Kruchy pokój i gra nerwów wokół Górskiego Karabachu

Obecna napięta sytuacja w Górskim Karabachu, będąca nijako w cieniu wojny w Donbasie, w nieodległej przyszłości może stać się kolejnym zarzewiem zmagań Rosji oraz Zachodu w walce o wpływy w tym strategicznym pod względem tranzytu surowców energetycznych regionie.

Obchody Święta Armii w Górskim Karabachu (fot.  Sedrak Mkrtchyan / Flickr - CC)
Obchody Święta Armii w Górskim Karabachu (fot. Sedrak Mkrtchyan / Flickr – CC)

Od zawieszenia broni w 1994 roku nie mieliśmy do czynienia z tak intensywnymi walkami na tzw. „linii kontaktowej” jak tego lata. Po raz pierwszy również potyczki toczyły się wzdłuż całej granicy państwowej Armenii i Azerbejdżanu. W którą stronę zmierza ten konflikt? Czy agresywna polityka coraz silniejszego Baku ma na celu wyrównanie po 20 latach zaległych porachunków i odzyskanie w cieniu wojny na Ukrainie utraconego po rozpadzie ZSRR terytorium? Czy rządzący Armenią od 1998 r. , skorumpowany i autorytarny tzw. „karabski klan” w momencie realnego zagrożenia wojną utrzyma się przy władzy? Czy Rosja, jeżeli przyjdzie potrzeba, po raz kolejny pomoże Armenii w walce z Azerbejdżanem, czy też nadal skutecznie będzie „zamrażać” ten konflikt? Jaki scenariusz Rosji się opłaca? Co może Unia Europejska?

Przy analizowaniu dynamiki wydarzeń na Kaukazie nasuwa się wiele pytań. Dla wielu z nich każda odpowiedź następnego dnia staję się nieadekwatna do obecnej sytuacji na świecie. Z trwogą patrzymy na Ukrainę, na Bliski Wchód i „wschód” światowego dżihadu, na bezsilne państwa bałtyckie, na Osetię Płd., Abchazję i Naddniestrze. Patrzymy na to zza cienkiej otoczki NATO i UE zastanawiając się, w którym z tych miejsc palec decydentów uderzy w mapę. Jesteśmy bowiem świadkami największych zmian geopolitycznych od upadku Związku Radzieckiego, a w najbliższym czasie może dojść do wielu drastycznych rewizji granic. W szczególności narażony jest na to region Środkowej Azji i Kaukazu. To tutaj ścierać się będą wpływy wschodzących regionalnych liderów tj. Azerbejdżan, oraz najważniejszych aktorów polityki międzynarodowej – Federacji Rosyjskiej, Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych.

Kolejność, w jakiej wymieniłem najważniejszych aktorów nie jest przypadkowa. Póki co na Kaukazie i Europie Wschodniej to Rosja właśnie pociąga za sznurki tego tragicznego teatru zmagań – dla niektórych zmagań o przetrwanie, dla innych zmagań o większe wpływy zarówno polityczne jak i te finansowe.

Dokąd zmierza konflikt w Górskim Karabachu i czy będziemy świadkami bardziej stanowczych posunięć Azerbejdżanu?

Na tą chwilę ciężko jednoznacznie stwierdzić jaki będzie dalszy los tego parapaństwa. Pewne jest to, że rząd w Baku stawia twarde warunki rozwiązania konfliktu – Górski Karabach jest z punktu widzenia prawa integralną częścią Azerbejdżanu i inna przyszłość niż powrót do macierzy go nie czeka. Potwierdzeniem tego są ostatnie wypowiedzi najważniejszych azerskich polityków w tym Prezydenta Ilhama Alijewa – „ta wojna się nie skończyła, to dopiero pierwszy etap”. Ten agresywny ton w połączeniu z posuniętymi na szeroką skalę zbrojeniami oraz coraz mniejszym wpływem Rosji na politykę Baku nie wróży niczego dobrego. Armenia, skłócona z sąsiadami może liczyć tylko na pomoc Moskwy, choć i ta w ostatnim czasie wystawia na próbę ich wzajemne sojusznicze zobowiązania poprzez sprzedaż broni Azerom. Co więcej, gospodarka Armenii jest niemal w całości powiązana z gospodarką Rosji, więc sankcje Unii Europejskiej i USA nakładane na Rosję, uderzą rykoszetem w i tak bardzo słabą gospodarkę Armenii. W wyniku tych wszystkich zdarzeń może dojść do poważnego tąpnięcia w funkcjonowaniu aparatu państwowego Armenii, co tylko zaostrzy zapędy Azerbejdżanu.

Czy tzw. „karabski klan” rządzący Armenią od 1998 r., słynący z fałszowania wyborów, korupcji i ograniczania wolności mediów w momencie realnego zagrożenia wojną utrzyma się przy władzy?

Armenia od momentu odzyskania niepodległości ma problem z zastosowaniem demokracji oraz funkcjonowaniem aparatu państwowego. Do tego wszystkiego dochodzą również niezdecydowane rządy uległych wobec Rosji prezydentów nie zdolnych do przeprowadzenia koniecznych, konstruktywnych reform gospodarczych oraz działań na rzecz zwiększania suwerenności państwa. Obecny prezydent Armenii Sierż Sarkisjan cieszy się znikomym poparciem obywateli ograniczającym się głównie do Górskiego Karabachu, z którego pochodzi. Krytykowany jest za korupcję, fałszowanie wyborów, ograniczanie wolności mediów, uległość wobec Rosji oraz bardzo rozrzutny sposób życia, kontrastujący ze standardem życia przeciętnych obywateli. W ostatnich latach, w szczególności po włączeniu Armenii do programu Partnerstwa Wschodniego widać coraz silniejsze ruchy społeczeństwa obywatelskiego i organizacji pozarządowych, które tworzą młodzi ludzie urodzeni po rozpadzie ZSRR, którzy nie są obciążeni „sowieckim typem człowieka” i w końcu którzy chcą zmian na lepsze. To oni któregoś dnia wyjdą na ulice i napiszą ostatni rozdział „Aksamitnych Rewolucji”.

Czy Rosja, jeżeli przyjdzie potrzeba, po raz kolejny pomoże Armenii w walce z Azerbejdżanem, czy też nadal skutecznie będzie „zamrażać” ten konflikt? Jaki scenariusz Rosji się opłaca?

Konflikt karabski jest ważnym instrumentem potrzebnym do realizacji rosyjskich interesów na Kaukazie Południowym. Póki konflikt trwa, to Rosja decyduje o jego dalszym przebiegu. Nie mówię tutaj o nacisku na Armenię, której gospodarka należy do Rosji poprzez najważniejsze sektory – gazowy, energetyczny, bankowy oraz transportowy, Rosji chodzi bardziej o Azerbejdżan, który skutecznie unika rosyjskich działań na rzecz wprowadzenia Baku do Unii Celnej. Wydobycie ropy cały czas rośnie, a chętnych do dywersyfikacji rosyjskich dostaw jest wielu. Dodatkowo sankcję nałożone na Rosję wkrótce zaczną działać, co z pewnością podniesie notowania Azerbejdżanu. W końcu może dojść do sytuacji starcia silnego Azerbejdżanu ze słabą Armenią, za której plecami stać będzie Federacja Rosyjska z poważnymi problemami finansowymi. Dodatkowym zmartwieniem Moskwy mogą być strajki rosyjskich obywateli przeciwko polityce Władimira Putina, co może zdestabilizować działania Rosji na arenie międzynarodowej. Richard Giragosian, dyrektor Centrum Studiów Regionalnych w Erywaniu, komentując zawieszenie broni powiedział, że najważniejsze jest „nie to, co się stało, ale to, co się nie stało”. A nie doszło do planowanej ofensywy zakrojonej na szeroką skalę, by pod osłoną walk na Ukrainie odbić Górski Karabach.

Jedno jest pewne – Rosja będzie starała się utrzymać status quo w Górskim Karabachu, co wbrew pozorom w obecnej sytuacji jest pozytywne, ponieważ rosyjskie wparcie Armenii studzi zapał Baku do siłowego rozwiązania konfliktu. Biorąc pod uwagę potencjał azerskiego wojska, otwarta wojna może okazać się katastrofalna w skutkach dla Erywania.

Co może Unia Europejska?

Niewiele. Oprócz oświadczeń w stylu „Unia Europejska wyraża zaniepokojenie, lub głębokie zaniepokojenie…” wpływ unijnej polityki sięga tylko Gruzji. Azerbejdżan, a w szczególności Armenia, zweryfikowały swoje stanowisko wobec programu Partnerstwa Wschodniego. Z pewnością stanowisko UE będzie brane pod uwagę przez azerski rząd, z powodu chociażby sprzedaży surowców energetycznych, jednak z pewnością nie będzie to miało takiego wpływu, jaki ma Rosja.

Przyglądając się sytuacji na Kaukazie zauważyć można wzrost narodowych egoizmów – dotyczy to szczególnie Azerbejdżanu. Działania podejmowane przez rządy Gruzji, czy Armenii charakteryzują się pewną obawą o przyszłość. Sytuacja międzynarodowa stawia każdy kraj znajdujący się w rejonie Europy Środkowo-Wchodniej, Kaukazu, Azji Centralnej oraz Bliskiego Wschodu w zupełnie nowej sytuacji geopolitycznej. Ciężko jest cokolwiek przewidzieć i jednoznacznie określić zagrożenie. Okres stabilizacji sytuacji międzynarodowej ukształtowany po rozpadzie ZSRR minął, a obecny stan niepewności o jutro z pewnością szybko się nie zakończy.