Polska “prawdziwa” myśl historyczna

polska_flagaCały świat uwziął się na nasz naród. Jedynie Polska ma krystalicznie czystą historię. W swoich szeregach nigdy nie mieliśmy złodziei, morderców ani szmalcowników. Zajęcie Moskwy w 1610 roku było koniecznością taktyczną, a śmierć bolszewickich jeńców (1920) – cóż, nie ma co się tłumaczyć, epidemie przecież wybuchają wszędzie. O winie wobec Ukraińców nawet nie ma co wspominać – nie wywalczyli sobie niepodległości, to jej nie mieli. Jakie to jest proste. Białorusini? Banda wieśniaków bez elity, zaś Litwini niech się cieszą, że ich w całości nie podbił Żeligowski w czasie swojego „buntu”. Jeszcze nam nie podziękowali za to, że w 1938 roku zmusiliśmy ich do zawarcia z nami stosunków dyplomatycznych. Czechosłowacy (uwielbiam tę konstrukcję) powinni nam również być wdzięczni, że jedynie z nimi wyrównaliśmy rachunki za Zaolzie, a nie np. postanowiliśmy sobie wziąć kilkaset kilometrów kwadratowych kolejnej ziemi.

To historia okiem „prawdziwych patriotów”, w której Polska zawsze jest stroną poszkodowaną, a jej szlachetne pobudki nie powinny budzić jakichkolwiek kontrowersji. Z kolei wszyscy w około chcą nas zniszczyć. Mesjasz wśród narodów świata.

Z naszej historii możemy być dumni. Mamy zdecydowanie więcej wydarzeń, w której owa mityczna „racja” była po naszej stronie. Ile jednak można tolerować zupełnie bezrefleksyjne podejście do historii, w którym my zawsze jesteśmy dobrem, a reszta świata złem? Takie właśnie rozumowanie przedstawia nam pan Citisus w swoim komentarzu do mojego tekstu odnośnie ś.p. Rajdu im. Stepana Bandery. Starałem się w nim wykazać, że Polska, chcąc prowadzić konsekwentną politykę zagraniczną, nie może pozwolić na przejazd rowerowy dzieci z Banderą na ustach. Postulowałem również o to, by lekceważyć rzezi wołyńskiej, bo nie jest ona mniej ważna niż zbrodnie dokonywane na Polakach przez Związek Radziecki.

W mniemaniu „prawdziwych historyków” popełniłem jednak błąd. Jak śmiałem zakwestionować naszą politykę wobec Ukraińców w czasach II RP? Jak mogłem zauważyć, że nie wszystko z naszej strony było w porządku?

„Zbrodnia jest zbrodnią, ludobójstwo, ludobójstwem. A fakty faktami” – napisał przenikliwie pan Citisus. Jajko jest jajkiem, a szafka szafką! W każdym razie zaczął przedstawiać owe fakty.

„Także o tym, że Piłsudskiego w Kijowie potraktowano jak okupanta a bolszewicka armia czerwona cieszyła się zdecydowanym poparciem Ukraińców w przeciwieństwie do Petlury ?”

Petlura okazał się bardzo słabym graczem, jednak Piłsudski nie dotrzymał zawartej z nim umowy. Polska uznała pełnomocnictwa bolszewików do reprezentowania Ukrainy. Szlachetnie.

Pewnie pan nie wie, ale na Ukrainie większość „panów” było Polakami. Najpierw zostali przepędzeni, a później wracali wraz z polską armią. Teraz pan już wie, czemu większość Ukraińców, wśród których 80% było chłopami, nie stanęła z bronią u nogi, gdy zaczął się marsz Armii Czerwonej na wschód? Niektóre wsie przechodziły z rąk do rąk 6 razy. Ja wiem, że pan pewnie zrobiłby partyzantkę i poradził sobie ze znaną z okrucieństwa armią konną Budionnego, ale chłopi już mieli dosyć.

To też typowe – oceniamy prawo Ukraińców do posiadania własnego narodu po tym, jak ludzie zareagowali na Piłsudskiego. Urocze.

Odpowiedź na moją sugestię, że Polska nie zastosowała wobec Ukrainy zasady samostanowienia, tej samej, która była dyplomatycznym wytłumaczeniem naszego państwowego odrodzenia
„Wolne żarty, Polska sobie niepodległość wywalczyła sama. Własnym wysiłkiem i krwią.”

Tak, trzeba docenić wysiłek wojenny Polaków i walkę o nasze granice w latach 1918-1921. Bez consensusu wśród aliantów i rewolucji lutowej sprawa Polski nie wróciłaby na arenę międzynarodową. Było to konieczne dla odzyskania niepodległości. Znam przykłady mniej bitnych narodów, które po I wojnie światowej dostały prawo do posiadania własnego państwa.

Pisanie, że Polska odrodziłaby się bez udziału mocarstw pachnie mitomanią. Odzyskanie niepodległości było olbrzymim sukcesem dyplomatycznym. Wystarczy powołać się tutaj na słynne 14 punktów Woodrowa Wilsona. Po I wojnie światowej na zasadzie prawa samostanowienia narodów niepodległość uzyskało mnóstwo krajów – w tym Polska, kraje bałtyckie i Czechosłowacja. Zwolennicy „prawdziwej historii” wspominają o tym, że Polacy mają prawo ustanowić swoją władzę na terytoriach etnicznie polskich, ale tego samego prawa odmawiali Ukrainie. Piłsudski chciał się z nimi na siłę skonfederować, co mu się nie udało, a Dmowski po prostu spolonizować. Ciekawe, ze tych „historycznych patriotów” nie razi fakt, że Polacy zajmowali ziemie, na których stanowili mniejszość. Czym to rozumowanie się różni od spojrzenia carskiej Rosji, Prus czy Austrii w stosunku do Polski w czasie zaborów?

Tutaj pojawiają się wspomniane fakty. „Poza województwem Stanisławowskim i Wołyńskim nigdzie ludność Ukraińska nie przekraczała 50%.” (pisownia oryginalna) – analizuje pan Citisus udowadniając tezę, że Ukraińcy nie stanowili większości na…. terenach “ukraińskich”, zajętych przez Polskę w ramach traktatu ryskiego.

Zacznijmy zatem od rzutu okiem na mapę. Analizujemy więc 4 województwa – lwowskie, tarnopolskie, wołyńskie i stanisławowskie.

Wołyńskie – Ukraińcy – 68%, Polacy – 16,6%
Tarnopolskie – Ukraińcy – 50% Polacy – 45%
Stanisławowskie – Ukraińcy– 68% Polacy – 23%
Lwowkie – Ukraińcy – 33% , Polacy – 57%

(źródło: Spis ludności, 1921 rok)

Na podstawie tych danych można bez wątpienia stwierdzić, że – poza województwem lwowskim – są to ziemie, na których przewagę etniczną mają Ukraińcy. To całkiem zabawne, ze pan Citisus uznał, że w tamtych regionach „tylko” w województwie stanisławowskim i wołyńskim Ukraińcy byli większością. Zapomniał pan o województwie tarnopolskim – taka drobnostka, a robi różnice – jak to mawiają mechanicy Roberta Kubicy. Tylko w ¾? W zasadzie to przecież nie większość…

Ukraińcy byli poddawani polonizacji. Utrudniano im naukę w ojczystych szkołach i placówkach kulturalnych, często zamykając je. Narzucano system tzw. szkół utrakwistycznych (dwujęzycznych). Ukraińcy nie mieli żadnej autonomii. Aż tak trudno dziwić się im, że taka sytuacja im nie odpowiadała? Polacy nigdy nie przedstawili Ukraińcom ciekawej oferty. Żałosne położenie tego narodu polegało też na tym, że za wschodnią granicą mieli jeszcze gorzej. U nas przynajmniej nie zostali z premedytacją zagłodzeni na śmierć.

„Państwo ma obowiązek przeciwdziałania terrorowi. A może pan zaprzeczy wzrostowi nacjonalizmu, mordom i rabunkom ludności polskiej, mordom na funkcjonariuszach państwowych ?” – skomentował pan Citisus konieczność pacyfikacji ukraińskiej wsi. Oczywiście – w ramach walki z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów trzeba było niszczyć domy i cerkwie. Tak prewencyjnie.

Nie popieram w żadnym wypadku działań OUN. Potępiam z całej siły. Zwłaszcza, że głównym sponsorem tej organizacji były Niemcy, a jej celem destabilizacja Polski. Nie zmienia to jednak faktu, że represje np. z roku 1930 były zupełnie nieproporcjonalne do zagrożenia. Tak samo nikt mnie nie przekona do słuszności procesu brzeskiego. Tego należy się wstydzić.

9 thoughts on “Polska “prawdziwa” myśl historyczna

  1. Zastanawiam sie kiedy ktos sie odwazy zorganizowac tour szlakiem Polskich Obozow Koncentracyjnych. Jesli juz mamy sie skupiac na historii i przypominac ja przymomnijmy kazde jej strony, nie tylko te korzystne. To Polska byla wsrod prekursorow, ktorzy stworzyli obozy koncentracyjne.

    Doskonale zdaje sobie sprawe z tego, jaki te slowa maja odzwiek w Polsce, ale skoro byl Katyn, to byle tez Polskie Obozy Koncentracyjne. Prawda nie zawsze rowna sie prawdzie, a zaklamanie zaklamaniu, chociaz Polska tutaj nalezy do czolowki swiatowej w zaklamaniu.

    Nalezy glosno i wyraznie mowic o tym epizodzie w polskiej historii.

    inne kraje swietuja zwyciestwa, a w tym kraju nad Wisla z reguly swietuje sie porazki lub smierc kogos, zamiast narodzin. No, ale Polska nigdy nie nalezala do tworcow nowych zjawisk kulturowych w spoleczenstwie swiatowym, i mozna zauwazyc braki kulturowe wydajace sie wystepowac w calym spoleczenstwie.

    Moje sponsorstwo jest zapewnione tym, ktorzy zorganizuja rajd szlakiem Polskich Obozow Koncentracyjnych… by inni wiedzieli na zawsze.

  2. Polska prekursorem wsrod tworcow obozow koncentracyjnych? Jak zwykle wiele belkotu i uogolnien i ABSOLUTNIE ZADNYCH FAKTOW ani szczegolow. Kiedys sie zastanawialem skad ten pociag do Chin, obrona wszystkiego co rosyjskie i atakowanie tego co polskie w postach Romana. Dzis juz wiem. W prostej linii przodek Ławrientija Berii w dodatku zaslepiony propaganda i nieustannie, tepo zaprzeczajacy historii. Rozumiem, ze Miedwiediew nakazal w czerwcu karac wszystkich, ktorzy beda oczerniac historie Rosji i nakazal przeklamywanie historii kraju, czczenie bohaterow narodowych i w ogole odgrzewanie kotletow pokroju „Katyń nie byl dzielem Rosjan”, ale bez przesady.

  3. Prawda jak zwykle leży pośrodku: z jednej strony ciężko byłoby stworzyć w Polsce wycieczkę szlakiem polskich obozów koncentracyjnych, bo był tylko jeden taki obóz. Rosjanie co prawda często nazywają polskie obozy jenieckie z wojny polsko-bolszewickiej obozami koncentracyjnymi, ale jest to jednak – moim zdaniem – nadużyciem (choć zginęło w nich od chorób wiele Rosjan). Zresztą, wcale prekursorami nie byliśmy – wyprzedzili nas choćby Anglicy, Rosjanie czy Japończycy. No i warto pamiętać o różnicy między obozami koncentracyjnymi (jakimikolwiek), a nazistowskimi i sowieckimi obozami zagłady.

    Z drugiej strony nie ma co się wypierać mało chlubnych elementów naszej historii – w tym i obozu w Berezie, antysemityzmu czy wymienionych wcześniej obozów jenieckich. Zgodzę się z Romanem także w jednej kwestii – w Polsce za wielką wagę przywiązuje się do przegranych, a za małą do zwycięstw.

    Pozdrawiam,
    Artur

  4. Istnieje wiele marnych kart historii Polski, nie jesteśmy bez skazy. Ale skala tych przewin w porównaniu do milionów mordów hitlerowskich i komunistycznych jest znikoma.
    Zgadzam się z przedmówcami, iż stanowczo za dużo w naszej historii martyrologii. Irytują mnie niesamowite ilości ulic, których patronami są albo pisarze, albo gorzej: przegrani bohaterowie. Brakuje zaś proporcjonalnego uczczenia pamięci polskich inżynierów (ulice Bryły czy Kierbedzia to zazwyczaj jakieś drugorzędne uliczki w porównaniu do wielkich alei Mickiewicza) oraz przedsiębiorców.

    Bereza Kartuska to wstydliwy rozdział w historii Polski. Proszę jednak pamiętać, że przez ten obóz przewinęło się kilkanaście tysięcy ludzi, zaś zmarło jedynie kilku. Czym to jest wobec milionów mordowanych w hitlerowskich obozach i sowieckim archipelagu Gułag? Czy ktoś rozsądny naprawdę klasyfikuje do jednego worka śmierć kilku ze śmiercią milionów?

    Antysemityzm w Polsce przedwojennej nie był niczym niezłykłym w ówczesnej Europie. Polecam „Historię Żydów” Paula Johnsona: autor pisze, że do końca XVIII wieku Żydzi jedynie w Polsce i Anglii mieli dużą autonomię i nie doznawali prześladować. Sytuacja uległa drastycznemu pogorszeniu pod Zaborami, szczególnie pod zaborem rosyjskim, gdzie wprowadzono drastyczne ograniczenia podróżowania Żydów i uniemożliwiono dostępu do wielu zawodów. Dodatkowo zaczęło dochodzić do masowych pogromów, szczególnie pod koniec XIX i na początku XX wieku.

    Polityka polska wobec Ukrainy to długa historia błędów i arogancji. Niektórzy historycy twierdzą, że przed powstaniem Chmielnickiego (którego ojciec był zasłużonym poddanym I RP) istniała szansa na poszerzenie Rzeczpospolitej Obojga Narodów (Polski i Litwy) o Ukrainę, ale szansa ta została zmarnowana, ponieważ zlekceważono Ukrainę.

    Wzięcie udziału w zajęciu Zaolzia w 1938 roku okazało się poważnym błędem i pokazem braku elementarnej przyzwoitości. Podobnie postąpiła Czechosłowacja wobec Polski w 1919 roku zrywając rozmowy z rządem Polski i zajmując zbrojnie część tych terenów.

    Podczas wojny 1920 roku do niewoli Polskiej trafiło ok. 80 tysięcy jeńców sowieckich, zmarło ok 20 tysięcy (25%) wg. historyków rosyjskich, zaś do niewoli sowieckiej trafiło wówczas ok. 50 tysięcy polskich jeńców, z których zmarło 20 tysięcy (40%).

    Pozdrawiam
    masz_68@interia.pl

  5. Brawo Panie Patryku, więcej takich tekstów.

    @ MaSZ – byłbym ostrozny z liczeniem zbrodni na ilość śmierci. Zgodzę się że obóz w Berezie Karetuskiej, obozy koncentracyjne i obozy zagłady – to 3 różne rzeczy. Ale ze względu na ich przeznaczenie i funkcję a nie ilość śmierci. Zbrodnia to zbrodnia, nie ważne czy popełniona raz czy 10.000 razy.

  6. Zmienianie historii odnosnie ii wojny swiatowej jest karalne w Kanadzie, Niemczech i chyba w wielu innych krajach. Nie wiem czy w Polsce tez. W Rosji wprowadzono podobne prawo, ktore obowiazuje w innych krajach. Tyle.

    Istnial jeszcze jeden oboz koncentracyjny dla Polakow poza jej granicami – stworzony przez Polakow.
    http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=75&t=15377

    W USA i Kanadzie tez istnialy obozy koncentracyjne, ale ze wzgledu na samocenzure o tym sie nie mowi i pisze i jest to temat tabu.

    Ukazal sie ostatnio na 'polityce globalnej’ doskonaly artykul o samocenzurze w USA. Isnieje ona nie tylko w USA lecz rowniez w Kanadzie. Jak powazny jest to problem swiadczy fakt ze w calym kraju (USA) nie znalazl sie nikt wy wydrukowac niewygodna ksiazke. Takie sa fakty. I nikt sie nie wylamie z tego by wystapic przeciwko systemowi. Punktow jest znacznie wiecej niz w tym artykule przedstawiono, ale obowiazuja bezgranicznie. Gazety i jakiekolwiek publikacje maja wewnetrzna samozenzure w postaci ich redaktorow, ktorzy nie przepuszcza innych tekstow niz te poprawne. Profesorowie czy pracujacy na universytetach nie zrobia nic by nie staracic pracy. Wylamanie sie z tego systemu powoduje brak przedluzenia kontraktu na prace lub dostanie sie bezposrednio propozycje nie do odrzucenia – propozyzje rezygnacji.
    Jedynie emerytowani profesorowie moga sie swobodnie wypowiadac, bo im mozna juz skoczyc, ale ich publikacje nie znajda nikogo kto zechcialby wydrukowac niewygodne prace.

    Pozostaje tylko sektor prywatny, tak jak ja, ktoremu czasami nic nie mozna zrobic. Tylko czasami. Ale ludzie z tego sektora praktycznie nigdy nie sa zainteresowani polityka.

  7. Pozwole sobie dokonczyc poprzednia mysl.

    Ci co sie wylamuja z tego systemu nie znajduja pracy ani w rzadzie ani na uniwersytetach, gdzie jedynie mysl polityczna moze kwitnac – jesli jest poprawna. Sektor prywatny sluzy do robienia pieniedzy i ci ludzie w tym sektorze wykonuja polecenia innych. I dochodzimy do wniosku, ze ci, ktorzy wylamuja sie z samocenzury po prostuja staja sie biedni, a zatem bez znaczacego glosu. Moim zdaniem system jest tak silny, ze niewiele jednostek moze sobie pozwolic na pojscie przeciwko systemowi. Zrobili to znani aktorzy przed wojna z Irakiem… niektorzy z nich potracili swoje role i znaczenia w filmach.

    System samocenzury jest praktycznie skuteczniejszy od cenzury stosowanej przez panstwo.

    Jedynym pozytywnym objawem samocenzury jest to, ze likwiduje idiotow w zarodku… i zapewnia, ze nigdy nie stana sie znaczacym glosem. I dziwi mnie osobiscie to, ze niektorzy na 'Polityce Globalnej’ podpisujac sie swoim nazwiskiem i imieniem pisza tak wierutne bzdury, ze uszy puchna. Slad po nich pozostaje jednak i system panujacy w Ameryce Polnocnej skutecznie zadbalby by nigdy nie byli znaczacym glosem. Propagande trzeba umiec pisac i chyba tylko P. Wolejko nauczyl sie tego stosunkowo dobrze, aczkolwiek nie zawsze.

    Nie pisze tutaj o Europie czy tez Polsce, bo tam wydaje sie, ze politycznie poprawne jest pisanie bzdur i byc moze pomoga to w znalezieniu pracy. Nie wiem. ale wiem z cala pewnoscia, ze system w ktorym zyje, zadbalby o takich jak Michal Gasior i skutecznie pozbawilby ich jakiegokolwiek znaczenia, a co za tym idzie zadbalby o to by nigdy nie wybili sie w zyciu (czyt. pozostali biedni).

  8. Na tym tez z grubsza polega roznica miedzy kominizmem (ktory jest utopia), w ktorym zyje Pan, a kapitalizmem, w ktorym zyje ja. O Pana dba Panstwo (przynajmniej tak Pan sugeruje mowiac, ze zajelo by sie takim kims jak ja), a ja w Polsce musze dbac sam o siebie, bo od panstwa nie dostane nic, a jesli dostane to bedzie to tak smiesznie malo, ze i tak nie starczy na nic. Ale wygodnie tak, co? Bez wzgledu na to co sie robi, kazdemu rowno, a i panstwo opiekuncze brzmi rozkosznie…
    Nie, dziekuje. Nie skorzystam. Sam zadbam o siebie piszac te swoje „bzdury”, za ktore system „pozbawilby mnie jakiegokolwiek znaczenia”.

  9. Er… ja zyje w kolebce kapitalizmu i wyzysku (North America)… i sam notabene jestem kapitalista. I jedynym celem moich pracownikow jest tylko i wylacznie robienie pieniedzy dla mnie. Innych celow w pracy nie maja. Jest jeszcze jeden warunek – maja to robic efektywnie.

    Place rowniez podatki i uwazam, ze panstwo powinno dbac o tych, ktorzy nie mieli tyle szczescia w zyciu i nie sa kapitalistami a sa tylko elementem w machinie robienia pieniedzy dla kapitalistow. Jesli Panu rola elementu robienia pieniedzy dla kogos odpowiada to 'fine with me’. ale niech Pan wezmie pod uwage, ze ten element nigdy nie ma znaczenia i w kazdej chwili moze zostac wymieniony na podobny o wiekszej efektywnosci.

    Jesli cieszy Pana taki kapitalizm to odpowiem „brawo”… bo tacy sa potrzebni by ten system funkcjonowal. Zysk i wyzysk to podstawowe cechy tego systemu.

    Wracajac do samocenzury podam przyklad slawnej grupy „The Dixie Chicks”, ktora wylamala sie z systemu i skrytykowala cos co nie powinno sie zdarzyc. Odbyla sie masowa kampania bojkotujaca ta grupe i nagle przestali istniec. Notebene przeniesli sie do Europy by tam koncertowac. Te dziewczyny byly slawne i bogate a przegraly z kretesem… a jesli to bylaby nieznaczaca osoba, to nikt nigdy wiecej o niej nie uslyszy. Pozostanie ona elementem w robieniu pieniedzy dla innych… i o to przeciez chodzi.

Komentowanie wyłączone.