Katastrofa malezyjskiego Boeinga pod Donieckiem: skutki igrania z ogniem?

Jeśli prawdą okaże się, że za zestrzeleniem samolotu malezyjskich linii lotniczych stoją prorosyjscy separatyści, zachodnioeuropejskie rządy nie będą w stanie łatwo wymigać się od trudnych decyzji w sprawie konfliktu na Ukrainie.

Fot.  RS Deakin / Flickr - CC
Fot. RS Deakin / Flickr – CC

Cały czas do końca nie wiadomo dokładnie, co się stało. Kilkanaście godzin temu na ukraińskim terytorium znajdującym się pod kontrolą rosyjskich rebeliantów, niedaleko od granicy z Rosją, rozbił się Boeing 777 należący do linii Malaysian Airlines lecący z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Na pokładzie było 295 osób i prawdopodobnie wszystkie zginęły. Tutaj kończy się zgodna narracja na temat tego wydarzenia. Dalej jest spór, wojna informacyjna, sympatie polityczne, przewidywania i niepewność.

Kto zestrzelił cywilny samolot zagranicznej linii lotniczej, który powinien lecieć 10 tys. metrów nad ziemią? Tak zwani separatyści, czyli uzbrojeni i finansowani przez Federację Rosyjską bojownicy (proxy forces) prowadzący wojenkę podjazdową we wschodnich regionach Ukrainy? Pojawiły się informacje, jakoby wkrótce po katastrofie szef bojówkarzy, rosyjski pułkownik wywiadu wojskowego GRU Igor Striełkow, „chwalił się” zestrzeleniem samolotu. W jego mniemaniu był to kolejny ukraiński An-26, transportowiec używany przez ukraińską armię. Informacje miały podać dalej rosyjskie agencje informacyjne. Gdy powoli stawało się jasne, że zestrzelona maszyna to nie An-26, tylko Boeing 777, komunikaty Striełkowa „zostały zniknięte” – usunięto je, ale w internecie zachowało się wiele kopii. Striełkow wydał za to inny komunikat, w którym poinformował, że jego siły nie dysponują odpowiednim sprzętem, by zestrzelić samolot na wysokości 10 tys. metrów. Można w to wątpić, skoro od tygodni strącane są ukraińskie maszyny, od helikopterów, przez transportowce po samoloty bojowe. Warto natomiast podkreślić, że umiejętność korzystania z zestawów przeciwlotniczych jest efektem długotrwałego szkolenia. Nie można tego pojąć czytając broszurę „zrób to sam” nabytą w losowo wybranym sklepie z militariami na obszarze byłego ZSRR.

Jeśli malezyjskiej maszyny nie zestrzelili bojówkarze Striełkowa, może zrobiła to Rosja? Zestrzeliła już nie tak dawno temu ukraiński samolot bojowy Su-25, a Ukraińcy od pewnego czasu twierdzą, że Rosjanie odpalają rakiety i wysyłają swoje samoloty nad terytorium Ukrainy. Wydaje się jednak bardzo wątpliwe, by Rosjanie popełnili tak grubą pomyłkę. Mogą wspierać (i wspierają) Striełkowa w walce z ukraińskimi wojskami, ale bez przesady. Z drugiej strony, Rosjanie mogą skorzystać na katastrofie samolotu niezależnie od tego, jakie są jej przyczyny – na czas wyjaśniania katastrofy mogą żądać wstrzymania prowadzonej przez Kijów operacji antyterrorystycznej. W tym czasie mogliby umocnić Striełkowa, by ten dłużej opierał się ukraińskim wojskom.

Wreszcie ostatnia opcja – to sami Ukraińcy zestrzelili samolot, by zrzucić winę na Striełkowa i jego bojówkarzy, a przede wszystkim na Rosję. W ten sposób Kijów mógł liczyć na oburzenie Zachodu i wywarcie na Moskwę zdecydowanie silniejszej presji niż dotychczas. Byłby to jednak akt desperacji, który – w obliczu dzisiejszych możliwości wywiadowczych – mógłby mieć bardzo krótkie nogi. Zapewne już niedługo wyjaśni się, skąd wystrzelono ewentualną rakietę, a wtedy określenie strzelca nie będzie przesadnie trudne.

A może to zwykła katastrofa? Może samolot malezyjskich linii rozbił się na Ukrainie przez przypadek, z przyczyn niezależnych od ww. stron konfliktu? Nie można tego na chwilę obecną wykluczyć, lecz życie uczy, że takie przypadki zdarzają się niesłychanie rzadko. Specjaliści twierdzą, że nie wierzą w zbiegi okoliczności – a to byłaby właśnie tego typu sytuacja.

Na wieść o katastrofie niemiecka Lufthansa, a wkrótce zapewne także i inne linie lotnicze, ogłosiła iż wszystkie jej samoloty, które latają przez ukraińską przestrzeń powietrzną, będą ją omijały. Decyzja jak najbardziej uzasadniona – nie można ryzykować życia pasażerów i personelu, a także utraty maszyny. Jeśli jednak pojawi się więcej informacji, a potem także dowodów, wskazujących na bojówkarzy Striełkowa, jako winnych rozbicia się maszyny, kanclerz Angela Merkel i jej europejscy koledzy nie powinni łatwo wymigać się od trudnych decyzji, próbując – niczym Lufthansa – ominąć problem ukraiński.

Trudno bowiem zaprzeczyć, że za kryzys we wschodnich regionach Ukrainy odpowiadają Rosjanie. To oni stworzyli tzw. separatystów, którzy zainicjowali wojnę partyzancką w okolicach Doniecka i Ługańska. Rosja finansuje, zbroi i zapewnia ludzi bojówkom, które od miesięcy terroryzują Ukraińców. Pół roku temu był tam spokój. To nie UE, NATO czy USA, poprzez wsparcie rewolucji w Kijowie, na Majdanie, odpowiadają za sytuację na Ukrainie. Odpowiada za nią Rosja, która poprzez swoje proxy forces realizuje własne interesy. Pan Striełkow to funkcjonariusz rosyjskiego wywiadu wojskowego. Jeśli to jego siły, na jego rozkaz, z rosyjskiego sprzętu (być może obsługiwanego przez rosyjskich żołnierzy – byłych lub obecnych), zestrzeliły malezyjskiego Boeinga, to mamy poważny problem. Oby tak nie było, bo trudno wyobrazić sobie możliwe konsekwencje takiej sytuacji. Dlatego powinniśmy śledzić najnowsze doniesienia, chociażby tutaj: BBC live updates.