„Tu jest piekło, a media milczą”. Rozmowa ze świadkiem zamieszek w Turcji

Protesty w Turcji to najważniejszy temat ostatnich kilku dni. Dzięki uprzejmości jednego z naszych czytelników, możemy zasięgnąć wiadomości u źródła. Z Arkiem Łuszczyną, nauczycielem języka angielskiego w jednej z tureckich szkół w Izmirze, rozmawiał Artur Makolągwa.

Zamieszki w Izmirze - gaz na ulicach
Zamieszki w Izmirze – gaz na ulicach

Artur Makolągwa: Arku, napisałeś do nas maila z pytaniem, dlaczego nie publikujemy nic na temat sytuacji w Turcji. Oczywiście bardzo się cieszę, że to zrobiłeś, bo dzięki Tobie czytelnicy w Polsce będą mieli okazję poznać relację z pierwszej ręki, z Izmiru, ale wygląda na to, ze masz żal o to, jak media pokazują ten konflikt.

Arek Łuszczyna: — Media i portale publikujące różne informacje na ten temat w Polsce i na świecie trochę nieskrupulatnie przedstawiły sytuację, czasem trochę ją nawet podkolorowując. Przykładem jest notka która zobaczyłem na jednym z portali, której autor napisał, że rząd zablokował Facebooka, Twittera i inne serwisy społecznościowe. To akurat jest nieprawdą.

Napisałeś nam jednak, że macie tam piekło, ale media milczą.

— Tutaj w mediach nie robią z tego poważnego tematu, mimo że w centrach miast strach wyjść na ulice. Problemem jest policja i postawa rządu, który zapowiedział, że decyzja w sprawie parku Gezi jest nieodwołalna i nasze działania nic nie zmienią. Policjanci zachowują się jak by dano im pozwolenie na robienie wszystkiego by zastraszyć społeczeństwo, znęcają się nad pacyfikowanymi demonstrantami bez względu na ich wiek. To samo zresztą spotyka również zwykłych przechodniów.

Czyli dostaje się wszystkim jak leci? Jaki jest zasięg tych protestów?

— Tak, właściwie jeśli wyjdziesz na ulice, szczególnie w centrum, to stajesz się potencjalną ofiarą, nawet jeśli nie robisz nic podejrzanego. Widziałem film na którym na bulwarze Kordon w Izmirze policjanci biją licealistów, którzy po prostu sobie siedzieli. Nie mieli broni. Dziewczyna, którą policjant targał za włosy była ubrana w szkolny mundurek. Nie wyglądała jak by miała zaraz sterroryzować okolicę…

Pojawiły się także doniesienia o prowokatorach i bojówkach AKP rozbijających protesty. Czy to prawda, słyszałeś coś na ten temat?

— Faktycznie, są grupy w cywilu chodzące z policjantami. Pytanie jest: kim oni są? Oficjalnie są to policjanci w cywilu, jednak w rozmowach znajomi Turcy twierdzą, że to nieprawda, że oni ani nie wyglądają na policjantów ani żaden z nich nie jest w stanie się wylegitymować. Mówią również, że to są grupy które wspierają AKP i razem z policją terroryzują ludzi. [Ich sposoby działania widać też tutaj – A.M.]. Jeden z moich przyjaciół powiedział nawet, że te grupy rzekomo atakują nawet przy użyciu noży, skandując przy tym „za Tayyipa!”.

A co możesz mi powiedzieć o drugiej stronie barykady, o demonstrantach? Kim oni są?

— Demonstranci w większości są studentami i uczniami liceów. Mam kontakt z wieloma studentami i licealistami z mojej okolicy. Wszyscy są jednomyślni oceniając działania rządu i plan zniszczenia parku jako atak na demokracje. Nie wydaje się by mieli się poddać. Mimo że często wydaje się, że protesty są domeną młodych, wśród demonstrantów jest wiele osób starszych i w średnim wieku.

Demonstranci w Izmirze na bulwarze Kordon
Demonstranci w Izmirze na bulwarze Kordon

O co tak naprawdę walczą Twoi tureccy przyjaciele? Dochodzą nas na ten temat sprzeczne informacje na temat pierwotnej przyczyny demonstracji: że najpierw w miejscu parku miało stanąć centrum handlowe, później, że w planach był meczet – i ta decyzja przelała czarę goryczy. Co z tego jest prawdą?

— To prawda, wszystko zaczęło się od parku w Stambule. Tysiące ludzi sprzeciwiło się decyzji o jego zniszczeniu. Ten park to jedyne zielone miejsce w Stambule. Można go porównać do nowojorskiego Central Parku. To miejsce w którym spotykali się studenci, organizowane są wydarzenia kulturalne i młodzieżowe. Poza nim Stambuł to morze budynków, horyzont przecinają tylko minarety. Wracając jednak do parku: ma tam powstać centrum handlowe. Mój przyjaciel powiedział mi, że wybudują tam również meczet, ale nie wiem czy to prawda. Wiem jedynie że tak się mówi wśród protestujących.

Ale jeśli decyzja przelała czarę goryczy, to coś wcześniej musiało ją wypełniać.

— Tak, park wydaje się dla wszystkich teraz jedynie pretekstem do powstania przeciwko rządowi. Powodem było potraktowanie pokojowej demonstracji w brutalny sposób przez policję. Po tym wydarzeniu reszta Turcji wyszła na ulice zarzucając rządowi autorytarne rządy i próbę Islamizacji Turcji. To co wcześniej już wypełniało czarę tureckiej goryczy to także podniesienie cen alkoholu o 150 proc. na przestrzeni ostatnich pięciu lat oraz zwiększenie budżetu Ministerstwa Religii w czasach gdy edukacja w Turcji jest w zdecydowanie złym stanie. Erdoganowi zarzuca się również brak tolerancji dla innych wierzeń i światopoglądów – premier nazywa ateistów i agnostyków chorymi ludźmi.

Alkohol w kraju muzułmańskim, Ministerstwo Religii, islamizacja. Brzmi jakby to była co najmniej wojna kulturowa, konflikt między dwoma całkowicie sprzecznymi systemami wartości.

— W obecnej Turcji można taki konflikt kulturowy spotkać na co dzień. Moja praca jest doskonałym przykładem. Pracuję w sieci rządowych szkoł Yamanlar, która jest proislamska i działa w kooperacji z rządem. Nazywa się je szkołami rządowymi jednak faktycznie są one prywatne. Są również szkoły publiczne w których nie można prowadzić proislamskich działań. Yamanlar jest obiektem żartów liberalnej części społeczeństwa. Ludzie są podzieleni na tych bardzo wierzących i tych, którzy nie traktują islamu jak sensu życia i wykładni prawa. Oczywiście, we wschodniej i centralnej Turcji można doświadczyć bardziej radykalnego islamu, ale ludzie w zachodniej części kraju są nastawieni liberalnie. Na co dzień widzi się kobiety z tradycyjnych rodzin, które ubierają chusty na głowy, i również kobiety ubrane w stylu zachodnim.

Premier Erdogan łączy wybuch protestów z „działaniami sił zewnętrznych”. Ma podstawy by tak twierdzić, czy to tylko nieczyste zagranie mające zrazić resztę społeczeństwa do protestujących? Ktoś w Turcji w to wierzy?

— Całe wydarzenie ma jedynie charakter wewnętrzny. Osobiście uważam że premier Erdogan nie ma podstaw by mówić o jakiś czynnikach zewnętrznych, nikt nawet nie byłby wstanie wymienić jednego takiego czynnika. Oczywiście nikt w to nie wierzy. Ale to niejedyny przykład nieczystych zagrań. Mam dobry przykład z liceum w Izmirze, do którego uczęszcza moja znajoma. Jego dyrektor zwołał apel na którym przekonywał licealistów by nie brali udziału w pochodach i walce z policją, nie szli do centrum ani na bulwar ponieważ jest to niebezpieczne i nie darowałby sobie gdyby któryś z uczniów zginął wracając ze szkoły. Zdjęcie zrobione z tego apelu ukazało się w publicznych mediach pod tytułem „Dyrektor namawia licealistów do walki z rządem i braniu udziału w atakach na policję”. Takie zagranie miało najwyraźniej przedstawić rewolucjonistów jako ludzi nie liczących się z bezpieczeństwem młodzieży.

Apel w izmirskim liceum. Dyrektor został po nim oskarżony przez media o zachęcanie uczniów do udziału w demonstracjach, pomimo tego, że zachęcał do czegoś wręcz przeciwnego
Apel w izmirskim liceum. Dyrektor został po nim oskarżony przez media o zachęcanie uczniów do udziału w demonstracjach, pomimo tego, że zachęcał do czegoś wręcz przeciwnego

Anglojęzyczne media tureckie chwalą za to prezydenta Güla, który jest bardziej koncyliacyjny i mówi o potrzebie współistnienia różnych modeli czy dróg życiowych w jednym społeczeństwie. Czy zatem demonstranci mają w prezydencie sojusznika?

— Nie uważam żeby Turcy widzieli w ich prezydencie sojusznika. Dużo ludzi uważa że na przestrzeni jego kadencji zmienił swoje idee na bardziej prawicowe – takie, które kierują Turcję ku islamizacji kraju. Jednogłośnie wyrażają się o całym rządzie w sposób negatywny. Jednak racją jest, że więcej mówi się o premierze, jako czarnym charakterze, niż o prezydencie.

Jeszcze całkiem niedawno w podobnej sytuacji zastanawialibyśmy się, jak postąpi turecka armia, która w minionych 50 latach wielokrotnie sypała piach w tryby krajowej polityki. Czy obecnie Turcy zastanawiają się, czy armia coś zrobi? Czy chcieliby aby zainterweniowała w jakiś sposób (niekoniecznie siłowo), stając – najpewniej – po stronie demonstrantów?

— Tak, turecka armia przez lata przyznawała sobie prawo do zamachu stanu jeśli kraj będzie zmierzał ku islamizacji. Przed 2000 r. byliśmy już świadkami takich „legalnych zamachów stanu”. Wydaje mi się że ludzie wierzą w misję wojska, jako strażnika świeckości Turcji. Jednak póki co armia czynnie nie wzięła udziału w proteście., jednak żołnierze często pomagają protestującym, zaopatrując ich w wodę i pomagając poszkodowanym.Jednak nie jest to żadna zorganizowana akcja, a raczej dobra wola żołnierzy stacjonujących w miejscach protestu.

Na koniec pytanie, którego nie mogę nie zadać. Czy to już rewolucja, spóźniona „turecka wiosna”, a plac Taksim będzie tureckim placem Tahrir, jej sercem? Erdogan każe tych wystąpień nie traktować w ten sposób, ale Ty – zdaje się – z nim nie zgadzasz. Dlaczego?

— Nie, nie uważam ze te wydarzenie to spóźniona turecka wiosna. Proszę zauważyć jaki charakter miały powstania w krajach północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Tam obalano dyktatury, a przewroty skończyły się przejęciem władzy przez zgrupowania proislamskie. Tutaj sytuacja nie jest inspirowana wydarzeniami z minionej „wiosny ludów”, to powstanie broniące spuścizny Kemala Ataturka.

Jak zatem się zakończy ten konflikt?

— Nie jestem pewien. Mam nadzieje że rząd – z premierem na czele – ustalą jakiś kompromis i zmienią swój arogancki charakter w stosunku do społeczeństwa. Ludzie chcą być wolni, a coraz częściej mówi się, że rząd zrobi z kraju drugi Iran. Do tego Turcja ma silne tradycje wolnościowe, więc nie sądzę żeby protestujący odpuścili tak z dnia na dzień. Uważam jednak, że jedna ze stron straci wkrótce cierpliwość i może dojść do zaostrzenia sytuacji, np. przez intensywniejsze działania policji i protestujących.

Dziękujemy za wywiad.

=======

O rozmówcy

Arkadiusz Łuszczyna ma 23 lata i pochodzi z Helu. Studiuje język angielski i japoński, a od prawie roku przebywa na stażu w Turcji jako nauczyciel tego pierwszego języka w muzułmańskiej szkole. Interesuje się psychologią i socjologią oraz polityką Azji i Bliskiego Wschodu.

Zdjęcia: rozmaitych autorów, znajomych i przyjaciół rozmówcy, opublikowane za ich zgodą.