Kto lepiej zrozumiał Janukowycza, ten teraz pije szampana

Na Ukrainie kolejny raz okazało się, iż UE nie jest w stanie przeciwstawić się Rosji obszarze byłego Związku Radzieckiego, a niebawem Unię czekają kolejne pola konfrontacji – Gruzja i Mołdawia. Jakie wnioski musimy wyciągnąć z ukraińskiej lekcji?

Co prawda czasy Pomarańczowej Rewolucji już nie wrócą, ale Ukraina nie jest dla Zachodu stracona (Flickr: World Economic Forum)
(Flickr: World Economic Forum)

Powtórka z Białorusi? Unia przelicytowana przez Rosję? Kolejny raz okazało się, iż nie jesteśmy w stanie przeciwstawić się rosyjskiej sile oraz determinacji na obszarze byłego Związku Radzieckiego, a niebawem Unię czekają kolejne pola konfrontacji – Gruzja i Mołdawia. Zastanówmy się jednak „jak to się stało?” chociażby po to, aby zrozumieć, czemu Wiktor Janukowycz 17 grudnia podpisał umowę z Rosją, a nie pod koniec listopada w Wilnie umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską?

Zrozumieć Wiktora Janukowycza i jego otoczenie

Cel Wiktora Janukowycza i jego otoczenia wydaje się oczywisty. Chcą rządzić i pomnażać swoje majątki. Aby to osiagnąć muszą albo wygrywać wybory (tak jak ostatnio) albo sfałszować wybory (raz próbowali z marnym skutkiem). Ze względu na chęć utrzymania władzy konieczne jest posiadanie poparcia co najmniej części społeczeństwa ukraińskiego, a już na pewno ściany wschodniej. Motywacja Janukowycza do działania jest prosta, a polityk ten nie posiada także zbyt skomplikowanej konstrukcji psychicznej. To, co szanują prezydent Janukowycz i jego otoczenia to siła i pieniądze. Postawa taka świadczy o tym, że środowisko to nie jest może intelektualnie zainspirowane księciem Machiavellim i kardynałem Richelieu oraz ich koncepcjami prymatu interesu państwa, aczkolwiek są przewidywalni. W tym miejscu warto zauważyć, że część zaplecza Janukowycza chciałaby od Unii nie ze względu na miłość do koncepcji integracji i Roberta Schumana, a chęć poprawienia kondycji państwa, która przełożyła by się na stabilność wewnętrzna, utrwalającą status quo oraz otwierający Unię na ukraińskie produkty. Jednocześnie Partia Regionów Ukrainy po prostu nie może (i nie chce) się odciąć od Wschodu kraju, który stanowi ich zaplecze, wielu polityków PRU (w tym prezydent Janukowycz czy premier Azarow) używa języka rosyjskiego jako swojego pierwszego języka, a ich elektorat jest z Federacją Rosyjską mocno związany, w tym językowo i kulturowo.

Generalnie mamy do czynienia z kimś, kto kieruje się wypadkową wyżej opisanych interesów, co często oznacza sprzeczność, ale jednocześnie tym, co kieruje opisaną grupą, jest niewątpliwa chęć utrzymania władzy.

W tym momencie zastrzegam, że nie znam szczegółów ofert unijno-międzynarodowej oraz rosyjskiej. Znamy ledwie parę faktów, a reszta to spekulacja.

Pozycja Janukowycza a wybory w 2015

Mając sytuację Wiktora Janukowycza przyjęcie oferty Unii Europejskiej, w tych realiach gospodarczych (groźba bankructwa, szantaż rosyjski) byłoby po prostu politycznym samobójstwem. Ukraina długoterminowo zyskałaby na integracji z Unią, ale prezydent Janukowycz i jego otoczenie zakończyliby kariery polityczne. Tylko w razie dynamicznego wzrostu gospodarczego Janukowycz mógłby wykorzystać proeuropejski zwrot jako swoje dzieło.

Prosta sprawa. Chodzi o interes. Patrzymy na stół.

1) Unia Europejska oferuje umowę stowarzyszeniową, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy pożyczkę według zasady pieniądze za reformy. Pożyczka oznacza uratowanie od bankructwa, ale m.in. zamrożenie lub obniżenie pensji w budżetówce, likwidację socjalu oraz wzrost cen energii. Za 2 lata odbywają się wybory prezydenckie. Opozycja dostaje upragnioną umowę stowarzyszeniową, której negatywne skutki idą na konto Partii Regionów i Wiktora Janukowycza. Wybory, jeżeli nie będą sfałszowane i nie uda się jakiś sprytny wybieg rządzących (np. doprowadzenie do tego, że w II turze rywalem Janukowycza będzie Tahnybook ze Swobody), kończą się klęską obecnie rządzących. Obóz się dzieli, Janukowycz kończy mniej więcej jak Wiktor Juszczenko, może wróci za parę lat, gdy docenią jego działania na rzecz integracji, coś jak nasz Jerzy Buzek. Ukraińcy, podpisując na tych warunkach, działaliby według racji stanu, ale rządzący straciliby władzę.

2) Ostry kij i interesująca marchewka z Moskwy. „Będziecie posłuszni, będziecie rządzić” i „Nie będziecie posłuszni, odetniemy was” . Rosjanie z jednej strony użyli brutalnych argumentów (groźba embarga, wyrzucenia ukraińskich pracowników itd), a z drugiej obiecali Janukowyczowi to, na czym jemu i jego otoczeniu najbardziej zależy – szansę zachowania władzy. Dlatego umowa odnawiana będzie co kwartał. To polisa dla Moskwy na wypadek, gdyby władze ukraińskie zechciały dokonać zwrotu. Władimir Putin zachowuje dzięki temu elastyczność manewru i w każdej chwili może spróbować utopić Janukowycza. Jeszcze ciekawszy jest manewr z pieniędzmi – Rosjanie inwestują w ukraińskie obligacje, Ukraińcy uzyskują gotówkę, którą mogą wydać według własnego uznania bez zobowiązania do reform (nie wiadomo jeszcze, że tak powiem kulturalnie, jak będzie wyglądać dystrybuacja tej gotówki na samej Ukrainie). Ponownie jednak proces jest rozłożony na parę lat, aby trzymać tę kartę do końca. To, czego nie wiemy, to zobowiązania po stronie ukraińskiej (Rosjanom zależało na dwóch rzeczach – Ukrainie w Unii Celnej i ukraińskim systemie przesyłowym).

Wniosek z tego taki, że nie oferując warunków dających szansę rządzącej ekipie na przetrwanie szansa na wygranie przez Unię w „rywalizacji” z Rosją była niewielka. Rosjanie dobrze znali swojego partnera i skupili się na tym, co jest istotne dla niego – niższe ceny gazu oraz gotówka, a nie długoterminowe, odczuwalne po latach, korzyści. Problemem systemowym Unii jest też to, że w „sposób” rosyjski po prostu nie jest w stanie rozmawiać, chociażby ze względu na de facto brak wspólnej polityki zagranicznej. Dlatego to na Kremlu mogą teraz pić szampana.

Rozgrywka jednak nie jest zakończona, bo Rosja nie przejęła systemu przesyłowego, a Ukraina nie podpisała Unii Celnej. Efektem ubocznym całego konfliktu jest znaczący wzrost poparcia dla integracji z UE. Nie jest to widoczne dzisiaj, ale — jeżeli uda się utrzymać demokrację na Ukrainie – za parę lat sytuacja powinna się diametralnie odmienić. Dlatego drzwi powinny pozostać otwarte, a z góry wykluczyć powinniśmy wszelkie sankcje. Oczywiście, może się okazać, że Wiktor Janukowycz jest jednak mężem stanu – tymczasowo obniży ceny gazu, gotówkę wykorzysta na przetrwanie reform wygra wybory, uniezależni gospodarczo Ukrainę od Rosji, zwłaszcza w energetyce, a potem pójdzie na Zachód, ale … to mało prawdopodobny scenariusz, a w Moskwie na pewno biorą go pod uwagę, stąd krótka smycz.