BRIC i scheda po USA

Obecny kryzys gospodarczy może ugruntować kierunek, w którym poszedł świat dwadzieścia lat temu. Może też go radykalnie zmienić.

Przełom roku 1989 i 1990 stał się kamieniem węgielnym nowego porządku globalnego: wraz z rozpadem bloku wschodniego i powolną śmiercią ZSRR, na arenie międzynarodowej pozostało jedno supermocarstwo – USA. Nowy ład międzynarodowy Charles Krauthammer ochrzcił na łamach Foreign Affaires mianem systemu jednobiegunowego (unicentrycznego). Miał on opierać się na hegemonicznej pozycji Stanów Zjednoczonych, dysponujących ilościową i jakościową przewagą w każdej niemal kwestii nad państwami, które mogłyby aspirować do miana graczy globalnych. Przez pierwsze dziesięciolecie wydawało się, że USA kroczą pewnym krokiem do światowej dominacji.

Dziś jednak, teza Krauthammera uznawana jest – nie bez przyczyny – za nazbyt optymistyczną dla USA. Uważa się, że świat jednobiegunowy był jedynie stanem przejściowym, pomostem łączącym system dwublokowy drugiej połowy XX wieku z nowym porządkiem światowym, który wyrasta i umacnia się na naszych oczach. Jego cechą charakterystyczną ma być multipolarność, a więc wielość równorzędnych ośrodków kształtujących politykę międzynarodową. Pogląd ten, moim zdaniem, też jest jednak zbyt optymistyczny dla państw-pretendentów. Mimo iż kryzys jest dla nich ogromną  szansą na to, aby zdetronizować osłabione USA, ich strukturalne problemy stawiają taką możliwość pod znakiem zapytania.

Najczęściej wśród państw, które mogłyby włączyć się do rywalizacji o globalne przywództwo, wymienia się Brazylię, Rosję, Indie oraz Chiny (tzw. kraje BRIC), ewentualnie dodając jeszcze do nich Meksyk i Koreę Południową. Już pobieżny rzut oka na te państwa musi dać nam obraz tego, jak bardzo zróżnicowany – ekonomicznie, społecznie i politycznie – jest to klub. Mamy w nim dwa mocarstwa o ugruntowanej pozycji politycznej, a więc Rosję i Chiny, oraz dwóch całkowicie nowych graczy – Brazylię i Indie; patrząc na nie pod kątem gospodarczym, widać, że Chiny i Indie specjalizują się produkcji i eksporcie dóbr i usług, podczas gdy Brazylia i Rosja opierają swój rozwój na wydobyciu i sprzedaży bogactw naturalnych. Ciągnąc dalej – Indie i Brazylia są państwami w miarę demokratycznymi, podczas gdy Rosja i Chiny to autorytarne reżimy rodem z XX wieku. Tym, co zbliża te państwa nie jest więc jakaś spójna wizja rozwoju, ale chęć podwyższenia swojego statusu międzynarodowego oraz morze problemów przed jakimi stoją lub stać będą za kilka lat.

Spośród państw BRIC, najważniejszym na pewno są – i będą w przyszłości – Chiny, pełniące obecnie rolę fabryki zglobalizowanego świata. Wbrew temu, co sądzą niektórzy, przed ChRL piętrzą się jednak coraz bardziej palące problemy, które mogą uniemożliwić Pekinowi udany finisz w biegu po czołową pozycję na globalnej szachownicy. Choć wydaje się, że kryzys gospodarczy obszedł się z Chinami wyjątkowo łagodnie, chińscy przywódcy nie mogą spać spokojnie. Wzrost gospodarczy w przyszłości będzie nadal na wysokim poziomie, choć raczej nie uda się powrócić do dwucyfrowych wskaźników sprzed kilku lat. Większym problemem jest jednak sytuacja społeczna wewnątrz Chin. Zachowanie względnie wysokiego tempa rozwoju ekonomicznego Chińczycy okupili zwiększeniem bezrobocia, które szczególnie mocno dotknęło najniższe warstwy społeczne. W dłuższej perspektywie Państwo Środka czekają zmiany społeczne równie gwałtowne, co wzrost gospodarczy w ubiegłych dekadach. Młodzi, niewykwalifikowani robotnicy, którzy nie będą mogli zrealizować własnych aspiracji, tak na polu zawodowym, jaki osobistym, staną się czynnikiem rozsadzającym reżim od wewnątrz: w Chinach istnieje ogromny, bo kilkudziesięciomilionowy, stale pogłębiający się „deficyt” kobiet w wieku 15-64 lat, który sprawia, że mężczyźni ci, pracując za marne pieniądze i nie mając perspektyw awansu społecznego, już teraz mają ogromny problem z założeniem rodzin. To ich szczególnie dotknęły zwolnienia związane z ograniczaniem produkcji w czasach kryzysu i to oni, a wraz nimi niezadowoleni ze swojego położenia mieszkańcy biednego, zacofanego zachodu kraju, a nie – jak niektórzy sądzą – korzystająca z dobrodziejstw globalizacji klasa średnia, mogą stać się przyczynkiem drastycznych (choć zapewne niedemokratycznych) zmian w Państwie Środka.

Chiny czeka również wiele innych, nierzadko trudnych problemów do rozwiązania: reformy wymaga system emerytalny, nie radzący sobie z szybko starzejącym się społeczeństwem, a gospodarka nadal jest za bardzo uzależniona od eksportu. Odmiennym zagadnieniem jest stan chińskich sił zbrojnych; choć w ich modernizację pompowane są co roku ogromne kwoty (oficjalnie ok. 70 mld $, nieoficjalnie – zapewne dwa razy więcej), ich jakość nadal jest dyskusyjna. Szczególne braki odczuwa marynarka, ciągle niezdolna do działań w skali globalnej. Warto także zwrócić uwagę na to, że Chinom nie opłaca się podważać na razie status quo, bowiem pozycja „drugiego w hierarchii” bardzo im odpowiada – nie traktują więc jeszcze siebie jako bezpośredniego konkurenta dla USA.

Również droga Rosji do światowej ekstraklasy nie jest usłana różami. Federacja Rosyjska boryka się z wieloma problemami, a podstawy jej rozwoju są na pewno mniej stabilne niż te, na których budują swoją pozycję Chiny. Obecnie, największym kapitałem Rosji na arenie międzynarodowej jest jej potężny arsenał atomowy, zaś gospodarczo i demograficznie jest to państwo nie posiadające zasobów pozwalających na realizację supermocarstwowych ambicji. O ile Chiny mają jeszcze ogromny „zapas mocy” w zanadrzu, Rosja przez ostatnich kilka lat jechała już najprawdopodobniej na najwyższych obrotach – głównie dzięki wysokim cenom surowców energetycznych. Jej przyszłość zależeć będzie od tego, czy uda się jej wystarczająco szybko przestawić swoją gospodarkę na modernizacyjne tory. Tak czy inaczej, Rosja na pewno pozostanie mocarstwem regionalnym aspirującym do roli globalnego lidera, choć najprawdopodobniej jej status będzie oparty jedynie na sile jej potencjału nuklearnego.

Trzecim pretendentem do ewentualnej schedy po USA są Indie – największa demokracja świata, przeżywająca od kilku lat rozkwit ekonomiczny i mająca chęć na zbudowanie na tym fundamencie globalnej pozycji politycznej. Rola regionalnego mocarstwa od pewnego czasu przestaje wystarczać indyjskim decydentom, mającym świadomość tego, że ich państwo znajduje się nie dalej niż w połowie drogi, którą przez 30 ostatnich lat przeszły Chiny, a odgrywa już stosunkowo znaczącą rolę w zglobalizowanym świecie. To zacofanie Indii jest, zapewne nieco paradoksalnie, ich najmocniejszą stroną. Oznacza bowiem, że kraj ten ma jeszcze spory potencjał do wykorzystania, a w niedalekiej przyszłości czeka go wiele dużych inwestycji infrastrukturalnych. Ponadto długo jeszcze będzie mógł utrzymywać konkurencyjne wobec innych państw koszty pracy, co jest nie bez znaczenia w warunkach wzmożonej konkurencji między państwami. Jednocześnie, Indie są krajem mniej stabilnym niż autorytarne Chiny czy Rosja, bardziej podatnym na ruchy odśrodkowe wewnątrz państwa. Nieuregulowana kwestia ponad stumilionowej mniejszości muzułmańskiej, przy jednoczesnym wzroście popularności partii głoszących hindutvę, a więc hinduski szowinizm, oraz słabość władz centralnych i lokalnych w interiorze i ogromną bieda – to tylko część z czynników, które osłabiają to wielkie państwo. Indie wyraźnie odstają od Chin i Rosji na tle militarnym – nie mając  okrętów podwodnych zdolnych do przenoszenia głowic atomowych, nie posiadają jeszcze tzw. triady strategicznej, będącej podstawą skutecznego systemu odstraszania nuklearnego.

Nie bez przyczyny te trzy państwa opisuję razem. Wystarczy spojrzeć na mapę, by zrozumieć, że XXI wiek będzie dla Azji przełomowy, choć niekoniecznie tylko dlatego, że rzuca ona rękawicę Zachodowi. Wydaje się, że znacznie ważniejszym zagadnieniem będzie walka między trzema opisanymi powyżej państwami o układ sił na kontynencie. Na razie stosunki między nimi można oceniać jako umiarkowanie dobre, choć oparte na surowym realizmie i niepozbawione dużej dozy nieufności. Podstawowym problemem relacji między tą azjatycką trójką jest brak formalnego, w miarę uniwersalnego forum, na którym w partnerski sposób państwa te mogłyby omawiać szczegóły swej współpracy. Powołana osiem lat temu Szanghajska Organizacja Współpracy, będąca najważniejszym obecnie kanałem konsultacji w kontynentalnej Azji, pozostaje chińsko-rosyjskim instrumentem służącym powstrzymaniu wpływów Indii (są one jedynie obserwatorem przy tej organizacji). Wydaje się więc, że jakąkolwiek próbę przełamania przez Indie status quo, pozostałe państwa potraktują ostro. Trzeba też pamiętać, że Azja to nie tylko te trzy kolosy, ale i szereg innych państw, które mogą stanowić o przyszłości kontynentu: nadal silna gospodarczo Japonia starająca się uzyskać większe znaczenie polityczne, często niedoceniana Korea Południowa, Tajwan czy ambitny  i pozostający nieco na uboczu Iran. Na tym nie koniec – status prawnomiędzynarodowy Tajwanu, rozpadający się Pakistan, wojna w Afganistanie i ekspansja radykalnego islamu w kierunku północy i wschodu zapewne na długie lata zaprzątną głowy przywódców najważniejszych państw w tym regionie; to – wraz ze wspomnianą wyżej rywalizacją i problemami wewnętrznymi – sprawi, że przywódcy wschodzących mocarstw azjatyckich będą mieć znacznie ograniczone pole manewru na arenie globalnej.

Spośród państw BRIC najbardziej niedoceniana bywa Brazylia. Niesłusznie. Państwo to posiada wiele atutów, które mogą przesądzić o jego przyszłej roli w polityce międzynarodowej i, co ciekawe, we w miarę harmonijny sposób łączy cechy Rosji, Indii i Chin. Podobnie jak ta pierwsza, posiada bogate złoża surowców naturalnych, m.in. ropy naftowej, gazu ziemnego, węgla kamiennego oraz uranu, z których korzysta sama lub je eksportuje. Mimo to, od kryzysu naftowego z roku 1973, stara się w jak największym stopniu zapewnić sobie samowystarczalność w zakresie energetyki, zastępując paliwa oparte na ropie tymi bazującymi na alkoholu (produkowanego z trzciny cukrowej) i inwestując w hydroelektrownie. Tak jak Indie, Brazylia jest państwem demokratycznym, co, dzięki elastyczności w sprawach społeczno-politycznych – przynajmniej w teorii – zapewnia jej większą stabilność w dłuższej perspektywie czasowej. Pewien stopień podobieństwa do Chin wyraża się w dobrze rozwiniętym, nowoczesnym przemyśle, nastawionym w dużej mierze na eksport produktów lub półproduktów do bogatszych państw.

Czy to wystarczy, aby dołączyć do elitarnego klubu skupiającego największe potęgi świata? Być może nie starczyłoby, gdyby nie fakt stosunkowo dogodnego położenia geopolitycznego, które poskąpiło Brazylii wielu konkurentów do regionalnego przywództwa. Najbliższym państwem o podobnym potencjale są tak naprawdę Stany Zjednoczone, bowiem sytuacja w Meksyku – nie tylko ze względu na ogniska świńskiej grypy, ale przede wszystkim z powodu niestabilności wywołanej walką z gangami narkotykowymi – na dzień dzisiejszy wyklucza go z tej rywalizacji. Wzrost znaczenia Brazylii ma zresztą podwójny wymiar: nie tylko geopolityczny, ale i symboliczny – jako kolejny krok w emancypacji Ameryki Południowej. W tym ujęciu, byłoby to drastyczne – i zapewne ostateczne – załamanie się pozycji i roli USA w regionie, który Stany tradycyjnie uważały za sferę własnych, wyłącznych wpływów. Ciężko dziś wyrokować, czy Waszyngton jest w stanie obronić swoje interesy oraz status hegemona w zachodniej hemisferze, na pewno jednak – mimo kurtuazyjnych gestów Obamy wobec Luli – nie przyjdzie mu łatwo pogodzić się z tą stratą.

Mimo wszystkich tych przesłanek, analiza perspektyw rozwoju pozycji międzynarodowej państw grupy BRIC wydaje się być trochę jak dzielenie skóry na żywym jeszcze niedźwiedziu. Stany Zjednoczone, choć bez wątpienia osłabione, nadal mają się bowiem całkiem dobrze: pozostają jedynym supermocarstwem, zdolnym do skutecznych działań w skali globalnej, o ogromnym potencjale politycznym, militarnym, społecznym i ekonomicznym. Razem z Unią Europejską – największym organizmem gospodarczym świata, USA kilkunastokrotnie przewyższają pretendentów do globalnego przywództwa w każdej z tych dziedzin. Zachód ma oczywiście swoje problemy, ale twierdzenie, że państwa BRIC ich nie mają jest tworzeniem iluzji. Mają ich bowiem pod dostatkiem i wcale nie jest jasne, czy są w stanie znaleźć na nie skuteczne recepty.

Artur Makolągwa

8 thoughts on “BRIC i scheda po USA

  1. Świetna analiza, pokrywająca się w dużej mierze z moimi przemyśleniami w tej kwestii. Również nie spodziewam się większych sukcesów państw BRIC jeśli chodzi o zdominowanie świata czy, bardziej realistycznie, zakończeniu hegemonii USA. O ile Krauthammer zapewne się przeliczył, ekonomiści z Goldman Sachs, którzy formułę BRIC wymyślili, nie mieli na myśli przyszłych potęg politycznych. BRIC to niejednorodna grupa państw, które mają niewiele wspólnego. Trudno im ze sobą współpracować, gdyż dzielą ich istotne różnice w kluczowych sprawach. Łączy może, choć z wyłączeniem Indii, obawa o amerykańską dominację.

  2. Dzięki – już myślałem, że odeślesz mnie do okulisty 😉 Prawdą jest, że początkowo grupa BRIC postrzegana była tylko w kontekście ekonomicznym, ale już od pewnego czasu mówi się o tym, że to właśnie te państwa mają decydować o obliczu świata za kilka dekad. Dlatego się tym zająłem 🙂 – po prostu patrząc na nie, nie wierzę, że zdominują niebawem świat. Owszem, mają spory potencjał, ale to przecież nie wystarcza – trzeba mieć wolę i wizję własnej polityki.

    Pozdrawiam,

    Artur

  3. Nie jestem lekarzem pierwszego kontaktu, rzadko odsyłam do okulisty (i głównie sędziów piłkarskich, jeśli już) 🙂 Mamy podobne zdanie na omawiany temat. Kraje te zbyt wiele dzieli, żeby mogły razem, ramię w ramię, zdominować świat i stać się głównymi rozgrywającymi. Nie mamy do czynienia z nowym koncertem mocarstw, a z czterema odmiennymi państwami – inna przeszłość, inny system polityczny, inny system wartości, inna polityka gospodarcza itd.

    łączę pozdrowienia,
    Piotrek

  4. Autor zajął się BRICem jako całością. Faktycznie organizacją zupełnie niespójną. Zajmijmy się zatem BRICem jako konglomeratem czterech niezależnych państw, prowadzących własne, niezleżne i mocarstwowe polityki, i to w dodatku w jednym czasie. Do tego polityki, nazwałbym „rozrabiające”. I tak Indie rozrabiają w Pakistanie, ChRL rozrabia na Tajwanie, dochodzą wpływy w Singapurze itd., Brazylia zaczyna „porządkować” Amerkę Południową, a Rosja wiadomo co 😉 . Kto i w jaki sposób im się przeciwstawi w tak wynikłej sytuacji. A to jest całkiem możliwe i to nawet na przestrzeni jednego roku…

  5. Często zapominamy, że tzw. Zachód (to pojęcie jest raczej polityczne niż geograficzne) jest znacznie silniejszy i przedsiębiorczy niż sądzi wielu zwolenników jego upadku. Obecny globalny kryzys zapewne przyspieszy wzmocnienie roli Chin, ale także Indii i Brazylii. Pozostaję sceptyczny wobec perspektyw Rosji.
    Chiny mają jeszcze co najmniej kilka lat w miarę łatwego wzrostu (pod warunkiem wygaśnięcia Kryzysu), problem przed jakim staną potem, będzie wyczerpywanie się łatwej ekspansji opartej na taniej produkcji. Chiny mają setki tysięcy świetnych inżynierów, lecz ich liczba stanowi bardzo niewielki procent całości społeczeństwa. Ogromna większość to biedni ludzie pracujący przy prostej produkcji. Aby wejść na wyższy poziom rozwoju kraju Chiny staną przed koniecznością modernizacji społecznej swojego kraju. To będzie prawdziwe i niewątpliwie fascynujące wyzwanie.

    Indie to największa demokracja świata, ich dochód w dużym stopniu oparty jest na callcenters, centrach kompetencyjnych oraz inżynierach. Tania produkcja – także, ale procentowo nie jest tak dominująca jak w przypadku Chin. Im może być łatwiej budować społeczeństwo obywatelskie. Problemy to wewnętrzne spory religijne, ogromne obszary skrajnej nędzy i gigantyczna korupcja.

    Brazylia rozwija się niezwykle szybko, rośnie klasa średnia, gospodarka stanowi ciekawe połączenie dochodów z bogactw naturalnych, rolnictwa i technologii. Ten kraj osiągnął zróżnicowanie gospodarcze znacznie skuteczniej niż np. Rosja.

    Poza BRIC, ciekawe perspektywy i potencjalny wzrost znaczenia może dotyczyć: Turcji, Meksyku, może także RPA. Także region Bliskiego Wschodu. Kraje Zat. Perskiej (Emiraty, Kuwejt, Arabia Saudyjska) mają gigantyczne rezerwy walutowe, które od lat inwestują.

    Moja prognoza jest taka, że istotnie czeka nas świat znacznie bardziej zróżnicowany, ale dominacja Zachodu pozostanie silna.

    Temat jest istotnie bardzo interesujący 🙂

    Pozdrowienia,
    masz_68@interia.pl

  6. Dzięki za zainteresowanie artykułem!

    @PW: Hehe, chroniczny niedowład wzroku to często przypadłość w tym zawodzie 🙂

    @Patryk: Dzięki 🙂

    @Finch: Nie opisuję BRIC jako organizacji – bo w końcu nią nie jest – ale właśnie jako konglomerat państw o różnych, zazwyczaj bardzo sprzecznych, interesach. Moim zdaniem żadne z nich nie jest w stanie zagrozić pozycji USA, ani teraz, ani w najbliższej przyszłości – choćby dlatego, że będą za bardzo zajęte własnymi problemami lub sobą nawzajem…

    @MaSZ: Nic dodać, nic ująć 🙂 W następnych kilku dekadach Zachód nadal będzie dominował, choć nie tak wyraźnie jak przez ostatnich kilkaset lat.

    Pozdrawiam,
    Artur

  7. BRIC jest tak zroznicowane jak cztery rozne kraje moga byc. Panstwa te w niedalekiej przyszlosci beda w czolowce ekonomicznej z powodu duzej liczby ludnosci w tych krajach, odliczajac Rosje. Wzrost dochodu pojedynczego obywatela przeksztalca sie na potege tych krajow. W sredniej perspektywie (15-20 lat) kraje te beda dominowac ekonomicznie aczkolwiek w zroznicowanych dziedzinach. Europa pozostanie na swoim wysokim poziomie ekonomicznym ze wzgledu na utrzymywanie duzych wydatkow na socjal. Potega USA ulegnie znacznemu zmniejszeniu aczkolwiek pewnie ciagle beda glownym konsumentem dobr wytwarzanych na swiecie. Militarnie znaczenie USA ulegnie zmiejszeniu dzieki powstaniu innych poteg z BRICu jak Chiny, co jest pozytywna tendencja.

    Chiny za 15-20 lat beda z cala pewnie glowna potega ekonomiczna swiata. W kulturze tego kraju jest dbanie o edukacje a takze etos pracy i przedsiebiorczosc. Edukacja w tym kraju jest na znacznie wyzszym poziomie niz np. w USA czy tez w Polsce. I korzysta z niej 99% spoleczenstwa. Analfabetyzm bierze sie tylko u ludzi doroslych, ktorzy nie mieli dostepu do tejze edukacji znaczne wczesniej. Twierdzenie o wspolczesnym analfabetyzmie w Chinach jest niezrozumieniem tematu. Chiny nie maja tendencji mitilarystycznych a jedynie chca wykorzystac potencjal ludzki dla swojego rozwoju. Udaje im sie to wrecz bardzo dobrze. Jezdzac po zakamarkach tego kraju, widac, ze rozwoj i bogacenie sie tego spoleczenstwa nastepuje praktycznie wszedzie. Biorac pod uwage ze sztuczne utrzymywanie yuana na niskim poziomie, ktory obecnie powoduje utrzymywanie sie eksportu na wysokim poziomie, moze ulec urealnieniu, co zmieni diametralnie wartosc sily ekonomicznej tego kraju. Juz w tej chwili urealniajac wartosc waluty chinskiej sredni dochod na osobe w Chinach bylby prawie na wysokosci porownywanej na osobe w Polsce. Chiny nie bardzo musza sie obawiac wzrostu wartosci waluty, gdyz maja potezny wynek wewnetrzny, ktory moze zastapic rynki swiatowe, tak jak obecnie sie to dzieje. Kryzysu w Chinach nie ma obecnie, jest tylko zmniejszenie wzrostu dochodu. Perspektywy wysoce pozytywne.

    Indie tez posiadaja edukacje na wysokim poziomie lecz nie jest ona powszechnie dostepna. Niski poziom uprzemyslowienia tego kraju powoduje wykorzystywanie potencjalu ludzkiego tylko w pewnych dziedzinach, gdzie infrakstrukrura nie ma duzego znaczenia np. w dziedzinach technologi komputerowych – w tworzeniu software. Wszechobecny jezyk angielski i poziom wyksztalcenia spowodowal, ze wiekszosc firm z dziedziny software przenosi tam swoje firmy, gdzyz sie to po prostu oplaca. Indie sa tez dostarczycielem czy tez eksporterem wyksztalconych lekarzy na caly swiat i wytworzyly dynamiczne call centers.
    Ze wzgledu na brak infrakstuktury Indie sa daleko za Chinami lecz w perspektywie 15-20 lat stana sie z pewnoscia znacznie bogatsze. Czy bogate? Nie sadze, bedzie to w znacznie dalszej perspektywie.

    Brazylia ma duzy potencjal ludzki i ostatnie odkrycia ropy naftowej oraz niezla infraksruktura plus niezly poziom rolnicta polaczony z dobrym klimatem powoduja, ze kraj ten rozwija sie w wysokim stopniu. Perspektywy sa pozytywne dla Brazyli. Brak wydatkow na militaryzacje pomaga w tym rozwoju.

    Rosja nie posiada tak duzego potencjalu jak pozostale kraje BRICu ze wzgledu na porownywalnie niewielka liczbe ludnosci lecz posiada kontrole nad 1/5 globu z calymi bogactwami naturalnymi. Juz w tej chwili jest glownym eksporterem nosnikow energii na swiecie oraz exporterem wielu innych surowcow. Wysoki poziom edukacji jest powaznym czynnikiem wzrostowym. Proby uniezaleznienia sie od exportu surowcow i rozwoj ekonomiczny w innych dziedzinach pewnie przyniesa sukces. W przeciagu 15-20 lat Rosja powinna byc w pierwszej piatce ekonomicznych poteg na swiecie jesli nie bedzie wydawac procentowo za duzo wydatkow na zbrojenia, ktore w jej wypadku sa konieczne by chronic swoje bogactwa naturalne. Mimo wszystko perspektywy Rosji sa wysoce pozytywne.

    Reasumujac panstwa BRICu sa obecnie jako najlepszymi miejscami na inwestycje i zwrot zysku od wlozonych pieniedzy, stad tez moga liczyc na przyrost inwestycji zagranicznych i zwiekszanie sie swojego znaczenia na swiecie.

    Multipolarny swiat jest nieunikniony i panstwa BRICu walnie sie do tego przyczyniaja.

Komentowanie wyłączone.