Krew w Kijowie, a Zachód bez dobrych pomysłów na Ukrainę

Podczas gdy kryzys w Kijowie staje się coraz bardziej poważny, a na ulicach leje się krew, reszta Europy zastanawia się, jak zareagować. I zastanawiać się będzie jeszcze długo, bo nie ma pomysłu, co zrobić z Ukrainą.

Protesty na Ukrainie (fot. Ivan Bandura / Flickr - CC)
Protesty na Ukrainie (fot. Ivan Bandura / Flickr – CC)

Do godziny 19 trwał rozejm w Kijowie. Odbyło się też kolejne spotkanie opozycji z prezydentem Janukowyczem. Bilans środy to 5 zabitych, ale trzeba pamiętać o dramatycznych informacjach o porywaniu ludzi, biciu ich, torturowaniu, a nawet zabijaniu w lasach. Majdan (i okolice) nie wygląda na miejsce, które da się spacyfikować w ciągu godziny lub rozejdzie się w ciągu paru dni, a to oznacza, że konflikt może wejść w jeszcze krwawszą fazę.

Nie chcę powielać faktów. Odsyłam do materiałów TVN24 (tak jak często na nich narzekam, tak teraz rzetelnie i dobrze wykonują swoją pracę) oraz portalu Eastbook.eu (nie tylko relacje, ale i autorskie analizy!). Chciałbym się skupić na samej Ukrainie.

Jak zareagować na poziomie bilateralnym?

Oświadczeniami świata się nie zmieni. Komentatorzy słusznie zwracają uwagę, że oświadczenia (np. ministrów spraw zagranicznych Grupy Wyszehradzkiej) nie zmienią wydarzeń na Ukrainie, nie przestraszą Wiktora Janukowycza i wyglądają blado, gdy widzimy uzbrojony po zęby Berkut. Potępianie użycia siły, nawoływanie do umiarkowania i tym podobny standard, znany przecież wszystkim z reakcji chociażby na wydarzenie Syrii, nie jest game changerem. Istotnie. Tyle czy w tej sytuacji naprawdę konieczna jest krytykowanie oświadczających?

Odpowiadam dlaczego. Polska posiada sąsiada, Ukrainę. Miewamy z nimi lepsze i gorsze momenty, ale jeden fakt się nie zmieni. Ukraina będzie naszym sąsiadem, to nasz ważny partner handlowy (8. miejsce w eksporcie) i konieczne jest utrzymywanie bilateralnych stosunków politycznych i gospodarczych. Polska polityka handlowa to poziom unijny, więc tutaj nie jesteśmy w stanie samodzielnie podejmować decyzji (Niemcy, Brytyjczycy, Francuzi czy Włosi też). Chcemy zniechęcać nasze firmy do sprzedawania na Ukrainę? To byłoby nierozsądne i miało odwrotny skutek do zamierzonego. Na miejsce naszego eksportu chętnie weszłyby firmy z UE lub Rosji.

A może z poziomu bilateralnego utrudnić im wizy? Tak, można utrudnić otrzymywanie wiz, ale co nam to da? Celem Polski powinno być ściąganie jak najwięcej młodych Ukraińców i Ukrainek na uniwersytety, integrowanie i zapoznawanie ich ze światem Unii Europejskiej. utrudnienia wizowe dla wszystkich byłyby zatem idiotyczne. Ludzi Janukowycza to by z kolei nie przeraziło. Szczerze mówiąc to chciałbym, aby dzieci ukraińskich oligarchów i polityków studiowały w Polsce.

Z poziomu bilateralnego pozostaje nam – choć brzmi to niewystarczająco – dyplomacja zwykła, polegająca na rozmowach z Janukowyczem i opozycjonistami (teraz pogrubię: nie ma szansy, aby jednocześnie otwarcie poprzeć np. Witalija Kliczkę i aspirować do miana bezstronnego mediatora – to się wyklucza! Albo jedno albo drugie) oraz dyplomacja publiczna, skierowana do społeczeństwa ukraińskiego, czyli element soft power. Sondaże pokazują, że Unia Europejska – także m.in. dzięki takiej, a nie innej, polityce obecnie rządzących Ukrainą, zdobywa coraz większa liczbę zwolenników.  Wymaga to cierpliwości, ale pierwsze efekty już są, bo Euromajdan, choć nie jest jednolity, to w sprawie umowy stowarzyszeniowej się zgadza.

Opozycja ukraińska nie była dotąd przesadnie silna, aczkolwiek to nie Białoruś, gdzie jej w zasadzie nie ma. Zawsze warto zerknąć na mapę z ostatnich wyborów prezydenckich, która pokazuje, która część Ukrainy była za kim. Podział niemalże po połowie, ostatecznie wygrywa, o włos, Janukowycz, ale Tymoszenko i idee związane z jej działalnością polityczną zdecydowanie wygrywają na Zachodzie. Dlatego proeuropejskie i modernizacyjne aspiracje Ukraińców trzeba wspierać, oczywiście, tym razem nieformalnie.

Realną szansą na zmianę sytuacji na Ukrainie, o ile Janukowycz nie ustąpi i nie rozpisze wyborów, jest rok 2015. Jeżeli uda się obronić demokrację na Ukrainie i odbędą się uczciwe wybory, to opozycja ma duże szanse, aby je wygrać. Ludzie nie wydają się zbyt skłonni do zaakceptowania fałszerstw, więc realny wydaje się scenariusz z 2004 roku i powtórka wielkiego Majdanu. W zasadzie jedyny plan korzystny dla obecnego prezydenta na który zresztą wydaje się grać Janukowycz, to jego spotkanie w drugiej turze z Olegiem Tahnybokiem ze Swobody.  Nawiasem mówiąc, zwróćcie uwagę, kto walczy z Berkutem – radykałowie Majdanu. To, czego należy bać się jak ognia to powiązania radykałów z dziesiątkami tysięcy spokojnie protestujących. Nie wiem, czy nie wolałbym umiarkowanego, kontrolowanego Majdanu, bo radykałowie mogą celowo eskalować konflikt  Trzeba zrobić wszystko, aby zapewnić uczciwość wyborów w 2015 roku oraz wtedy otwarcie poprzeć opozycję pod hasłami demokracji i łamanie konwencji międzynarodowych, jeżeli dojdzie do fałszerstw wyborczych.

Jak widać, manewr na poziomie bilateralnym mamy bardzo ograniczony, a byłoby inaczej, gdybyśmy mieli wolne 10-15 miliardów euro. Widział ktoś? Właśnie. Rozpad Ukrainy, którym straszą media,y to dla nas gorszy scenariusz niż obecna Ukraina pod rządami Partii Regionów, dlatego naczelnym naszym celem powinno być utrzymanie jedności Ukrainy i stabilizacja.

A na poziomie multilateralnym też bieda….

Europa nie ma pomysłu, co zrobić z Ukrainą.

Rozwiązanie siłowe nie wchodzi w grę. NATO na to nie pójdzie, tym bardziej ONZ. To czyste fantazjowanie, odrzućmy wszelką możliwość nacisku militarnego – nikt tego nie będzie chciał zrobić. Nawet – w drugą stronę – Rosja.

Pozostaje nałożenie sankcji przez Unię Europejską na Ukrainę. Tylko że może ono nie przynieść pożądanych efektów. Sugeruje się w tym kontekście indywidualne zakazy wjazdowe, zamrożenia kont, ja bym może dorzucił to, o czym się nie mówi – utrudnienia dla eksportu firm ukraińskich oligarchów wspierających władzę. Chciałbym oczywiście, aby zakaz wjazdu dla np. premiera Azarowa czy ministra Zacharczenki spowodował, że Ukraina się zmieni, ale w to bardzo wątpię. Nie jestem też przekonany, czy blokada działalności i zamrożenie kont spowoduje złość na Janukowycza, czy na Unię Europejską, już nie mówiąc o tym, że nie tak łatwo ustalić uczciwe kryteria, na którego biznesmena takie sankcje nakładać. O ile dość oczywiste wydaje się nałożenie sankcji za osoby odpowiedzialne za użycie przemocy, o tyle okaże się, że to garstka ludzi, nikt bogaty itd.   Będzie to tylko symbol wsparcia, cenny przede wszystkim moralnie. Chcemy zablokować Wiktora Janukowycza? Przecież dopóki jest prezydentem, to z kimś tam trzeba rozmawiać, bo inaczej pogorszymy pozycję negocjacyjną Kijowa w relacji do Moskwy, czyli dokładnie osiągniemy to, czego chcieliby Rosjanie (dla nich pogłębienie podziału i ukraińskie władze na ścieżce kolizyjnej z Brukselą to wymarzony scenariusz, eskalacja konfliktu też).

Jedyne sankcje, które byłyby rzeczywiście skuteczne, musiałyby dotknąć zarówno firmy europejskie eksportujące na rynek ukraiński, ukraińskie, zwłaszcza ze wschodu działające w Europie,  ale również mieszkańców ukraińskich. Po prostu trzeba by powtórzyć scenariusz irański, tylko że to jest już gra va banque, bo można albo szybko zmienić władze albo ostatecznie wepchnąć Ukrainę w ramiona Moskwy. Z drugiej strony nienakładanie sankcji jest niewychowawcze. Władze ukraińskie mogą zabijać swoich obywateli i nic im się nie stanie ze strony Unii Europejskiej, która taka wagę przykłada do wartości. Stany Zjednoczone co prawda mogą nałożyć sankcje, ale zbyt mało jest powiązań, aby one zabolały.

Nagle okazuje się, że nie ma dla Unii Europejskiej dobrego wyjścia z sytuacji. Wprowadzimy bezbolesne sankcje – nie zaboli, symbol, nic nie zmieni, wyprowadzimy za mocne sankcje – na dwoje babka wróżyła – albo odpuszczą albo pójdą bardziej na Wschód, nie wprowadzimy sankcji – pokażemy bezradność. Co innego, gdyby zdecydowano się na ostro zagrać z Moskwą, mieszającą na Ukrainie, ale na to Bruksela nie będzie chętna, a węgierski sukces Putina pokazuje, że Unia w sprawie polityki wobec Rosji pozostanie podzielona. Unii europejskiej pozostają jeszcze środki, które są przeznaczane na politykę rozwoju swoich sąsiadów, ale znowu – to środki m.in. na dostosowywanie prawa ukraińskiego do europejskiego, czyli ich cofanie nie musi być w naszym interesie.

Dlatego Unia Europejska musi postawić na ukraińskie społeczeństwo i walkę o równość szans wyborczych. Tutaj celem minimum musi być cofnięcie antydemokratycznych ustaw wprowadzonych na wzór putinowskiej Rosji. Oczywiście, sankcjami na pewno należy straszyć – i to tymi najpoważniejszymi – ale jeszcze nie przyszedł czas, aby je nakładać.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Tak to jednak jest, gdy nie ma się strategii. Unia Europejska jeszcze we wrześniu-październiku mogła rozgrywać, teraz sytuacja wymknęła się kompletnie spod jej kontroli. Rosja przelicytowała Unię Europejską i powstrzymała podpisanie umowy stowarzyszeniowej, ale nie ma informacji o tym, że uzyskała gwarancje wejścia Ukrainy do Unii Celnej.

Teraz mleko się już rozlało. Można krytykować strategię “długiego marszu” albo nadzieje związane z rokiem 2015, bo reagować powinno się tu i teraz, ale warto zdać sobie sprawę, że nie ma dobrych i szybkich ruchów w sprawie Ukrainy. Nie wymagajmy cudów.

Co musiałoby się stać, aby Unia Europejska osiągnęła swoje cele?
1) Janukowycz oddaje władze i rozpisuje wybory – dlaczego miałby to zrobić?
2) Janukowycz zmienia zdanie – na razie zdecydował się na umowę z Rosją, więc dlaczego miałby to zrobić?

Cóż, możliwe, że pod wpływem siły Majdanu oraz protestów w kolejnych miastach Janukowycza można zmusić do rozwiązania numer 1, ale to – znowu – nie jest kwestia Unii Europejskiej czy Polski, a samej siły Majdanu i ukraińskiego społeczeństwa popierającego opozycję. Tylko że obie strony mają poważny powód, aby nie odpuszczać. Czy Wiktor Janukowycz ma jakąkolwiek gwarancje, że nie zrobią z nim tego, co on z Julią Tymoszenko, jeżeli zaryzykuje utratą władzy? A jaką gwarancje mają uczestnicy Majdanu, że na mocy nowych ustaw (i nie tylko) nie będą brutalnie represjonowani? O tyle dziwi mnie taki rozwój wypadków, bo gdyby władze ukraińskie pozostały bierne to Majdan by przymierał, a teraz krew się już rozlała…

Drugie rozwiązanie zakłada, że Janukowycz zmieni zdanie, ale wygląda na to, że na razie Kijów, poprzez umowę z Rosją, jest mocno uzależniony od rosyjskich pieniędzy, a ich przekazanie, bardzo sprytnie, rozłożono na długi czas. Trzeba też wziąć pod uwagę, że być może obecnych władz po prostu nie da się przekonać na drogę w kierunku Unii Europejską. Wygląda na to, że siły proeuropejskie w obozie Janukowycza są w wyraźnej defensywie.

Nie wygląda to dobrze. Przede wszystkim proponowałbym trzymanie kciuków za to, aby sytuacja się ustabilizowała. Po obu stronach znaczenie radykałów rośnie, a trzeba wypracować kompromis.