Serwis korzysta z tzw. ciasteczek (cookies). Korzystając z niego, wyrażasz zgodę na ich używanie. Pewnie, nie ma problemu! Dowiedz się więcej o ciasteczkach »

Wojna polsko-ruska pod flagą niebiesko-żółtą. Część III: najlepiej nie robić nic?

| 20 marca 2015 | Komentarze: 0 | Drukuj

Oceniając polską politykę wschodnią trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy rzeczywiście powinno nam zależeć na zwycięstwie Ukrainy w wojnie z Rosją?

Żołnierze ukraińscy pod Słowiańskiem (fot. snamess/FLickr-CC)

Żołnierze ukraińscy pod Słowiańskiem (fot. snamess/FLickr-CC)

Raport „Wojna polsko-ruska pod flagą niebiesko-żółtą, czyli pułapki polskiej polityki wschodniej (2015)”:

Najlepiej nie robić nic?

Istnieje również inna alternatywa dla obecnej polityki – bierność. Jak twierdzą niektóre środowiska moglibyśmy drogo sprzedać Rosjanom naszą neutralność. Polska przestałaby przeszkadzać, być jastrzębiem, który nie pozwala na zmiękczenie sankcji, w zamian za co otrzymałaby tańszy gaz, powrót eksportu itp. Pozornie nic nie tracimy, gdyż nie musimy występować oficjalnie przeciw Kijowowi. Po prostu, jak mówiła premier Kopacz, „opiekujemy się swoim domem i swoimi dziećmi”. Są w tym myśleniu echa pamiętnego artykułu Bartłomieja Sienkiewicza „Pochwała minimalizmu”, który można streścić hasłami: koniec z Giedroyciem, integrujmy się z Zachodem, pozostawmy Wschód samemu sobie, dogadujmy się z Rosją i tak nie mamy wpływu na to co się dzieje w ULB.

Tutaj jednak trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy rzeczywiście powinno nam zależeć na zwycięstwie Ukrainy w tej wojnie? Zakładając, że Rosja przegra tę rozgrywkę w Donbasie, tj. straci wpływ na przemiany dokonujące się na Ukrainie, to będzie to niewątpliwy cios w jej neoimperialne plany. Moskwa utraciłaby kolejny argument w rozgrywce międzynarodowej, co dla Polski jest bardzo dobrą wiadomością, bowiem – powtarzając za Adolfem Bocheńskim – państwo jest silne jak słaby jest jego rywal. Idąc dalej, powodzenie się prozachodnich przemian na Ukrainie mogłoby w dalszej perspektywie zaważyć na przemianach w Rosji. A czyż normalnej, nieimperialnej Rosji byśmy sobie życzyli? Gdyby jednak Rosja tę wojnę by wygrała i miałaby decydujący wpływ na politykę w Kijowie to już łatwo można sobie wyobrazić kolejne bazy rosyjskie na Ukrainie. Tylko tym razem nie na dalekim Krymie, a tuż przy granicy… z Polską.

Innym aspektem jest nasza współpraca z samą Ukrainą. Propolska i prozachodnia Ukraina to nie tylko nasze bezpieczeństwo, lecz także większe możliwości rozwoju gospodarczego i cenny sojusznik na arenie międzynarodowej. Naszym odległym dążeniem powinien być naprawdę ścisły sojusz polsko-ukraiński w UE. Cel bliższy to stabilny partner integrujący się z Zachodem będący ważnym partnerem gospodarczym.
Tę przyjaźń i podstawy gospodarczej współpracy trzeba budować już teraz, kiedy Ukraina się odbudowuje. Potem może być za późno.

Nie walczymy za naszą i waszą wolność

Przymierze polsko-ukraińskie powinno być oparte na trzech płaszczyznach: politycznej, gospodarczej i społecznej. Niedawna wizyta premier Kopacz w Kijowie doskonale koresponduje z tymi dwoma pierwszymi czynnikami. Polska rzeczywiście podczas tej wizyty zaproponowała, co nie zdarza się zbyt często, realny program zacieśnienia więzów gospodarczo-politycznych. Dość wspomnieć, że 100 mln euro kredytu udzielonego Ukrainie ma pójść na współpracę z polskimi przedsiębiorcami. Ponadto projekt wsparcia reform ustrojowych i „zaszczepienia polskiego modelu” na Ukrainie jest działaniem, które może przynieść daleko idące profity.

Problemy mogą się pojawić na płaszczyźnie społecznej. Choć Polska nigdy nie była tak pozytywnie postrzegana na Ukrainie jak obecnie, to wcześniej czy później konieczne będzie uporanie się z upiorami przeszłości. Chociaż nacjonalizm ukraiński mocno już się rozpuścił w patriotycznym uniesieniu i ma on ostrze wyraźnie antyrosyjskie, to problem miejsca UPA we wspólnej historii powróci.

W tym wszystkim bardzo wiele zależy jednak od samej Ukrainy. Jeżeli nie pokona ona własnych słabości i nie stanie się normalnym państwem to za naszą granicą będzie kolejny chory człowiek Europy, który wcześniej czy później znajdzie się pod rosyjską kuratelą.

Przy realizacji tego czarnego scenariusza Polska musi zadbać przede wszystkim o własne interesy. W polskim wsparciu dla Ukrainy nie chodzi o szczytną walkę za naszą i waszą wolność czy ukrainofilstwo, lecz o realizację naszych celów na Wschodzie. Marzeniem jest prozachodnia i propolska Ukraina w ścisłym sojuszu z naszym krajem, jednak jeżeli będzie to niemożliwe to konieczne jest zadbanie o przynajmniej celu minimum, czyli zachowanie naszego bezpieczeństwa.

To co Polska może zyskać to zwiększenie zainteresowania NATO i UE w tym regionie oraz wyciągnięcie z tego tytułu pewnych korzyści w tych gremiach. Chodzi tu m.in. o większy wpływ na ich politykę czy zwiększenie obecności militarnej i wsparcia sprzętowego Sojuszu.

Polska musi mieć czas. Czas, żeby stworzyć silne gospodarczo i militarnie państwo. Budować własny potencjał. Dopóki się tego nie osiągnie trzeba być bardziej lisem niż lwem. Państwem obrotowym, które nie pali za sobą wszystkich mostów.

Raport „Wojna polsko-ruska pod flagą niebiesko-żółtą, czyli pułapki polskiej polityki wschodniej (2015)”:

Państwa:

Co o tym sądzisz? Rozpocznij dyskusję