Ukraińska gra

Wypowiedzenie przez Rosję wojny handlowej Ukrainie oraz jej groźby na temat „kroków protekcyjnych” wobec Kijowa, gdyby ten zdecydował się na podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, świadczą nie tylko o determinacji Moskwy w tej sprawie, lecz także o tym że jest realna szansa na wymknięcie się Ukrainy z rąk Kremla.

Spotkanie prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza (L) z przewodniczącym parlamentu UE Jerzym Buzkiem (P). Rok 2010. fot. ©European Parliament/Pietro Naj-Oleari
Spotkanie prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza (L) z przewodniczącym parlamentu UE Jerzym Buzkiem (P). Rok 2010. fot. ©European Parliament/Pietro Naj-Oleari

Polski odwrót ze Wschodu

Minister Sikorski często porównuje, że jeżeli nie dojdzie do podpisania przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej na listopadowym szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie to będzie to czymś na miarę ugody perejasławskiej z 1654 r., na mocy której Kozaczyzna oddała się pod protekcję Rosji.

Wydarzenie to w rzeczywistości miało być krótkotrwałym sojuszem przeciw Rzeczpospolitej. Chmielnicki ani myślał o zostaniu pod zwierzchnictwem cara na zawsze. Stało się jednak inaczej. Ugoda perejasławska była niejako punktem zwrotnym w historii Polski, Rosji i Ukrainy. Od tego czasu nasz kraj zaczął się systematycznie wycofywać się ze Wschodu ustępując miejsca Moskwie.

W 1658 r. nastąpiła nieudana próba odwrócenia tego procesu, czyli unia hadziacka tworząca trzeci człon Rzeczpospolitej – Księstwo Ruskie. Lecz krótkowzroczność obydwu stron zaprzepaściła ten wielki projekt. Na kolejną taką próbę trzeba było czekać aż do1920 r., kiedy Józef Piłsudski starał się wdrożyć w życie swoją koncepcję federacyjną.

Pomimo że Polska pokonała bolszewików, to przegrała Wschód. To co dziś w naszej świadomości funkcjonuje jako „Kresy”, czyli wschodnie ziemie II RP to tak naprawdę centralne obszary dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jednak i na tym nie zakończył się proces wypierania Polski i polskości z tych ziem. W 1945 r. po 600 latach polskiego „Drang nach Osten” musieliśmy wrócić z podkulonym ogonem do swojego matecznika.

Dwie Ukrainy – jedno państwo

Na miejsce Polski weszła Rosja. Warto w tym kontekście powiązać proces wzrostu potęgi państwa carów z przejmowaniem przez nią Ukrainy. Wydaję się, że wiele prawdy jest stwierdzeniu, że Rosja bez Ukrainy nie jest mocarstwem, z Ukrainą mocarstwem się staje.

Procesy te zaznaczył swoje silne piętno. To znamienne, że Ukraińcy są bodaj jedynym w Europie duży narodem, który nigdy nie zaznał okresu potęgi. Jest to o tyle ciekawe, że dotyczy to bardzo bogatego obszaru, żeby tu wspomnieć chociażby o najżyźniejszych glebach na świecie. Ponadto ukraińska świadomość narodowa mogła jedynie się wytworzyć na obszarach pod polską dominacją. Im dalej na wschód tym granica między tym co ukraińskie a co rosyjskie się zaciera. Jest to efekt silnej rusyfikacji jakiej zostały poddane te obszary. I Rzeczpospolita również nie była wolna od własnych procesów polonizacyjnych, lecz odbywały się one na zasadzie dobrowolności i silnej atrakcyjności kultury polskiej.

Również jeżeli szukać na Ukrainie jakiś większych tradycji politycznych to przede wszystkim dotyczą one „czasów i obszarów polskich”. Przykładem może być jeden z najsilniejszych ukraińskich mitów, czyli Kozaczyzna zaporoska, której elity wywodziły się ze szlachty polskiej i która długo walczyła o swoje państwo w ramach Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Sam los Kozaków zaporoskich jest symboliczny dla całych dziejów dominacji rosyjskiej na Ukrainie. Początkowo Moskwa uznawała względną niezależność tego terytorium Jednak z czasem zaczęto coraz bardziej podporządkowywać sobie Kozaków, by w 1775 r. doprowadzić do całkowitej likwidacji Siczy Zaporoskiej. W latach 30. XX wieku już nawet najstarsi szyprowie na Dnieprze nie wiedzieli czym była Sicz.

To zróżnicowanie między zachodnią i wschodnią Ukrainą wielokrotnie w historii owocowało pomysłami podzielenia tego państwa. Ostatni bodaj raz , całkiem niedawno, w 2005 r. podczas pomarańczowej rewolucji. Podział ten widoczny jest także nadal w wyborach politycznych, czy raczej geopolitycznych Ukraińców, jednak pod tym względem zachodnia Ukraina przesuwa się coraz bardziej na wschód.

Powolny upadek imperium

Odzyskanie przez Ukrainę niepodległości w 1991 r. nie oznaczało automatycznie, podobnie jak w wypadku wielu posowieckich republik, że Moskwa straciła nad nim całkowitą kontrolę. To co się stało w 1991 r. było po prostu początkiem pewnego proces rozpadu imperium Sowietów, było czymś na kształt ugody perejasławskiej dla nas. Proces ten trwa nadal, a jego produktem finalnym będzie rzeczywiste odzyskanie niepodległości przez kraje byłego ZSRR.

W stosunku do Ukrainy ten proces również niewątpliwie następuję. Przełomowym momentem była pomarańczowa rewolucja. Nawet jeśli jej przywódcy stracili władzę, częściowo się skompromitowali to jednak pewne jej zdobycze okazały się trwałe i jak dotąd Kremlowi nie udało się wrócić do dawnego stanu.

Strategia Janukowycza

Do tej pory w powszechnej opinii obecny prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz był postrzegany jako „człowiek Moskwy”. Na tym wizerunku zaważył chyba przede wszystkim okres pomarańczowej rewolucji. Jednak Ukraina pod rządami niebieskich nie zerwała całkowicie z Zachodem, choć przyjęto inną strategię niż pomarańczowi.

Zerwanie więzów z Rosją przez Ukrainę nie jest proste. Silna jest tu zależność gospodarcza, szczególnie widoczna na wschodzie kraju, gdzie występuje też największy elektorat niebieskich. Gwałtowne odcięcie rosyjskiej zależności spowodowałoby nieprzyjemne skutki dla Ukraińców, a tym samym utratę przez Janukowycza poparcia. Jednocześnie jednak Kijów doskonale zdaję sobie sprawę, że na dłuższą metę Unia Europejska zapewni im lepszą przyszłość.

Kierunek Janukowycza jest zatem jeden – Zachód, jednak nie chce on radykalnie zerwać z Moskwą, lecz stopniowo balansować jej wpływy europejskimi. Podpisanie umowy stowarzyszeniowej nawet bez jej ratyfikacji spowoduje szereg ułatwień zwłaszcza w handlu i w polityce wizowej, a to może dać prezydentowi wzrost popularności. Ten plan miałby zapewnić Ukrainie jak i jej prezydentowi przejście przez ten proces bezboleśnie.

Strategię tą zdaje się potwierdzać szereg gestów i posunięć Janukowycza choćby jego zdystansowanie wobec prezydenta Putina podczas 1025. rocznicy chrztu Rusi Kijowskiej czy ostatnie obchody święta niepodległości pod flagą Ukrainy i UE. Ponadto Kijów zdecydował się jedynie na status obserwatora w tworzonej przez Rosję Unii Celnej, choć Ukraina może liczyć na pełne członkostwo. Władze ukraińskie dokonał również szeregu zmian mogących przyczynić się do dywersyfikacji dostaw gazu.

Janukowycz już od dawna nie jest też pupilkiem Kremla i w 2015 r. w kolejnych wyborach Moskwa może postawić na innego kandydata. Otoczenie ukraińskiego przywódcy odpowiedzialne za politykę zagraniczną jest zorientowane na Zachód. Co więcej integracje z UE wspiera część ukraińskich oligarchów, których pozycja w Unii Celnej mogłaby znacznie się osłabić (rosyjska konkurencja jest mocniejsza). Ponadto umowa stowarzyszeniowa, a ściślej jej część, czyli układ DCFTA przewiduje likwidację ceł z UE, co może im przynieść duże korzyści. Z drugiej strony najbardziej wpływowi oligarchowie (w tym syn samego prezydenta) prowadzą interesy przede wszystkim z Rosją. Ponadto Unia Europejska wymaga od Ukrainy bardziej restrykcyjnych regulacji i praktyk antymonopolowych, co oczywiście nie jest tej grupie w smak. Mimo wszystko w dłuższej perspektywie układ z Brukselą będzie korzystny także i dla nich, w grę bowiem wchodzi pomoc unijna oraz program modernizacja kraju.

Bitwa o Ukrainę

Rosja przegrywa Ukrainę i zdaję sobie z tego sprawę. Jednak jej ostra reakcja boleśnie uzmysławia Janukowyczowi, że nie można jednocześnie „zjeść ciastko i mieć ciastko”. UE nie zgodzi się też na podpisanie umowy stowarzyszeniowej za darmo. Wszystko na to wskazuje, że wskutek podziałów w ukraińskim parlamencie nie uda się przyjąć wszystkich wymaganych przez Unię reform. Jednakże uwolnienie Julii Timoszenko (być może nawet bez wymaganej reformy prawa wyborczego i sądownictwa) mogłoby być wystarczającym sygnałem dla Brukseli o woli Kijowa do integracji z Zachodem. Z drugiej strony niewypuszczenie byłej premier Ukrainy, a przez to brak zgody Brukseli na podpisanie umowy stowarzyszeniowej może dać Janukowyczowi pretekst do oficjalnego nie ulegania naciskom Kremla i jednoczesnego uniknięcia bolesnych „kroków protekcyjnych”.

Szacuje się, że całkowitym zamknięciem eksportu Moskwa może dokonać strat w ukraińskiej gospodarce na ok. 1 % PKB. Paradoksalnie jednak, niedawna blokada towarów na granicy z Rosją, może uodpornić ukraińskich przedsiębiorców, zmusi ich bowiem do zróżnicowania swojego eksportu. Ciosów jednak pewnie będzie więcej: można się spodziewać gazowego szantażu ze strony Rosji czy reperkusji wobec ukraińskich gastarbeiterów.

Warto jednak pamiętać, że radykalne i całkowite zerwanie zależności gospodarczych ukraińsko – rosyjskich jest niemożliwe, chociażby dlatego że na dłuższą metę Rosja także negatywnie to odczuje. Ponadto Moskwa w sferze militarnej zachowa bardzo ważny czynnik hamujący zacieśnianie stosunków z Zachodem, czyli Flotę Sewastopolską. Dopóki ona tam jest nie ma mowy o członkostwie Ukrainy w NATO, a i teraz sam Kijów nie bardzo pali się do tego projektu.

Z kolei w społeczeństwie ukraińskim rośnie tendencja prounijna. Obecnie 41,6% Ukraińców opowiada się za integracją z Unią Europejską (34,7% jest za Unią Celną). Dodatkowo ostatnie poczynania Kremla w stosunku do Ukrainy przyniosły dość sporą falę sprzeciwu, włącznie z głosami do bojkotu rosyjskich produktów.

Wygranie przez Rosję tej rundy może zahamować na długi czas proces integracji z UE. Wejście do Unii Celnej proponowanej przez Kreml uniemożliwia podpisanie umowy z Brukselą. Jednak wcześniej czy później Ukraina będzie musiała przejść przez bolesny etap kolejnej fazy rozpadu postradzieckiego imperium. Moskwa bowiem jak dotąd nie jest w stanie zahamować negatywnych dla niej tendencji, także tych wewnętrznych. Kijów o tym wie, ale czy ma na tyle odwagi aby postawić się Kremlowi?