Serwis korzysta z tzw. ciasteczek (cookies). Korzystając z niego, wyrażasz zgodę na ich używanie. Pewnie, nie ma problemu! Dowiedz się więcej o ciasteczkach »

Wojna polsko-ruska pod flagą niebiesko-żółtą. Część IV: ofiara własnego sukcesu

| 23 marca 2015 | Komentarze: 0 | Drukuj

Dziś, kiedy Warszawa została odsunięta od stołu rozmów w sprawie rozwiązania kryzysu na Ukrainie może poddać w wątpliwość całą dotychczasową taktykę. Polska polityka wschodnia jest jednak w pewnym sensie ofiarą własnego sukcesu.

ukraina_rosja_konflikt

Raport „Wojna polsko-ruska pod flagą niebiesko-żółtą, czyli pułapki polskiej polityki wschodniej (2015)”:

Udało się nam bowiem doprowadzić UE do pewnego punktu. Od Partnerstwa Wschodniego, poprzez zaangażowanie Unii w sprawy wschodnie, do – w końcu – względnej solidarności wobec polityki Rosji. Mimo krytyki miękkości unijnych sankcji to jednak one są i przynoszą swoje skutki. Nie ma też obecnie państwa unijnego, które jasno i wyraźnie sympatyzowałoby z tym co Kreml robi na Ukrainie. Niemcy, które początkowo chciały przyjąć rolę pośrednika między Zachodem a Rosją, ostatecznie zdecydowały się na bardziej asertywną postawę. Nawet w tak podzielonej w tej sprawie Grupie Wyszehradzkiej udało się też doprowadzić do wytworzeniu wspólnego projektu pomocy w przeprowadzeniu reform wewnętrznych na Ukrainie.

Innym wymiarem tego sukcesu jest prozachodni zwrot Ukrainy. Choć nienależny zapominać o  rosyjskiej reakcji to warto mieć też na uwadze, że gdyby Unia nie przedstawiła swojej propozycji dla Wschodu to zarówno Ukraina jaki i Gruzja oraz Mołdawia budowałby dziś Unię Euroazjatycką. Rosyjskie wpływy nie kończyłby się na części Obwodu Donieckiego i Ługańskiego, ale na Sanie. Oczywiście, Polska nie zawsze miała decydujący wpływ na te wszystkie zmiany, ale trudno sobie wyobrazić żeby bez niej one by nastąpiły.

Jest jednak też druga strona tego medalu. W specjalnym raporcie brytyjskiej Komisji Izby Lordów ds. Unii Europejskiej stwierdzono, że unijna dyplomacja weszła na Ukrainę „jak lunatyk”. Nie ma wątpliwości kto najsilniej ją pchał w tym kierunku i tym samym wplątał w tą całą awanturę.

Też przez swoje zaangażowanie na rzecz Kijowa Warszawa jest nie do zaakceptowania przez Kreml w rozmowach w formacie normandzkim. Powrót Polski do stolika negocjacyjnego byłby możliwy, gdyby nagle bylibyśmy skłonni zaakceptować niekorzystne dla Ukrainy rozwiązania, lecz wtedy nasze straty mogłyby się okazać dużo większe niż potencjalne zyski.

Inną sprawą jest jednak to, że polska dyplomacja nie potrafiła jak dotąd przedstawić żadnego konstruktywnego pomysłu jak zakończyć ten kryzys. Jeżeli jednak rozmowy w tej formule nadal będą się przebiegać tak jak do tej pory to zmiana formatu będzie koniecznością  I tutaj Polska mogłaby w końcu wystąpić z własną inicjatywą. Tylko czy wie z jaką?

Polskie przebudzenie

Niestety, wydaje się że Polska nie w pełni wykorzystuje swoje możliwości. Nie pierwszy raz nasze działania cechuje chaos, pewne niezgranie, fragmentaryczność. Pomimo deklaracji w expose ministra Schetyny, jak dotąd, nawiązano szerszej współpracy z Białorusią, która w tym konflikcie zajmuję bardziej wypośrodkowane stanowisko. Brak też jakiś nowych inicjatyw z państwami bałtyckimi, Szwecją czy Finlandią, które wobec tego kryzysu wyrażają podobne opinie. Z ust polskich oficjeli często też można usłyszeć sprzeczne wypowiedzi dotyczących choćby dozbrajania Ukrainy czy szkolenia ukraińskich żołnierzy.

Polska aktywność powinna się rozgrywać się na kilku polach. Najważniejszym zdaje się być Unia Europejska i NATO, czyli te gremia gdzie można najwięcej realnego zdziałać. Warszawa pełni w nich rolę jastrzębia, co jest bardzo ważne dla zachowania jedności stanowiska wobec Rosji. W UE dodatkowym plusem mogłoby być pewne skoordynowanie działań polskiej dyplomacji z aktywnością szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, chociażby po to aby polskie inicjatyw łatwiej opakowywać w szaty europejskie. Kolejnym aspektem są samodzielne bądź regionalne projekty i tu widać już pewne ożywienie.

Po blisko pół roku uśpienia, w grudniu, nastąpiło przebudzenie naszej dyplomacji na odcinku wschodnim. Wizyta prezydenta Poroszenki w Warszawie, gdzie padło z jego ust wiele ważnych deklaracji na temat dalszego kierunku Ukrainy, nieco wcześniejsza wizyta szefów dyplomacji Grupy Wyszehradzkiej w Kijowie z propozycjami wsparcia reform w tym kraju, wysłanie konwojów pomocy humanitarnej w rejon walk, szkolenie ukraińskich żołnierzy czy niedawna wizyta premier Ewy Kopacz w Kijowie stanowią już inicjatywy na pewno godne pochwały.

Przed polską dyplomacją stoi też w najbliższym czasie kilka poważnych wyzwań. Jednym z nich jest ustanowienie nowego planu działań dla Partnerstwa Wschodniego, gdzie nie do końca wiadomo w którym kierunku podążą zmiany w poszczególnych krajach. Do tego dochodzi bardzo możliwa kolejna eskalacja wojny na Wschodzie, w czasie której albo Zachód ponownie okaże swoją słabość wobec Rosji albo w końcu pazur i zdecydowanie. Wypadałoby żeby pałeczkę w zażegnywaniu tego kryzysu przejęły w końcu antyrosyjskie jastrzębie.

Niepotrzebna wojenka o wojnę

Obecnie Warszawa ma już dosyć napięte relacje z Moskwą. Niewpuszczenie marszałka Borusewicza do Rosji, nagonka w tamtejszych mediach i wysyłanie nie zbyt serdecznych not dyplomatycznych są doskonałymi obrazami tej sytuacji, której początków można się doszukiwać w wypowiedziach ministra Schetyny na temat II wojny światowej. Słowa szefa polskiego MSZ nadepnęły Rosjanom na odcisk i trudno się dziwić ich reakcji. Co my na tym zyskaliśmy? Poza awansem na wroga numer jeden kremlowskiej propagandy to prawdopodobnie nic.

Nie oznacza to oczywiście, że Polska nie może reagować na skandaliczne zachowania Rosji na Ukrainie czy realizować swoich inicjatyw jak ta z obchodami zakończenia II wojny światowej na Westerplatte. Lecz za tym samym przecież ministrem Schetyną wpadłoby powtórzyć, że „należy kontynuować dialog z Rosja tam gdzie to jest możliwe”. Nie wchodzić na siłę w ton konfrontacyjny. Szef polskiej dyplomacji miał prawo wrazić swoją opinię na temat udziału Ukraińców w wyzwoleniu Auschwitz i o obchodach 70. rocznicy zakończenia wojny, jednak mógł to zrobić w sposób dużo bardziej… dyplomatyczny.

Polska nie może sobie pozwolić na rezygnację z kanałów porozumienia z Rosją. Odtworzenia stanu zimnej wojny w wzajemnych stosunkach. Prócz Ukrainy jest wiele innych spraw jak choćby szereg kwestii związanych z graniczącym z nami okręgiem królewieckim. Nie można też doprowadzić do sytuacji, kiedy wszyscy pewnego dnia się z Rosją się dogadają, a Polska nadal będzie na cenzurowanym.

Ewentualności jest wiele…

Przewidywanie przyszłości i pisanie pod nią jednej strategii jest czynnością wysoce niepoważną. Przyszłości bowiem nigdy nie da się do końca przewidzieć. Dziś nigdzie indziej nie jest to tak widoczne jak na Ukrainie. To co można zrobić to przygotowywać się na różne ewentualności. Dostosowywać się do zmieniających okoliczności i w miarę możliwości kreować tą rzeczywistość. Tych ewentualności jest jednak wiele, a imię ich to Legion…

Dla nas najlepszą opcją jest klęska projektu rosyjskiego, naprawa ukraińskiej państwowości oraz jej mozolna praca na rzecz integracji z Zachodem przy ścisłej współpracy z Polską. Dalsza eskalacja konfliktu przez Rosję, nie wróży złagodzenia wobec niej kursu, co naturalnie będzie się przekładać na jej sytuację finansową. Rosja mogłaby się znaleźć wówczas na wirażu. Jeżeli Kijów będzie miał dość siły i determinacji by przy tak skrajnych warunkach reformować swój kraj i stawiać skuteczny opór agresorowi, a Polska wraz ze swoimi partnerami zapewni uwagę i wsparcie w tych kwestiach to szansa na to jest.

Zachód może też, choćby dla świętego spokoju, pęknąć i pójść w końcu na jakiś układ z Rosją. W szczególności jeśli po wyborach  do władzy w krajach członkowskich UE zaczną dochodzić partie o zabarwieniach prorosyjskich jak np. Front Narodowy we Francji. Rozczarowanie Zachodem jeżeli zostałoby połączone z (kolejną) porażką władz w Kijowie mogłoby również spowodować skłonienie się społeczeństwa ukraińskiego do ruchów skrajnych i populistycznych.

Rozbicie europejskiego stanowiska i podporządkowanie Ukrainy wzmocniłoby naturalnie Putina, co z drugiej strony wymagałoby reakcji Stanów Zjednoczonych. Jednak Waszyngton nie może też zapominać o regionie Pacyfiku i Bliskim Wschodzie. Czy wówczas jak wieszczył jeszcze w 2009 r. Georg Friedman USA wzmocni Polskę, żeby stała się zaporą przed rosyjskim imperializmem? Czy przeciwnie, wobec obojętności Stanów oraz podzielonej i osłabionej Unii Polska przy nowym dealu z Rosją będzie starała się wyciągnąć dla siebie jak najwięcej, a Ukraińcom powie się wtedy to, co marszałek Piłsudski 15 maja 1923 r. w Szczypiornie do internowanych oficerów Petlury: Ja was przepraszam, panowie, ja was bardzo przepraszam. Tak nie miało być.

Raport „Wojna polsko-ruska pod flagą niebiesko-żółtą, czyli pułapki polskiej polityki wschodniej (2015)”:

Państwa:

Co o tym sądzisz? Rozpocznij dyskusję