Dywersyfikacja po duńsku

Słowo dywersyfikacja od kilku lat robi w Polsce zawrotną karierę. Czasem odnosi się wrażenie, że niektórzy politycy celowo wstawiają je w co drugie zdanie swoich wypowiedzi, aby mądrzej brzmieć i roztropniej wyglądać. W końcu posługują się słowem długim i trudnym, podkreślając jego wagę dla interesu narodowego.

Wiele słów, wiele konferencji prasowych, wiele planów i strategii – a wszystko to na nic. Jesteśmy mistrzami dywersyfikacji werbalnej.  Jeśli chodzi o rzeczywistą, zostaliśmy w blokach startowych, jakby ktoś nam zabetonował nogi już na starcie. W związku z tym różnicowanie dostawców surowców energetycznych, ropy i gazu, odbywa się wyłącznie na papierze i w eterze, podczas gdy inne państwa wykonują konkretną pracę w tym kierunku.

Przebywając w Danii mam okazję bliżej przyjrzeć się temu, jak to się robi w Kopenhadze. Duńczycy obecnie są eksporterami gazu. Z produkowanych ponad 9 miliardów metrów sześciennych rocznie sprzedają połowę. Rezerwy są jednak niewielkie i wszystko wskazuje na to, że w okolicy 2025-2030 roku wyczerpią się. Nic dziwnego, że już teraz poważnie zastanawiają się nad tym, jak rozwiązać kwestię dostaw gazu na przyszłość. Pomijam tu kwestię utraty części przychodów do budżetu, co jest naturalną konsekwencją przestawienia się z eksportu na import. Na szczęście dla Danii, złoża ropy naftowej nie zostaną tak szybko wyeksploatowane, więc problemy budżetowe nie będą trudne do rozwiązania.

Jak Duńczycy zamierzają poradzić sobie z wejściem w rolę importera gazu ziemnego? Przygotowywana strategia zakłada, co oczywiste, dywersyfikację. Już teraz trwa konstrukcja gazociągu Skanled, który ma połączyć norweskie złoża gazu via Szwecja z Danią. Budowany jest właśnie lądowy odcinek z Norwegii do Szwecji, a planowane jest podwodne połączenie ze Szwecji do Danii. I choć Norwegia samodzielnie może zapewnić dostawy pokrywające w całości duńskie zapotrzebowanie (ok. 4,5 miliardów metrów sześciennych, przy założeniu utrzymania się konsumpcji na tym samym poziomie – co w przypadku Danii można założyć) przez najbliższych 70-80 lat, Kopenhaga nie zamierza z tej opcji skorzystać.

Duńczycy oczywiście nie obawiają się problemów dotyczących dostaw ze strony Norwegii. Przyjęli filozofię, według której nie można być uzależnionym od jednego dostawcy. Dlatego też ich strategia energetyczna dotycząca gazu, na której wstępne plany mogłem rzucić okiem, zakłada – oprócz połączenia z Norwegią – rozbudowę sieci gazowej i połączeń z Niemcami, a także „puszczenie” gazociągu szelfem kontynentalnym do Holandii; względnie podpięcie się pod norweski gazociąg biegnący do Niemiec. Połączenie z Niemcami gwarantuje w przyszłości dostawy gazu z Rosji, obecnie zakłada się, że będzie to gaz z Nord Stream.

Oprócz zabezpieczania sobie dróg importu, Dania poważnie myśli o Baltic Pipe, czyli gazociągu do Polski. Najpierw odbieralibyśmy gaz duński, a następnie norweski, płynący do Danii rurą Skanled. Problem w tym, że gazociąg do Danii jest w Warszawie niemalże mityczny i – jak zwykle – pozostaje bardziej w sferze werbalnej, wirtualnej. Możliwe zresztą, że ponownie nie będzie ekonomicznego uzasadnienia dla jego powstania, gdyż Gazprom proponuje nam kontrakt na import większej ilości surowca niż dotychczas. Jeśli podpiszemy go w wersji, o której informowały niedawno media (10 zamiast 7,5 miliardów metrów sześciennych rocznie), nie tylko Baltic Pipe, ale i równie mityczny Gazoport mogą się nie zmaterializować.

Prosta kalkulacja pokazuje, że nie potrzebujemy tyle gazu, ile możemy otrzymywać (można o tym przeczytać tutaj). Rozwiązaniem byłoby np. przestawianie produkcji energii elektrycznej z węgla na gaz. Wspomogłoby to nasze wysiłki dotyczące redukcji emisji CO2 do atmosfery i pozwoliłoby zagospodarować większy import błękitnego paliwa. W razie podpisania odpowiednich umów, tj. bez klauzul zakazujących reeksportu (pomijając ich zgodność z prawem europejskim), Polska mogłaby eksportować nadwyżki surowca i trochę na tym zarobić.

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o jednej kwestii, mianowicie możliwości magazynowania gazu. Dania już teraz posiada dwa potężne magazyny, które mogą pomieścić w sumie blisko 2 miliardy metrów sześciennych gazu (przy rocznym zużyciu na poziomie 4,5 miliardów), a planowana jest budowa trzeciego magazynu. Łącząc możliwości przechowywania tak dużej ilości surowca z kilkoma jego źródłami, otrzymujemy spójną i bezpieczną (bezpieczeństwo energetyczne) strategię. Pozostaje życzyć Polsce, aby poszła drogą Danii i przeszła ze sfery werbalno-wirtualnej do rzeczywistej. Posiadamy około dwa razy większe rezerwy gazu ziemnego od Danii.

Piotr Wołejko

4 komentarzy do “Dywersyfikacja po duńsku

  1. Bardzo interesujący tekst pokazujący rzadko pojawiający się w polskich mediach temat strategii dywersyfikacji w krajach Europy Zach.

    Czy w Danii mówi się o możliwości wydobycia ropy i gazu na Grenlandii? W przypadku opracowywania długoterminowej strategii dostaw surowców to może być ciekawy temat, podobno pod „zieloną wyspą” są spore złoża.

    Odnośnie spraw polskich, istotnie ciągle jesteśmy daleko od realizacji kompleksowego planu dywersyfikacji dostaw gazu, nieco lepiej jest z ropą naftową. Ciekawe jest jednak to, że w polskim przemyśle pojawiają się interesujące projekty rodzimego pozyskiwania gazu. Zakłady Azotowe Puławy uruchamiają wspólnie z jedną z kopalni węgla kamiennego instalację uzyskiwania gazu ziemnego z węgla. Projekt ZAK jest szczególnie istotny, ponieważ ZAK jest największym pojedynczym użytkownikiem gazu ziemnego w Polsce.

    Istotnym problemem polskich projektów dywersyfikacji są powiązania z, delikatnie mówiąc, mało transparentnym i skrajnie upolitycznionym biznesem surowcowym ze wschodu. Tu pełno dziwnych polityczno towarzyskich układów, firm wydmuszek, tajnych kont bankowych itd. W kontraście do tego: kraje skandynawskie słyną ze szczególnie wysokiej etyki biznesowej. W zeszłym tygodniu w polskiej prasie (chyba w Dzienniku) został opublikowany interesujący wywiad z Pawłem Olechnowiczem (prezesem Lotosu), który min. powiedział, że Lotos intensyfikuje współpracę z firmami norweskimi z uwagi na ich przewidywalność i poszanowanie prawa w krajach, w których są zarejestrowane. Raz podpisana umowa z nimi jest obowiązująca, w przeciwieństwie do umów z Rosją (przygody Chevronu i BP są nader bolesnym przykładem).

    Pozdrawiam

    masz_68@interia.pl

  2. Ano właśnie. Porównywanie Danii do Polski, ich polityki, biznesu, kultury etc. No cóż, To bardzo zły przykład. A doświadczenie mi podpowiada, że przeniesienie nawet najlepszych wzorców zachodnich na polski grunt jest od o kant dupy potłuc. Ot, chociażby taki skandynawski wynalazek ograniczający liczbę wypadków drogowych, jakim jest jazda na światłach przez całą dobę – tam się sprawdza, a u nas, gdy porównuje się analogiczne okresy, z czasów jazdy bez obowiązkowych świateł z tymi późniejszymi – notuje się wzrost wypadków w tym rzekomo bezpieczniejszym okresie. Tak jakoś przewrotnie mi się wydaje, że gdybyśmy mieli największe złoża ropy i gazu na świecie, to bylibyśmy jednocześnie ich znacznym importerem, dyskutowali nad dywersyfikacją tegoż importu, no i utrzymywali x spółek zarządzających polami naftowymi, z których nic się nie wydobywa. Czyli byłoby, to co jest. Przypominają mi się lata 90te ub wieku, kiedy to na hurra zamknięto x kopalnii, a węgiel kupowaliśmy w RPA i Australii (ciekawe że tam sie opłacało, a u nas nie – ale to inna bajka)…

    Ja się nie spodziewam jakiegoś "przełomu dywersyfikacyjnego". Dziadostwo jakie było, takie będzie. Duńczycy, ani ich doświadczenie nam nie pomogą, a Rosja pierwej się w NATO znajdzie niż my wypracujemy jakiś konsensus i podejmiemy konkretne działania mające nas uniezależnic od dostaw gazu ze wschodu. Zawsze to łatwiej i medialniej napisać paszkwila na Wałęsę czy Kwaśniewskiego ubekiem nazwać. Nieprawdaż?

  3. Prawda przyjacielu. Ze smutkiem trzeba przyznać, że to prawda. Może z tą Rosją to już trochę przegięcie, ale o porozumienie w Polsce jest ekstremalnie trudno. Także nie spodziewam się przełomu dywersyfikacyjnego, a raczej kontynuacji narzekań, zrzędzenia na poprzedników, krytyki Rosji a w mediach różnorakich paszkwili i tematów zastępczych…

  4. Za dużo pesymizmu w Waszych wizjach

    Dzięki nieustającej pomocy Rosji, UE uznała, że dywersyfikacja dostaw surowców to jeden z kluczowych priorytetów. Polska musi jedynie wybudować gazoport i uruchomić trasę dostaw z Europy Zach, (bezpośrednio z Norwegii, Danii lub pośrednio z Niemiec). Reszta, czyli odpowiednie ustawodawstwo i budowanie infrastruktury to już wspólne zadanie całej UE. Jeśli zapał osłabnie, Rosja na pewno coś wymyśli, aby UE przypomniał sobie jakie to ważne. 🙂

    Wspólna polityka energetyczna UE to między innymi wybudowanie dziesiątków konektorów łączących gazociągi w równych krajach w jeden system. Wówczas nie będzie problemu, aby np. Polska otrzymała gaz z Algierii lub Iranu, gdyby była taka potrzeba.

    Pozdrawiam

    masz_68@interia.pl

Komentowanie wyłączone.