Węgry po wyborach bez zmian: zwycięstwo prawicy, lewica w rozsypce

Wybory parlamentarne na Węgrzech potwierdziły dominację prawicy na węgierskiej scenie politycznej: Fidesz otrzymał 44%, zaś nacjonalistyczny Jobbik aż 20% głosów. Wynik skrajnej prawicy powinien być ostrzeżeniem dla ekipy Viktora Orbana.

Wiec Jobbiku (fot. Leigh Phillips/Flickr-CC)
Wiec Jobbiku (fot. Leigh Phillips/Flickr-CC)

Przeprowadzone 6 kwietnia wybory parlamentarne na Węgrzech potwierdziły niekwestionowaną dominację Viktora Orbana na węgierskiej scenie politycznej. Rządząca koalicja Fidesz–KDNP (Ludowa Partia Chrześcijańskich Demokratów) zdobyła 44 % głosów i zdobyła nie tylko większość bezwzględną, ale także większość kwalifikowaną 2/3 pozwalającą na wprowadzanie zmian w węgierskiej konstytucji.

Zwycięstwo Orbana nie pozostawia złudzeń, wybory miały dać tylko odpowiedź na to w jakim wymiarze zwycięstwo odniesie urzędujący od 2010 roku premier. Jego partia w sondażach utrzymywała poparcie na poziomie wyższym niż 40% od stycznia 2013 roku.

Poparcie dla Fideszu zmalało od ostatnich wyborów, biorąc pod uwagę bezwzględną liczbę głosów oddaną na tę partię. Mimo to Orbanowi udało się uzyskać wymaganą większość 2/3 w parlamencie pozwalającą na zmiany w konstytucji. Stało się to dzięki nowej ordynacji wyborczej, którą uchwalono w poprzedniej kadencji. Zgodnie z nią kampania wyborcza została rozpoczęta 50 dni przed ustaloną datą wyborów, natomiast cisza wyborcza trwała 8 dni. Pierwotnie wprowadzono także zakaz prowadzenia kampanii w mediach prywatnych i internecie, ale po protestach Unii Europejskiej, zniesiono ten przepis w ubiegłym roku. Ponadto liczba parlamentarzystów została zmniejszona z 386 do 199. Z listy krajowej do parlamentu wchodzi 93 posłów, natomiast pozostałe 106 miejsc obsadzają posłowie wybrani w jednomandatowych okręgach wyborczych.

Frekwencja w wyborach wyniosła 61 %. Fidesz otrzymał 44%, drugie miejsce zajął sojusz wyborczy centrolewicy – Wspólnota (węg. Összefogás) 26%, następnie Jobbik z wynikiem 20%. Do parlamentu weszła jeszcze centrowa partia zielonych LMP (Polityka Może Być Inna), uzyskując 5% głosów.

Zgodnie z tymi wynikami podział mandatów w węgierskim parlamencie wygląda następująco:

  • Fidesz-KDNP – 133 mandaty (JOW – 96, Listy krajowe – 37)
  • Wspólnota – 38 mandatów (JOW – 10, Listy krajowe – 28)
  • Jobbik – 23 mandaty (JOW – 0, Listy krajowe – 23)
  • LMP – 5 mandatów (JOW – 0, Listy krajowe – 5).

Po ogłoszeniu wyników wyborów w siedzibie Fideszu Orban stwierdził: „Odnieśliśmy wszechstronne zwycięstwo, którego znaczenia nie jesteśmy jeszcze w stanie w pełni docenić”. Po czym dodał:„Wyborcy potwierdzili, że miejsce Węgier jest w UE, ale tylko wtedy gdy mają one silny rząd narodowy. Węgry znów są miejscem, w którym warto żyć, pracować i zakładać rodzinę. Zadeklarowaliśmy, że nie zawracamy z obranej drogi.”

W ten sposób odniósł się do największej niespodzianki tych wyborów, czyli uzyskania 20% głosów przez skrajnie prawicową partię Jobbik. Nacjonalistom zarzucił mowę nienawiści i stwierdził, że wyborcy, głosując na Fidesz wyrazili sprzeciw dla nacjonalistycznych haseł wyjścia Węgier z Unii Europejskiej głoszonych przez polityków Jobbiku na czele z Gaborem Voną. Zdystansował się w ten sposób od swoich największych rywali w wyborczej walce, którzy mogli zabrać najwięcej głosów Fideszowi spośród innych partii opozycyjnych.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie Jobbik jest największym zwycięzcą tych wyborów. Poprzednie wybory parlamentarne, które odbyły się w 2010 roku dały zakończyły się dla Jobbiku wynikiem 15% głosów. Teraz po czterech latach wyraźnie widać, że poparcie dla nacjonalistycznych i antysemickich haseł na Węgrzech rośnie. Te wybory są tego dowodem. Jobbik po raz pierwszy w swojej historii przekroczył próg 20 %, przyćmiewając nieco nawet tak wyraźne zwycięstwo Fideszu. Prorządowe media wskazują, że wynik skrajnych prawicowców powinien być ostrzeżeniem dla Orbana i jego ekipy, którzy nie powinni schodzić ze ścieżki zmian na rzecz wzrostu zaufania społecznego. Głoś w sprawie wyników wyborów na Węgrzech zabrał nawet przewodniczący Europejskiego Kongresu Żydów, Mosze Kantor, który w ten sposób skomentował wynik wyborczy Jobbiku: „Ponury dzień dla Węgrzech. Zdobycze Jobbiku, partii bezwstydnie neonazistowskiej powinny stać się sygnałem ostrzegawczym dla całej Europy”.

Największym przegranym wyborów może czuć się Wspólnota (sojusz Węgierskiej Partii Socjalistycznej, Koalicji Demokratycznej, Węgierskiej Partii Liberalnej, Dialogu dla Węgier i Razem 2014). Wyniki jednoznacznie wskazują, że węgierska lewica jest niezdolna do odbudowy swojej pozycji sprzed 10 lat. Od ostatecznego upadku rządów lewicy, które sprawowała w latach 2002-2010, politycy tych partii nie potrafią przedstawić realnej wizji rządzenia i alternatywy dla centroprawicowego Orbana. Nie doszło do zmiany pokoleniowej w kierownictwach partii lewicowych, na czele pozostają te same twarze, które skompromitowały się aferami korupcyjnymi.

Kolejna kadencja rządów Orbana przyniesie zapewne kontynuację polityki, opartej raczej na korektach aniżeli poważnych zmianach w zbudowanym systemie rządów. Orban nie pójdzie w stronę jeszcze większej ingerencji państwa w życie obywateli, starając się dystansować w ten sposób od Jobbiku. Będzie przedstawiał siebie jako polityka racjonalnego, w dalszym ciągu najlepiej reprezentującego interesy zwykłych obywateli, akcentującego przynależność do Unii Europejskiej i odrzucającego skrajne hasła nacjonalistyczne, unikając w ten sposób mówienia jednym głosem z Jobbikiem i jego przywódcą Gaborem Voną. Dzięki temu być może przestanie być największym wrogiem Unii Europejskiej, której politycy skoncentrują się na krytyce Jobbiku jako najslniejszej nacjonalistycznej partii w Europie. W skrajnych przypadkach może dojść do kuriozalnej sytuacji kiedy europejscy liderzy będą wspierać tak nielubianego przez nich Orbana, będącego jedyną nadzieją na powstrzymanie przejęcia władzy przez nacjonalistów i antysemitów na Węgrzech.