Winna jest Ameryka

Źródło: Pravda.ru
Źródło: Pravda.ru

„Ameryce nie na rękę są przyjazne relacje między UE a takim energetycznym gigantem jak Rosja. I USA zawsze będą dążyć do destabilizacji sytuacji na Ukrainie, zwłaszcza w kontekście stosunków rosyjsko-ukraińskich, ponieważ to mocno uderza w kontakty energetyczne Rosji z Europą. Amerykanie będą mnożyć przeszkody budowom rozmaitych alternatywnych źródeł energii, takich jak Gazociąg Północny czy Południowy Potok, żeby blokować zjednoczonej Europie dostęp do złóż gazu na zachodniej Syberii. Bo dostęp ten czyni Europę bardziej suwerenną we współczesnym świecie.”

Autorem powyższej wypowiedzi jest Maksym Szewczenko, rosyjski politolog i publicysta. Cytat pochodzi z weekendowego dodatku do „Dziennika” – „Europa”. Pozwoliłem sobie przywołać słowa Szewczenki, gdyż kilka kwestii wymaga sprostowania. Logika rosyjskiego dziennikarza jest prosta – Amerykanie zainstalowali w Kijowie wrogi Rosji reżim, którego celem jest utrzymywanie napięcia w relacjach Rosji z Unią Europejską. Tak naprawdę za sznurki na Ukrainie pociąga Waszyngton.

Borykająca się z problemami gospodarczymi Rosja już od ponad pół roku zrzuca winę za wszystkie klęski ekonomiczne na Amerykę. Prezydent Miedwiediew i premier Putin wielokrotnie obarczali Stany Zjednoczone winą za wywołanie kryzysu finansowego, twórczo rozwijana przez pomniejszych rosyjskich polityków jako próba zarażenia Matuszki Rassiji amerykańskim wirusem. Rządząca Rosją kasta czekistów i oligarchów uważa, że wszystko jest wynikiem spisku, mającego na celu rzucenie Rosji na kolana.

Wiemy już, że kryzys finansowy to wina złej Ameryki. Teraz, kiedy okazało się, że Ukraina stawia się w sporze o gaz, także ta kwestia nabrała nowego wymiaru – Ameryka podjudza skorumpowane elity ukraińskie do postawienia się Moskwie. Dla porządku tylko przypomnę, że to nie Ukraina zakręcała kurek z gazem dla siebie i krajów Unii Europejskiej (i nie tylko), tylko Gazprom na osobiste polecenie premiera Putina. To Putin odpowiada osobiście za to, że przez wiele dni gaz nie płynął (i nadal nie płynie) do odbiorców. Nie udało się zatańczyć na rurze pod akompaniament Putina i jego kolegów, trzeba więc zrzucić winę na Amerykanów. Wiadomo przecież, że sponsorowali Pomarańczową Rewolucję, a także zainstalowali w Gruzji wrogi reżim Saakaszwilego, sprzedając mu broń oraz szkoląc jego armię.

Celowo nie oceniam opisywanej powyżej logiki, aby każdy mógł wyciągnąć własne wnioski. Większość czytelników zapewne ma już wyrobione zdanie na prezentowane kwestie i jest małe prawdopodobieństwo, że je zmienią.

Zajmijmy się jeszcze argumentem o blokowaniu przez Amerykę rozwoju alternatywnych źródeł energii. Dla Polaków ani Gazociąg Północny (Nord Stream) ani Południowy Potok (South Stream) nie stanowią żadnej alternatywy. Nie tylko zresztą dla Polaków. Jeśli jako dywersyfikację źródeł energii rozumiemy budowanie nowych gazociągów łączących nas ze złożami tego samego dostawcy, to dochodzimy do absurdu. Alternatywą dla Europy nie jest kolejny gazociąg z Rosji, nieważne czy nazywa się Nord Stream czy South Stream, ale np. nowe połączenia z Algierią czy proponowany gazociąg (i ropociąg) z Nigerii. Alternatywą jest także sprowadzanie skroplonego gazu LNG.

Rozumiem stanowisko Rosjan, którzy chcą pozbyć się pośredników w przesyłaniu gazu, czyli państw tranzytowych. Z moskiewskiego punktu widzenia jest to posunięcie rozsądne, oznaczające bezpośredni dostęp do odbiorców i wyeliminowanie opłat tranzytowych (o które zresztą toczy się także spór z Ukrainą). Jeśli Rosjanie znajdą środki na sfinansowanie rur północnej i południowej, odniosą duży sukces. Jednak ta logika ma też pewne ułomności. Główną jest właśnie koszt projektu i jego rentowność.

I tu powracamy do rzekomego blokowania przez Stany Zjednoczone alternatywnych źródeł energii. Z powodu niskiej rentowności (albo nawet jej braku) i wysokich kosztów budowy (ok. 4 miliardów dolarów) Rosjanie bardzo ostro krytykowali (i wyśmiewali, próbując zdezawuować projekt) pomysł stworzenia ropociągu Baku-Tbilisi-Ceyhan. Ropociąg BTC spotykał się z podobnymi zarzutami ze strony Rosji, jak Nord Stream ze strony państw bałtyckich, Polski czy Szwecji. Mówiąc w dużym skrócie: projekt jest polityczny i ma na celu ominięcie Rosji; co więcej, jest zbyt kosztowny i się po prostu nie opłaca.

Tak się składa, że Amerykanie od dwóch dekad robią bardzo wiele, aby stworzyć alternatywne wobec Rosji szlaki przesyłu surowców energetycznych. Ropociąg BTC mógł powstać wyłącznie dzięki politycznemu wsparciu Waszyngtonu. Stany Zjednoczone popierają także inne projekty, które omijają Rosję i zapewniają Europie dostęp do kaspijskiej ropy i gazu. Gdyby nie spór z Iranem, być może pomysł gazociągu Nabucco byłby o wiele bardziej zaawansowany. Można powiedzieć nawet, że Ameryka zrobiła (i nadal robi) więcej dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Europy niż ona sama. Ciekawe, że po drugiej stronie Atlantyku dostrzegają zagrożenie monopolizacją dostaw surowców energetycznych w Europie przez Rosję, a w Brukseli czy kluczowych stolicach europejskich już nie.

Jeśli zaś chodzi o blokowanie dostępu do złóż, to przypominam panu Szewczence i czytelnikom o troszkę słabszej pamięci albo nie przyjmującym krytyki Rosji do wiadomości, że to sami Rosjanie jeszcze kilka lat temu, z ogromną zresztą radością, rugowali zachodnie, w tym europejskie koncerny energetyczne z rozmaitych projektów znajdujących się w trakcie realizacji bądź planowania. Sachalin, Sztokman, spór z BP o złoża w Kowykcie. Gdy ceny surowców szybowały w górę, Rosja nie widziała potrzeby dzielenia się zyskami z Europejczykami i uważała, że nie potrzebuje ich kapitału i know-how.

Europa będzie bardziej suwerenna we współczesnym świecie, jeśli nie będzie zagrożona zmonopolizowaniem dostaw surowców energetycznych przez jednego dostawcę, w obecnych warunkach przez Rosję. Szewczenko ma więc częściowo rację – dostęp do syberyjskich złóż jest dla Europy istotny. Jednak jeszcze ważniejsze jest rzeczywiste dywersyfikowanie źródeł, poprzez poszukiwanie nowych dostawców, a nie nowych szlaków tranzytowych od tego samego dostawcy. Amerykanie mogą tu tylko Europie pomóc i tego bardzo obawia się Rosja. Powstanie BTC to dla Kremla groźny precedens, który nie może się powtórzyć.

23 komentarzy do “Winna jest Ameryka

  1. MaSZ: Aż ciśnie się na usta: "Ty seksistowska świnio!" 😉 A na serio – więc paplanina na tematy bardzo luźno związane z artykułem będzie rzeczową dyskusją, a wszystko inne – plotkowaniem? Gratuluję pomysłowości 🙂

    Dla mnie plotkowaniem – i babskim i samczym (och, jak mężczyźni lubią plotkować – tylko rzadko się do tego przyznają) – jest insynuacja taka, jaką zastosował Roman. Jest niegrzeczna, mało rzeczowa i bardziej świadczy o charakterze osoby wypowiadającej takie zdanie, niż o osobach do których ona "pije"…

    Swoją drogą – dlaczego mi przystaje stawać w obronie dobrego imienia ludzi związanych z tym portalem? Hop, hop – redakcjo! – jesteś tam?!? Dacie tak sobie pluć w twarz?

    Ad meritum: absolutnie zgadzam się z MaSZem – ale myślę, że dopiero za 2-3 lata przekonamy się o tym, kto na kryzysie stracił najwięcej, a kto zyskał. Na razie jest to wróżenie z fusów (rzecz typowo babska, wiem): nęcące, choć mało konstruktywne. Oczywiście na podstawie wszystkich znanych mi czynników, byłabym przekonana, że kryzys Rosji zaszkodzi bardziej niż bardzo; ale jako że tak naprawdę najprawdopodobniej jesteśmy dopiero na początku kryzysu (oby niedługo apogeum!), to ciężko przewidywać, co dalej stanie się z gospdarką globalną i gospodarkami poszczególnych państw.

  2. @Miriam: no i zostaliśmy wywołani do tablicy: od razu jednak zaznaczę, że odpisuję jako "ja sam", a nie "redakcja".

    Po pierwsze, w takiej nawałnicy tekstu ciężko znaleźć coś takiego, jak Pani znalazła 😉 A po drugie: nawet jeśli się znajdzie, to co mamy zrobić? Zakazać Pan Romanowi pisania? Obrazić się? Zacząć pyskówkę? Przecież wszystkie te działania byłyby dziecinne… Podobnie jak moderowanie tego, o czym piszą MaSZ i Roman w tej dyskusji: przecież to ich wolny wybór i dopóki nie łamią prawa idiotyzmem byłoby ingerowanie w ten spór.

    Pan Roman uważa tak jak uważa i – choć żałuję, że się tak dzieje – mam nadzieję, że z czasem zmieni zdanie 😉 A jak nie – to już tylko jego sprawa. Cieszę się, że mimo tego przekonania, znajduje sobie na PG pewną niszę, która go zainteresowała 🙂 – choć mam nadzieję, że czyta nie tylko artykuły o Rosji…

    Oczywiście mnie też niezbyt podoba się sam sposób wyrażania swojego negatywnego zdania przez pana Romana, ale nie mam zamiaru dochodzić o kim napisał to, co napisał. (Choć mam pewne domysły). Trzeba też pamiętać, że osoba, która publicznie wypowiada swoje poglądy musi pogodzić się z faktem, że może zostać w jakiś tam sposób obrażona, a jej poglądy czy kompetencje – zdyskredytowane. Tyle w kwestii kontrowersyjnej wypowiedzi Romana.

    @MaSZ i Roman: Nie przyłączę się do tej zaiste ciekawej dyskusji, ale powiem tylko, że podpisuję się każdą moją kończyną pod tym, co napisał MaSZ 🙂 Rosyjska gospodarka jest zbyt jednowymiarowa (w zbyt wielkim stopniu bazuje jedynie na surowcach energetycznych), by stać się jedną z wiodących gospodarek świata – o ile mi wiadomo Rosja "przespała" czas największych zwyżek na rynkach ropy i gazu inwestując te zyski w rzeczy jej obecnie niezbyt potrzebne, głównie wojsko, zamiast w nowoczesne technologie i kapitał ludzki, które mogłyby się przydać w szybszym wyjściu z kryzysu. Ale o tym, jakie będą konsekwencje kryzysu dla Rosji – i tu zgodzę się Miriam – dowiemy się dopiero za kilka lat. Do tego czasu możemy jedynie zgadywać…

    Co do opinii p. Romana o Polakach, to jestem "za, a nawet przeciw" 🙂 Z jednej strony w wielu sytuacjach Polacy wykazują się ogromnymi pokładami energii, pomysłowości i – nazwijmy to umownie – "rozgarnięcia", ale wielokrotnie pokazują, że z cech tych nie potrafią zrobić dobrego użytku, są egoistami itd. Wszystko zależy od człowieka – to może banał, ale jakże prawdziwy.

    Ale nie brałbym kondycji polskich internautów, za kondycję polskiego społeczeństwa. Internet- jak papier – wszystko zniesie, dlatego można natknąć się, na forach takich portali jak onet.pl, tvn24.pl czy pardon.pl, na taki poziom oszołomstwa, chamstwa i zacietrzewienia, że aż odechciewa się z kimkolwiek dyskutować. Przerażające, ale prawdziwe – spośród ludzi wypowiadających własne zdanie w necie, większość przedstawia jakieś – marginalne w skali kraju – skrajności, bo tym bardziej centrowym odechciewa się spierać z fanatykami.

    Sorry za post przydługi i nie na temat 😉

    Pozdrawiam,

    Artur

  3. Miriam: mam nadzieję, że Ciebie nie obraziłem tekstem o plotkowaniu 😉 Jeśli tak – chylę czoła, klękam i proszę o przebaczenie. 🙂

    Ktoś kiedyś napisał, że przewidywanie jest trudne, a przewidywanie przyszłości jeszcze trudniejsze, zgadzam się z tym, że mamy wyjątkowo zagmatwaną sytuację i bardzo trudno postawić sensowne diagnozy. Możemy jedynie starać się sobie wyobrazić najbardziej prawdopodobne scenariusze, mam jednak wrażenie, że rok 2009 jest tym w którym wypadną wszystkie istotne trupy z szafy, a w 2010 będziemy mogli już policzyć straty.

    Podzielam Twoje zdanie: że to świetny portal, jest tu sporo ciekawych i nietypowych tekstów. Życzę Twórcom portalu i szanownym Autorom artykułów wytrwałości!

    Pozdrawiam

  4. @MaSZ: Oj, to teraz się naraziłeś – myślisz, że jestem aż tak delikatna? 😉 Obyś miał rację z tym 2009 – byłoby świetnie, bo kryzys okazałby się jedynie "kryzysikiem" 🙂

    A autorów nie ma co tak chwalić – bo spoczną na laurach i portal (blog?) siądzie…

    @Artur: a niech Ci tam będzie – ale drugi raz stawać w waszej obronie nie będę 😉

  5. @Miriam

    Nie twierdzę, że kryzys skończy się w 2009 roku (choć tego nie wykluczam), ale że wiele spraw się wyjaśni przed 2010: amerykańska i europejska strategia wyjścia z tarapatów i jej skuteczność kosztem zwiększenia zadłużenia, skala kryzysu w Rosji (sądzę, że bedzie potężna), czy Chiny wyjdą bez szwanku czy zagrzebią się w dużym bezrobociu i morzu protestów społecznych itd. Do tego moim zdaniem dojdzie do głosu G20, być może istotne zmiany w procesach ekonomicznych (można sobie wyobrazić dziesiątki nowości np. wprowadzenie cen nieruchomości do koszyka inflacyjnego i stąd bezpośrednia ingerencja banków centralnych w ten rynek?).

    Po prostu za rok będziemy mieli jasność z jak głebokiego dna będziemy musieli się wygrzebywać, wyjaśni się również los kilku krajów, w właściwie korekta kierunku ich rozwoju lub cofania sie.

    Moja teza, używając przenośni stołu bilardowego brzmi: do końca 2009 roku wyjaśni się zmiana toru ruchu kuli bilardowej (dziś porusza się chaotycznie w różne strony), ale być może nie miejsce do której doleci.

    To jest Duży Kryzys, ale to nie jest Wielki Kryzys. 🙂

    Pozdrawiam

  6. Dla tych wszystkich, ktorzy maja tak odmienne zdanie niz ja odnosnie kryzysu, jego nastepstw i metod wychodzenia z niego orzez Rosje podam link do artykulu z The Moscow Times, napisanego przez ekonoimiste i szefa badan w Renaissance Capital. Nie musze chyba nadmieniac, ze The Moscow Times jest opozyzyjna gazeta i bardzo krytyczna w ocenie dzialan Kremla.

    Ten ekonimista, przyznaje sie do bledow w ocenie polityki Banku Rosji (Kremla) odnosnie obrony rubla. Twierdzil tak jak i P. MaSZ, ze rynek powinien decydowac o wartosci waluty i, ze wydatek ponad 200 mld $ to strata – Polska osiagnela podobny efekt nie wydajac nic.

    Well, well, well….

    Gradual Devaluation Saved Russia by Alexei Moisseev.
    http://www.themoscowtimes.com/article/1016/42/374

    Urtykul ten ukazal sie 04 lutego i potwierdza dokladnie to o czym powyzej pisalem, ze polityka Rosji i jej dzialania w dobie kryzysu sa sluszne i on sam zmienil swoje zdanie jako przecwnik tej polityki na propagatora. Moisseev idzie dalej niz ja, i twierdzi, ze ta polityka bedzie miec podobny skutek do tej w 1998, gdy nastapil gwaltowny wzrost produkcji w Rosji na wskutek dewaluacji. Twierdzi rowniez, ze wydane pieniadze na obrone rubla pozostaja w kieszeniach zwyklych Rosjan czy tez rosyjskich firmach, a udzial spekulacyjnego kapitalu z zachodu byl minimalny. Nie mam dostepu do takich danych jakie ma ten ekonimista, ale w zupelnosci sie zgadzam z nim.

    Dewaluacja zwieksza koszt importu i powoduje wzrost konkurencyjnosci rodzimych producentow, co niemalze zawsze jest korzystne. A biorac pod uwage, ze Rosja ma ciagle nadwyzki walutowe w wartosci ok. 400 mld $ i prawie brak zadluzenia Rosji, wydaje sie, ze polityka Putina wkrotce zacznie pozytywne skutki.

    Mozna byloby powiedziec, ze takze przed Polska sa pozytywne perspektywy, gdzyz spadek wartosci zlotowki byl wiekszy, ale trzeba wziac pod uwage, ze Polska ma duzy dlug zagraniczny, ktory wzrostu exportu nie zrownowazy zupelnie. Stad Polska nie odniesie takich korzysci jak Rosja.

    Panie Arturze, ja naprawde moge zmienic swoje poglady gdyby ktos sie znalazl i udowodnil mi, ze moja wiedza jest wybiorcza czy tez niepelna odnosnie dziedzin w ktorych zabieram glos. Jak dotychczas uwazam, ze to ja mam racje, do ktorych staralem sie przekonac innych. W tej przynajmniej dyskusji sam Pan powinien zauwazyc, ze moje wywody powinny byc sluszne a z pewnoscia moglbym je udokumentowac.

    Odnosnie gieldy niestety moj jezyk polski jest ubogi, w przeciwienstwie do P. MaSZ, ale chyba zrozumialy.

    I nie czytam tylko o Rosji, moj zasieg zainteresowan jest znacznie wiekszy, z naciskiem na Chiny, ktore znam z autopsji i okresow zamieszkiwania w tym kraju (ze wzgledu na standard zycia – patrz Human Developement Index), aczkolwiek przejechalem 5 kontynentow i zamieszkiwalem rowniez w Europie Zachodniej. Jestem prywatnym biznesmanem.

    I widze zmiejszenie sie wyraznej rusobowosci tego portalu a to juz sukces.

    Pozdrawiam

  7. Panie Romanie,

    Ciekawy artykuł, daje materiał do przemyśleń. Istotny jest argument, że rosyjskie firmy miały czas na restrukturyzację, poprzez uniknięcie szokowego osłabienia rubla. O tym, czy rzeczywiście czas ten został właściwie wykorzystany dowiemy się w ciągu następnych miesięcy. Jednakże autor kreśli wprawdzie realny, ale nie jedyny możliwy scenariusz. Istotnym ryzykiem, szczególnie w sytuacji gdy Bank Centralny określa "linię na śniegu" po której przekroczeniu będzie interweniował: to wezwanie do spekulacyjnego ataku na walutę. Nie musi do niego dojść, ale niebezpieczeństwo istnieje i wzrosło po tym komunikacie. Artykuł zakłada także znaczący wzrost ceny ropy za kilka miesięcy. Podczas konferencji w Davos prezes koncernu handlującego ropą stwierdził, że najprawdopodobniejszy scenariusz to 2 lata taniej ropy.

    Poniżej artykuł The Economist na ten sam temat.
    http://www.economist.com/agenda/displaystory.cfm?…

    Problem z interwencjami Banku Centralnego polega na tym, że powinny być wykonywane jedynie wtedy gdy istnieje niemal pewność ich powodzenia. W razie porażki skutki są katastrofalne: zmarnowane użyte środki (miliardy) oraz znacznie głębszy spadek waluty po zakończeniu jej obrony. Innymi słowy efekt podobny do jakiegoś eksperymentalnego lekarstwa na przeziębienie, które albo wyleczy pacjenta, albo wpędzi go w ciężką chorobę serca. Zaryzykowałby Pan?

    Ma Pan rację pisząc o długu zagranicznym Polski, którego znaczenie jest niedoceniane w polskich mediach. Jednakże jego obsługa nie wzrosła tak dramatycznie po spadku wartości złotego, ponieważ jedynie 25% długu jest w walutach obcych, reszta w złotych (obligacje). Co więcej złoty w przeciwieństwie do rubla nie ma powodów fundamentalnych do tak gwałtownej deprecjacji, więc jest dość prawdopodobne poważne odbicie złotego przed końcem 2009.

    Proszę pamiętać, że wprawdzie formalnie państwo rosyjskie ma niski dług zagraniczny, ale firmy rosyjskie (w tym te państwowe) są bardzo silnie zadłużone. Załączam artukuł o tym:
    http://www.economist.com/agenda/displaystory.cfm?…

    O mozliwym kryzysie walutowym w Rosji mówił prof. Roubini podczas wizyty w Moskwie kilka dni temu. Roubini stał się głośny po tym, gdy okazało się, że przepowiedział dość precyzyjnie obecny kryzys finansowy.

    Dziś Fitch po raz pierwszy od 1998 obniżył ranking długu Rosji z BBB+ do BBB, wcześniej to samo zrobił Standard & Poor's. BBB to najniższy jeszcze nie spekulacyjny papier. Dla Polski Fitch podtrzymał ranking A-, a więc znacznie wyższy.

    Pozdrawiam

    PS> Pana jęz. polski jest bardzo dobry, lepszy niż mój rosyjski, choć nieźle mówię i czytam bez problemu po rosyjsku.

  8. Panie Romanie, ja Panu naprawdę nie zarzucam braku wiedzy w dziedzinach w których Pan się wypowiada; wręcz przeciwnie! – jestem pod wrażeniem i to nie tylko wiedzy, ale i takiego – przepraszam, że tak brzydko z angielskiego napiszę – drive’a do dyskusji 🙂 (Dotyczy to też – co oczywiste MaSZa).

    Tak jak wielokrotnie już pisano: moim zdaniem o efektach kryzysu będziemy mogli mówić dopiero za kilka lat, a nasze – a raczej Wasze, bo ja się tylko tak lekko pod nie podpinam – dyskusje niewiele zmienią w tej sferze. Ciężko mi więc „zauważyć, że Pańskie wywody powinny być słuszne” – bo na razie są one de facto nieweryfikowalne. Tak samo jest zresztą z poglądami przeciwnymi… Słowem: poczekamy zobaczymy.

    Tak samo jest z przytoczonym przez Pana artykułem: jest ciekawy, ale mimo wszystko to nadal są swego rodzaju spekulacje. Gdyby ktoś znalazł receptę (nawet nie uniwersalną, ale dającą się zastosować we więcej niż 1 państwie) to globalny kryzys nie byłby globalnym kryzysem, prawda? Niestety, wszelkie tak wielkie działania banku centralnego to de facto operacje na „otwartym sercu”, a do tego bez narkozy, więc planując jakiekolwiek kroki w tej sferze, trzeba mieć świadomość tego, że całości ich konsekwencji nie jesteśmy w stanie ogarnąć. Dlatego też nawet nie próbuję przewidywać (tym bardziej, że przyznam się szczerze, że specjalistą w tej dziedzinie nie jestem) kto straci bardziej na kryzysie; pewny jestem tylko tego, że największym poszkodowanym będą kraje niskorozwinięte – ale żadna to nowość 🙂 Pytanie tylko: komu bliżej do państw niskorozwiniętych – Polsce czy Rosji? (A tak na koniec: kąsek, który może Panowie czytaliście – http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6239135,_Die_Welt___Polsce__Wegrom_i_Czechom_grozi_krach.html ).

    Broń boże nie zarzucam też Panu jakiegoś ograniczenia horyzontów, tylko wyrażam nadzieję, że oprócz Rosji interesują też Pana inne artykuły publikowane na portalu 🙂 Absolutnie jednak nie zgadzam się z Panem w kwestii rusofobiczności PG, ale o tym już kiedyś dyskutowaliśmy i nie ma chyba sensu do tego wracać – po prostu różnimy się w tej kwestii ocenami tego, czym jest rusofobia: negatywną oceną konkretnego rządu Rosji i jego działań czy też niczym nie ograniczoną niechęcią do wszystkiego co rosyjskie. Ale to już kwestia odczuć i chyba naprawdę nie ma o co się spierać 🙂

    Pozdrawiam serdecznie Pana,
    Artur

Komentowanie wyłączone.