Izrael i Palestyna – „Moda na pokój”, odcinek 51561616

Nowy Sekretarz Stanu USA John Kerry ogłosił postęp w pilotowanych przez siebie rozmowach między Izraelem, a Palestyną, jednak nie wiadomo za bardzo na czym miałby on polegać.

John Kerry i Benjamin Netanjahu (fot. State Department photo)
John Kerry i Benjamin Netanjahu (fot. State Department photo)

Nowym Sekretarzem Stanu Stanów Zjednoczonych został John Kerry. Wygląda na to, iż szybko nabrał ochoty na to, aby swoją domową gablotę poszerzyć o pokojową Nagrodę Nobla, co spowodowało znaczne zaktywizowanie jego działalności na Bliskim Wschodzie. Przyjął taktykę dyplomacji wahadłowej, czy też – choć mniej to uprzejme – listonosza biegającego pomiędzy jednymi i drugimi. Ostatnio Kerry ogłosił postęp w rozmowach, jednak nie wiadomo za bardzo na czym miałby on polegać. Spójrzmy na ostatnie 3 lata tylko i wyłącznie pod kątem samego doprowadzenia do bilateralnych negocjacji.

Stan na 2011 rok:
premier Netanjahu: możemy usiąść do stołu w każdym momencie bez warunków wstępnych
prezydent Abbas: usiądziemy, jeżeli Izrael zamrozi rozbudowę osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu

Stan na 2012 r.:
premier Netanjahu: możemy usiąść do stołu w każdym momencie bez warunków wstępnych.
prezydent Abbas: usiądziemy, jeżeli Izrael zamrozi rozbudowę osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Stan na 2013 r.:
premier Netanjahu: możemy usiąść do stołu w każdym momencie bez warunków wstępnych
prezydent Abbas: usiądziemy, jeżeli Izrael zamrozi rozbudowę osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu

Podziwiam więc Johna Kerrego za postęp, ale potrzebujemy więcej informacji – przede wszystkim, kto i w jakiej sprawie odpuścił?

Promyki nadziei?

Pierwsza – naturalna – myśl, która pojawia się przy okazji tego konfliktu to „nic się przecież nie zmieniło”. W zasadzie ostatni tekst jaki pisałem na ten temat, przy okazji nadania Palestynie statusu państwa-obserwatora w Organizacji Narodów Zjednoczonych, nie stracił na aktualności. Zmieniają się detale – na pewnych obszarach współpraca izraelsko-palestyńska wygląda lepiej (np. porozumienie między ministrami finansów), a gdzie indziej coraz gorzej (blokada Strefy Gazy, problemy z wodą). Nie wolno też zapominać o kolejnej operacji Izraela w Strefie Gazy – „Filaru Obrony”. Tutaj znajduje się podsumowanie tej operacji.

Całość nie maluje się w różowych barwach. Znaleźć można jednak pewne, aczkolwiek bardzo niewielkie, plusy. Po pierwsze John Kerry sprawia wrażenie polityka, który chce osiągnąć sukces i jest do tego zdeterminowany. Barack Obama, w 2010 roku, też się taki wydawał, lecz Stanom Zjednoczonym brakuje w tym momencie negocjacyjnych atutów. Nie wolno też zapominać, że premier Netanjahu związany jest pewnymi uwarunkowaniami politycznymi, a te – na lipiec 2013 – są takie, iż w jego rządzie dwójka prominentnych polityków życzy sobie zmiany polityki. To obecna minister sprawiedliwości Cipi Liwni z parti Hatnuach (powstała w 2012 roku) oraz minister finansów Yair Lapid z Yesh Atid. Reprezentują oni umiarkowane partie, nazwijmy je centrowymi. Sytuacja koalicyjna może więc zmusić premiera Netanjahu do zmiany, a na pewno przynajmniej do pozorowania chęci rzeczywistych negocjacji pokojowych.

Brak determinacji

To niestety tyle z dobrych newsów w kwestii pokoju bliskowschodniego. Reszta pozostaje bez zmian. Ani Nasz Dom Izrael Avigdora Liebermana, ani Żydowski Dom, nie zmieniają swojego stanowiska, a ich elektorat, częstokroć zamieszkujący nielegalne osiedla, ustępstwami zainteresowany nie jest.

Przede wszystkim podstawowym problemem jest brak interesu dla Izraela w podpisaniu pokoju na kompromisowych warunkach. Premier Netanjahu wyraźnie zaznaczył, że w kwestiach związanych z bezpieczeństwem Izraela nie ma miejsca na ustępstwa, a porozumienie pokojowe – jeżeli zostanie osiągnięte – powinno zostać zatwierdzone przez referendum. Netanjahu zapowiedział więc zrobienie kroku w tył i usztywnienie stanowiska, a nie postęp, którym tak chwali się sekretarz Kerry. Ten ostatni pewnie nie zdaje sobie jeszcze sprawy, ale sam jest związany bezpieczeństwem Izraela. To typowe stanowisko sojuszników izraelskich, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, ale także Polski: porozumienie pokojowe nie może zagrażać bezpieczeństwu Izraela.

Oznacza to, iż Izraelczycy będą się domagać demilitaryzacji, być może neutralizacji i gwarancji, że terytorium Palestyny nie będzie służyć do wrogich wobec Izraela działań. Na chwile obecną kalkulacja izraelska prezentuje się prawdopodobnie tak, że bardziej opłaca się status quo poparty deklaracjami o chęci rozmów pomieszany z polityką faktów dokonanych, aniżeli ryzykowny, bardzo obciążający politycznie pokój. Stąd zabezpieczenie w formie referendum.

Nie wolno również zapominać, że także Palestyńczykom brak determinacji do rozmów. Konflikt Fatahu (kontroluje Zachodni Brzeg Jordanu) z Hamasem (kontroluje Strefę Gazy) również przypomina telenowelę i mógłby to być temat do żartów, gdyby nie fakt, iż cierpią na tym Palestyńczycy. Hamas z Izraelem rozmawiać nie zamierza, Izrael z Hamasem także, Fatah bez Hamasu to może obiecywać wzorem Zagłoby nawet Niderlandy, ale nie będzie miał siły, aby wprowadzić porozumienie w życie (nie mówiąc o tym, że natychmiast pojawiłby się zarzut o zdradę), a Izrael nie chce negocjować z rządem palestyńskim, w którym są Hamasowcy.

Na końcu chciałbym zauważyć jedną rzecz. Te kwestie, za wyjątkiem bezpieczeństwa, które poruszyłem wyżej dotyczą tylko samego procesu doprowadzenia do negocjacji pokojowych. A co dopiero z problemami negocjacyjnymi, które są nierozwiązane od kilkudziesięciu lat? Granice, woda, wspomniane już bezpieczeństwo, uchodźcy, podział Jerozolimy, pół miliona izraelskich osadników na Zachodnim Brzegu Jordanu, połączenie między Strefą Gazy a Zachodnim Brzegiem Jordanu itd.