Zaskoczeni projektem PRISM? Późna pobudka…

Jeżeli kogoś zdziwiły doniesienia pojawiające się w prasie w kontekście PRISM to mogę jedynie serdecznie pogratulować mocno spóźnionej pobudki.

PRISM - system inwigilacji. Fot. Malinkrop/Flickr/mod:PG
Fot. Malinkrop/Flickr/mod:PG

Myślicie, że istnieje coś takiego jak anonimowość w sieci? Czy Wasze maile są bezpieczne? A prywatne wiadomości na Facebooku? Skrzynka na Twitterze itd.? Wszystko jest do przechwycenia i nie potrzeby do tego tak wielkiego projektu jak PRISM, który miał rzekomo wymuszać współpracę gigantów (Google, Facebook, Skype).

Nie jestem specjalistą od bezpieczeństwa w sieci i do tego nie aspiruję, ale jeżeli kogoś zdziwiły doniesienia pojawiające się w prasie w kontekście PRISM to mogę jedynie serdecznie pogratulować. Kiedyś praca służb polegała w większym stopniu na zbieraniu informacji o znajomościach, miłościach, kontaktach, częstych miejscach pobytu, przyzwyczajeniach, ulubionych książkach – podsumowując, wszystko, co może się przydać. W przypadku wzięcia na celownik amatorów nie było to z pewnością trudne do ustalenia, ale obecnie wyłożyliśmy się sami. Większość tych danych jest dostępna publicznie i “zhakowaliśmy” się sami. Któż z nas nie korzysta dla wygody z jednego hasła? A potem rejestruje się w 100 miejscach. Wystarczy przechwycenie jednego hasła i jest łańcuszek. Nie mówiąc o tym, że profesjonalista bez problemu nasze hasło po prostu złamie. Zdobycie hasła to zadanie dla uzdolnionego informatycznie 14-latka.

Z tej sytuacji, praktycznego braku możliwość ukrycia informacji, trzeba sobie zdawać sprawę, ale na chwilę obecną nic się z tym nie zrobi, bo sprawy zaszły za daleko. Metanarracja pt. bezpieczeństwo państwa + terroryzm powodują, iż sami zgadzamy się na taki poziom inwigilacji w obawie przed wybuchem na maratonie czy metrze. Mówimy, jak były szef ABW Andrzej Barcikowski, że służbom trzeba zaufać. Wielokrotnie słyszymy też, że uczciwi nie muszą się bać (co przypomina mi słynne średniowieczne “Bóg swoich rozpozna”), ale jaką mamy gwarancję? Czy w Guantanamo, bez sądu, siedzą sami winni? Patrząc w statystykę, obecnie w Europie bardziej niebezpieczni dla społeczeństwa są pijani kierowcy niż terroryści-samobójcy, co można tłumaczyć albo brakiem zagrożenia albo skuteczną pracą osób odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństw. Jedno jednak nie ulega wątpliwości – nie jesteśmy w stanie określić, które z tych dwóch jest w tej mierze decydujące.

Sami zgodziliśmy się na ograniczenie naszych praw i możliwą inwigilację. Co więcej, doprowadziliśmy do sytuacji, w której do inwigilowania nie są potrzebne skomplikowane programy, obserwatorzy oraz mikrofony. Teraz wystarczy mieć Facebooka i telefon komórkowy. Wiemy, kto się z kim kontaktuje, w jakiej przebywa lokalizacji, co lubi oraz jesteśmy w stanie określić wygląd i cechy charakterystyczne. Autoszpiegowanie.

Zanim znowu zaczniemy narzekać sami zastanówmy się, czy nie płacimy za swoje błędy. Zastanawialiście się parę razy, na co zezwalacie przystępując do prostej aplikacji na Facebooku?