Strategia Obrony USA 2008

Niewiele zainteresowania w Polsce poświęcono publikacji 31 lipca 2008 roku nowej Narodowej Strategii Obrony USA (2008 National Defense Strategy, NDS), a szkoda, bo jest to – jak zawsze – ciekawy dokument.

Narodowa Strategia Obrony jest  – po prezydenckiej Narodowej Strategii Bezpieczeństwadrugim najważniejszym aktem w amerykańskiej polityce bezpieczeństwa i obrony, a za jego opracowanie odpowiedzialny jest Departament Obrony USA.

(DOD). Poprzednia NDS została opracowana w marcu roku 2005. Dokument ten jest swego rodzaju raportem na temat aktualnych problemów polityki światowej, potraktowanych oczywiście w bardzo ogólny sposób. Jego celem ma być nie tyle enumeratywne wyliczenie wszystkich potencjalnych wyzwań i zagrożeń oraz dokładna ich analiza, ale (jak to w strategii) raczej zarysowanie głównych sfer bezpieczeństwa, a co za tym idzie – kierunków polityki państwa i środków jej dostępnych.

Za najważniejsze zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych został uznany ekstremizm polityczny i religijny. Departament zauważa, że nie da się go wyplenić za pomocą brutalnej siły, czego przykładem są wojny w Iraku i Afganistanie, a więc potrzebne są inne, pozamilitarne, środki. Co zatem zaleca DOD? Oczywiście – bardzo szeroko pojętą pomoc rozwojową, która zahamować ma dotychczasowe mechanizmy radykalizacji społeczeństw zagrożonych ekstremizmem. Samo to jednak – zdaniem Pentagonu – nie wystarczy, należy więc zdyskredytować ekstremistyczne ideologie oraz spowodować rozłamy w oraz między poszczególnymi ugrupowaniami ekstremistycznymi. Trudno będzie osiągnąć ten cel, ale jego założenie jest bez wątpienia ze wszech miar słuszne.

Amerykanie zauważają, że obecnie największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa są wszelkiego rodzaju konflikty asymetryczne, niezbyt intensywne, ale zarazem bardzo krwawe. Afganistan i Irak uświadomił amerykańskiemu dowództwu, że nakłady na badania technik przeciwdziałania taktykom  asymetrycznym muszą wzrosnąć, jeśli USA nadal będą chciały zachować swoją militarną dominację nad resztą świata.

Kolejnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa USA mają być państwa bandyckie, czyli – tradycyjnie już – Iran i Korea Północna, których oddziaływanie w swoich regionach wyraźnie przeczy interesom Stanów Zjednoczonych. Co ważne, NDS skupia się głównie na pierwszym z tych państw. Oba jednak zostają uznane – słusznie lub nie, to kwestia poglądów – za zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych.

Oczywiście, nie może zabraknąć takiego dokumentu bez choćby małego wspomnienia innych potęg i zarysowania polityki USA wobec ich wzrostu. Oczywiście, na pierwszy plan wybijają się tu Chiny, o których NDS wspomina kilkukrotnie. W nastawieniu wobec tego mocarstwa widać klasyczne podejście realistyczne: niech Chiny się modernizują, niech rozbudowują armię – nie interesuje nas to, dopóki Stany mają nad nimi sporą komparatywną przewagę. Inną sprawą jest to, że przewaga ta z każdym rokiem zdaje się topnieć – o czym także wspomina NDS. Ważniejsze – moim zdaniem – jest jednak stwierdzenie, że USA powinny zachęcać Chiny do wzięcia większej odpowiedzialności za politykę światową; dotychczas Państwo Środka robiło to bardzo niechętnie, tłumacząc, że samo dopiero co rozpoczęło swoją drogę do nowoczesności i potrzebuje spokoju, bezpieczeństwa, a czasem i nawet pomocy.

Warto wspomnieć także o Rosji, której marzenia o powrocie do utraconej potęgi i ich realizacja – tak środkami poza- jak i militarnymi – mogą destabilizować system międzynarodowy. Co ciekawe, zaledwie raz – właśnie w kontekście Federacji Rosyjskiej – pada nazwa Europy, jako sojusznika Stanów, zagrożonego odwrotem Rosji od demokracji i otwartości na świat.

Chiny, China, armia, army, militaryBardzo pozytywnie należy ocenić uzupełnienie tradycyjnie bardzo mocno zakorzenionego w amerykańskiej mentalności tzw. twardego bezpieczeństwa, o bardzo rozbudowane elementy soft power (miękkie środki oddziaływania). We współczesnym nam świecie, kategoria bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego rozszerzając się na ogromną ilość dziedzin, zamazała swój pierwotny, czysto militarny, charakter. Obecnie wszystkie państwa zgadzają się, że bezpieczeństwo należy budować głównie poprzez mniej lub bardziej subtelne soft power, a mistrzami w korzystaniu z tych atrybutów są obecnie Chiny i Unia Europejska. USA  – a raczej rząd G.W. Busha – potrzebowały krwawych wojen w Afganistanie i Iraku, aby przekonać się, że jest to dobra strategia. Do niedawna wydawało się wręcz, że Stany zawierzyły w tej kwestii jedynie potędze swojej kultury i amerykańskiego stylu życia, dziś jednak wydaje się, że USA uczą się na swoich błędach. Wszystko zależy jednak od nowego prezydenta, którego poznamy już wkrótce, ale chyba można zaryzykować stwierdzenie, że zarówno McCain (warto przeczytać analizę jego poglądów na blogu USA2008 – część I i II), jak i Obama (na razie tylko część I) mogliby podpisać się bez obaw pod tym dokumentem.

Zdjęcia: Departament Obrony USA, WindsOfChange.net, Time.com.

4 komentarzy do “Strategia Obrony USA 2008

  1. Artykul moim zdaniem zupelnie niepotrzebnie miesza to czym został zapoczatkowany – Narodowa Strategie Bezpieczenstwa USA, z wlasnymi pogldami autora. Na dodatek, w tym ostatnim zakresie zwlaszcza – majacymi sie nijak do faktów. Jednym z najbardziej rażących oczy błędów jest stwierdzenie, jakoby Unia Europejska była jednym z „mistrzów korzystania z soft power”. Pytanie – kiedy ujawniła owo mistrzostwo? Proponuję przyjrzeć sie jak wyglądała skutecznosc owej europejskiej „soft power” przez cale lata dziewięćdziesiate – w trakcie kolejnych konfliktów bałkańskich…

    1. Poruszyłeś dwie kwestie. Po pierwsze: mieszanie opisu faktów dotyczących NDS 2008 z moimi poglądami; w tej sprawie mogę powiedzieć tyle: o zasadności dodania własnych poglądów decyduje zawsze sam autor i jest to jego prawo. Myślę, że w tej kwestii nie ma co dyskutować bo zarzut jest niepoważny.

      Znacznie bardziej poważnie brzmiący był zarzut o “rażące błędy”. Nie wiem, jak wiele ich dostrzegłeś i czego one dotyczyły – podejrzewam zatem, że to taki ładny chwyt erystyczny. W każdym razie, w moim odczuciu tu też strzelasz kulą w płot: fakt, że uważam UE za podmiot bardzo sprawnie wykorzystujący własne soft power nie możesz nazwać błędem, a co najwyżej – nie zgodzić się z moją interpretacją. Czy gdybym twierdził, że mistrzem światłocienia jest Rembrandt, a Ty byś się z tym nie zgadzał, też nazywałbyś moje twierdzenie błędem? Raczej nie… Niestety, z soft power jest bardzo podobnie – jest to czynnik właściwie niemierzalny i na każdy przykład popierający jedną tezę, jej przeciwnik może podać po kilka jej zaprzeczeń.

      Ale odchodząc od przesadnie akademickich rozważań, mogę podać Ci kilka przykładów unijnej soft power. Po pierwsze – bardzo niedoceniany fakt, że kraje Europy Środkowej (w tym i PL) po rozpadzie bloku wschodniego zdecydowały się przyłączyć do Wspólnot/UE. Po drugie – nadal istnieją państwa, które chcą do UE wstąpić i dla których jest ona wzorem. Po trzecie – zobacz jak wyglądają takie fora współpracy globalnej, jak G-8 czy G-20; przecież to czysty model unijny! Po czwarte – zgadnij na czym wzorują się wszystkie projekty integracyjne na świecie 🙂 I tak dalej – można wymieniać długo (a i tak Cię zapewne nie przekonam 😉 ).

      Owszem, soft power UE bywa zawodne, ale tak naprawdę zazwyczaj trudno oceniać jej skutki, bo są one rozłożone na wiele lat.

      Co do wojny na Bałkanach – sam nie wiem, co bardziej tu zawiodło: soft czy hard power (a dokładniej: jego brak). Kwestia pozostanie sporna zapewne do końca świata lub jeszcze dłużej 😉

      Dzięki za komentarz i sorry za przydługą odpowiedź!

      PS> Sorry, jeśli jesteś kobietą: zwracałem się do Ciebie jak do osobnika płci męskiej, bo tak mi łatwiej 🙂

      PS2> Aha, zapomniałem dodać – system komentarzy nieco się zmienił, mam nadzieję, że na lepsze. Wprowadziliśmy możliwość prowadzenie dyskusji w wątkach, a co za tym idzie – możliwość odpowiedzi na komentarze innych użytkowników.

      1. Piszac o soft power mialem na mysli „łagodne srodki persfazji”, i tak tez sądzilem ze Ty je rozumiesz, nie zas atrakcyjnosc jakiegos modelu polityczno-gospodarczego. To jakby dwie zupelnie niezwiazane ze soba rozne kwestie. Wszak chyba nie miales na mysli atrakcyjnosci ogolnie rozumianej europejskiej myśli integracyjnej, lecz zdolnosc EU do osiagania miekkmi metodami biezacych i dlugofalowych celów poza swoim obszarem

        Hard power na Balkanach nie zawiodlo – raczej zbyt dlugo go nie bylo. Kiedy natomiast sie pojawil, to szybko doszlo do ukladów w Dayton. Co tam zawiodlo, to wlasnie przekonanie ze przez soft power mozna zastopowac zwasnione strony we wzajemnym mordowaniu.

        1. Może zacznijmy od tego, że chyba zupełnie odmiennie traktujemy soft power. Łagodne środki perswazji to dla mnie (i chyba nie tylko dla mnie) dyplomacja czyli sztuka pokojowego osiągania własnych celów politycznych. Soft power zaś to swoista „atrakcyjność” danego państwa i proponowanych przez nie rozwiązań, która jest pochodną działań i wizerunku państwa na arenie międzynarodowej, a nie samymi działaniami. Tak (mniej więcej) rozumiał ją J. Nye i tego rozumienia bym się trzymał – bo patrząc na soft power w Twój sposób, wprowadzenie takiego terminu nie ma żadnego sensu, bo niemal całkowicie zlewa się z działaniami dyplomatycznymi.

          Co do wojen bałkańskich, to moim zdaniem zawiodła tam właśnie dyplomacja połączona z brakiem europejskich możliwości militarnych, a nie soft power. Prawdą jest jednak, że poddały one UE niezłemu testowi, którego ta raczej nie przeszła…

          Czy przykłady, które podałem nie pokazują zdolności UE do osiągania zamierzonych celów? A może to nie są miękkie metody?

          Pozdrawiam!

Komentowanie wyłączone.