Izrael vs Autonomia Palestyńska. I kto tu jest agresorem?

W cieniu tragedii pasażerów samolotu malezyjskich linii lotniczych nad wschodnią Ukrainą rozgrywa się kolejny akt dramatu pt. „Konflikt izraelsko-palestyński”, w którym, przy milczeniu społeczności międzynarodowej, śmierć poniosło już ponad 650 Palestyńczyków.

Ostrzał Strefy Gazy przez izraelską artyleriępodczas operacji Protective Edge (fot. Israel Defense Forces / Flickr - CC)
Ostrzał Strefy Gazy przez izraelską artyleriępodczas operacji Protective Edge (fot. Israel Defense Forces / Flickr – CC)

Zestrzelenie samolotu Malaysia Airlines MH-17 w dniu 17 lipca tego roku zostało słusznie uznane przez światowe media i społeczność międzynarodową za zdarzenie o wyjątkowej wadze. Doszło do jednej z najgorszych katastrof lotniczych w historii, za którą najprawdopodobniej odpowiada Rosja, która dąży do dalszej destabilizacji i osłabienia Ukrainy. Szok i oburzenie są w pełni usprawiedliwione – ofiar jest blisko 300 i wszystkie były nic niespodziewającymi się cywilami. Wszystko wskazuje na to, że Rosja złamała kolejne granice powszechnie uznawane przez społeczność międzynarodową (a przynajmniej dołożyła do tego swoje trzy grosze).

Tego typu tragiczne wydarzenia mogą przysłonić inne, nie mniej ważne, za to o wiele mniej medialne tragedie, które często rozgrywają się z dala od nas, w innym rejonie czy nawet na innym kontynencie. Jeszcze gorzej, gdy mamy do czynienia z konfliktem skomplikowanym i mającym długą historię, który zdążył wszystkim spowszednieć. Takim typem konfliktu jest bez wątpienia konflikt izraelsko-palestyński, który ciągnie się nieprzerwanie od czasu powstania państwa Izrael w 1948 roku, a który od nowa rozgorzał kilka tygodni temu.

Dnia 8 lipca 2014 roku Izrael rozpoczął operację Protective Edge (Krawędź Ochronna), czyli wojskową ofensywę lądową w Strefie Gazy, stanowiącej część terenu palestyńskiej autonomii. Geneza tej interwencji sięga połowy czerwca, kiedy to nieznani sprawcy porwali i zamordowali 3 izraelskich nastolatków. Podejrzewając Palestyńczyków o sprawstwo, izraelskie wojsko przeprowadziło masowe naloty na palestyńskie miasta i wioski, demolując część mieszkań, aresztując bez żadnych zarzutów kilkuset Palestyńczyków, łącznie z wszystkimi znaczącymi liderami politycznymi. W trakcie akcji zabito co najmniej pięciu nieuzbrojonych Palestyńczyków, których największym przewinieniem było rzucanie kamieniami.

Te działania surowo potępiło Human Rights Watch, określając działania Izraela jako przykład „kary zbiorowej”. Izrael jednak kontynuował swoje działania, nocą 6 lipca zabijając 7 działaczy Hamasu, na co ten odpowiedział intensyfikacją ostrzeliwania terenów izraelskich. W efekcie doprowadziło to do ofensywy lądowej na tereny palestyńskie, która rozpoczęła się 8 lipca.

Na dzień 23 lipca liczba ofiar po stronie palestyńskiej przekroczyła 650 osób, z czego co najmniej 160 to dzieci. Wśród izraelskich ofiar mamy blisko 30 żołnierzy oraz 3 cywilów. Liczba ofiar jasno wskazuje na to, kto jest tutaj agresorem, a kto ofiarą. Palestyńscy cywile są mordowani w imię „obrony własnej” państwa izraelskiego, przy milczeniu i przyzwoleniu społeczności międzynarodowej. Spośród państw europejskich tylko Turcja potępiła oficjalnie działania Izraela, z kolei socjalistyczny rząd francuski posunął się do zakazu demonstracji na rzecz Palestyńczyków. A te wybuchły w wielu europejskich krajach.

Ataki Izraela są tym bardziej nieakceptowalne, że to Państwo Żydowskie od dobrych kilkudziesięciu lat bezprawnie okupuje ziemie palestyńskie, rozbudowuje swoje osiedla na Zachodnim Brzegu, prowadzi politykę apartheidu w stosunku do Arabów i opiera całą swoją legitymacje moralną na szantażu moralnym Holokaustem. Zagrożenie tym, że Izrael zostanie „wymazany z powierzchni Ziemi” jest zerowe i przywódcy izraelscy są tego w pełni świadomi. Mimo to, grożenie powtórką z okresu drugiej wojny światowej stanowi dla nich świetną wymówkę dla najbardziej odrażających moralnie posunięć. Izrael jest coraz częściej uznawany za państwo autorytarne, zbrodnicze i za pariasa polityki światowej. A nie zawsze tak było.

W okresie od powstania Izraela do lat 1967-1973, większość postępowych i lewicowych środowisk bardzo mocno sympatyzowała z Izraelem. U władzy w Państwie Żydowskim były wówczas środowiska syjonistycznej lewicy, posługujące się zupełnie inną retoryką niż obecna paranoiczna prawica spod znaku Netanjahu. Cały czas żywe było współczucie z okresu Holokaustu i małe, ale dzielne państewko izraelskie, dookoła którego rozpościerała się masa wrogich państw arabskich, było miejscem z którym można się było identyfikować. Wyobrażano je sobie jako „socjalistyczny raj” – rolnicze państwo w którym ludzie pracują kolektywnie w kibucach, nie uskuteczniają kapitalistycznego wyzysku i prowadzą ze wszech miar pokojową politykę. Problem wypędzonych Arabów był wówczas niewidoczny.

Wszystko zmieniło się w okresie między wojną sześciodniową (1967), a wojną Jom Kippur (1973). Arabowie nie byli zatrudniani i wyzyskiwani, ponieważ mieszkali w wydzielonych enklawach i byli traktowani niczym obywatele drugiej kategorii, a imperialistyczne eskapady Państwa Żydowskiego z wojny sześciodniowej pozwoliły lewicy uświadomić sobie ten fakt. Oprócz terenów wiejskich, gdzie pracowano w kibucach, Izrael składał się także z miast, w których mieszkało sporo nacjonalistycznych i ksenofobicznych Żydów, pogardzających Arabami. Izrael złączył się wówczas mocnym sojuszem z prawicą oraz środowiskami Europy Zachodniej i zawsze sprzyjającej Ameryki. To bezwarunkowe poparcie USA robi jednak o wiele więcej złego niż dobrego.

Proces pokojowy między Izraelem, a Palestyną jest stosunkowo młody – przełomową datą jest rok 1993 i ustalenia z Oslo, które cały czas stanowi punkt odniesienia dla dalszych rozmów. Utworzenie Autonomii Palestyńskiej jest pewnym sukcesem, ale to tylko pierwszy krok do utworzenia stabilnego i sprawiedliwego porządku, w tym najbardziej zapalnym punkcie świata.

Być może rozwiązaniem jest bardzo niepopularna koncepcja jednego państwa dla Palestyńczyków i Żydów. W oficjalnym spektrum zainteresowania jest cały czas idea oddzielnych państw, żydowskiego i arabskiego, ale wydaje się mieć ona coraz mniej wspólnego z rzeczywistością. Utworzenie państwa, w którym na równych warunkach mieszkaliby zarówno Arabowie jak i Żydzi, wymaga sporej dojrzałości, ale może być jedynym sensownym wyjściem z tej matni.

Na samym początku trzeba jednak sprawy postawić jasno – to Izrael jest stroną atakującą w operacji Protective Edge, to Izrael doprowadził do morderstwa ponad 600 Palestyńczyków, to Państwo Żydowskie prowadzi niesprawiedliwą politykę, niekiedy wręcz o znamionach zbrodniczych. Palestyńczycy również mają trochę rzeczy na sumieniu, jednak wszystko to znajduje swoją genezę i ujście w początkowej niesprawiedliwości, która dotknęła wypędzonych Arabów. Naród żydowski to wspaniały naród, który dał nam całą masę wybitnych myślicieli, artystów czy naukowców i przy tym spotkał go największe okrucieństwo XX wieku. Ale ten wspaniały naród jest kierowany ślepo ku krawędzi przez swoich krótkowzrocznych przywódców, którzy uważają Holokaust za usprawiedliwienie dla swoich własnych zbrodni. Lepiej będzie dla Żydów, Arabów i dla całego świata jeśli USA oraz Zachód przestaną udzielać bezwarunkowego poparcia dla Izraela i zaczną też co nieco wymagać. Inaczej czekają nas kolejne dziesięciolecia paranoi, strachu i przelanej krwi. Te ponad 600 osób zabitych w ostatnich dniach to wystarczająco. Czas się przebudzić i postawić pewne sprawy jasno.

  • Larry

    Czy mi się wydaje, czy obecny krysys rozgrzał się po tym, jak Hamas zaczął ostrzeliwywać Izrael? Ostrzał cywilnych obszarów z zamiarem zabijania cywilów to jak rozumiem według autora „trochę na sumieniu”.
    Lepiej będzie dla Arabów, jeśli lewica przestanie im udzielać bezwarunkowego poparcia i zacznie trochę wymagać. Wycofanie się z dążeń do zniszczenia Izraela i zaprzestanie regularnych prób świadomego zabijania cywili byłoby dobrym startem.

    • antykłamca

      Lepiej sprawdź jak było (czyli mniej więcej tak jak pisze autor):
      – 12.06 – porwanie izraelskich nastolatków
      – 13.06 – IDF zaczyna aresztowania członków Hamasu, przeszukiwania domów, a Netnajahu oskarża Autonomię Palestyńską o porwanie
      – 16.06 – wymiana ognia: Hamas odpala 4 rakiety, IDF przeprowadza 6 nalotów
      – 20.06 – palestyński 15-late ginie w wyniku akcji IDF
      – 30.06 – odnaleziono ciała 3 porwanych nastolatków
      – 02.07 – w odwecie ginie palestyński chłopak spalony żywcem (sic!)

      No i rozpoczyna się piekło: Hamasowcy zaczynają wystrzeliwać coraz więcej rakiet, a IDF zaczyna coraz więcej nalotów, ostrzałów itd. Skala tych działań jest mimo wszystko nieporównywalna, bo to Izrael ma ogromną przewagę technologiczną, a Palestyńczycy są upchnięci jak śledzie w puszce. Zresztą, o nieproporcjonalności odpowiedzi piszą w zasadzie wszystkie media, nawet te raczej tradycyjnie przychylne Izraelowi.

      TImeline na: http://www.ibtimes.com/timeline-events-gaza-israel-shows-sudden-rapid-escalation-1636264

      • breslauer

        Nie ulega wątpliwości, że operacja Krawędź Ochronna jest odpowiedzią Izraela na ataki na swoich obywateli bądź w formie aktów terrorystycznych jak porwanie nastolatka, bądź w formie ataków rakietowych. Nie jest to podejrzenie, ale rzecz potwierdzona. Już 1 lipca znane były personalia zabójców. Oczywiście reakcja jest niewspółmierna. Rzeczywiście media rozpisują się o dysproporcji użytej siły. Ale mam wrażenie, że jedyny zarzut stawiany Izraelowi jets taki, że jest silny. Przy użyciu tak drastycznych i przerysowanych środków ataki liliputa nie ustają. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby Izrael był łagodniejszy dla takich poczynań. Trudno mi sobie wyobrazić też proporcjonalną reakcję USA czy Wielkiej Brytanii na uporczywe ataki np. Panamy. To że jest to mały i słaby kraj nie usprawiedliwia w żaden sposób jego terrorystycznego i agresywnego działania. A dysproporcja użytych środków wynika właśnie z układu sił, a nie politycznej, społecznej czy jakiejś tam jeszcze sprawiedliwości.

        W ciągu niecałego miesiąca Izrael zlikwidował w czasie operacji Krawędź Obronna 32 podziemne tunele, które miały służyć do przechodzenia pod granicą izraelską i atakowania obywateli Izraela. Tunele te mają różną długość, ale koszt budowy takiego tunelu odpowiada kosztowi budowy jednego szpitala w Strefie Gazy. I przy okazji nasuwa sie pytanie: dlaczego przy takiej ilosci podziemnych tuneli
        nie ma schronów dla ludności cywilnej. Nie stanowi to problemu ani dla ONZ, ani dla Human Rights Watch. W 2013 Izrael zlikwidował 150 takich tuneli. Są to dane oficjalnie dostępne. Jednak nikt nie stawia głośno pytań, które wręcz się nasuwają. Jak w Strefie Gazy, rzekomo dotkniętej klęską humanitarną, gdzie brakuje żywności, lekarstw i materiałów budowlanych, może powstać taka ilość obiektów budowlanych? Odpowiedź jest oczywista. Ta działalność jest sponsorowana z zewnątrz. I w związku z tym nie ma nic wspólnego z walką Palestyńczyków o swoje państwo, tylko jest grą innych krajów przeciwko Izraelowi.

        Jest mi bardzo przykro, że Palestyńczycy od 1948 wciąż ulegają naciskom różnych, nie zawsze tych samych, krajów arabskich i płacą wysoką cenę za własne złe wybory.

        Ciekawe jest również, że organizacje typu Human Right Watch ogłaszają wszem i wobec, że Izrael dopuścił się zbrodni wojennych. Zazwyczaj robi to tuż po zawieszeniu broni. I taka informacja zostaje w świadomości społecznej. Jednak późniejsze śledztwa, łącznie z tym po użyciu białego fosforu, nigdy nie wykazały celowego użycia broni masowej, ani zamierzonych ataków na cywilów. Nawet słynny proces o ludobójstwo przed hiszpańskim sądem nie uznał, że Izrael złamał prawo wojenne.

        Również bezprzedmiotowe są stwierdzenia, że Izrael zajmuje nielegalnie palestyńskie ziemie. Izrael zajął w 1967 roku w wyniku wojny obronnej tereny należące do Syrii, Jordanii i Egiptu. Te kraje w ogóle nie roszczą sobie prawa do tych ziem, więc nie można mówić o łamaniu prawa. Niewłaściwe jest również używanie określenie izraelska okupacja. Zgodnie z prawem międzynarodowym okupacja to czasowe zajęcie obszaru innego kraju. Tu nie ma mowy o zajęciu terenu innego kraju [wbrew niektórych opinii Autonomia Palestyńska, nawet po uznaniu przez kilkanaście krajów, wciąż nie jest państwem w rozumieniu prawa międzynarodowego], ani o zajęciu czasowym. Izrael jest obecny na tych
        ziemiach prawie pół wieku.

  • Amerykański imperialista

    Amerykanie, przy pomocy ONZ, wykonali w 1948 roku bardzo dobry ruch, doprowadzając do podziału Palestyny i powstania państwa izraelskiego. Dzięki temu, oficjalnie wspierając swego bliskiego sojusznika, mogą trzymać na smyczy arabską dzicz, co ma dalekosiężne skutki jeśli chodzi o zapewnienie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.