią myślą artykułu. Poza tym uważam że na ten okres wielkich reform Unii, ta para polityków będzie odpowiednia. To bardziej administratorzy niż rasowi politycy ale właśnie takich w tym momencie UE najbardziej potrzebuje. Uznani i charyzmatyczni przywódcy na tych stanowiskach mogliby zbyt wcześnie pokusić się o bardzo niezależną własną politykę co mogłoby wzbudzić duże niezadowolenie, kontrowersje i obawy przed dalszą integracją, a w konsekwencji spowolnienie integracyjnych zmian w strukturach Unii.

Komentowanie wyłączone.