Debata w sprawie rzezi wołyńskiej: pora wyjść z piaskownicy

O temacie rzezi wołyńskiej zrobiło się ponownie ostatnio przy okazji debaty w Sejmie poświęconej uchwale dotyczącej jej upamiętnienia. Udało się nam, Polakom, pokłócić się o tekst tej uchwały w momencie, gdy wszyscy zgadzają się, co do podstawowych faktów.

Źródło: Flickr-Wasfi Akab-CC
Źródło: Flickr-Wasfi Akab-CC

Z faktami się nie dyskutuje. W czasie II wojny światowej Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) zamordowała dziesiątki tysięcy (nawet do 100 tysięcy) Polaków na Wołyniu oraz w Galicji. Palono wsie, mordowano ze szczególnym okrucieństwem nie tylko Polaków, ale również Ukraińców, którzy pomagali Polakom, a w akcjach odwetowych Polacy mordowali Ukraińców. Przez wiele lat nie mogłem się oprzeć wrażeniu, iż rzeź wołyńska jest w Polsce nieupowszechniona ze względu na formalnie dobre kontakty polsko-ukraińskie. Nieco nawet raziła dysproporcja pomiędzy traktowaniem Katynia oraz Wołynia przez polską opinię publiczną. Zbrodnie te są inne, ale powinny odcisnąć porównywalne piętno w naszym państwie.

O temacie głośniej zrobiło się ponownie ostatnio przy okazji debaty w Sejmie poświęconej uchwale dotyczącej upamiętnienia rzezi wołyńskiej. Udowodniliśmy, że nadal jesteśmy w piaskownicy i ważniejsze od rozsądnej polityki historycznej okazują się słupki poparcia. Pokłócić się o tekst uchwały w momencie, gdy wszyscy zgadzają się, co do podstawowych faktów – wstyd. Inaczej tego nie można komentować.

Spór o siano

Trudno negocjuje się prawdę. Wypada podziękować polskim historykom, którzy zajmują się badaniami naukowymi, których celem jest przedstawienie brutalnej rzeczywistości tamtych lat, a nie prowadzenie sporu o siano, z którym mieliśmy do czynienia w Sejmie w zeszłym tygodniu.

Zobaczmy, o co pokłócili się nasi politycy:

przyjęto w 2013: „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa

nie przyjęto w 2013 – „ludobójstwo

uchwała przyjęta w  2009 – „masowych mordach o charakterze czystki etnicznej i znamionach ludobójstwa

uchwała przyjęta w 2003 – bez określania

Pokłócono się zatem o to, czy zbrodnia wołyńska to była czystka etniczna o znamionach ludobójstwa czy ludobójstwo. Tutaj pojawia się podstawowe pytanie. Co to znaczy ” czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”?  Rozumiem spór, gdyby w uchwale było „o niektórych znamionach”, ale jeżeli nie ma odpowiedniego kwantyfikatora to logika podpowiada nam, że Sejm podjął uchwałę o uznaniu zbrodni wołyńskiej za czystkę etniczną wypełniającą znamiona definicji ludobójstwa.

Podsumowując – w Sejmie mieliśmy dziką awanturę o to, czy Sejm uważa zbrodnię wołyńską za wypełniająca definicję ludobójstwa z jednej strony, a z drugiej – czy Sejm uważa zbrodnię wołyńską za wypełniającą definicję ludobójstwa z drugiej strony. W ten sposób zniszczono podniosłą chwilę przy pomocy sporu o nic. Wypada pogratulować.

Problemy natury prawnomiędzynarodowej

Zadanie Sejmu było proste – trzeba było przyjąć uchwałę upamiętniająca ofiary i odzwierciedlającą wyniki badań historyków polskich, wyrażającą polityczne stanowisko Sejmu. Zabawa w używanie definicji o charakterze prawonmiędzynarodowym to już powinien być zbędny luksus.

Po pierwsze, określenie zbrodni mianem ludobójstwa nie niesie za sobą żadnych skutków prawnych w tym przypadku. Zacznijmy od tego, iż w momencie popełniania zbrodni ludobójstwa nie było w prawie międzynarodowym „działającego” pojęcia ludobójstwo. Dopiero w 1948 roku została podpisana Konwencja w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa.. Zbrodnia wołyńska miała miejsce w 1943 roku, a więc – zgodnie z zasada lex retro non agit (prawo nie działa wstecz) będącej ogólną zasadą prawa międzynarodowego uznaną np. przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości – z tego pojęcia nie jesteśmy w stanie „ukąsić”. Nie pójdziemy ze sprawą również do Międzynarodowego Trybunału Karnego, który powstał w 2002 roku.

Naturalnie, możemy uznawać, iż działania ukraińskie po prostu mieszczą się w definicji z 1948 roku i jest to teza całkowicie do obrony. Zabójstwo 100 tysięcy Polaków na Wołyniu można uznać za zbrodnię ludobójstwa w rozumieniu Konwencji z 1948 roku. Problem jest jednak jeden i nazywa się „zamiar”.

„W rozumieniu Konwencji niniejszej ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:

a) zabójstwo członków grupy,

b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy,

c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego,

d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy,

e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy.”

Można podnosić, iż celem Ukraińców nie był zamiar zniszczenia, lecz zamiar wypędzenia, powód ekonomiczny itd. Udowodnienie zamiaru zniszczenia w kontekście tej definicji jest trudne i dlatego istnieją korzystniejsze kwalifikacje prawne. Ludobójstwo można uznać, lecz nie jest to kwalifikacja niepodważalna. Skoro możemy zmienić kwalifikację prawną bez zmniejszenia winy oprawców to czemu tego nie zrobić?

Zbrodniarzy z czasów II wojny światowej w Norymberdze skazywano na podstawie Statutu Międzynarodowego Trybunału Wojskowego z Norymbergi. Przewidywano trzy rodzaje zbrodni:

– zbrodnie wojenne

– zbrodnie przeciwko pokojowi

– zbrodnie przeciwko ludzkości.

Z naszego punktu widzenia istotne jest to, iż nie znalazła wtedy zastosowania zasada lex retro non agit (prawo nie działa wstecz). Oczywiście, wokół procesów norymberskich istnieją wątpliwości – w końcu skazywano wyłącznie przegranych, ale stąd można pobrać definicję, która miała zastosowania i co najważniejsze – jest niepodważalna!

„Art V
(…)Zbrodnie przeciw ludzkości , mianowicie: morderstwa, wytępianie, obracanie ludzi w niewolników, deportacja i inne czyny nieludzkie, których dopuszczono się przeciwko jakiejkolwiek ludności cywilnej, przed wojną lub podczas niej, albo prześladowania ze względów politycznych, rasowych lub religijnych przy popełnianiu jakiejkolwiek zbrodni wchodzącej w zakres kompetencji Trybunału lub w związku z nią, niezależnie od czy było to zgodne, czy też stało w sprzeczności z prawem kraju, w którym zbrodni dokonano(…)”

Nie ma „zamiaru zniszczenia’, są czyste fakty. Statut, dopuszczający osądzenia zbrodniarzy  „wstecz”, uznawał Związek Radziecki, w którego skład wchodziła Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka.
Pewniejszą dla nas kwalifikacją jest zbrodnia przeciwko ludzkości, bo wytrąciliśmy dwa argumenty: lex retro non agit oraz „zamiar zniszczenia”. Zasadniczo warto zadać sobie tez pytanie – jaka jest różnica między nazwaniem kogoś masowym zbrodniarzem przeciwko ludzkości ze względu na masowe morderstwa, a zbrodniarzem popełniającym ludobójstwo ze względu na masowe morderstwa? Dla mnie – nazwijcie mnie zdrajcą – nie ma żadnej różnicy w kwestii stopnia winy takiego zbrodniarza.

Uchwała a polska polityka zagraniczna

Nie ma racji minister Sikorski gdy stwierdza, iż nie można było nazwać rzezi wołyńskiej ludobójstwem ze względu na umowę stowarzyszeniową, którą Ukraina ma podpisać z Unią Europejską. Szczerze mówiąc – to było bez znaczenia. Umowa jest w interesie Ukrainy, jeżeli Kijów rzeczywiście chce się integrować,  i zbrodnia sprzed 70 lat nie mogłaby mieć przełożenia na coś, co jest decyzją polityczną ad. 2013 zarówno ze strony Ukrainy, jak i państw Unii Europejskiej.

Dialog – zwłaszcza z przedstawicielami Ukrainy Zachodniej (jak mądrze rekomenduje PISM w sowim ostatnim biuletynie) – należy prowadzić, jednak w naszym interesie narodowym nie jest, aby Wołyń stał się najważniejszym tematem w rozmowach polsko-ukraińskich. Podobnie jak w przypadku Katynia, należy pracować organicznie i zapewnić pole do badań nie dla polityków, lecz dla historyków. W naszych relacjach powinniśmy umówić się na to, iż nie będziemy fałszować historii. Priorytetem jest jednak Polska (i Ukraina) w XXI wieku. Tutaj jest prawdziwe zadanie dla polityków. Doprowadźcie do podpisania i wdrożenia umowy stowarzyszeniowej przez Ukrainę. To dla Polski dużo ważniejsze niż pół zdania w uchwale.

Jest jednak jeden plus tego całego zamieszania. Pomimo tego, iż ostatecznie w tekście znalazło się mocne sformułowanie, to ze względu na odrzucenie czegoś semantycznie (lecz nie znaczeniowo!) ostrzejszego, polski parlament wyszedł – w oczach zagranicznej prasy – na umiarkowane ciało. Przy okazji warto też zastanowić się, czy my tez jesteśmy wobec Ukraińców w porządku. Nic nie uzasadnia mordowania niewinnych ludzi, ale  w Rydze – po wojnie polsko-bolszewickiej – podzieliliśmy Ukrainę wraz z Rosją Bolszewicką, prowadziliśmy politykę polonizacji Wołynia, a ukraińskich wojskowych swego czasu przepraszał nawet Józef Piłsudski za to, co zrobiliśmy z Ukrainą po I wojnie światowej.