Irańska rzeczywistość

Ogromny ruch, samochody przeciskają się jeden obok drugiego, mijają się dosłownie o centymetry. Gdzieś między nimi ludzie, mrówki uliczne, nikt nie zwraca na nich uwagi. Wszystko to w obłokach spalin i ogromnego hałasu. Tak z grubsza wygląda Teheran, stolica Iranu. Od momentu zmiany systemu politycznego w tym kraju wszystko spowolniło.

Mur b. ambasady USA w Iranie (fot. Szymon Springer)
Mur b. ambasady USA w Iranie (fot. Szymon Springer)

Przekraczając granicę turecko-irańską w Bazarganie celnik ostrzegał: – Mr. do not trust anyone, only to police. Okienka pograniczników okupowane były przez przyjezdnych. Każdy wykonywał swoje obowiązki. Celnicy uwijali się mrówki. Nie było widać opancerzonych wozów. Cinkciarze próbowali naciągać przyjeżdżających, wymienić walutę. Inny świat. Kraj, którego rząd nie ma najlepszej opinii. Kojarzy się z próbami z bronią jądrową oraz embargiem.

Od samego wjazdu widać, że czas płynie tu wolniej. Na drogach stare samochody pamiętające jeszcze czasy Szacha oraz nowe głównie produkcji irańskiej, takie jak Saipa czy Samand, o wątpliwym poziomie bezpieczeństwa. Zasilane paliwem, które kosztuje tu niewiele, litr benzyny jeden złoty. Irańczycy z utęsknieniem wspominają czasy kiedy paliwo kosztowało połowę tej ceny, a było to ledwie dwa lata temu.

Teheran głośny i zanieczyszczony, robi wrażenie. Potężne miasto, które nigdy nie śpi. Ciężko powiedzieć gdzie jest centrum, życie intensywnie toczy się wszędzie. Poznaliśmy Akbara, którego żona jest z Polski. Opowiadał, że kiedy kilkanaście lat temu wyjechał z Iranu w Teheranie nie było nic, teraz miasto zmieniło się nie do poznania. Nie widać bezpańskich psów. Przy drogach posadzone drzewa i zasiana trawa. Taksówkarze walczą o klientów. Metro praktycznie cały dzień pęka w szwach. W jego wagonach sprzedawcy, wędrują z jednego końca na drugi oferując szczoteczki do zębów, gumy do żucia, buty i inne towary. Czasami podchodzi biedna osoba prosząc o pieniądze. – Nie zwracaj uwagi – mówi do mnie Masha, moja irańska przewodniczka

Pytana czy tęskni za szachem, bez wahania odpowiada, że tak. Nie może pamiętać oczywiście tamtych czasów, ale z opowiadań rodziców wie, że było lepiej.

„Biała Rewolucja”

Szach nie był jednak święty. Reformy wprowadzone przez Rezę Pahlawiego w 1963 nazwane „Białą Rewolucją” i realizowane przy pomocy ogromnych wpływów z ropy, nie przyniosły zamierzonego efektu. Szach chciał poprawić stosunki z Izraelem, uczynić armię irańską trzecią siłą w świecie. Źle wprowadzone reformy oraz terror doprowadziły do niezadowolenia społeczeństwa. Jego politykę zaczął krytykować ajatollah Chomeini. Na wskutek swojego sprzeciwu został wygnany z kraju. Fale protestu się pogłębiały. W czasie jednego z nich, w czerwcu 1963 roku zginęło 15 tysięcy osób. Choć Iran przechodził okres szybkiego rozwoju, zaczął powoli wchodzić na drogę rewolucji systemowej. Społeczeństwo coraz bardziej inwigilowane i terroryzowane przez rząd, w końcu się zbuntowało. Ajatollah Chomeini stał się ich duchowym i politycznym przywódcą. Na kasetach magnetowidowych przesyłał swoje przemówienia, w których zagrzewał rodaków do walki.

Sytuacja zaogniła się do tego stopnia, że Szach we wrześniu 1978 roku wprowadził stan wojenny, dwa miesiące później uciekł z kraju. Od tego czasu Iran zmienił się w kraj zamknięty, o ustroju łączącym elementy nowoczesnej demokracji z religijną dyktaturą.

Co teraz?

Obecnie Iran jest w stagnacji. Choć takie miasta jak Teheran bądź Esfahan są mocno dofinansowane, to pozostała część kraju ma się już trochę gorzej. Embarga na dostawę nowych technologii, które zostały nałożone przez kraje zachodnie odciskają swoje piętno. Ograniczony jest dostęp do internetu, zwłaszcza portali społecznościach. Irańczycy jednak sobie z tym radzą stosując VPN, czyli obejścia blokad. Utrudniona jest emigracja: o ile kraje muzułmańskie stoją otworem dla Irańczyków i dostanie pozwolenia na wjazd nie jest większym problemem, to wjazd do krajów europejskich to już inna bajka – w tym przypadku najlepiej dostać zaproszenie od obywatela Europy. Dużym ograniczeniem są jednak pieniądze, bo średni roczny dochód na mieszkańca wynosi tylko 7000$. Mimo, że kraj rozwija się w tempie 7 procent, to bezrobocie sięga 15 procent.

Choć rząd podpisuje umowy na miliardy dolarów z takim krajami jak Chiny i Malezja na wydobycie ropy, której sprzedaż jest głównym dochodem państwa, to poprawy sytuacji nie widać. Powodem tych problemów jest zła polityka gospodarcza, która jest upaństwowiona i nieefektywna. Ponad 80 procent gospodarki jest w rękach państwa, a jednocześnie 80 procent Irańczyków zatrudnionych jest w sektorze prywatnym.

Te wszystkie czynniki sprawiają, że Iran sam się ogranicza. Mógłby być jedną z mocniejszych gospodarek świata, jednak złą polityka prowadzi ten kraj w kompletnie innym kierunku.

Młodzi myślą inaczej

Młodzi ludzie, którzy mimo ograniczeń do internetu widzą jak się żyje na Zachodzie. Chcieliby móc podróżować bez ograniczeń i myśleć swobodnie. Muszą jednak płacić za błąd, który popełnili ich rodzice ponad 30 lat temu wybierając obecny ustrój. Ich formą buntu jest niechodzenie do meczetów, który nie przynosi jednak większych efektów, a wszelkie inne objawy protestu są tłumione w zarodku.

Dążenie do wolności młodych Irańczyków jest bardzo silne. Większość dziewczyn z którymi rozmawiałem, nie akceptuje zakrywania głowy chustą. Chcą się czuć wolne, mieć możliwość podejmowania własnych decyzji bez proszenia się o pozwolenie męża. W tym całym zwariowanym świecie, który ich otacza młodzi zachowuję optymistyczne nastawienie. Duża część z nich studiuje i w tym widzą swoją furtkę do innego świata. Chcą poprawić swój byt. Ich dążenia do lepszego życia są zrozumiałe i uzasadnione. Może pewnego dnia znajdą w sobie tyle siły i odwagi aby się przeciwstawić. Na razie pozostaje im czekać i marzyć o lepszym świecie.