Polemika z bajkami Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa na temat odszkodowań wojennych od Niemiec

Dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas od około tygodnia grzeje temat odszkodowań wojennych od Niemiec. Biliony złotych, na wyciągnięcie ręki, trzeba tylko chcieć!

Fot. wizetux / Flickr - CC Pieniądze, euro, dolary
Fot. wizetux / Flickr – CC

Generalnie rozumowanie Pana Doktora sprowadza się do tego, że nikt nie zgłosił do Organizacji Narodów Zjednoczonych jednostronnego zrzeczenia się roszczeń odszkodowawczych w stosunku do Niemiec, więc zrzeczenie nie jest ważne, a więc reparacji można dochodzić. Teoretycznie logiczne, aczkolwiek, niestety (też bym chciał, aby Polska te miliardy dolarów mogła przytulić…), to są bajki albo spóźniony (przedwczesny?) primaaprillisowy żart. Szkoda, że ten temat jest popularny w mediach i tworzy wrażenie, że miliardy mamy już praktycznie w kieszeni, ale …. po kolei.

1. Grzegorz Kostrzewa-Zorbas powołuje się na art. 102 Karty Narodów Zjednoczonych. lecz go nie cytuje. A brzmi on tak: “jeżeli traktat lub układ międzynarodowy nie został zarejestrowany stosownie do ustępu 1 artykułu niniejszego, żadna ze stron, która taki traktat lub układ zawarła, nie może się nań powoływać wobec jakiegokolwiek organu Organizacji Narodów Zjednoczonych”.

Jak w tym suchym i oklepanym żarcie o śwince morskiej, ani świnka, ani morska. Pan Doktor robi dwa podstawowe błędy, które uniemożliwiają zastosowanie tego artykułu w przypadku odszkodowań.

Po pierwsze, Karta mówi o rejestracji UMOWY LUB UKŁADU MIĘDZYNARODOWEGO. Umowa lub układ są wielostronnymi źródłami prawa międzynarodowego (do ich powstania potrzeba udziału więcej niż jednej strony), a zrzeczenie się przez władze PRL roszczeń wobec Niemiec jako całości, z 1953 roku, było jednostronnym oświadczeniem, które nie podlega obowiązkowi rejestracji. W dobrym tonie jest, oczywiście, wysyłanie też takich dokumentów, zwłaszcza tak doniosłych, jak zrzeczenie się odszkodowań, ale nie powoduje to, przy takim brzmieniu karty, negatywnych konsekwencji dla Niemiec czy Polski.

Po drugie, warto zająć się też drugą częścią zdania. Nawet gdyby założyć, że rak jest rybą i że jednostronne źródło prawa międzynarodowego jest układem lub umową międzynarodową (założenia kompletnie kontrfaktyczne, bo zaprzeczają podstawowym dla prawa międzynarodowego traktatom takim jak Konwencja Wiedeńska o Prawie Traktatów, prawu zwyczajowemu i powszechnie przyjętym poglądom w doktrynie), to fakt niezgłoszenia umowy lub układu wcale nie powoduje nieważności umowy, jak twierdzi Pan Doktor, lecz uniemożliwia powoływanie się na ten dokument TYLKO I WYŁĄCZNIE przed organami Organizacji Narodów Zjednoczonych. W przypadku, gdyby sprawa trafiła do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości to rzeczywiście, na taką umowę lub układ nie można by się powoływać, co jednak nie znaczy, że nie można by dowodzić, że Polska zrzekła się odszkodowań innymi środkami dowodowymi (wypowiedzi polityków, analiza traktatów itd).

Podsumowując, przepis na który powołuje się dr Kostrzewa-Zorbas nie stosuje się do tego przypadku. Art. 102 mówi o umowach i układach, a tutaj mamy do czynienia z jednostronnym oświadczeniem. Poza tym sankcją jest brak możliwości powoływania się przed organami ONZ (i tylko przed nimi), a nie nieważność.

2. Jest to o tyle ważne, że w obecnym stanie prawnym Polska nie ma możliwości wniesienia sprawy przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w tej sprawie. Już abstrahując od tego, że sprawę byśmy przegrali ze względów opisanych powyżej (skuteczne zrzeczenie się roszczenia), to MTS nie ma jurysdykcji w tej sprawie.

3. Istnieje ścieżka, aby uzyskać jurysdykcję na przyszłość – Polska musiałaby podpisać i ratyfikować Europejska Konwencję o Pokojowym Rozwiązywaniu Sporów, która zawiera w artykule 1 odpowiednią klauzulę. Ten dokument umożliwił Niemcom w 2008 roku pozwanie przed MTS Włochów w sprawie immunitetu jurysdykcyjnego, więc odpowiednia podstawowa by się znalazła. Tylko że nie można by dochodzić roszczeń wynikających z faktów sprzed wejścia Konwencji w życie, czyli już po II wojnie światowej  Czy  miałoby to sens? Sprawa na 99% jest przegrana, a efektem byłoby rozszerzenie polskiej odpowiedzialności i łatwiejsze pozywanie Polski przez sygnatariuszy tej umowy międzynarodowej. W efekcie nie tylko moglibyśmy pozywać, ale i być pozywani. Każdy niech skalkuluje sam. Jedyną szansą dla nas byłoby podważenie samego oświadczenia (tj. np. że zostało złożone pod przymusem), ale dowodowo trudne i szanse powodzenia – minimalne.

4. Wszystko zostało w tej sprawie pomylone. Przepis dotyczy umów, a nie jednostronnych oświadczeń, nieważności nie ma, zaś MTS nie ma jurysdykcji, ale ludzie od tygodnia czytają o bilionach złotych, które możemy uzyskać na drodze prawnej. A to science-fiction nieoparte na żadnych realnych prawnych przesłankach. W wyniku wojny opóźnieni w rozwoju gospodarczym jesteśmy w stosunku do zachodniej Europy o dziesiątki lat, a II wojna światowa to zniszczenia materialne i straty ludzkie na niewyobrażalną skalę. Z moralnego punktu widzenia, sprawy na pewno nie została załatwiona, ale z prawnego – niestety, tak. To samo w kwestii indywidualnych roszczeń (tj. wytaczania spraw przed sądy przez indywidualne osoby przeciwko Niemcom) – w tej sprawie istnieje postanowienie polskiego Sądu Najwyższego, a także wyrok Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, które stwierdzają, iż tej sprawie Niemcy jako państwo posiadają immunitet jurysdykcyjny. Możemy dyskutować, czy to sprawiedliwe, ale jeżeli rozmawiamy o prawie, to jest jednoznaczne.

5. Dziennikarze jednak nie potrzebują researchu, a klików i odsłon reklam, dlatego temat jest pompowany. Ten balonik powinien zostać jak najszybciej przekuty, a bajki o cudownym art. 102 KNZ zakończone. Przypominam, że media mają nie tylko zdobywać kliki, ale też rzetelnie informować.

To wszystko jest jednak polityka międzynarodowa. Problem proponuje postrzegać w charakterze politycznym, a nie prawnym. I znowu – niech każdy sam oceni, czy jest w naszym interesie A.D. 2014 podnoszenie tej kwestii w kategorii żądań, a nie argumentu w dyskusji.

W tym kontekście nie należy dziwić brak odniesienia się do publikacji (“śledztwa” – jak ładnie napisano, moje “śledztwo” trwało w tej sprawie 30 minut…) przez rządy Polski i Niemiec.  Co tu komentować? Że art. 102 KNZ znaczy co innego, niż twierdzi dr Kostrzewa-Zorbas? Pozwolę sobie na wyręczenie Angeli Merkel czy Ewy Kopacz, bo chyba mają ważniejsze sprawy na głowie…