Odszedł Ariel Szaron. Bohater czy zbrodniarz?

Zmarły przed kilku dni Ariel Szaron to postać wyjątkowo niejednoznaczna – jak wielu wybitnych polityków, dla jednych to bohater, dla innych zbrodniarz.

Ariel Szaron (fot. US DoD / Helene C. Stikkel, CIV)
Ariel Szaron (fot. US DoD / Helene C. Stikkel, CIV)

Po 8 latach leżenia w śpiączce świat żywych opuścił legendarny wojskowy, były premier, długoletni polityk Likudu, Ariel Szaron. Wyjątkowo niejednoznaczna postać – o ile Arabowie są co do niego zgodni i stawiają go w jednej linii ze zbrodniarzami wojennymi, o tyle w Izraelu nikt nie kwestionuje, co prawda, jego zasług militarnych, ale na początku pierwszej dekady XXI wieku premier Szaron był mocno krytykowany ze swoją postawę wobec konfliktu palestyńsko-izraelskiego. Co ciekawe, gdy odwrócimy sytuację,” otrzymamy” Jasera Arafata, niepopularnego w Izraelu, kochanego w Palestynie, ale też kontestowanego przez opozycję (tylko że radykalną), którą zadowalało, gdy Arafat przykręcał śrubę. Zarówno dla Szarona, jak i Arafata, konflikt był żywiołem, w którym odnajdywali się najlepiej.

Dla mnie osobiście dwaj nieżyjący, legendarni przywódcy, Ariel Szaron i Jaser Arafat, mają znaczenie, gdyż to za “ich czasów” zacząłem interesować się Bliskim Wschodem. Aktualnie na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego nie pisze zbyt wiele, ale trzymam rękę na pulsie. Jako dziecko śledziłem spór publicystów o to, czy za stagnację bardziej winny jest Ariel Szaron czy może Jaser Arafat przychylając się jednak do wniosku, że brak pokoju jest winą i jednego i drugiego jednocześnie.

Bohater dla Izraelczyków

Ariel Szaron walczył kolejno w wojnie o niepodległość (1948-1948), wojnie sueskiej (1956), wojnie sześciodniowej (1967), wojnie Jon Kippur (973), a w 1982 był ministrem obrony w czasie wkroczenia Izraela do Libanu. Szaron całe swoje życie poświęcił walce o bezpieczeństwo Izraela i był w tym niezwykle skuteczny. W 1973 roku generał Ariel Szaron, de facto wbrew rozkazom, dzięki błędom armii egipskiej, po jej skutecznym wyprowadzeniu w pole, ruszył na Kair (!) (w porę się jednak zatrzymał). “Arik” był w Izraelu uwielbiany.

Szaron był, ze względu na swoje “przygotowanie” z armii (typowa kariera w Izraelu, często osoby z armii/ze służb idą do polityki), zwolennikiem twardej i konsekwentnej polityki. Gdy to uznał za konieczne – instalował osadników (półwysep Synaj, Strefa Gazy, Zachodni Brzeg Jordanu). To jego pojawienie się na Wzgórzu Świątynnym jest oficjalnie prezentowane jako powód wybuchu II intifady (palestyńskiego powstania przeciwko Izraelowi). To również Ariel Szaron podjął decyzję o budowie tzw. muru bezpieczeństwa, który może i nie jest zgodny z prawem międzynarodowym (w tym z międzynarodowym prawem humanitarnym, co stwierdził Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w swojej opinii doradczej), jednakże znacznie zwiększył bezpieczeństwo Izraelczyków i … stworzyło to “modę” na budowę kolejnych murów przez Izrael (najnowszy ma blokować migrację do Izraela z Afryki).

W Izraelu Szaron zostanie upamiętniony ze wszystkimi honorami, jak bohater narodowy. Truizm? Tak, dopóki nie przeanalizuje się sytuacji. Ewakuacja Strefy Gazy zarządzona przez Ariela Szarona przeszła na posiedzeniu rządu 1 (!) głosem, a liderem wewnętrznej opozycji w sprawie wszelkich ustępstw wobec Palestyńczyków był obecny premier, Benjamin “Bibi” Netanjahu (tez kariera pt. od wojska do polityki). Skutkiem tego był poważny kryzys Likudu i powstanie nowego ugrupowania o nazwie Kadima (natychmiastowy lider badań popularności, obecnie tylko 2 mandaty), na którego czele stanął Szaron. Netanjahu miałby więc powód, aby niespecjalnie zachwycać się Szaronem, ale to w Izraelu nie do pomyślenia – bohater to bohater, a różnice zdań między Szaronem a Netanjahu pozostaną tutaj bez znaczenia.

O tym, że Ariel Szaron nie był zwolennikiem ustępowania Palestyńczykom nie trzeba mówić, ale i tak to jego ostatni poważny krok w polityce – wycofanie osadników ze Strefy Gazy (co ciekawe – gdy trzeba było to Szaron wycofywał też osadników z półwyspu Synaj) w 2005 roku było działaniem bolesnym, ale koniecznym, jeżeli chciało się realnie myśleć o zawarciu traktatu pokojowego. Ten sam problem – tylko w skali parędziesiąt razy większej, gdyż w Strefie Gazy mieszkało parę tysięcy osadników, a na Zachodnim Brzegu mieszka obecnie około pół miliona, ma teraz premier Netanjahu i nie wydaje się gotowy do poczynienia tak odważnej i politycznie bolesnej decyzji. Przeciwnicy wycofania z 2005 roku do dziś twierdzą, że był to poważny błąd, gdyż pozwolił na wzmocnienie się Hamasu, a brak obecności militarnej skutkował atakami rakietowymi.

A odpowiedź na pytanie, czy Szaron chciał jednostronnie doprowadzić do pokoju, pozostaje tajemnicą jego umysłu…

Zbrodniarz dla Arabów

Premier Netanjahu “darzony” jest szczerą nienawiścią przez Arabów, ale to nic w porównaniu z emocjami względem Ariela Szarona. Szaron jako żołnierz i polityk uczestniczył we wszystkich konfliktach arabsko-izraelskich aż do 2005 roku i zawsze był odbierany jako radykał, gotowy zabijać w imię bezpieczeństwa Izraela. Wzbudzał takie emocje, że jego wizyta jest uważana za oficjalną przyczynę wybuchu Intifady, a pionierski pomysł odcięcia Zachodniego Brzegu od Izraela przy pomocy tzw. muru bezpieczeństwa to też jego idea. Palestyńczycy (ale nie tylko) te działania nazywają polityką apartheidu, a organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka alarmują w sprawie kolejnych naruszeń praw człowieka, wyburzeń mieszkań lub innych wydarzeń (np. dziesiątek porodów na nielicznych przejściach dla Palestyńczyków).

Ariela Szarona uznaje się też za jednego z twórców i najostrzejszych wykonawców izraelskiej polityki bezpieczeństwa i metody faktów dokonanych polegających na stopniowym osiedlaniu terytoriów, które zgodnie z “zieloną linią” z 1949 roku, nie znajdowały się po stronie izraelskiej. Do standardowych zarzutów dotyczących zabijania w czasie wojny należy dodać jedno szczególne wydarzenia. Ariela Szarona obwinia się, politycznie, za masakrę muzułmanów dokonaną przez chrześcijan w Libanie w 1982 roku w ramach odwetu na zabójstwo chrześcijańskiego, świeżo wybranego, prezydenta Dżamaleja. Izraelskie siły, obecne nieopodal, przyglądały się maskarze i nie reagowały przez parędziesiąt godzin. Izraelscy dowódcy – na czele z Arielem Szaronem, ówczesnym ministrem obrony- twierdzili, iż nie byli świadomi tego, co robili Falangiści w obozach. A brutalnie zamordowano setki cywilów… Cóż, trudno uwierzyć, że Izraelczycy nie wiedzieli, do czego doprowadzą, gdy wpuszczą żądnych odwetu ludzi do obozów, a także, że nie otrzymywali doniesień z obozów.

Komisja śledcza powołana przez Knesset uznała Szarona na pośrednio odpowiedzialnego za te wydarzenia. Do dziś żadne międzynarodowe ciało nie przeprowadziło odpowiedniego badania w tej sprawie.

Dlatego Ariel Szaron na zawsze pozostanie kontrowersyjny. Punkt widzenia w tej sytuacji zależy od punktu siedzenia.  Ja jedynie mogę zaproponować jak najszersze spojrzenie na Ariela Szarona.