Pielgrzymka McCaina do Pinocheta

Już wiadomo w czym John McCain jest lepszy od Tomasza Wołka: senator z Arizony jest szybszy. Jak właśnie ujawnił portal The Huffington Post republikański kandydat na prezydenta udał się z prywatną wizytą do chilijskiego dyktatora już w 1985 roku. Źródła milczą o tym, czy McCain zawiózł Pinochetowi ryngraf, więc wygląda na to, że pan John pojechał do generała jedynie z pociechą i dobrym słowem.

Według telegramu wysłanego wówczas z Ambasady USA w Chile McCain określił swoją wizytę u Pinocheta jako „przyjacielską i ciepłą”, choć z ubolewaniem przyznał, że Chilijczyk jest nieco zbyt zafiksowany na „komunistycznym zagrożeniu”.

Bardzo ciekawe, czy polityk, który tak bardzo gardłuje przeciwko „siadaniu do słołu z dyktatorami bez warunków wstępnych” postawił jakieś warunki Pinochetowi. Oj, wydaje mi się, że ewentualnie mogły być to jedynie wymagania kulinarne, wszak wizyta miała miejsce 30 grudnia, a więc czas to na biesiady wyborny.

Nie trzeba dodawać, że McCain nie znalazł czasu by spotkać się z przedstawicielami demokratycznej opozycji. Brawo John, zawsze wiedziałem, że jesteś facetem z zasadami. Szczegóły całej historii na Huffington Post (link na początku notki). Polecam.

[Zajrzyjcie też na Podróż na Południe]

3 komentarzy do “Pielgrzymka McCaina do Pinocheta

  1. Pielgrzymka to sformułowanie na wyrost. Trzeba pamiętać, że w roku 1985 nadal trwała zimna wojna, w Pinochet był wspierany przez Stany Zjednoczone. Spotkanie z dyktatorem nie jest powodem do dumy, ale nie można popadać w przesadę.

  2. Wiesz co, akurat tu jestem szczególnie uwrażliwiony. Uważam całą politykę USA w Ameryce Łacińskiej za, mówiąc baaaardzo dyplomatycznie, wysoce niefortunną. I guzik mnie obchodzi, ze była zimna wojna. Mógł się chociaż spotkać z przedstawicielami opozycji. Pare dni po McCainie był w Santiago (o ile pamietam, bo nie chce mi się teraz sprawdzać) Edward Kennedy i z opozycją się spotkał. kropka.

  3. Wysoce niefortunna to b.delikatne określenie. Mówiąc wprost, był to skandal i wykorzystywanie tego kontynentu. To samo działo się jednak z Afryką i Azją – logika zimnej wojny, gdzie obie strony chciały zwiększać liczbę "swoich sukinsynów".

Komentowanie wyłączone.