Niekompatybilność historii

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew podpisał dekret tworzący specjalną komisję historyczną ds. zwalczania kłamstw historycznych działających na szkodę Rosji. Na czele nowego, 28-osobowego ciała stanie szef administracji prezydenckiej Sergiej Naryszkin. Reakcje na powstanie speckomisji są skrajnie różne.

Szef Stowarzyszenia Memoriał Andriej Rogiński ostro skrytykował utworzenie przez Miedwiediewa komisji histycznej: „pod względem funkcji komisja ta przypomina dawną Komisję Ideologiczną Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (…) Z jednej strony, nie ma ona jakichś szczególnych uprawnień, jednak z drugiej – może stać się wyjątkowo wpływową strukturą.”

Krystyna Kurczab-Redlich, wieloletnia korespondentka polskich mediów w Rosji przyznała, że nie jest zaskoczona decyzją rosyjskiego prezydenta. Stwierdziła, że polska i rosyjska prawda o chociażby drugiej wojnie światowej są niekompatybilne – „to, co my nazywamy II wojną światową, Rosjanie określają jako Wielką Wojnę Ojczyźnianą, która dla nich rozpoczęła się 21 czerwca 1941 roku”. Zdaniem Kurczab-Redlich Kreml nie uznaje „naszej wojny”, która toczyła się od 1 września 1939 roku, zaś informacje o współudziale USA czy, drugim froncie w Normandii czy walkach w Afryce są w rosyjskich podręcznikach marginalizowane.

Niezależna rosyjska komentatorka Julia Łatynina porównuje działania prezydenta do powieści Orwella: „Cały pomysł został skopiowany z „Roku 1984” (George’a) Orwella i słynnego zdania o Rosji jako kraju o nieprzewidywalnej przeszłości – dodała Łatynina”.

Zupełnie inny punkt widzenia prezentują komuniści i nacjonaliści, którzy z aplauzem przyjęli powstanie historycznej speckomisji. „Nie można dopuszczać do linczowania wybitnych postaci historycznych, w tym z czasów ZSRR” – głosi stanowisko Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej. Zachwytu nie kryje także populistyczny Władimir Żyrinowski: „Decyzja prezydenta jest słuszna. Historii trzeba poświęcać więcej uwagi”. Andriej Sacharow z Rosyjskiej Akademii Nauk stwierdził wyłożył zaś kawę na ławę: „W ostatnich latach pojawiło się bardzo wiele różnego rodzaju koncepcji, faktycznie wyrządzających szkodę rosyjskiej historii, świadomości i państwowości”. Jego zdaniem są one typowe dla „niektórych państw postsowieckich, republik nadbałtyckich, dla oficjalnego kierownictwa gruzińskiego, dla oficjeli ukraińskich, dla niektórych działaczy polskich”.

Czy zaskakuje nas jednak próba kontrolowania historii przez państwo? Absolutnie nie. „Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość„. Cytat z „Roku 1984” Georga Orwella jest jak najbardziej aktualny. Nie tylko Rosja podejmuje się majstrowania przy historii i nie tylko ona protestuje, gdy państwa trzecie wyrażą swoje, odmienne zdanie w sprawie przeszłych wydarzeń.

Nie trzeba daleko szukać, aby znaleźć inne przykłady różnego podejścia do historii. Fakty niby te same, ale nie takie same – modyfikując nieco słynne powiedzenie M. Rakowskiego dotyczące partii komunistycznej w Polsce. W Niemczech istnieje spora grupa ludzi, którzy pod płaszczykiem tzw. wypędzenia promują alternatywną wersję przebiegu drugiej wojny światowej. Według niektórych to Niemcy są poszkodowanymi, a inni, w tym Polacy, oprawcami. Kiedy tylko słyszymy takie słowa, krew się gotuje a na usta cisną się najmocniejsze słowa. Czy powinniśmy się więc dziwić, że rosyjskie władze trafia szlag, gdy Ukraina czy Łotwa „wyskakują” ze swoim obrazem minionych dziejów?

A Japonia i Chiny w okresie lat 30. i 40. ubiegłego stulecia? Demokratyczna Japonia od sześciu dekad nie może nazwać po imieniu wydarzeń z Nankingu z przełomu 1937 i 1938 roku. Dla Chińczyków, i dla większości świata, wydarzenia te to zwyczajna masakra ludności cywilnej, prawie zbrodnia przeciwko ludzkości. Japończycy tymczasem dostrzegli co najwyżej pewne godne pożałowania incydenty. Nie lepiej przedstawiają się inne kwestie, m.in. przymuszanie kobiet z Chin czy Korei do prostytuowania się w burdelach prowadzonych dla japońskich żołnierzy.

Czymże wreszcie jest masakra Ormian z lat 1915-16? Szacuje się, że około półtora miliona Ormian straciło życie w wyniku zaplanowanej przez władze tureckie eksterminacji. Turcja traktuje zaprzeczanie masakrze niczym niepodległość, głośno krytykując każdego, kto ośmieli się o niej wspomnieć. Kiedy amerykański Kongres zaczął rozważać przyjęcie rezolucji potępiającej ówczesne wydarzenia, administracja Busha zdecydowała się, pod presją turecką, na zablokowanie takiej możliwości. Obama również nie kwapi się do nazwania rzeczy po imieniu – kilka tygodni temu gościł w Ankarze i z uśmiechem na ustach zapewniał premiera Erdogana o kluczowej roli jego kraju w polityce Stanów Zjednoczonych.

Historia to materia podatna na manipulacje, elastyczna niczym plastelina. Każdy, kto ma nad nią władzę, może ulepić cokolwiek zechce. Niektórzy przywódcy, elity rządzące korzystają z tego przywileju, inni starają się trzymać z daleka od mieszania w historycznym kotle. Historia ex definitione nie może być kompatybilna, tzn. niemożliwa jest wspólna interpretacja historii przez więcej niż jedno państwo. Wbrew pozorom, choć bez wątpienia powszechna, historia jest zamknięta w granicach państwowych.

Spójrzmy choćby na Polskę. Niby przyjazne i bliskie stosunki z Litwą i Ukrainą, a problemów historycznych wynikających ze skrajnie różnych ocen wydarzeń przeszłych mamy całe mnóstwo. Z żadnym z sąsiadów nie bylibyśmy w stanie napisać wspólnego podręcznika do historii. Faktom nie da się co prawda zaprzeczyć, ale za każdym wydarzeniem stały różne motywacje polityczne, społeczne, a często także kulturowe i religijne. Nie można oceniać np. konkretnej bitwy bez szerszego spojrzenia na ówczesne realia, stosunki, układy itp.

Pomysł napisania wspólnego, europejskiego podręcznika do historii odszedł do lamusa tak szybko, jak się pojawił. Skoro dwa państwa nie mają praktycznie żadnych szans, aby ustalić wspólną wersję przeszłości, jak można wymagać tego od dwudziestu siedmiu państw? To absolutna aberracja.

Zamiast próbować uwspólniać to, czego nie da się uwspólnić, należy twardo przedstawiać własną wersję historii – oczywiście starając się unikać propagandy, a opierać się tak dalece, jak to możliwe, na faktach. Stąd można oczekiwać, żeby Rosjanie przestali zaprzeczać zbrodni katyńskiej, ale już nie należy się spodziewać, aby nagle zmienili swoje podejście i przyjęli wszystkie (czy nawet większość) argumentów ukraińskich, litewskich i innych. Większość państw, pod mniejszym bądź większym wpływem władz centralnych, ulepiła z historycznej plasteliny własną wizję przeszłości – i tego się trzymają.

Niekompatybilność historii jest jej cechą wrodzoną. Rzekłbym nawet, jest pięknem historii, gdyż praktycznie nigdy nie uświadczymy wspólnego, jednostronnego przekazu. To, w co uwierzymy, zależy od dostępnych materiałów, ilości publikacji i naszego własnego rozumu. Wierzę w to, że ludzie wykorzystują rozum i samodzielnie lepią własną wizję historii, nie kupując w ciemno tego, co wciska im państwo.

Cytaty pochodzą z portalu Onet.pl

Piotr Wołejko

7 thoughts on “Niekompatybilność historii

  1. Powiedziałabym więcej. Nawet różne grupy społeczne w ramach jednego państwa nie mają kompatybilnej wersji historii. Wystarczy porównać choćby uwagę jaką poświęca się poszczególnym grupom i zastanowić się, z czyjej perspektywy pisane są podręczniki historyczne. Oczywiście każda próba zmiany ich zawartości (choćby uzupełnienia) napotyka na opór.

    Można także zejść na poziom jednostkowy. Każda rodzina jest na swój sposób wpleciona w historię. Stąd odmienności w wyborze i ocenie danych (znaczących) wydarzeń i ich uczestników.

    „Historia ex definitione nie może być kompatybilna, tzn. niemożliwa jest wspólna interpretacja historii przez więcej niż jedno państwo. Wbrew pozorom, choć bez wątpienia powszechna, historia jest zamknięta w granicach państwowych.”

  2. Rosja ma ogromny problem z własną historią. Z jednej strony można zrozumieć, że odbudowywanie pozytywnego mitu ZSRR ma na celu przywrócenie i umocnienie dumy z własnej historii. Z drugiej jednak, pisanie historii opartej na kłamstwie powoduje, iż brudne fakty ciągłe wyłażą z ciemnych zakamarków. Podobnie jak w życiu: im dalej musimy brnąć w kłamstwie w jakieś sprawie, tym więcej musimy wymyślać i łgać, aby pierwotne kłamstwo uzasadniać.
    Wielu Rosjan do dziś nie wie o tym, że ZSRR było aktywnym sojusznikiem III Rzeszy, aż do czerwca 1941. Tłumaczenie, że Stalin wprawdzie błądził, ale był „skutecznym managarem”, nasuwa pytanie, czy taka ocena przynależy do Berii, Jagody, Jeżowa?
    To nie zmienia istnienia milionów odważnych żołnierzy, którzy zginęli w walce z III Rzeszą, jak również innych milionów uczciwych ludzi żyjących w ZSRR. Ale o mrocznych kartach historii nie wolno zapominać.

    Wprowadzenie owego dekretu świadczy raczej o bezsilności. Proszę sobie wyobrazić jego realizację: Anglicy, Amerykanie, Polacy, Francuzi, Niemcy (…) mieliby zostać skazani przez sąd Rosji? Przy pierwszej takiej sprawie zostałaby wniesiona skuteczna skarga do Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu.

    Historia każdego kraju opiera się o wiele mitów, nie inaczej jest z historią Polski. Nasze dzieje często przedstawiane są skrajnie naiwnie i nieprawdziwie. Jesteśmy dumni z naszych bohaterów ginących w bezsensownych powstaniach, a zapominamy o fenomenie I Rzeczpospolitej i jej wyjątkowych, demokratycznych zasadach oraz poszanowania dla prawa. Każde miasto ma ulicę Mickiewicza, a brak nazw ulic od nazwisk polskich inżynierów, naukowców i przedsiębiorców z XIX i I poł. XX wieku. Mamy jednak jeden istotny plus naszych dziejów: wprawdzie nie brakowało w nich kart haniebnych i głupich, a tu nigdy nie stworzono systemu jednoznacznie zbrodniczego, który doprowadził do wymordowania milionów ludzi. W Polsce nie stworzono faszyzmu i komunizmu. Ten drugi tu narzucono, ale też pozbyto się wcześniej niż w innych krajach.

    Pozdrawiam
    MaSZ (masz_68@interia.pl)

  3. Rosja jest w paskudnej sytuacji, przejęła schedę po ZSRR z całym „dobrodziejstwem” inwentarza. Należy też zwrócić uwagę, że ZSRR nie miało żadnej historii w momencie powstania, tworzyło ją na bieżąco z biegiem lat. Podobnie ludzie, głównie Rosjanie, nie mieli własnego państwa! ZSRR było dziwnym konglomeratem przeróżnych nacji, niejednokrotnie wrogo nastawionych do siebie i samych Rosjan. Warto przypomnieć, że walki zbrojne na Litwie trwały do połowy lat 60tych ub. wieku! I jak tu pisać historię? Co gorsza Kreml przejął jej całość jako „swoje”, bez kszty zastanowienia i krytycyzmu, kwiatki zatem będą wychodzić dalej.

    Co ciekawe, Niemcy poszli inną drogą – nauczają i pokazują się ze strony poszkodowanych w II wś. Nie wspominają o Hitlerze, Goebbelsie, Himmlerze etc. za to wspominają o bombardowaniach alianckich i tym co wyprawiali żołnierze sowieccy na terenie Niemiec. Prawda że miło? Co złego, to nie my! Jak widać Rosjanie nie są wyjątkiem. Wątpię także czy Szwedzi wspominają jak to ładnie się wzbogacili w II wś, sprzedając stal tak do Niemiec jaki i do Wielkiej Brytanii jednocześnie?

    My także nie nauczamy, jakim to maminsynkiem i pierdołą był Słowacki, a jakim dupcynglem i szują Mickiewicz, wolimy uczyć, że „wielkimi poetami byli”… Podobnie jest z naszym postrzeganiem II Rzeczypospolitej – słyszymy tylko jaka była wspaniała, jaka demokratyczna, jakich cudnych patriotów wydała. Tego, że duża część społeczeństwa żyła w skrajnej nędzy, że de facto panował feudalizm, a przeciwników władzy pakowało się do obozu koncentracyjnego, już się nie wspomina i nie naucza.

    MaSZ, piszesz że Polska nie stworzyła ani faszyzmu ani komunizmu. Istotnie, systemy te zostały nam narzucone siłą i metodą faktów dokonanych. Jednak także nikt nie wspomina że to Polska była jednym z trzech europejskich krajów które w latach 30tych ub. wieku miały na swoim terytorium obozy koncentracyjne, służące wiadomo do czego – obok hitlerowskich Niemic i ZSRR. Zaiste towarzystwo pierwszorzędne. Niestety z lekcji historii się tego nie dowiemy, a jeśli już to w formie zaowalowanej – że to nie było tak do końca, a ci co siedzieli to w sumie słusznie byli wsadzeni itd…

    Dlatego nie dziwię się Rosjanom (i Niemcom), bo są w sytuacji wyjątkowo paskudnej, że przeinaczają i nie przyjmują pewnych argumentów historycznych. Po prostu rozumiem naszą historię, a to wystarcza by zrozumieć historię innych, także ich wstyd i chęć zapomnienia o pewnych sprawach. Co nie znaczy, że to popieram, jednak najpierw widzę źdźbło w oku swoim (polskim)… Celowo napisałem źdźbło, bo taką skalę trzeba zachować – Niemcy i Rosjanie mają belki w oczach, a mimo to oficjalnie ich nie widzą.

  4. O jakich obozach koncentracyjnych z lat 1930-stych na terenie Polski mówisz? Chyba nie o Berezie Kartuskiej, która wprawdzie jest haniebną kartą naszej historii, ale nie można jej porównywać do obozów Gułagu i III Rzeszy, w których ginęły miliony. BK to niewinny obóz harcerski nawet w porównaniu do tych w Hiszpanii z lat 30-tych. Nie zmienia to mojej oceny, iż BK należy do listy hańby polskiej historii.

    Ze Słowackim nie jest taz źle :-). Facet wbrew temu co uczono o nim w szkołach, był z zawodu nie tylko urzędnikiem bankowym, ale także skutecznym inwestorem giełdowym. Właaśnie na giełdach zarobił wystarczająco dużo pieniędzy aby pomóc swojej matce, a następnie porzucić pracę zawodową i zająć się tym co lubił: podróżami i pisaniem poezji.

    Pozdrowienia

  5. Niewątpliwie, z Berezy Kartuskiej nie możemy być dumni. Z drugiej strony, szczególnie biorąc pod uwagę nasze położenie pomiędzy dwa wrogimi państwami, równanie tego z obozami sowieckimi i niemieckimi jest trochę śmieszne…

  6. Przede wszystkim problemem jest porównywanie obozów zagłady (takich jak Oświęcim) czy pracy przymusowej (nierzadko oznaczającej de facto zagładę, jak w gułagu) ze „zwykłymi” obozami koncentracyjnymi, takimi jak Bereza Kartuska czy wiele innych w XX wieku. Te drugie były tak naprawdę czymś bardziej na kształt więzień o zaostrzonym rygorze i bardzo słabym „standardzie”, w których przetrzymywano ludzi bez wyroku sądowego – miały więc na celu pognębienie i odosobnienie przebywających tam osób, nie zaś ich fizyczną eksterminację. Wbrew temu co pisze Finch, obozy takie były stosunkowo szeroko rozpowszechnione na świecie – co z perspektywy lat i tak nie może być jednak usprawiedliwieniem.

    Zgadzam się w czym innym z Finchem: historia Polski, jaką uczą w szkołach jest wyjątkowo wybiórcza i „nacechowana”: tworzy obraz od zawsze pokojowej Polski, ostoi archaicznej wersji demokracji i tolerancji, której władcy byli szlachetni (no, co najwyżej czasem nieudolni) i która nigdy nic złego nie „zrobiła” – dlatego rozdrapały ją obce, agresywne mocarstwa… Piękne mity – I i II RP, które jednak niestety nie zawsze znajdują potwierdzenie w faktach.

    Pozdrawiam,
    Artur

  7. @Michał

    Równanie BK do KL tudziez do GUŁAGu jest na miejscu. No chyba, że za śmieszne uznasz porównanie ówczesnego potencjału militarnego, ekonomicznego i demograficznego – Polski, Niemiec hitlerowskich oraz Związku Radzieckiego… Po prostu – duży może więcej.

Komentowanie wyłączone.