Prymat interesów nad prawem. Lekcja dla Polski

Minister spraw zagranicznych Niemiec, Frank Walter Steinmeier ogłosił – niesensacyjnie, zgodnie z rzeczywistością – że aneksja Krymu była niezgodna z prawem międzynarodowym. Idąc dalej, chętnie poprowadziłbym wykład, w jaki sposób Rosja narusza zasadę suwerenności oraz zasadę nieinterwencji na Ukrainie (broń, rebelianci, ostrzał). W swoich rozważaniach byłbym w stanie oprzeć się na wyrokach i opiniach doradczych Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości i  bez cienia wątpliwości – merytorycznie miałbym rację. Jednocześnie minister spraw zagranicznych Rosji, Siergiej Ławrow nawołuje do… przestrzegania prawa międzynarodowego ws. Syrii i… czy tego chcemy czy nie, ma, z prawnomiędzynarodowego punktu widzenia, racje. To samo prawo, które teoretycznie broni Ukrainy, powinno chronić też nieukochany na Zachodzie rząd Bashara al-Assada przed bombardowaniami. Tutaj akurat sprawa jest na tyle komiczna, że Amerykanie zbombardowali rafinerie zajęte przez Państwo Islamskie w Syrii, co z prestiżowego punktu widzenia jest dla rządu syryjskiego trudne, ale z taktycznego to poważny cios w jego najpoważniejszego wroga.

Sytuacja naturalnie nie jest identyczna w jednym i drugim przypadku, można mówić o braku legitymizacji czy jej istnieniu w formie demokratycznych wyborów, oceniać postawę poszczególnych przywódców (nie sposób porównać Assada czy Państwa Islamskiego do do Poroszenki), ale faktu to nie zmieni – suwerenność Ukrainy jest równa suwerenności Syrii, wcześniej Iraku, jak również Gruzji. Piszę o tym nie dlatego, iż jestem zaskoczony, że mocarstwa kierują się interesem, a nie prawem i misją, ale z powodu tego, iż nie można stać się ofiarą własnej propagandy. A swoim czytelnikom nie chcę przekazywać fałszywego obrazu świata. Prawo jest bez znaczenia dla mocarstw w momencie, gdy w grę wchodzą żywotne interesy. Prawo jest dobre jednak jako argument w dyskusji, który często jest używany przez obie strony.

Interes w znaczeniu subiektywnym na przykładzie USA
Fakt, że decydenci poszczególnych państw kierują się interesem narodowym nie oznacza, że muszą oni go pojmować identycznie. Inaczej interes narodowy postrzegają w Stanach Zjednoczonych, inaczej w Niemczech, Polsce, inaczej w Skandynawii, a inaczej w Rosji. A w dodatku w każdym państwie trwać będzie dyskusja, co jest tym interesem.

Na potrzeby tego tekstu porozważam interesy Stanów Zjednoczonych. W Stanach Zjednoczonych jeden z najważniejszych przedstawicieli szkoły realistycznej, Stephen S. Walt, krytykuje bombardowania przeprowadzone na Państwo Islamskie argumentując, że bomby problemów nie rozwiążą, a jedynie mogą prowadzić do zwiększenia zaangażowania Waszyngtonu, co z kolei – jego zdaniem – nie jest w interesie Amerykanów. Jednocześnie w sprawie ukraińskiej proponuje powściągliwość, rozmowy z Putinem zamiast grożenia sankcjami, a także wprost deklaruje, że nie ma żadnej pewności, iż Putinowi chodzi o “coś więcej niż Ukrainę”. Polityka Obamy jak widać nie odpowiada życzeniom prof. Walta, jednak pozwolę sobie odnieść się do postulatów Walta.

Co się stało, to się nie odstanie. Walt ma rację pisząc, że z perspektywy czasu interwencja w Iraku była olbrzymim błędem. Nie żyjemy jednak w alternatywnej rzeczywistości i w naszym świecie interwencja miała miejsce, a Irak obecnie jest państwem w zasadzie upadłym. Faktem jest też, że Państwo Islamskie nigdy nie zdobyłoby też swojej pozycji, gdyby nie amerykańskie zaangażowanie na Bliskim Wschodzie, a przede wszystkim, niekorzystna pozycja sunnitów, w szczególności prześladowania w Iraku. Pod tym względem jedyne sensowne działanie jest oczywiste – to rozwiązanie polityczne uwzględniające sytuację sunnitów.. Bez niego Syria i Irak będą cały czas krwawiły. Najgorsze jest to, że takie rozwiązanie wygląda na mało prawdopodobne. Prof. Walt proponuje coś w rodzaju izolacjonizmu, bo przecież Bliski Wschód znajduje się daleko, a i wpływ na gospodarkę Stanów Zjednoczonych potencjalnie jest znikomy. I tutaj według mnie nie uwzględnia rzeczywistości, bo Stany Zjednoczone w tym momencie na izolacjonizm po prostu nie stać. Nie mówiąc o tym, że skutki całkowitego wycofania Amerykanów mogłyby też wpłynąć na m.in. cenę ropy , gazu czy dotknąć kluczowych sojuszników Stanów (Izrael, Egipt, Arabia Saudyjska). Na pewno jednak Amerykanie powinni przemyśleć swoją strategię pod kątem używania miękkich instrumentów, bo Państwo Islamskie można militarnie zepchnąć do defensywy, ale zwalcza się skutek, a nie przyczynę.

W sprawie Ukrainy prof. Walt pudłuje kompletnie, bo nie rozumie Rosji i jej sposobu pojmowania swojego interesu. Tutaj odsyłam do świetnego tekstu na ten temat autorstwa doktora Marka Cichockiego.. Najgorsze jest jednak jednak, że prof. Walt nie rozumie też interesu amerykańskiego, którym jest utrzymanie pozycji w świecie, a nie oddawanie pola.

Oczywiście, że nie żyjemy w czasach zimnej wojny, a Stany Zjednoczone i Rosja mają dziś wiele interesów wspólnych, w kwestiach surowcowych, na polu walki z ekstremizmami czy postrzegania Chin. Od roku 1989 Rosja (wtedy ZSRR), przede wszystkim traci. Unia Europejska i NATO rozszerzyły się, w Azji Centralnej pojawili się nie tylko Amerykanie, ale też Chińczycy. Przede wszystkim jednak Amerykanie są w stanie w dwa tygodnie zmasakrować gospodarkę rosyjską. Europejczycy tez, ale różnica polega na tym, że Stany Zjednoczone są łatwiej sterowalne i nie potrzebują zgody 28 państw.

Amerykański piwot w stronę Azji nie jest na tym etapie dziwny, bo głównym konkurentem Stanów Zjednoczonych stały się Chiny i tutaj Amerykanie nie mają możliwości gospodarczego zniszczenia swojego konkurenta bez samobójstwa swojej gospodarki. W tej amerykańsko-chińskiej grze Rosja ma też swoje potencjalne miejsce.

W interesie Stanów Zjednoczonych jest integracja gospodarcza Stanów z UE, a następnie Rosji z UE i modernizacja tego państwa, gdyż Rosja, w rozgrywce z Chinami, byłaby niezwykle cennym sojusznikiem. Kwestia jednak tego, jak będzie przebiegała ta integracja pomiędzy Unią a Rosją. Dla Stanów Zjednoczonych dużo lepszym rozwiązaniem jest układ, w którym to Unia podporządkuje sobie Rosję, a nie na odwrót. W interesie Rosji oczywiście na odwrót lub współpraca na równych prawach, w dodatku nadal Rosja chciałaby przynajmniej o sobie myśleć, jako o supermocarstwie. Aby mieć jakiekolwiek sensowne karty w przyszłych rozmowach, a także aby nie niszczyć swoich marzeń o odbudowie Imperium, Moskwa potrzebuje Ukrainy jako całości jako elementu Unii Celnej.  W takiej odbudowie nie ma interesu Waszyngton i nie może na nią pozwolić. A to oznacza utrzymanie Ukrainy poza obozem integracyjnym firmowanym przez Rosję. O ile jednak zmieniła się sytuacja Rosji w ciągu ostatnich 25 lat, o tyle nie zmieniła się mentalność i tutaj nadal potrzeba zdecydowanej i twardej polityki, bo Rosjanie zatrzymają się tam, gdzie się im poważnie przeciwstawi. Zamrożenie konfliktu, choć oczywiście jest z pewnego względu na rękę też Rosjanom, jest jednak w dużej mierze wynikiem sankcji i coraz aktywniejszej polityki Unii Europejskiej. W tym kontekście szkoda, że w kwestii sankcji nie zdecydowano się na ich mocniejszą wersję, warunkowo i wcześniej.

Dlatego Walt nie ma racji. Okazywanie słabości nic w kontaktach z Moskwą nie daje. Podobnie zresztą, jak okazywanie słabości w kontaktach z Waszyngtonem.

Lekcja dla Polski
Gdyby Polska była w polityce amerykańskiej tak ważna, jak Izrael, to byłbym największym zwolennikiem sojuszu polsko-amerykańskiego na całym świecie. Niestety, tutaj rację ma Zbigniew Brzeziński, a on wprost twierdzi – Polska jest sojusznikiem z drugiej albo trzeciej ligi, a relacje z Polską sa dla Stanów Zjednoczonych mniej ważne niż relacje z Rosją. NATO powinno pozostać filarem polskiego bezpieczeństwa, chociażby Ze względu na siłę odstraszania, ale na specjalne traktowanie ze strony Waszyngtonu nie mamy co liczyć. Trzeba ogrywać, ile się da (żołnierze, sprzęt, tarcza antyrakietowa).

Dlatego trzeba liczyć przede wszystkim na siebie, zachęcając NATO do rozbudowywania swoich zasobów na wschodzie, ale także rozważyć koncepcję budowy obozów regionalnych. Optymalne z punktu widzenia byłoby zachęcanie Unii Europejskiej – albo chociaż jej najważniejszych członków – do rozbudowy potencjału obronnego i ściślejszej integracji. Pod tym kątem polityka rosyjska ostatnich miesięcy jest dla naszej retoryki korzystna, bo wyjaśnia nasze obawy.

Ktoś może się jeszcze zapytać, dlaczego to my mamy rację w sprawie ukraińskiej forsując swoje rozwiązania instytucjonalne, skoro też kierujemy się głownie swoim interesem?

Różnica polega na tym, że my – jako Polska – kierujemy się swoim interesem, aczkolwiek w przeciwieństwie do Rosji nie chcemy Ukrainy sobie podporządkować, a mamy dla niej ofertę integracyjną. Proponujemy im swoją drogę, bo na ostatnie 20 lat w żaden sposób z Ukraińcami bym się nie zamienił. Mamy też rację dlatego, że dozo większe uprawnienia na obszarze praw człowieka posiada obywatel w Unii Europejskiej, aniżeli w Unii Celnej, korupcja jest mniejsza, a wymiar sprawiedliwości – co do zasady – opiera się na zasadach państwa prawa, gdzie nie porywa i nie zabija się dziennikarzy za niepomyślny artykuł, zaś opozycji nie wsadza się do więzienia.

Mówiąc bardziej dosadnie – my mamy więcej interesów wspólnych z Ukrainą, aniżeli Rosja.. Chociaż nie chciałbym też pisać, że nasza oferta jest idealna.