Kuwejt: kobiety po raz pierwszy parlamentarzystkami

W historycznych wyborach, które odbyły się w zeszłą sobotę, kobiety po raz pierwszy zdobyły miejsca w parlamencie. Wybrane zostały cztery z szesnastu kandydatek.

Kuwejtki zyskały czynne i bierne prawa wyborcze w 2005 roku. Obecne wybory są trzecimi, w których mogły brać udział. Tradycyjnie kobiecym kandydaturom towarzyszył sprzeciw islamistów, którzy namawiali wyborców by nie oddawali głosów na kobiety.

kuwait-women-elected-to-national-assembly-2009źródło grafiki: New York Times

Nowe kuwejckie parlamentarzystki to (od lewej): Aseel al-Awadi – profesorka, Rola Dashti – ekonomistka, Salwa al-Jassar – profesorka oraz Massouma al-Mubarak – pierwsza polityczka, która weszła w skład rządu (2005).

Do walki o pięćdziesiąt miejsc w kuwejckim parlamencie stanęło dwustu dziesięciu kandydatów. W ciągu trzech lat parlament został rozwiązany przez szejka trzy razy. Powodem są nieustające konflikty pomiędzy rządem a parlamentem.

Zdaniem komentatorów politycznych Kuwejtczycy są zmęczeni ostrą walką polityczną. Część miejsc w parlamencie stracili kandydaci sunniccy, większe niż poprzednio poparcie uzyskali kandydaci liberalni i niezależni.

Aseel al-Awadi skomentowała dla CNN rezultat wyborów następująco:

Uważam, że gdy ludzie mówią o zmanie, to potrzebują zmiany, zwrócenia się w stronę ich pragnień i potrzeb. W ciągu minionych lat większość parlamentarzystów kierowała uwagę w inną stronę.

13 thoughts on “Kuwejt: kobiety po raz pierwszy parlamentarzystkami

  1. W najbardziej konserwatywnych krajach arabskich do władzy dochodzi młodsze pokolenie z rodzin panujących. Oni często mieszkali kilka lat w USA lub w Europie, konczyli „zachodnie” uniwesytety, mają inne, bardziej otwarte spojrzenie na świat.
    Jest to aż nadto widoczne w Arabii Saudyjskiej, być może podobnie dzieje się w Kuwejcie. Jednakże owo „rozmontowywanie” skrajnie doktrynalnie rozumianego szriatu wymaga czasu, aby zminimalizować potencjalne niezadowolenia tradycjonalistów.

    Z moich doświadczeń: kraje Zat. Perskiej są nowocześniejsze mentalnie, niż wielu sądzi. 🙂

    Pozdrowienia
    masz_68@interia.pl

  2. Ma Pan rację. Podobnym kapitałem kulturowym dysponują choćby nowe kuwejckie parlamentarzystki. To jednak tylko (i aż) elita, a tradycjonaliści zrobią wiele by podsycać konflikt kulturowy. Demontaż opresyjnego systemu to zadanie na dziesięciolecia.

    Pozdrawiam.

  3. Twierdzenie, ze jakis system jest opresyjny, bez wzgledu na rodzaj systemu, swiadczy o braku tolerancji autora takowego twierdzenia.

    To, ze nam sie pewne systemy nie podobaja w innych krajach nie upowaznie nikogo, z wyjatkiem osob zyjacych w tych krajach do stwierdzen, ze systemy system w ich krajach sa opersyjne,

    Proby arbitralnej oceny innych krajow i systemow panujacych w tych krajach sa podejmowane przez roznej masci politykow by doprowadzic do zmiany owych systemow. Wiaze sie to ze stanowiskiem i poparciem jedynego slusznego kraju i jego slusznej demokracji. Inne lapdogi, typu Polska, maja tylko podazac i bezmyslnie popierac owa polityke, co tez poslusznie wykonuja. I historycznie doprowadzilo to do wojen i smierci wielu ludzi.

    Pewne kraje, typu Kuwejt posiadaja zupelnie inna kulture, ktora bardzo znacznie rozni sie od szeroko pojetej kultury zachodniej, I wedlug zasad naszej niby kultury, brak roznouprawnienia kobiet jest elementem negatywnym ( z cala pewnoscia w mojej opinii ) czy tez opresyjnym wedlug innych. Trzeba jednak przyjac, ze kraje te historycznie posiadaja zupelnie inne tradycje, ktore czas i ludzie tam mieszkajacy wytworzyli. I wszelkie zmiany powinny powstawac przez ludzi tam mieszkajacych na nie przez innych, ktorzy czasami moga nie bardzo zrozumiec, ze to sa ich tradycje. To, ze rola kobiety w innych spoleczenstwach jest inna, jest faktem… ale czyz mozna negatywnie oceniac ich w sposob pejoratywny tylko dlatego, ze np,. kobiety maja zakryte wlosy, czy tez twarz, albo maja wiele mniej praw politycznych niz mezczyzni?

    Z pewnoscia nie.

    Idac dalej tym rozumawaniem mozna byloby stwierdzic, ze system w Polsce jest wysoce opresyjny, gdyz nie przewiduje, ani nie zezwala na nauke religii muzulmanskiej w szkolach polskich, a jedynie sluszna religia katolicka moze byc i jest powszechnie nauczana. I jakos nie slyszalem, bedac wsrod ludzi z Kuwejtu, by twierdzili, ze nasz system jest opresyjny.

    Nauka o tolerancji nie tylko powinna byc nauczana lecz takze praktykowana.

  4. W pełni się zgodzę tutaj z Romanem.

  5. Musimy wykazywać zrozumienie dla innych kultur, tradycji i historii. To jest szeroko pojęta tolerancja. Ale twierdzenie, że prawo do oceny mają jedynie przedstawiciele danej kultury nie brzmi sensownie. Każdy myślący człowiek ma prawo do oceny, jak również do błądzenia, niedopuszczalne jest jedynie zmuszanie danej kultury do zmiany zwyczajów, jeśli nie dochodzi w niej do masowych zbrodni. To nie jest tak, że każde działania można usprawiedliwiać specyfiką kultury jak również, iż nie istnieje obiektywne dobro i zło. Np. mordowanie ludzi przez nieznanych sprawców, za to, że sprzeciwili się panującym nie można nazwać specyfiką systemu politycznego, lecz należy nazwać po prostu zbrodnią.

    Wracając na Półwysep Arabski:
    W przypadku rygorystycznie stosowanego szariatu i ograniczaniu praw kobiet, działa to przeciwko rozwojowi kraju, ponieważ teoretycznie wyklucza połowę dorosłej populacji z czynnego i aktywnego życia, hamując jej talenty i osobiste aspiracje. Tym samym społeczeństwo rozwija się wolniej. Właśnie dlatego kraje arabskie zmieniają się. Polecam książkę Landisa: „Bogactwo i nędza narodów”. Sposób ubierania się istotnie jest bardzo silnie wmontowany w kulturę, ale ograniczanie wolności działania, zrzeszania się, pracy jest sprawą bardziej kontrowersyjną.

    PS> Nie ma problemu z nauczaniem religii muzułmańskiej w szkołach w Polsce. Gdyby w jakieś miejscowości była duża grupa muzułmanów, którzy chcieliby, aby ich dzieci były uczone koranu zamiast lekcji religii katolickiej, sądzę, że państwo musiałoby zagwarantować podstawowe środki na taka naukę. W Warszawie działa meczet oraz co najmniej jedna szkoła koraniczna. Symetrycznie, w krajach Zat. Perskiej można budować kościoły chrześcijańskie, za wyjątkiem Arabii Saudyjskiej.

  6. @Roman&Michał: kwestia uniwersalności praw człowieka to faktycznie nierzadko twardy orzech do zgryzienia. Oczywiście, oceniając państwa spoza własnego kręgu kulturowego należy zachować pewną ostrożność w ocenach pewnych zjawisk – ale trzeba też zdać sobie sprawę z faktu, że jest pewna granica między różnorodnością kulturową a zwykłym sk*******twem, tudzież niczym nie usprawiedliwioną opresyjnością kultury, systemu politycznego itd. Tak jak pisał MaSZ – czy można kulturą Rwandy usprawiedliwiać ludobójców z rwandyjskiej wojny domowej z roku 1994? Kulturą lub raczej jej brakiem Stalina stalinizm? Czy można w ten sposób usprawiedliwić Pol Pota czy nazizm? Moim zdaniem nie – mam nadzieję, że zgodzicie się tu ze mną.

    Powyższe przykłady to oczywiście ekstremum, ale myślę, że tak głęboka dyskryminacja kobiet w niektórych społeczeństwach muzułmańskich jest także czymś takim, co można potępiać. Ich pozycja jest oczywiście wynikiem skostniałej struktury społecznej, uformowanej przez kulturę tych państw, ale nie powinno nam przesłaniać trzech spraw: po pierwsze, to straszna niesprawiedliwość (a to jest pojęcie w miarę uniwersalne), po drugie, dotyczy mniej więcej połowy ludności tych państw (czasem więcej, czasem mniej), a po trzecie – i najważniejsze – same dyskryminowane grupy, a więc kobiety, nie godzą się z tym stanem rzeczy i chcą go zmienić, czego najlepszym przykładem jest to, że rzeczone Kuwejtki nie ugięły się pod naporem tradycjonalistów salafickich i jednak wystartowały w wyborach. Oby w następnych poszło im jeszcze lepiej – bo będzie to korzyść zarówno dla kuwejckich kobiet, jak i samego Kuwejtu.

    Pozdrawiam,
    Artur

  7. Zgadzam się, z tym, że mówimy tutaj o nazywaniu systemu opresyjnym z powodu ograniczeń roli kobiet w społeczeństwie, a nie z powodu przeprowadzania ludobójstwa – przecież to są zupełnie inne tematy, z całym szacunkiem dla płci pięknej.

    MaSZ, ja się zazwyczaj nie zgadzam z tym, co pisze Roman, ale tutaj muszę zaoponować – nie napisał ,,przedstawiciele danej kultury”, a ,,ludzie żyjący w tych krajach”, a to także konkretna różnica. Musimy pamiętać, że żyjąc tysiące kilometrów od danego państwa zawsze dochodzi do nas w pewnym stopniu przekrzywiony obraz danej kultury, który sami jeszcze bardziej zniekształcamy patrząc przez pryzmat własnych wierzeń, przekonań i, czasami, uprzedzeń. Mieszkając w obcym kraju, poznając zwyczaje, ludzi, język, tryb życia, powoli zyskujemy inną perspektywę i wtedy faktycznie możemy wydawać kategoryczne osądy. Nie możemy być pewni, że te parlamentarzystki są dowodem na to, że kobiety w Kuwejcie tak bardzo pragną zmiany – może to po prostu zdeterminowane, ambitne kobiety, które z ogółem mają niestety niewiele wspólnego. Przypuszczam, że do każdego badania socjologicznego, które wykazuje, że kobiety chcą zmian, można by znaleźć inne, mówiące o tym, że uważają, iż zajmują odpowiednie miejsce w społeczeństwie.

    Od razu jednak zaznaczam, że mam nadzieję, że te parlamentarzystki faktycznie zwiastują zmianę i tak jak Wy, uważam, że podejście do kobiet w takich państwach jest bardzo niesprawiedliwe i wręcz szkodliwe dla rozwoju tych państw. Ale to za mało, by używać określenia ,,opresyjny”. To jest bardzo pejoratywne słowo, a jeśli ograniczenie roli kobiet narzucone kulturą danego kraju będziemy tak kategoryzować, to na określenie ludobójstw czy prawdziwie opresyjnych rządów (Saddam, Pinochet, Videla, Amin etc) może zabraknąć nam słów. A stawianie znaku równości między tymi problemami, nawet w wymiarze językowym, byłoby ogromnym błędem…

    Pozdrawiam!
    Michał

  8. @ Roman (i w pełni się z nim zgadzający Michał Staniul)

    Pisząc o demontażu opresyjnego systemu mam na myśli odejście od zespołu praktyk składających się na dyskryminację z powodu płci. Kultura – wbrew temu co Pan sugeruje – nie jest jednolitym systemem norm i wartości rozciągających się od granicy do granicy danego kraju. Współistnieją w niej różne normy i wartości, choć oczywiście cieszą się różną „popularnością”. Ludzie dążą do tego, by dominowały te wartości, z którymi sami się identyfikują. Jako osoba, której bliska jest idea praw człowieka, życzę więc powodzenia zwolenniczkom i zwolennikom równouprawnienia płci w Kuwejcie.

    Nie podzielam Pańskiej opinii o tym, że prawo do oceny danego kraju mają tylko jego obywatele. Co więcej wygląda na to, że w praktyce Pan sam się z tym nie zgadza. Inaczej nie krytykowałby Pan w poprzednich komentarzach amerykańskiego militaryzmu* (którego kulturowe podłoże jest zapewne tematem wielu prac naukowych).
    Swoją drogą dziwi mnie to, że dopiero z powodu mojego trzyzdaniowego komentarza wystąpił Pan jako rzecznik tak osobliwej postawy, nazywanej przez Pana tolerancją. Czy naprawdę nigdy wcześniej nie dostrzegł Pan oceniania w artykułach innych autorów?

    Przyczyną wojen nie jest branie w obronę dyskryminowanych obywateli danego państwa. To jedynie retoryka. Prawdziwe powody są przeliczalne na grube pieniądze.

    Przeprowadzenie zmiany kulturowej należy do obywatelek i obywateli Kuwejtu. Tu w pełni się zgadzamy.

    Tolerancja, wbrew temu o czym próbuje mnie Pan pouczać, nie polega na doskonałej neutralności wobec wszystkiego. Taką tolerancją cechują się jedynie komputery. Ja jestem człowiekiem.

    Pozdrawiam.

    * zakładam, że nie jest Pan Amerykaninem

  9. Prawdziwych powodow wojen mozemy sami sie domyslac, chociaz to glownie szeroko pojety militaryzm i roznej masci politycy zadni krwi i dazacy do zwiekszenia swojej potegi. Z reguly znajduje sie zastepcze powody jak prawa czlowieka, brak rownouprawnienia czy mityczne posiadanie jakiejs broni czy tez rownie mityczne popieranie terroryzmu. Retoryka sluzy jedynie usprawiedliwieniu i podawaniu zastepczych powodow jako prawdziwe i jedyne powody.

    Pani zdanie, swiadczace o braku tolerancji i uwazam, ze niegodne wyksztalconego, wspolczesnego czlowieka, bylo jedynym powodem, ze zabralem glos. I slusznie Pani zauwazyla, ze jest wiele podobnych ocen innych autorow na tutejszym forum – przy ktorych Pani jest zdanie jest wrecz niewinne. Powiem szczerze, ze nie zawsze mam ochote zabierac glos, gdyz w wiekszosci sa to frustraci, ludzie ktorzy, jak podejrzewam, maja jakies problemy osobowosciowe i z pewnoscia nie potrafiacy samodzielnie czy tez krytycznie myslec… tak zwani „pozyteczni idioci”. To wlasnie do nich jest skierowana propaganda pewnych osrodkow zachodniego swiata i to oni maja ja powielac i propagowac, sami prawdopodobnie nie wiedzac o tym.

    Moge powiedziec z cala pewnoscia, ze krytykuje militaryzm amerykanski nie z powodu co on robi na terenie USA lecz poza tym krajem. Mysle, ze zauwaza Pani zasadnicza roznice.

    I z pewnoscia jest Pani czlowiekiem.

  10. @ Roman

    Zgadzamy się, że „brak równouprawnienia kobiet jest elementem negatywnym” (to cytat z Pańskiego komentarza, oznaczonego numerem 3). Zgadzamy się co do czysto retorycznego charakteru uzasadniania wojen prawami człowieka.

    Nie wiem więc dlaczego ocenia mnie Pan w tak ostrych słowach. Mam nadzieję, że Pan wie i że zdaje Pan sobie sprawę, że – w świetle naszej zgodności co do negatywnej oceny braku równouprawnienia – Pańskie słowa to bezlitosna samokrytyka.

    Pozdrawiam.

  11. Pani Anno, byc moze mamy czasami a moze i czesciej wspolne zdanie odnosnie wielu spraw odnosnie rownouprawnienia czy tez roli kobiet we wspolczesnym swiecie… Z praktyki wiem, ze rownouprawnienie nigdy nie bylo i nie bedzie doskonale, chociazby ze wzgledu na role kobiet w sferze macierzynskiej. I nikt nie zastapi dziecku matki, tak jak prawdziwa matka. A to sie wiaze z pewna rola kobiety w owej kwestii, ktora z reguly jest inna niz mezczyzny, co uwypuklone jest w innych kulturach np. arabskich.

    W swoim komentarzu dostrzegam krytyczne slowa, ktore mogly Pania zabolec i niniejszym bardzo Pania przepraszam. Nie chcialbym by Pani czula sie zle z powodu moich slow. Prosze zrozumiec, ze moje stanowisko odnosnie rownouprawnienia w sferze prywatnej czy tez zawodowej pojedynczych osob jak i tez ogolnie w jakiejkolwiek sferze jest jednoznaczne i niezmienne. I w sferze prywatnej nie pozwolilbym sobie byc wsrod ludzi, ktorzy zajmuja sie jakakolwiek dyskryminacja, bez wzgledu na jej rodzaj. W sferze zawodowej ludzie, ktorzy dyskryminuja innych istnieja dla mnie nie dluzej niz do konca swojego dnia pracy… lub tez nie istnieja wogole. Z inna dyskryminacja praktycznie nie spotykam sie i mam nadzieje, ze nie bede mial stycznosci z tym w realnym zyciu. Mieszkam w Kanadzie, gdzie dyskryminacja wystepuje, aczkolwiek nieznacznie i jest niezauwazalna w przeciwienstwie do Polski czy tez wielu panstw europejskich.

    Jeszcze raz przepraszam. Mea culpa.

Komentowanie wyłączone.