Pogłoski o śmierci kapitalizmu są mocno przesadzone

Koniec neoliberalnego modelu gospodarczego obwieścili już główni lewicowy ideolodzy oraz publicyści. Hasła „nie obchodzi nas wasz kryzys” najlepiej oddają oderwanie reprezentantów strony roszczeniowej od rzeczywistości. Znowu są mityczni „oni” i „ich kryzys”, z którym my, prawdziwi lewicowcy i pracownicy, nie chcemy mieć nic wspólnego. Niestety, głoszenie lotnych haseł nie immunizuje od realiów życia codziennego.

Problemy gospodarcze, które dotknęły świat Zachodu, a następnie rozlały, mniej lub bardziej, po całym świecie nie są efektem intencjonalnych działań wąskiej grupy kapitalistycznych krwiopijców, wyzyskiwaczy ludzi pracy. To nie bankierzy i finansiści odpowiadają za obecną sytuację. Winą za kryzys powinni podzielić się krótkowzroczni, nieudolni i tchórzliwi politycy oraz społeczeństwa, które ich wybierały. Społeczeństwa, które przyjmowały coraz bardziej roszczeniowe stanowiska, domagając się coraz to nowych świadczeń ze strony państwa. Wyborcy i ich przedstawiciele stworzyli spiralę, swoisty zaklęty krąg, napędzających się roszczeń i wydatków. Publiczna służba zdrowia, oczywiście bezpłatna; cała gama świadczeń socjalnych i rozmaitych ulg oraz odpisów podatkowych; rozdęta administracja i biurokracja, hamująca rozwój przedsiębiorczości i powściągająca indywidualną inicjatywę. Ewentualna wina banków i instytucji finansowych jest wtórna i jako taka nie powinna być szczególnie potępiana. Nie mogłaby bowiem istnieć bez winy pierwotnej.

Dekady budowania państwa dobrobytu doprowadziły do powstania silnej i licznej grupy beneficjentów istniejącego systemu. Raz dane przywileje trudno było odebrać, gdyż oznacza to konfrontację z rozjuszonym, zdeterminowanym i zjednoczonym przeciwnikiem. Widać to najlepiej we Włoszech i Francji, gdzie strajki paraliżują życie nie części miasta, jak to bywa w Polsce, ale największych miast albo nawet całego kraju. Protestują robotnicy, kolejarze, nauczyciele, studenci czy dziennikarze – a kraj stoi. Pod presją zorganizowanych grup interesów, choć wyrażają one zazwyczaj poglądy mniejszości, uginają się rządy próbujące choćby nieśmiałych reform. Gdzie jest likwidacja 35-godzinnego tygodnia pracy we Francji? Sarkozy, który w wyborach zapewniał o konieczności demontażu co bardziej absurdalnych elementów państwa dobrobytu wycofał się rakiem ze wszystkich rozsądnych propozycji. Zamiast tego przejął retorykę strajkujących i zaczyna zmierzać w kierunku socjalizmu i protekcjonizmu.

Paraliżujący wpływ zobowiązań socjalnych na państwa ujawnił się ze zdwojoną siłą w trakcie obecnego kryzysu, czy – jak kto woli – zwykłej fazy spowolnienia typowej dla cyklicznego modelu kapitalistycznego. Wyjątkowo boleśnie doświadczyły tego Węgry, które od lat były rządzone przez polityków nieodpowiedzialnych i pozbawionych wizji dłuższej niż jedna kadencja. Obie strony sceny politycznej miały tylko jeden pomysł na pozyskanie wyborców – obietnice dodatkowych świadczeń socjalnych. Życie na kredyt było piękne, ale przebudzenie z cudownego świata „Alicji w krainie czarów” okazało się koszmarem. Państwo węgierskie praktycznie zbankrutowało i tylko pomoc międzynarodowa utrzymuje je na powierzchni podczas trwającego sztormu w globalnej gospodarce.

Lewicowi populiści, bo tak trzeba ich nazwać, oburzają się na propozycje zakazania deficytu budżetowego. Tymczasem zdrowy rozsądek nakazuje wydawać tyle, ile się ma. Żadnym argumentem nie jest fakt, iż większość państw świata nie tylko dopuszcza, ale posiada deficyt budżetowy i jest zapożyczona na mniejsze bądź większe (najczęściej) sumy. Lepiej mieć dolara dziś, niż półtora dolara za rok – brzmi dewiza zwolenników pożyczania pieniędzy. A pożyczać trzeba coraz więcej, gdyż państwa nie są w stanie udźwignąć zobowiązań socjalnych. Żadne cięcia nie wchodzą w grę, o ile rządy nie chcą wyprowadzić ludzi na ulice. Zamiast reform mamy kosmetykę, księgowe triki polegające na przesuwaniu liczb do innej tabelki.

To żaden „ich” kryzys, tylko kryzys nas wszystkich. Nigdy w przyrodzie nie jest tak, że każdy może mieć wszystko. Ilość dóbr jest ograniczona. Nierealna jest więc sytuacja, w której dom w Stanach Zjednoczonych mógł dostać bezrobotny Joe legitymując się prawem jazdy. Jednak to nie banki czy akwizytorzy odpowiadają za to, że miliony ludzi niezdolnych do spłacania kredytów hipotecznych mogło je dostać od ręki. Odpowiada za to rząd federalny i Kongres, które do takich praktyk zachęcały konkretnymi aktami prawnymi (m.in. Community Reinvestment Act z 1977 roku). Polityka władz oraz Banku Rezerw Federalnych stworzyła sytuację, która była nie do utrzymania na dłuższą metę. Podobny proces będzie musiał nastąpić w mocno zsocjalizowanej Europie, szczycącej się ideami państwa dobrobytu i społecznej gospodarki rynkowej.

Proces racjonalizacji wydatków państwowych, czyli redystrybucji pieniędzy podatników jest nieunikniony. Obecny model, w którym państwo myśli i działa za obywatela jest nie tylko szkodliwy, ale zbyt kosztowny. Niezbędne są nie chirurgiczne cięcia, ale ostre i zdecydowane ruchy maczetą, obcinające przywileje, ulgi i świadczenia, na które po prostu nas nie stać. Oprócz tego konieczne jest przywrócenie indywidualnej odpowiedzialności za własne życie każdego człowieka. Ludzie muszą wiedzieć, że należy podejmować decyzje roztropne, bo głównie od nich zależy ich własne powodzenie. Wiara w ludzką przedsiębiorczość i zaradność wielokrotnie była potwierdzana przez rzeczywistość. Przestańmy nakładać na ludzi kajdany i podkładać im w kółko miękkie poduszki pod tyłki, a zyska na tym całe społeczeństwo.

I wcale nie wiąże się to z pogorszeniem warunków pracy czy życia ludzi. Rząd powinien dbać o to, aby obowiązywało dobre prawo, które będzie przestrzegane i szanowane. Trzeba odebrać rządowi uprawnienia, których mieć nie powinien. Jak mawiał Ronald Reagan, rząd nie jest rozwiązaniem, jest częścią problemu. Problemem jest kasta urzędnicza, biurokratyczna machina, która nieustannie się rozrasta i bez kłopotu zmarnuje każdą ilość pieniędzy. Milton Friedman napisał w „Wolnym wyborze”, iż rząd samodzielnie tworzy problemy, które następnie próbuje rozwiązać (tworząc przy okazji nowe problemy) – i tak bez końca. Zwiększa to koszty i spowalnia wzrost gospodarczy.

Zamiast ulegać lewicowej propagandzie głoszącej koniec neoliberalnego modelu gospodarczego, odrzućmy kategorycznie te słowa i zacznijmy dążyć do prawdziwego liberalnego ideału. Nie bez powodu w obliczu obecnego kryzysu lewica nie ma nic do zaoferowania rozczarowanym społeczeństwom. To nie kapitalizm się wali, ale model państwa dobrobytu, z mozołem budowany od zakończenia II wojny światowej, obraca się w pył. Lewica nic nie może już zaproponować, stąd jej wyjątkowe rozjuszenie, niczym rannego byka tuż przed jego ostatnim tchnieniem.

PS. Miłośnikom lewicowej propagandy polecam wywiad z Danielem Bensaidem, francuskim lewicowym intelektualistą, uczestnikiem Maja 68′, ex-członkiem partii komunistycznej, a obecnie Nowej Partii Antykapitalistycznej, opublikowany w Europie z dn. 13 kwietnia br.

15 thoughts on “Pogłoski o śmierci kapitalizmu są mocno przesadzone

  1. Koniec świata zdarza się dość rzadko, zdecydowanie rzadziej niż jest ogłaszany 😉 O końcu kapitalizmu mówiono wielokrotnie podczas cyklicznych kryzysów. Jeszcze w lutym wielu czarnowidzów głosiło, że globalny system finansowy rozsypał się, dziś analitycy twierdzą raczej, że ogromnym kosztem system stabilizuje się, choć spłata długów publicznych, wzrost bezrobocia i liczne bankructwa zarówno firm jak i wielu ludzi potrwa długo, co najmniej kilka lat. Za kilka miesięcy zapewne dowiemy się gdzie jesteśmy: czy faktycznie kryzys zacznie dobiegać końca i zacznie się długi proces naprawczy, czy jednak do końca będzie daleko.

    Zlikwidowanie przywilejów nie jest łatwym. Weźmy przykład Francuza – kolejarza. Facet żyje spokojnie w domku pod miastem, pije swoje ulubione wino i wcina ser, lubi swój mały świat, mając 35 godzinny tydzień pracy ma 3 dniowy weekend. Ma rodzinę, o którą się troszczy, kumpli, z którymi spotyka się, zaś rodzina jego żony ma plantację oliwek. Powiedzmy, że nagle pojawi się partia polityczna, która powie uczciwie: jego tydzień pracy wydłuży się bez zwiększenia pensji, na emeryturę pójdzie o 10 lat później, zaś w ramach pomocy dla krajów III świata zostaną zniesione wszelkie dotacje dla rolnictwa, więc plantacja oliwek zbankrutuje nie mogąc konkurować z rolnikami z np. Somalii. Czy ktokolwiek normalny zgodziłby się na takie pogorszenie jakości życia? Proszę wejść w skórę owego Francuza i zastanowić się jak byście na jego miejscu postąpili, czy zagłosowalibyście na tą partię? Sarkozi próbuje wprowadzać zmiany etapami, w ten sposób realnie osiągnąłby sukces za jakieś 50 lat! Przynajmniej w teorii.
    Nie zapominajmy jednak, że ów mityczny 35 godzinny tydzień pracy we Francji dotyczy głównie posad państwowych oraz pracy „przy taśmie”. Mam wielu znajomych Francuzów pracujących w międzynarodowych koncernach, niektórzy „spokojnie” wyrabiają 60 godzin tygodniowo, jedynie z urlopów korzystają w pełni.
    Gospodarka Francji jest w całkiem niezłym stanie, znacznie gorzej mają się Węgry. Tam istotnie spora część przywilejów socjalnych, przy których Polska jawiłaby się krajem dzikiego kapitalizmu, może zniknąć wraz z rozpadem sporej części gospodarki. Jedynie tak traumatyczne sytuacje mogą wymusić radykalne zmiany.

    Istotnie lewica pogrążyła się w głębokim kryzysie, sądzę, że głównie dlatego, iż przegapiła szybki rozwój klasy średniej. Bensaid w swoim wywiadzie mówi nonsensy o prawicy zajętej jedynie bogaczami i wielkim biznesem, zapominając, że głównymi beneficjantami prawicowej polityki jest po prostu klasa średnia, która stanowi bardzo duży procent społeczeństwa Zachodu. Zaś do KŚ należą nie tylko profesorowie uniwersytetów i dyrektorzy dużych korporacji, lecz często także robotnicy, którzy odziedziczyli majątek po rodzicach, hydraulicy, którzy ciężko pracowali przez wiele lat, nauczyciele zakładający wspólnie kursy językowe itd. Do tego dodajmy ludzi mniej zamożnych, ale aspirujących do klasy średniej. W bogatszych społeczeństwach sumując obie te grupy zapewne przekroczymy 50%.

    Moim zdaniem głównych problemem współczesnej XXI wiecznej cywilizacji jest brak etosu myślenia i społecznikostwa z jednoczesną furią skrajnego konsumpcjonizmu. To prowadzi do milczącej zgody na lewarowanie wszystkiego, aby bogacić się drogą na skróty, brak wybieranie sensownych długoterminowych programów politycznych na rzecz: „tu i teraz”. Ludzie, którzy już wydobyli się z nędzy potrafią zaharowywać się, jedynie po to aby za nadwyżkę finansową kupić lepszy samochód i drogie meble do domu, ale nie potrafią powiedzieć: „po co, czy warto odbierać sobie kawałek życia aby mieć tych parę dodatkowych gratów, które i tak nie mają większego wpływu na ich życie”. W porównaniu do tego podejścia zdecydowanie bardziej odpowiada mi ów Francuz żyjący spokojnie (choćby i bezmyślnie) lub drobny przedsiębiorca, który ciężko pracuje, aby rozwijać swój small biznes, który stał się dla niego po prostu ważny. Albo wolontariusze uczciwej fundacji pomagającej samotnym matkom. Problem w tym, że światowy system ekonomiczny w dużym stopniu funkcjonuje dzięki owej dzikiej i bezmyślnej konsumpcji. Dlatego takie zachowanie są i będą silnie propagowane.

    Zdrowy kapitalizm polega na ciężkiej pracy, wykorzystywaniu swoich talentów, pełnej wolności gospodarczej, odpowiedzialności za swoją firmę i rodzinę, etykę biznesową. Także odpowiedzialność za własne błędy, bez zmuszanie innych aby mi pomagali! Jego przeciwieństwem jest świat lewarowanych zysków i schlebiania najgłupszemu konsumpcjonizmowi. Obawiam się, że kilku mądrych ludzi może mieć rację wieszcząc, że obecny kryzys wkrótce wygaśnie, ale za kilka lub kilkanaście lat pojawi się Wielki Kryzys, który zdemoluje współczesny świat. Z drugiej jednak strony Zachód jest znacznie silniejszy niż nam się wydaje, więc niekoniecznie okaże się główną ofiarą owej demolki …

    Pozdrawiam
    Masz_68@interia.pl

  2. Panie Piotrze,

    Wszystkie artykuły o prawicy i lewicy są takie same – ideologiczne a nie merytoryczne. Nie wiem dlaczego ludzie nie potrafia wyjsc poza tradycyjny podzial-lewo prawo i wrzucaja wszystko do jednego wora. Niektore polityki prawicowe moga byc dobre, inne zle. Tak jak niektore polityki lewicowe moga byc dobre lub zle. Dlatego mecza mnie te jalowe dyskusje polityczne. Mlodzi ludzie bez zastanowienia przyjmuja ten uproszczony model i bezmyslnie powtarzaja. W konsekwencji popiera je Pan zupelnie nieprawdziwymi argumentami.

    Nie mozna powiedziec ze panstwo dobrobytu jest budowane od II wojny swiatowej, bo liberalno-keynesistowski konsensus zalamal sie w latach 70. Zgoda, Europa wciaz jest lewicowa i dobrobytowa ale juz nie tak jak kiedys.

    Skrajnie lewicowy model sie nie sprawdzil, to juz wiemy. Ale skrajnie prawicowy model sprawdza sie tylko w jednym – generowaniu przyrostu gospodarczego. Ale to sluzy tylko okreslonym grupom i to tylko w niektorych krajach. Bo kraje najbiedniejsze nie maja szans w tej konkurencji. I tutaj juz nie bibliografia tylko konkretne dane (nie podaje bo jestem leniwy ale moge wyszukac na zyczenie) – wspolczynnik giniego mierzacy nierownosc spoleczna w prawie wszystkich krajach wzrasta od lat 70. Zapoznienie Afryki – wzrastalo miedzy '70 a '90 (teraz troche nadrabiaja). Problem tkwi w tym ze nasza kultura fetyszyzuje przyrost gospodarczy. To jak wiele zarabiamy zwyczajnie nie swiadczy o naszej jakosci zycia ani o naszym szczesciu.

    Mieszkam obecnie w Singapurze i widze jak gwalci sie tutaj prawa pracownicze. Dlaczego? Zeby byc konkurencyjnym i przyciagac firmy z zachodu. W krajach osciennych jest jeszcze gorzej. Wiekszosc pracownikow w Azjatyckich fabrykach to kobiety. Wie Pan, dlaczego? Pracodawcy preferuja je bo sa bardziej ulegle (nie zartuje, na zyczenie moge dostarczyc bibliografie). Bo sa socjalizowane do bycia poslusznymi mezczyznom. Tak wzbogacily sie NIE i Azjatyckie Tygrysy – obnizajac podatki, liberalizujac handel, nastawiajac sie na tania produkcje, wspierajac otwieranie wielkich fabryk dla zachodnich firm, tnac wydatki socjalne i ceny pracy sily roboczej (znow sluze bibliografia). Tak teraz bogaca sie Chiny. Sila robocza jest tania, zeby wygrac w globalnej konkurencji.

    Na zachodzie mamy podobny proces – od lat 70 zauwazono, ze USA i Europa nie maja szans w globalnej konkurencji z tymi tygrysami ze swoja polityka welfare state i zaczeto ja rozmontowywac (tu moglbym rzucic bibliografia potwierdzajaca teze, a pan bibliografia – potwierdzajaca ze Panstwa Europy sa lewicowe 🙂

    Ale nie da sie tego dobrobytu rozmonotwac. Ma Pan racje, ze niektorzy dostali przywileje, ktore nie sluza ogolowi, a ktorych nie mozna im teraz odebrac (rolnicy w EU, ale tez i polscy gornicy chociazby) i one sa szkodliwe dla innych ludzi. Do ludzi nie przemawiaja racjonalne argumenty tylko interes wlasnej grupy.

    Ale to po pierwsze nie sa zalozenia polityki socjalnej (tej idealnej gloszonej przez socjalistycznych intelektualistow, a nie tej praktykowanej przez rzady). Lewica (upraszczajac) chce dawac po rowno a nie przywileje jednej grupie.

    A po drugie, to nie ma nic wspolnego z obecnym kryzysem i jakby to Pan chcial polaczyc – sie nie da.

    Saskia Sassen pisze o tym ze od lat 80 kazdy kolejny kryzys byl wykupywany przez Panstwo i za kazdym razem wykup (bailout) byl wiekszy. To znaczy ze za kazdym razem kiedy instytucje finansowe na zachodzie mialy problemy na wolnym rynku, rzad dawal im pieniadze zeby stanely na nogi i mogly dalej dmuchac banki. Tym razem system osiagnal swoj kryzys – i znow go wykupiono. I to za pozyczone pieniadze. Nastepnym razem to sie nie uda. Bo nie bedzie juz na swiecie fizycznie tyle pieniedzy.

    To jest prawdziwy problem – neoliberalizm doprowadzil do tego ze stosuje sie prawicowa ideologie i lewicowe rozwiazania (nie doplaca sie juz biednym ludziom – doplaca sie biednym bankom). To jest najwieksza tragedia tego systemu.

    Reasumujac – pisze Pan artukul z teza i nagina fakty do tej tezy. Wolna konkurencja jest zla. Przywileje pracownicze i doplaty do rolnictwa tez sa zle. Ale to nie przywileje doprowadzily do kryzysu. One nie mialy z tym nic wspolnego. Doprowadzilo do niego lewarowanie, brak kontroli nad bankami (polityka prawicowa) i wykupywanie bankow majacych problemy przez rzady (polityka lewicowa).

    I zgadzam sie z Panem – nie ma smierci kapitalizmu. Kryzys nikogo niczego nie nauczyl i to jest najstraszniejsze.

    @ Masz – swietny komentarz. Tacy jak Pan ludzie, ktorzy tu komentuja powinni byc autorami artykulow, a obecni autorzy artykulow – komentowac.

  3. I jeszcze jedno chcialbym dodac – prosze pamietac ze jesli dajemy sie rozwijac wielkim korporacjom, bankom i fabrykom, to nie dajemy ludziom mozliwosci do uskuteczniania swojej wolnosci, przedsiebiorczosci i zaradnosci. Im mniejszy interes tym wiecej wolnosci ludzie maja, a im wieksza korporacja czy fabryka tym maja jej mniej – Prosze o tym pamietac, bo obaj zgadzamy sie w tym punkcie ze ludziom nalezy dac wolnosc zeby sami mogli budowac wlasny dobrobyt.

  4. Jak zawsze komentarze są najciekawsze jednak. Po przeczytaniu wszystkiego uważnie i chwile się zastanawiając nasunęło mi się kilka refleksji nie będących w żadnym wypadku atakiem na opinie tu wyrażone. Jednak w pewnym stopniu komplikujące postawione tutaj tezy.

    "Prosze o tym pamietac, bo obaj zgadzamy sie w tym punkcie ze ludziom nalezy dac wolnosc zeby sami mogli budowac wlasny dobrobyt."

    Tutaj właśnie pomyślałem sobie, że jednak jakkolwiek pięknie brzmi to zdanie to rzeczywistość wg mnie jest trochę inna. Rzeczywiście najsprawniej działa wolna gospodarka gdzie każdy w miarę swoich możliwości osiąga "coś". Tylko co zrobić z ludźmi, którzy nie mają możliwości, chęci, nie są pracowici, wykorzystują wszystko żeby pracować przytoczone tutaj 7 godzin. Którzy nie zastanawiają się nad przyszłością, nad przyczynami "kryzysu" czy myślący, że i tak rząd/rządy wszystko naprawi/naprawią bo przecież to "studnia bez dna". A teraz jaki % jest takich ludzi – nieświadomych. Mam nadzieje, że większy niż tych którzy przeczytali ten artykuł :/ I tutaj od razu nasuwa się stwierdzenie, że demokracja nie jest doskonałym systemem politycznym.

    "Kryzys nikogo niczego nie nauczyl i to jest najstraszniejsze." – również, się niestety z tym zgadzam.

  5. Ja jestem cichym fanem koncepcji ekonomii spolecznej – organizowania takich ludzi w male demokratyczne spoldzielnie i kooperatywy i dawanie im narzedzi do prowadzenia biznesu z ktorego mogliby wyzyc. Ot, przyslowiowe dawanie wedki zamiast ryby. Pewnie ze w praktyce roznie wychodzi, ale idea jest swietna. Wiecej o ekonomii spolecznej znajdzie Pan na necie. Jestem tez wielkim fanem ruchu spolecznego Fair Trade – w skrocie chodzi o to zeby kupowac zywnosc z krajow rozwijajacych sie z certyfikatem fairtrade. Taki certyfikat na bananie, kawie czy czekoladzie, informuje nas o tym ze byly one produkowane w lokalnych kooperatywach rolnikow w krajach Poludnia z poszanowaniem ich praw i ze dostaja odpowiednia cene za swoja prace, ktora pozwala im wyzyc i rozwijac interes. To tez jest idea o ktorej nie mozna powiedziec ze jest lewicowa czy prawicowa. Nie poddaje sie tez klasycznym prawom rynku – Kupujemy zywnosc drozsza, bo chcemy placic wiecej producentom w biednych krajach, zeby dobrze zyli ze swojej pracy a nie z pomocy humanitarnej.

  6. Jeszcze dodam, ze nie ma w tym nic zlego ze czlowiek pracuje tylko tyle ile musi (zle jest tylko jak nie pracuje :). Statystycznie czlowiek w spolecznosciach zbieraczo lowieckich pracuje 2-3 godziny dziennie. I tak ludzie zyli przez setki tysiecy lat. A w naszej cywilizacji pracuje sie po 8 i wiecej godzin dziennie. I to jest wlasnie aberracja! To nie jest naturalne dla czlowieka, zeby tyle pracowac po to zeby miec pieniadze, ktore mozna potem wydawac na niepotrzebne rzeczy. Ale taka kulture sobie stworzylismy.

  7. Międzynarodowe korporacje same w sobie nie są niczym złym. Co więcej, są pewne dziedziny w których rynek wręcz wymaga istnienia globalnych „graczy”. Trudno sobie wyobrazić, aby małe firmy budowały samoloty pasażerskie. Wszędzie tam gdzie wyroby są skrajnie skomplikowane, a tym samym nie tylko koszt ich produkcji jest wysoki, ale przede wszystkim dziesiątki miliardów dolarów trzeba wydać w badania i projektowanie przed wprowadzeniem produktu na rynek, nie ma innego modelu biznesowego niż wielkie międzynarodowe korporacje. Nawet fastfood’y w stylu Starbucks nie stanowią same w sobie zagrożenia, pod warunkiem, że istnieją także małe, lokalne i niezależne kawiarnie. Gdy jestem w mieście, którego nie znam np. w USA, mam mało czasu i jestem zmęczony, pójdę do Starbucks’a, ponieważ wiem, że otrzymam kawę o smaku, który, powiedzmy, toleruję. Jeśli jednak nie spieszę się lub znam dobrze miasto, w którym przebywam, będę szukał lub pójdę do znajomej lokalnej kawiarni.

    Problem tkwi w głowach ludzi / konsumentów, którzy zamiast kierować się swoimi indywidualnymi i autonomicznymi gustami, tworzą bezmyślne stada idące za hasłami marketingowymi. Wielu tzw. lewicowych autorów „jedzie” na korporacjach i ich agresywnej polityce, zapominając powiedzieć czytelnikom: „to wy zwykli ludzie stanowicie problem, zacznijcie wreszcie myśleć!”. Naturalnie korporacje niekiedy korzystają ze swojej potęgi i starają się zabić niezależnych producentów, ale od tego są instytucje kontrolne, aby przynajmniej w pewnych sytuacjach bronić niezależności przed monopolem. Zgadzam się, że nie zawsze jest to możliwe. Lokalne sklepiki giną w sąsiedztwie centrów handlowych. Ale jednocześnie firmy transportowe mogą zarobić więcej dowożąc towary do supermarketów, ponieważ często od producenta do sklepu jest dalej, zaś konsumenci mogą kupić więcej tańszych produktów. To nie jest gra z sumą zero, lecz niewątpliwe wyzwanie dla przekształcenia lokalnego, małego biznesu.

    Odnośnie pracy, nie ma niczego złego w pracowaniu po 9 godzin dziennie, pod warunkiem, że jest to praca ciekawa i nie zabija innych sfer życia. W międzynarodowych korporacjach można prowadzić ciekawe międzynarodowe projekty, współpracować z ludźmi z całego świata i różnych kultur (a także dobrze bawić się w ich towarzystwie!). Problem pojawi się wtedy, gdy delikwent staje się niemal religijnym wyznawcą swojej firmy, gdy da się omotać emocjonalnie. A tu znowu kłania się zdanie: „człowieku – zacznij myśleć, nikt nie zrobi tego za ciebie”. Czerwone wino np. Barolo jest bardzo dobre, ale to nie znaczy, że Kowalski ma wypić 5 butelek Barolo jednego wieczoru!

    Proszę nie zapominać, że cywilizacja europejska powstała właśnie w oparciu o rolnictwo. Uprawy wymagały organizacji, obrony, rozwoju handlu. To stanowiło niezbędne warunki do rozwoju społeczeństw, ich wynalazczości, i w konsekwencji, zamożności. Wiele pokoleń pracowitych ludzi tworzyło sukces narodów. Ale oni pracowali ciężko nie z intencją, aby przyszłym pokoleniom żyło się lepiej, lecz aby samemu przeżyć. Dziś w Europie i Ameryce sytuacja jest inna. Z perspektywy historycznej model pracoholizmu istotnie podniósłby dobrobyt przyszłych pokoleń, ale kosztem tych obecnie żyjących. Nie sądzę, aby ktokolwiek żyjący na początku XXI wieku bez ewidentnego przymusu ekonomicznego był gotów poświęcać swoje życie i namawiał swoje dzieci do tego samego, jeśli pracując mniej może sensownie żyć. 🙂 Na podobnej zasadzie, nie będzie głosował na polityków, którzy staraliby się do tego go zmusić. Dlatego duże cięcia przywilejów socjalnych możliwe są jedynie w sytuacjach skrajnych ekonomicznych zapaści, w innym przypadku możliwa jest jedynie powolna ewolucja.

    Pozdrawiam

    Masz_68@interia.pl

  8. Oczywiście, można pracować w wielkiech korporacji przy ciekawych projektach po 9 godzin dziennie i dobrze się przy tym bawić, ale proszę pamiętać o tych milionach które pracują w fabrykach z chemikaliami czy na wielkich plantacjach bananów – zatrudnianych często codziennie na jeden dzień (żeby nie mogli się organizować), pozbawionych praw pracowniczych, pracujących po 9 godzin dziennie przy ciekaym projekcie wyrabiania opon samochodowych. A cały proces tworzenia samochodu jest tak skomplikowany i zdecentralizowany, że nie można go skontrolować (za wyjątkiem zysków – które są scentralizowane). Uważam że problem z korporacją polega na tym, że jest to twór tak duży że staje się odczłowieczony. Ludzie, którzy w nim pracują na wszystkich szczeblach mają jedno zadanie – pracować nad zwiększeniem zysków poprzez zwiększenie efektywności, zmiejszenie kosztów, zwiększenie sprzedaży, poszerzenie rynku, etc. To się musi odbywać czyimś kosztem. A ponieważ ludzie pracujący w olbrzymiej firmie nie widzą się nawzajem i nie czują że od ich dzialań zależą losy innych (wewnątrz lub na zewnątrz firmy), korporacja samoistnie tworzy system który wciąga i wykorzystuje ludzi i alienuje ich od produktow ich pracy (no sory za tego marksa 😉 ). Są mniejsze szanse ze Pani krysia z miesnego wcisnie komus zepsutego kurczaka bo zna wszystkie swoje klientki, niz ze zrobi to pracownik Tesco ktory wyklada 1000 kurczakow na polki i nawet nie widzi swoich klientow.

    Z tym rolnictwem to ciekawa sprawa – badania archeologiczne pokazuja ze pierwsi rolnicy byl niedozywieni i czesciej umierali od lowcow-zbieraczy i nie wiadomo do konca co doprowadzilo do przerzucenia sie na uprawy. Zarowno spolecznosci zbieraczo-lowieckie jak i cywilizacje agrarne sa bardzo stabilne (vide chiny) i obie rewolucje – neolityczna i przemyslowa – w zasadzie nie musialy sie wydarzyc. Nie chce powiedziec ze zyjemy w gorszym spoleczenstwie (lubie moj komputer), ale ze nie zyjemy w spoleczenstwie ktore jest wynikiem koniecznego rozwoju. Gdybym zyl w lesie jako zbieracz grzybow lub szaman mysle ze rowniez bylbym calkiem szczesliwy. Oczywiscie jest sporo oczywistych wad zycia w takich spolecznosciach (jak brak lekow) ale jest tez sporo zalet – problemy biedy i nierownosci nie istnieja na przyklad.

  9. Wydaje mi się, że w każdym społeczeństwie nieważne czy mówimy tu małych grupach społecznych czy globalnej wiosce jednak natura ludzka bierze górę. Zawszę się znajdą jednostki, które chcą mieć więcej i te którym na niczym nie zależy – to byli ci zbieracze, których utrzymywały kobiety z wioski, bo mężczyźni dawno by ich wywalili – taka dygresja. Jednak w aspekcie toczonej rozmowy, "nie ginącego kapitalizmu" chyba właśnie kapitalizm najlepiej przypomina pierwotną idee równości – kto chce to może – przy większym lub mniejszym nakładzie pracy. Wiem zaraz się podniosą głosy, że kapitalizm wcale nie daje pełni wolności, bo np wykorzystuje słabszych w afryce i nie pozwala im się rozwinąć dając ryby a nie wędkę. Jednak patrząc całościowo na silniejszych oddziaływających na słabszych to analogia sama się układa.

    "Ja jestem cichym fanem koncepcji ekonomii spolecznej – organizowania takich ludzi w male demokratyczne spoldzielnie i kooperatywy i dawanie im narzedzi do prowadzenia biznesu z ktorego mogliby wyzyc."

    Ciekawe jednak ktoś rozumiem musi ich zorganizować – więc po 1. jest to sztuczny twór po 2. jednostka organizująca może być "folwarkowymi świnkami" i po 3. pewnie tylko wyselekcjonowane jednostki mogły by stworzyć taką wspólnotę.

    Ostatnio spacerują sobie w moim rodzinnym mieście i zapytany przez współtowarzysza, czemu się nic nie odzywam i żebym powiedział cokolwiek rozpocząłem ciekawy temat, który jest luźno związany z naszym tematem. A mianowicie o tym, że współczesne "korporacje-silni" dążą do osłabienia jeszcze bardziej tych słabych. I nie mówię tutaj o kwestii czysto ekonomicznej chociaż do tego to ma prowadzić. Teraz pewnie sobie myślicie, że wymyśliłem sobie teorię spiskową wielkich, ale. Patrząc na człowieka jako jednostkę i jego siłę witalną – odporność na choroby, siłę fizyczną, sprawność, umiejętności manualne, wiedzę praktyczną aż po czystość genetyczną (choroby) to wydaje mi się, że jest coraz gorzej. Wiem specjalizacja w rozwiniętych społecznościach to coś całkowicie normalnego, jednak wiele z tych specjalizacji odnosi się jedynie do tych "wychodzących poza potrzebne do życie 2-3 godziny zbierania leśnych owoców". I tak dalej rozmawiając doszliśmy do wniosku, że człowiek jest coraz słabszy, zwłaszcza ten w gospodarkach wysoko rozwiniętych. W przypadku podstawowych potrzeb i sytuacji bez całego zaplecza ewolucji ludzie tacy są skazani automatycznie na śmierć. To może być brutalne, jednak człowiek już nie ewoluuje – wszystkie jednostki nawet te najsłabsze – kiedyś odsiewane – obecnie się rozmnażają. – taka dygresja.

  10. Jestem cichym fanem obecnego układu – protekcjonistyczne państwo , chroni prawnie i materialnie najsłabszych – kontra – dziki kapitalizm – wykorzystują i dający możliwości każdemu na bogacenie się. Jednak to co w obecnej systuacji jest wg mnie aberracją to wspomaganie tych najsilniejszych przez państwo. Zamist pomagać najsłabszym pomaga się najbogatszym. W sumie to chyba dobry sposób na zniwelowanie kryzysy do jaknajbardziej nieobczuwalnego jednak koszty takiej operacji są chyba większe, a z pewnością stworzą niedobry pradoks na przyszłość.

  11. Otoz to, o tym tez mowilem 😉

    Co do ewolucji – tez mi sie tak zdaje. Ale spotkalem sie z roznymi opiniami. Najciekawsza byla taka (bardzo dyskusyjna), ze mamy dewolucje – bo najbardziej rozmnazaja sie najbiedniejsi. Tak czy inaczej za 10-15 lat to sie zmieni bo bedziemy dysponowali technologia ktora pozwoli nam przejsc od ewolucji na zasadzie doboru naturalnego do ewolucji sterowanej (bedzie mozna wybierac jakie geny bedzie mialo dziecko – najpierw bedzie sie usuwalo choroby genetyczne, ale kilka lat pozniej bedzie juz mozna zaprogramowac wzrost, etc).

  12. Nie sądzę, aby za ciężką, niewolniczą pracę milionów ludzi trzeciego świata odpowiadały przede wszystkim międzynarodowe korporacje. Winna jest głownie bieda, ci ludzie pracują, ponieważ nie ma sensownej alternatywy. Za to odpowiadają zapóźnienia cywilizacyjne, interesy polityczne i ekonomiczne. W przeciwieństwie do kalki kulturowej, w której biedny to uczciwy, zaś bogaty to złodziej, w rzeczywistości jest zazwyczaj odwrotnie – to właśnie bieda demoralizuje, niszczy społeczeństwa i zobojętnia na niewolniczą pracę.

    Nie ma sensu konfrontować ludzi przy taśmie z ew. zadowolonymi ze swojej pracy ludźmi z międzynarodowych koncernów, bo na takiej samej zasadzie sprzątaczka pracująca w laboratoriach NASA powie, że praca dla NASA jest nudna! 🙂

    Nie zgadzam się również, że praca w międzynarodowych firmach z definicji odczłowiecza, chyba, że mówimy o nudnej i powtarzalnej pracy. Praca w kiosku też może być nudna.

    Panie Arturze: dobrze definiuje Pan niebezpieczeństwa, ale sądzę, że nie są one tak czarno białe. Mój tekst powyżej nie jest jedynie polemiką, lecz jedynie próbą pokazanie, że ta tematyka jest skomplikowana.

    Każdy człowiek powinien tak ułożyć swoje życie, aby jego praca nie była męczącym koszmarem i nie zniszczy inne (najczęściej ważniejsze) elementy życia. Z tym chyba łatwo zgodzimy się. 🙂

    Pozdrawiam

  13. Ludzie na swiecie pracuja nie dlatego ze nie ma sensownej alternatywy lecz dlatego by zyc, by oplacic rachunki, by miec lepsze zycie. I dotyczy to wszystkich krajow wrecz. W biednych krajach nie ma zwykle tak duzych mozliwosci pozwalajacych na samospelnienie zawodowe jak w bogatch krajach kapitalistycznych. Wspolczesny swiat jest na takiej drodze rozwoju i tak skonstruowany, ze praktycznie czlowiek nie moze uniknac pracy jesli nei posiada kapitalu.

    I nie ma tez znaczenia gdzie ktos bedzie pracowal dla miedzynarodowej korporacji, czy bedzie to USA, Polska czy tez Mozambique… jesli to bedzie np. McDonalds, czy tez jakis z fastfudow to zaden z zatrudnionych pracownikow nigdy nie bedzie sie sam wstanie utrzymac. Firmy te maja przynosic zyski wlascicielom a nie dbac o pracownikow, i taka jest ich rola. Natomiast rola rzadow, jest wprawadzanie takich regulacji prawnych by chronily pracownikow przed nadmiernym wyzyskiem i zapewnialy im pewne swiadczenia socjalne, ktore notabene bardzo sie roznia od kraju do kraju.

    Czyz nie latwiej placic CEO poteznej miedzynarodowej korporacji miliony dolarow tylko dlatego, ze umial gdzies w jakims kraju wprowadzic system zwiekszajacy zyski firmy poprzez zwiekszenie liczy pracownikow o 100% i jednoczesnie skrocenie ich czasu pracy do 4 godzin dziennie. Zabierajac im przy tym wszelkie prawa do urlopow, placenie na skadki emerytalne, medyczne czy inne gdyz jego ludzie sa tylko zatrudnieni na pol etatu. To czysty kapitalizm, ktory, jesli ma wolna droge, bedzie wykorzystywal pracownikow by zwiekszyc zyski.

    I nie ma znaczenia czy bedzie to potezny bank, w ktorym pracownicy beda w bialych rekawiczkach, czy tez miedzynarodowa korporacja z dziedziny software… pracownicy sa w dalszym ciagu zatrudniani by efektywnie pracowac i wykonywac swoje obowiazki. I za to otrzymuja odpowiednie wynagrodzenie uznaleznione w duzej mierze od popytu i podazy sily roboczej, aczkolwiek moze ona byc wysoce wykwalifikowana to i tak jest sila robocza.

    Czlowiek jest tylko elementem systemu wytwarzajacego zysk w systemie kapitalistycznym, dlatego sprzedaje swoj czas za pewne wynagrodzenie. Sprzedajac ten czas nie powinien miec kontroli nad tym co wykonuje, lub inaczej, zawsze powinien byc kontrolowany przez innych, co szegolnie widoczne jest w poteznych korporacjach, ktore nawet do 30% swojego wysilku przeznaczaja na kontrole. Jest to z pewnoscia wspolczesny model niewolnictwa, ktory zdaje doskonale egzamin we wspolczesnym swiecie konsumpcyjnym. Model ten , powoduje, ze ok. 50% zatrudnionych jest szczesliwych z wykonywanej pracy przez siebie i nie wyobraza sobie innego zycia.

    I tylko ludzie pracujacy dla rzadu czy tez rzadowych organizacji, ogolnie rzecz biorac sfera budzetowa, nie musza spelniac warunkow efektywnosci zawodowej… cala reszta jest nakierowana na zysk. I taki jest cel kapitalizmu.

    By miec wolnosc w systemie kapitalistycznym, jesli nie posiada sie kapitalu, nalezy wybrac wolny zawod, ktory daje pewne poczucie wolnosci lub tez stac sie swoim wlasnym szefem i samemu sie zatrudnic, aczkolwiek nie jest to droga dla wszystkich.

    Praca w kazdej miedzynarodowej korporacji jest tylko praca najemna i czlowiek jest tylko pewnym elementem w trybikach maszyny, ktorej celem jest zysk… i bez wzgledu gdzie to bedzie, czy Nowy Jork czy wioska w Indiach to w dalczym ciagu ten czlowiek jest bez znaczenia i tak w dobrych korporacjach ma byc i jest, aczkolwiek odczucia tego pracownika maja byc zupelnie odmienne i ma sie on czuc obywatelem pewnej spolecznosci korporacyjnej i ma sie czuc potrzebny. A co zrobi on z zarobionymi pieniedzmi i ze swoim wolnym czasem to jest tylko i wylacznie jego sprawa i kapitalizm stwarza mu warunki i ulatwia zycie w tym kierunku.

  14. "Każdy człowiek powinien tak ułożyć swoje życie, aby jego praca nie była męczącym koszmarem i nie zniszczy inne (najczęściej ważniejsze) elementy życia. Z tym chyba łatwo zgodzimy się."

    Jak najbardziej sie zgodzimy, z tym ze nie wszystkim ludziom dana jest mozliwosc takiego ulozenia sobie zycia. Musza brac taka prace jaka jest zeby przetrwac.

    Praca wyalienowana to nie to samo co nudna praca. Pani Jadzia z kiosku moze sie nudzic, ale zna swoich stalych klientow, wie jakie ma gazety bo sama je zamawia, co schodzi i co komu polecic. Ma wplyw na ksztaltowanie swojego zycia. Pani Jadzia ma szanse zmienienia swojej pracy na przyklad przez przemalowanie kiosku albo kupienie nowych prezerwatyw smakowych. To ze sie nudzi to tylko jej wina a nie wina pracy.

    W rzeczywistosci nie jest tak ze biedny to uczciwy a bogaty to zlodziej. W rzeczywistosci nie jest tez tak ze biedny to zlodziej a bogaty to uczciwy. Jedno i drugie rozumowanie jest nonsensowne, upraszczajace i stereotypowe. Prosze mnie nie posadzac o rozumowanie na tym poziomie. Mowilem o tym ze system dziala tak, ze biedni sa wykorzystywani.

  15. "Nie sądzę, aby za ciężką, niewolniczą pracę milionów ludzi trzeciego świata odpowiadały przede wszystkim międzynarodowe korporacje. Winna jest głownie bieda, ci ludzie pracują, ponieważ nie ma sensownej alternatywy. Za to odpowiadają zapóźnienia cywilizacyjne, interesy polityczne i ekonomiczne."

    Tylko jest wg mnie jeden problem pojęcie biedy w różnych kulturach jest inaczej postrzegane. W krajach 3 świata wikt i dach nad głową to jeszcze bieda czy może tylko ubóstwo. Wg nas pewnie bieda totalna ale stawiając się na miejscu tamtych ludzi może się okazać, że nie jest się już na dole drabiny społecznej. Również wg nas warunki pracy wykorzystywanych niewolniczych pracowników są takie tragiczne, ale to też z naszego punktu widzenia. Jakoś nigdy nie widziałem lub nie słyszałem aby ktoś nie związany z zachodnią cywilizacją – wysoko rozwiniętą, która już ma inną hierarchię wartości – wypowiadał się w ten sposób na temat "niewolnictwa korporacyjnego". Wiem brzmi to trochę jak: czego oczy nie widzą itd. ale takie na siłę uszczęśliwianie ludzi względem naszych standardów wydaje mi się czasami niewłaściwe. Bo czy ktokolwiek z nas nie uważałby, że pracuje w niewolniczych warunkach mieszkając w 10 osób w jednej chacie na terenie zakładu z sanitarką oddaloną o 100m.

    Jeszcze jedna sprawa nie daje mi spokoju – "bo najbardziej rozmnazaja sie najbiedniejsi". Zastanawiając się nad tym chwile doszedłem do wniosku, że ci najbiedniejsi wcale nie są tacy biedni, są w stanie wychować np 10 dzieci – a w naszych realiach 2+3 już jest uważany za objaw bogactwa, jak ktoś może sobie pozwolić.

    Jednym ze wskaźników rozwoju jest procent umieralności niemowląt. Ciekawy współczynnik – idealnie pasujący do deewolucji i tworzenia coraz słabszego społeczeństwa rozwiniętego, na który muszą pracować silne "życiowo" niewolnicze społeczeństwa. Myślę, że właśnie dlatego utrzymywanie tak wielkich różnic jest na rękę i polityką i oczywiście pośrednio może czasami nieświadomie nam samym.

Komentowanie wyłączone.