Brygady Interwencyjne ONZ w DR Konga: krok naprzód czy próba naprawienia wizerunku?

Rada Bezpieczeństwa ONZ już na początku tego roku zapowiedziała powołanie do życia Brygad Interwencyjnych, które wchodząc w skład sił pokojowych w Afryce miałyby prowadzić bardziej zdecydowane działania zbrojne niż dotychczas.

Członkowie sił pokojowych ONZ (UN Photo/Stuart Price)
Członkowie sił pokojowych ONZ (UN Photo/Stuart Price)

Brygady takie zostały faktycznie zostały stworzone i – wchodząc w skład sił pokojowych MONUSCO stacjonujących w Afryce Środkowej – odniosły nawet pewne sukcesy w walce z rebeliantami z działającej w DR Kongo grupy Ruch 23 Marca. Czy jednak była to tylko akcja doraźna mająca na celu poprawę wizerunku zarówno samego ONZ jak i sił pokojowych do tej pory niezbyt poważanych? Czy może była to faktyczna próba poprawy sytuacji w regionie?

Kongijski chaos

Od początku lat dziewięćdziesiątych miliony Kongijczyków cierpią z powodu przemocy, głodu i chorób, ponieważ dziesiątki grup rebeliantów starają się zapanować nad terenami wschodniego Kongo: regionem, który jak żaden inny na świecie obfituje w złoża złota, diamentów, kobaltu i uranu. Chaos jaki zapanował w Kongo miał zostać opanowany przez ONZ i jej misje pokojowe. Niestety, długo siły pokojowe ONZ z biernością przyglądały się rozwojowi wypadków, wkraczając tylko w ściśle określonych wypadkach, na co dzień zaś prowadząc standardowe działania, których skuteczność jest – mówiąc delikatnie – mocno dyskusyjna.

W końcu postanowiono podreperować mocno nadszarpnięty wizerunek sił pokojowych Narodów Zjednoczonych. Na początku października tego roku w Demokratycznej Republice Konga miała miejsce akcja militarna skierowana przeciw tylko jednej ze stron: jednej z największych grup rebelianckich działających w Kongo, Ruchowi 23 Marca (M23). Według Raya Torresa odpowiedzialnego za misję MONUSCO będzie to nowy rozdział w historii misji pokojowych w Afryce Środkowej, a być może także w innych regionach.

Brygady Interwencyjne ONZ vs. M23

Październikową akcję przeprowadziły Brygady Interwencyjne złożone z żołnierzy pochodzących z RPA, Malawi oraz Tanzanii w sile około 3000 żołnierzy. Brygady działały na tyle stanowczo, że kierownictwo M23 podjęło na nowo zerwane wcześniej rozmowy pokojowe z rządem w Kinszasie, a szef biura misji MONUSCO Ray Torres ogłosił wielki sukces. Przestrzegł jednak, że jeśli podobne działania zostaną zaprzestane, zapewnienie trwałego pokoju w Afryce Środkowej będzie właściwie niemożliwe. Aby nie zawieść nadziei wyrażonej przez Raya Torresa, konieczne jest systematyczne niszczenie lub rozbrajanie każdej z blisko 40 grup rebelianckich działających na terenie Kongo i pozostałych państw Afryki Środkowej, co samo w sobie będzie zadaniem niezwykle trudnym.

Aby podołać temu trudnemu zadaniu, Brygady muszą zostać dozbrojone. Ray Torres zapowiedział zatem, że nowe oddziały otrzymają sprzęt niezbędny do wykonania misji. Miałyby to być przede wszystkim helikoptery, których liczba aktualnie określana jest jako niewystarczająca, oraz – to zupełna nowość w misjach ONZ – bezzałogowce, czyli drony. Jeden z takich bezzałogowych samolotów ma trafić do MONUSCO już niebawem, zwiększając tym samym zarówno możliwości bojowe, jak i obserwacyjne żołnierzy.

Reforma czy działania pozorowane?

Podczas gdy siły pokojowe świętują sukces w walce z M23, a Ray Torres ogłasza przełom, sami Kongijczycy są nieco bardziej sceptyczni wobec działalności Brygad. Wyżsi rangą urzędnicy w Kinszasie niezbyt przychylnie wyrażają się o długofalowych skutkach działalności Brygad Interwencyjnych. W podobnym tonie wyraża się również ambasador Wielkiej Brytanii przy Radzie Bezpieczeństwa ONZ Mark Lyall Grant, który jawnie skrytykował działalność Brygad, twierdząc, że nie są one w stanie spełnić pokładanych w nich oczekiwań.

Prawda jak zawsze leży pewnie pośrodku, każdy zaś będzie bronił swego zdania. Niemniej jednak, zarówno samo utworzenie Brygad Interwencyjnych, jak i tym bardziej ich dozbrojenie należy uznać za sukces, który może przełożyć się w końcu na bardziej zdecydowane działania przeciw rebeliantom. Oby Ray Torres i jego ludzie nie zaprzepaścili realnej szansy na zaprowadzenie pokoju w Kongu, tym bardziej, że jeśli ich misja zakończy się powodzeniem, model Brygad może zostać powielony także w przypadku innych misji. To byłby ogromny sukces, ponieważ nadszedł czas na poważną zmianę w sposobie prowadzenia misji pokojowych przez Narody Zjednoczone, a nie na chwilową próbę poprawienia swojego wizerunku skażonego biernością i brakiem inicjatywy.