Więzienie CIA w Polsce: milczenie nie zawsze jest złotem

Pozwalając na przetrzymywanie i „przesłuchiwanie” więźniów USA na terytorium Polski, nasze władze stanęły w jednym szeregu z takimi wzorami demokracji i poszanowania praw człowieka jak Algieria, Maroko czy Uzbekistan. Dlatego tak ważne jest by wyciągnąć z tej sytuacji odpowiednie wnioski.

Obraz na podstawie: truthout.org / Flickr-CC
Obraz na podstawie: truthout.org / Flickr-CC

Miniony tydzień upłynął pod znakiem dwóch tematów: Euromajdanu na Ukrainie oraz więzienia CIA w Polsce. To drugie zagadnienie dotyka fundamentalnego zagadnienia praw człowieka, poszanowania prawa oraz suwerenności państwa. Oto bowiem na terytorium Polski funkcjonariusze innego państwa dopuszczali się rażącego łamania prawa, które na terytorium Polski obowiązuje.

Milczenie to zła droga

Podstawowe pytanie w związku z powyższym brzmi: czy nasi oficjele, którzy wydawali zgodę na użyczenie Amerykanom nieruchomości w Starych Kiejkutach wiedzieli, co będzie się tam działo? Czy zostali poinformowani bądź mogli się spodziewać, że Amerykanie będą stosować „rozszerzone techniki przesłuchań”, czyli – mówiąc wprost – torturować przetrzymywanych i przesłuchiwanych więźniów? Czy polscy decydenci świadomie zgodzili się na zawieszenie funkcjonowania polskiego prawa, w tym Konstytucji RP, w nieruchomości użyczonej Amerykanom? Jeśli odpowiedzi na powyższe pytania są twierdzące, to nie dziwi zbiorowa „amnezja” decydentów, gdyż konsekwencje prawnokarne są bardzo poważne.

W sytuacji, gdy Amerykanie sami doszli do wniosku, że ujawnienie części informacji na temat programu extrajudicial renditions leży w interesie demokracji i Stanów Zjednoczonych, w Polsce dominuje pogląd przeciwny. Ciszej nad tą trumną, a właściwie nad trupem w szafie, jakim jest fakt istnienia na naszym terytorium więzienia CIA – tak zdają się mówić politycy, dziennikarze i eksperci. Oczywiście nie wszyscy, lecz bardzo wielu spośród nich. Bezpieczeństwo i służby lubią ciszę. Ale czy to uzasadnia przymknięcie oka na torturowanie więźniów przez funkcjonariuszy państwa trzeciego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej? Może nie warto zgadzać się na stawianie Polski w jednym szeregu z Uzbekistanem, Algierią, Egiptem, Tajlandią czy Maroko? Tam też Amerykanie przywozili, przetrzymywali i „przesłuchiwali” więźniów. Nie są to kraje uchodzące za wzór demokracji i poszanowania praw człowieka.

Warto podkreślić, że „więzienia CIA” zostały zlokalizowane w Polsce, na Litwie i w Rumunii, a nie we Francji, we Włoszech czy w Niemczech. Wybrano trzy byłe demoludy, kraje „nowej Europy” – jak podzielił Stary Kontynent ówczesny sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld. Władze tych państw zapewne niezbyt gorliwie dopytywały, po co Amerykanom wille położone w zacisznych miejscach, czy stare wojskowe lotniska, na których lądowały nieoznakowane samoloty. Kombinacja warunków geopolitycznych, polityki zagranicznej i wewnętrznej sprawiła, że to Polska, Litwa i Rumunia zostały poproszone o wyświadczenie sojuszniczej przysługi.

Skąd tortury w arsenale CIA?

Nie można nie wspomnieć o atmosferze tamtych czasów – wojnie z terroryzmem prowadzonej przez administrację Busha, wojnie z Irakiem, zamachach z Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii. Hasło „walka z terrorem” służyło za młot Thora, którym można było wyważyć każde drzwi. Większość z nich otwierała się jednak na sam dźwięk słowa terroryzm. Czy uzasadnia to jednak zgodę na tortury na terytorium Polski?

Co więcej, powszechnie uważa się, że torturowany człowiek powie wszystko i przyzna się do wszystkiego, byle tylko tortury dobiegły końca. Bardzo niewielu jest w stanie wytrzymać zadawanie bólu niczym Chuck Norris czy Sylvester Stallone w filmach akcji z lat 80. W tym miejscu należy przypomnieć, skąd w ogóle w arsenale CIA i sił specjalnych USA wzięły się tortury. Amerykanie posiadali specjalną formację zajmującą się przygotowaniem żołnierzy i funkcjonariuszy do misji, podczas których istniało ryzyko pojmania przez siły wroga. W teorii i praktyce pokazywano więc, co może czekać pojmanych nieszczęśników. Do nauki metodologii tortur wykorzystano tych samych ludzi, którzy uczyli amerykańskich żołnierzy, jak poradzić sobie podczas tortur. Odwrócono ten proces i dawni nauczyciele przetrwania stali się nauczycielami wyciągania informacji za pomocą tortur.

Nauka na przyszłość

Nie ma obrony dla naszych decydentów, jeśli wiedzieli bądź mogli zdawać sobie sprawę z tego, że Amerykanie torturują więźniów na terytorium Polski. Jak napisał Patryk Gorgol, więzienie CIA w żaden sposób nie zwiększało bezpieczeństwa Polski. Nasz kraj nie miał też powodów do dziękowania za przyjęcie do NATO – było to także w interesie USA, a poza tym sumiennie wypełnialiśmy nasze sojusznicze obowiązki w Afganistanie oraz, już ponadprogramowo, w Iraku. Nic nie byliśmy Amerykanom dłużni. Przykre, że za „usługę użyczenia nieruchomości” strona polska przyjęła jeszcze zapłatę w wysokości 15 milionów dolarów. Brak słów, by to skomentować.

W całej sprawie optymistyczne może być to, że więzienie CIA w Polsce nie było zbyt intensywnie używane. Na lotnisku w Szymanach odnotowano bodaj 6 lotów nieoznakowanych maszyn wykorzystywanych przez CIA. Nie oznacza to w żadnym stopniu, że nic wielkiego się nie wydarzyło i nie ma powodu do oburzania się. Zostaliśmy wykorzystani, a nasze dobre imię doznało poważnego uszczerbku. Istotne jest, by cała klasa polityczna wyciągnęła z tej sprawy właściwe wnioski i w przyszłości nie godziła się na „prośby zaprzyjaźnionych wywiadów” bez gruntownego zbadania sprawy. Warto też przypominać, że eksterytorialna pozostaje wyłącznie ambasada „zaprzyjaźnionego państwa”, a na pozostałym terytorium Polski obowiązuje polskie prawo. I że nie można go bezkarnie łamać. Należy mieć nadzieję, że nie będziemy już występować w jednym szeregu z Uzbekistanem, dyktaturą i udzielnym księstwem Isłama Karimowa.