O relacjach Unia Europejska-Rosja. Różnica potencjałów.

José Manuel Barroso i Herman Van Rompuy (Flickr: President of the European Council)
José Manuel Barroso i Herman Van Rompuy (Flickr: President of the European Council)

Marek Menkiszak, kierownik zespołu rosyjskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich opublikował niezwykle cenną publikację, opowiadającą o tym, jak Rosjanie próbują zaproponować państwom UE – przede wszystkim Niemcom – tzw. projekt Wielkiej Europy. Zakłada ona integrację polityczną i gospodarczą dwóch struktur – jednej, zachodniej, opartej na Unii Europejskiej oraz drugiej, wschodniej, o organizację integracyjną na Wschodzie, będącą pod przewodnictwem rosyjskim. Integracja taka miałaby pozwolić na dostosowanie się nowej Europy do warunków zmieniającego się świata (dynamiczny wzrost Chin, Indii etc). Do tej pory jednak Unia Europejska nie podjęła rozmów, a pozycja Moskwy zdaje się słabnąć wraz z upływem czasu. Obecnie toczy się gra o Ukrainę, Gruzję i Mołdawię, państwa coraz śmielej zerkające na Zachód, a znajdujące się w naturalnym polu zainteresowań Kremla jako strefa wpływów. Jeżeli zostanie zrealizowana koncepcja rozszerzenia, chociażby tylko w aspekcie gospodarczym, Unii to nagle okazać się może, że Rosja o Wielkiej Europie, a raczej o sobie jako o równorzędnym filarze w takim projekcie, będzie mogła zapomnieć.

Każde większe państwo europejskie prowadzi samodzielną politykę wobec Rosji. Robią to Niemcy, spoglądający z nieufnością, ale zainteresowane współpracą gospodarczą, posądzani o bycie tzw. klubem przyjaciół Rosji Francuzi i Włosi, a także – sceptyczni wobec Moskwy, ale i pragmtyczni – Brytyjczycy. Nie inaczej powinno być z Polską. Warszawa posiada, delikatnie mówiąc, skomplikowane relacje z Federacją Rosyjską. Polskie rządy czują się niekomfortowo w stanie energetycznej zależności od Moskwy (stąd budowa infrastruktury służącej dywersyfikacji), a z drugiej strony widać, iż rosyjski biznes w Polsce trafia na poważne bariery. Budowie zaufania nie służą też rosyjskie przebąkiwania o problemach „sanitarnych” z polskimi produktami eksportowymi, bo nie trzeba pamięci słonia, aby sobie przypomnieć embargo nałożone na polskie mięso.

Pomimo tego obroty handlowe pomiędzy Polską a Rosją w 2012 roku osiągnęły sumę ok. 38 miliardów dolarów (!) i powinny dalej rosnąć, co powoduje, iż Rosja zajmuje drugie miejsca wśród importerów, a sama znajduje się na piątej pozycji wśród państw, do któych eksportujemy. My, dla Moskwy, jesteśmy czwartym importerem, a znajdujemy się na piątym miejscu dla ich eksportu. Niewykorzystany potencjał to przede wszystkim nasz eksport. Ciekawie robi się, gdy okazuje się, iż ten sam niewykorzystany potencjał dotyczy całej UE.

Suma wszystkich strachów
Rosja od 1991 roku znajduje się w defensywie, co pokazują nie tylko straty terytorialne, jeżeli porównamy obecną Rosję do Związku Radzieckiego, ale także rozszerzenie UE i NATO o byłe państwa bloku wschodniego, a teraz jeszcze działania UE i poszczególnych państw w celu związania państw Partnerstwa Wschodniego umowami stowarzyszeniowymi. Nagle okazuje się, iż Rosja ma problem ze stworzeniem swojego bloku – z Białorusią i Kazachstanem mogą świata nie podbić. W Azji Centralnej pojawili się Amerykanie i Chińczycy. Coraz większe ambicje w Azji wykazują także Japończycy, z którymi Rosjanie mają nadal nierozwiązane spory terytorialne. Nawet w Syrii polityka rosyjska ma głównie na celu utrzymanie swoich wpływów, a nie ich rozszerzenie.

Jest jeden obszar, w którym od Unii Europejskiej, tak niejednolitej, jeżeli chodzi o politykę zagraniczną, możemy wymagać naprawdę dużo. To polityka handlowa, którą organizacja ta może skutecznie prowadzić. Również w sprawach energetycznych Unia, a w jej ramach Komisja, podejmuje kroki, które doprowadzić mają do powtania otwartego, wolnego rynku w kwestii dostaw surowców naturalnych, a także dywersyfikacji.

W dodatku Unia Europejska dostała do ręki jeszcze jedno narzędzie. Rosja została członkiem Światowej Organizacji Handlu. WTO to przywileje, ale tez obowiązki i … system rozwiązywania sporów międzynarodowych.

Unia radzi sobie z Rosją – przykłady
O ile na kwestie polityczne spojrzenie na Rosję może być rożne, o tyle Europejczykom nie można zarzucać, że ich chęcią będzie wspieranie monopolu oraz drożyzny.

Parę przykładów:
1) negocjacje polsko-rosyjskie z 2010 roku w kwestii dostaw gazu – dzięki interwencji Komisji Europejskiej Polska otrzymuje m.in. w umowie klauzule reeksportu, zapewniono również innego niż dotychczas operatora przesyłowego – wszystko zgodnie z nowym unijnym prawem;
2) „Unia ogrywa Rosję” – napisał w gościnnym tekście na zaprzyjaźnionym blogu „Dyplomacja” Marek Beldzikowski – Rosjanie nie tylko zobowiązują się do mocnych obniżek cen, ale również obiecują dostosowanie się do Trzeciego Pakietu Energetycznego – w zamian dostają figę z makiem, a nie ruch bezwizowy;
3) Unia wszczyna postępowania antymonopolowe przeciwko Gazpromowi i szykuje się do postawienia zarzutów – skoro Microsoft mógł otrzymać miliard euro kary, to co z Rosjanami? Komisja zarzuca m.in. zawyżanie cen na Litwie i w Polsce oraz utrudnianie dywersyfikacji;
4) Unia Europejska chce rozstrzygnięcia sporu z Rosją o opłatę recyclingową przed WTO.

Wszystkie te działania dowodzą tego, iż Unia Europejska jest świadoma swojej siły. Chociaż Europa znajduje się w stagnacji, to nadal PKB UE jest ponad ośmiokrotnie większe od PKB Rosji!

Również dane handlowe pokazują, iż Unia Europejska jest w stanie się obronić. Import z Rosji ma wartość ok. 213 mld euro i jest drugi co do wielkości, po Chinach, aczkolwiek eksport nie jest aż tak udany – Rosja znajduje się na czwartej pozycji za … Szwajcarią (!). Dla Federacji Rosyjskiej Unia Europejska to najważniejszy partner handlowy – pierwsza pozycja w imporcie i pierwsza w eksporcie, przed Chińską Republiką Ludową.

Wniosek z tych wszystkich rozważań jest bardzo prosty – nie należy panicznie bać się Rosji. Rosja, jak każdy racjonalny gracz, dąży do maksymalizacji swoich zysków, ale pozycji Rosjan nijak nie da się porównać do czasów Związku Radzieckiego. Za to, co pokazują statystyki, mamy olbrzymie rezerwy w eksporcie na rynek rosyjski. Naszym – zarówno Polski, jak i UE – celem na najbliższe lata powinno być zniwelowanie deficytu handlowego.

W kwestii rozszerzania UE i integracji z państwami byłego bloku radzieckiego – róbmy swoje, różnica potencjałów jest na tyle duża, że nie musimy się obawiać konsekwencji. Z punktu widzenia Polski najważniejsze jest zatem, aby polskie cele na wschodzie (jak np. umowa stowarzyszeniowa z Ukrainą) stały się celami Unii Europejskiej.

 

Kategorie: Europa, Polityka
Fotografia główna: José Manuel Barroso i Herman Van Rompuy (Flickr: President of the European Council)