Lekcja z Monachium: czy Niemcy i Francja sprzedają Ukrainę?

No to jak z tą Ukrainą, sprzedana już, czy do Monachium vol. 2 jeszcze jeden krok?

Władimir Putin (fot. World Economic Forum/Flickr/CC)
Władimir Putin (fot. World Economic Forum/Flickr/CC)

Warto pamiętać, że uginanie się pod presją rozbójnika nic nie daje. Bo jego takie ustępstwo nie zadowoli na dłuższą metę. On przyjdzie po więcej. Może już idzie, czekając tylko ze swoimi psami wojny na smyczy, żeby spuścić je w odpowiednim momencie. Wydaje się, że dzisiaj mamy do czynienia z momentem adekwatnym do tego, co działo się w 1938 r. Ówczesną mentalność głównych decydentów celnie podsumował Sir Winston Churchill. Powiedział wtedy, że

Anglia i Francja miały wybór pomiędzy wojną a hańbą. Wybrały hańbę, ale będą miały wojnę.

Niepostawienie tamy Putinowi może mieć podobne, niekoniecznie takie same, skutki jak Monachium. Wojna asymetryczna sprawdza się w jego przypadku o wiele lepiej od klasycznej. Wojnę medialną już dawno wygrał. Ciągle tylko „separatyści” czy „rebelianci”. Tymczasem od początku nie było na wschodzie Ukrainy żadnych rebeliantów ani separatystów. Byli tylko rosyjscy agenci wpływu, niektórzy umieszczeni na wschodzie Ukrainy na lata przed bieżącymi wydarzeniami. Ale można się mamić, że było inaczej i że Ukraińcy ze wschodu powstali przeciw faszystowskiej juncie, która dokonała przewrotu w Kijowie. Można też przekonywać ludzi, że Ziemia jest płaska, a Słońce krąży wokół naszej planety.

Dziś Europa płaci cenę tego, że zupełnie nie rozumiała i nadal nie rozumie Rosji. Nie rozumie tego, że w Moskwie nadal rozumieją politykę i interesy państwa zgodnie z klasycznymi definicjami tych pojęć. Europa z jednej strony rozbudziła marzenia ludzi na Ukrainie, z drugiej strony nie miała i nie ma im nic do zaoferowania poza dobrym słowem i sprzedażą tejże Ukrainy Putinowi, gdy ten tupnął nogą, przywołując całe towarzystwo do porządku. Europa jako gracz niemal postpolityczny została przyłapana przez Putina na marnej jakości blefie. Co zabawne w tej tragicznej sytuacji, Putin wcale nie ma mocnych kart. Rosja nie jest żadną potęgą. I nie ma widoków, by znowu miała nią być. Sankcje, jakkolwiek wybiórcze, wraz ze spadkiem cen ropy, Rosji dokuczają. Chwilowo można „przepalać” zgromadzone wcześniej pieniądze, ale jest to strategia wybitnie krótkoterminowa. Dlatego ofensywa na wschodzie Ukrainy nabiera tempa. Putin wie, że tzw. window of opportunity na Ukrainie nie będzie trwało wiecznie. Że niezmierzona niekompetencja ukraińskich generałów nie będzie trwała wiecznie, a ktoś może wreszcie sprzeda Ukrainie trochę broni. Wiadomo, że najlepiej działa polityka faktów dokonanych – wiedzą coś o tym chociażby Izraelczycy, którzy bez przerwy kolonizują terytoria, które teoretycznie należą do Palestyńczyków.

Warto już dziś zastanowić się, co zrobić gdy Putin zechce dokonać rozbioru innych państw, np. Kazachstanu czy Estonii albo Łotwy. Te dwa ostatnie teoretycznie są bronione przez NATO, ale Kazachstan musiałby przełknąć wszystko bez piśnięcia. No chyba że do gry weszłyby Chiny, z którymi Rosja w ostatnich latach przegrywała bitwę o duszę i gospodarki państw Azji Centralnej. Czy Pekin przyjąłby rozbiór Kazachstanu bez mrugnięcia okiem?