Gra o życie: czy między Egiptem a Etiopią wybuchnie wojna o Nil?

Dla Egiptu woda z Nilu to sprawa życia bądź śmierci, nie dziwne więc, że zapowiedź budowy przez Etiopię wielkiej hydroelektrowni na Błękitnym Nilu wywołała wściekłość w Kairze.

 

Woda źródłem konfliktów XXI wieku? (fot. laszlo-photo/Flickr)
Woda źródłem konfliktów XXI wieku? (fot. laszlo-photo/Flickr)

Czy z powodu zaplanowanej budowy hydroelektrowni może wybuchnąć wojna? W przypadku Egiptu i Etiopii żadnej opcji nie można wykluczyć. Zapowiedź realizacji projektu wielkiej hydroelektrowni na Błękitnym Nilu wywołała wściekłość przedstawicieli głównych opcji politycznych w Kairze. W tej sprawie nie ma podziału na islamistów i liberałów, wszyscy są Egipcjanami. A dla Egiptu woda z Nilu to sprawa życia bądź śmierci. O większości poniższych spraw pisałem już dwa lata temu.

Realia są jednak takie, że Egipt na spółkę z Sudanem nie mogą dłużej domagać się całej wody płynącej Nilem do Morza Śródziemnego. Niestety, zamiast konstruktywnego podejścia i dyplomacji zainteresowane strony (Egipt, Sudan) wybrały argumenty o historycznych prawach do Nilu i kategoryczne obstawanie przy swoim. Tymczasem kraje, przez które przepływają (lub z których pochodzą) dopływy Nilu słusznie uważają, że przysługuje im prawo do zagospodarowania wody. Mowa o Etiopii, Ugandzie, Kenii, Tanzanii, Burundi, Rwandzie oraz DR Kongo. Wszyscy potrzebują wody pitnej, irygacji, a także energii elektrycznej.

Cenne zasoby Nilu

Sytuacja wokół Nilu i jego dopływów będzie się zaogniać nie tylko z powodu etiopskich hydroelektrowni (swoją drogą kraj ten naprawdę intensywnie rozwija hydroenergetykę). Wody w Nilu nie przybędzie, natomiast dynamicznie zwiększają się populacje państw, które mogą czerpać z Nilu. Jest oczywiste, że Egipt wkrótce straci swój monopol na ¾ wody z największej rzeki Afryki. Już dziś trzeba zatem zastanawiać się nad efektywnością wykorzystywania cennego zasobu, którego podaż będzie się zmniejszać. Historycznie Nil decydował o tym, czy skupiona wokół niego populacja rozwijała się czy wymierała. Czy teraz będzie podobnie? Czy północno-wschodniej Afryce grożą klęski suszy, nieurodzaju i głodu?

Odpowiedzią na zagrożenie może być dyplomacja i współpraca. Aktualnie zainteresowane strony nie mogą jednak dojść do porozumienia, a maksymalistyczne żądania wykluczają dialog. Siła wojskowa w niczym tu nie pomoże. Trudno wyobrazić sobie wojnę Egiptu z Etiopią, Ugandą czy DR Kongo. Nikogo nie stać na takie przedsięwzięcia. Kłopoty wokół Nilu pokazują słabość, żeby nie powiedzieć fasadowość Unii Afrykańskiej, która tylko teoretycznie jednoczy cały kontynent.

Wspólny problem ludzkości

Dostępność wody pitnej stanie się w najbliższych dekadach kluczowym problemem. Może on dotknąć także Polski. Konfliktów należy się spodziewać jednak gdzie indziej. Oprócz opisanego wyżej przykładu Nilu, warto wspomnieć o rzekach azjatyckich, które biorą swój początek w kontrolowanym przez Chiny Tybecie. Indie, Pakistan czy Bangladesz, które już dziś zamieszkuje niemal 2 miliardy ludzi, znajdują się na łasce Pekinu. A ten zamierza wykorzystać rzeki po swojemu, nie patrząc się na innych zainteresowanych. Podobnie Izrael nie patrzy na innych (Jordania, Palestyńczycy), gdy zagospodarowuje ograniczone zasoby wody w Ziemi Świętej. Problemy z wodą mogą dotknąć także Amerykę Południową, mimo tego, że znajduje się tam największa rzeka świata – Amazonka. Od pytań dotyczących wykorzystania wody nie uciekną też Stany Zjednoczone, gdzie zaczyna jej brakować w rzece Kolorado.

Wyścig po surowce naturalne i atrakcyjne tereny rolnicze trwa już w najlepsze. Czy doczekamy się analogicznego wyścigu po wodę pitną? Nie tylko komercyjnego, lecz militarnego? Czy zasobne w wodę pitną terytoria staną się celem kampanii wojennych? A może ograniczone zasoby wody pitnej wpłyną na powstanie nowych, tańszych i wymagających mniejszego zużycia energii technologii odsalania wody morskiej? Tej akurat nie zabraknie.