Powyborczy Pakistan

W Pakistanie odbyły się historyczne wybory parlamentarne. W historii tego państwa nie było jeszcze sytuacji, kiedy demokratycznie wybrany rząd przejmuje władzę od poprzedniego, wybranego dokładnie w tej sam sposób i trwającego pełną kadencję. Co to oznacza dla Pakistanu i całego regionu?

Nawaz Szarif w otoczeniu najbliższych współpracowników. Fot. facebook.com/pml.n.official/
Nawaz Szarif w otoczeniu najbliższych współpracowników. Fot. facebook.com/pml.n.official/

Wybory parlamentarne w Pakistanie odbyły się 11 maja i mimo eskalacji przemocy i gróźb udało się je z sukcesem przeprowadzić. Wybierano deputowanych do Zgromadzenia Narodowego, niższej izby parlamentu, oraz członków parlamentów prowincji. Wynik głosowania nie był dla nikogo wielkim zaskoczeniem – wygrała centroprawicowa Pakistańska Liga Muzułmańska Nawaza Szarifa. Tym samym przejęła ona władzę po Pakistańskiej Partii Ludowej, której liderem jest obecny prezydent Asif Ali Zardari.

Historyczne wybory

Majowe wybory są pierwszymi w 66 letniej historii Pakistanu, kiedy demokratycznie wybrany rząd dokończył kadencję i przekazał władzę kolejnemu, także wybranemu w sposób demokratyczny. Wcześniej regułą było przejmowanie władzy przez wojskowych w wyniku zamachu stanu i dalsze sprawowanie jej w sposób autorytarny. Pakistan odłączył się od brytyjskich Indii w 1947 roku, a już w 1956 roku generał Ajub Chan dokonał pierwszego zamachu stanu. Po nim przyszedł generał Jahja Chan, który jednak zdecydował się zorganizować wybory. Pod koniec lat siedemdziesiątych dokonano kolejnego zamachu stanu, a władze przejął generał Zia al-Hak, który sprawował ją aż do 1988 roku. Rok później po władzę sięgnął kolejny generał, Perwez Muszarraf, który rządził Pakistanem do 2008 roku. Wtedy także zgodził się na przeprowadzenie wyborów, a wyłoniony w ten sposób cywilny rząd przetrwał pełną 5 letnią kadencję i pierwszy raz w historii przekaże władzę kolejnemu, także wybranemu w sposób demokratyczny. Wybory wygrała opozycyjna Pakistańska Liga Muzułmańska Nawaza Szarifa, która przejmuje ster państwa od Pakistańskiej Partii Ludowej.

Kampania wyborcza obejmowała przede wszystkim tematy związane z gospodarką, bezpieczeństwem i korupcją. A że dotychczasowy rząd przez pięć lat niewiele w tych kwestiach zrobił, wyborcy zdecydowali się go wymienić. Kolejnym, niezwykle ważnym, argumentem przeciwko władzy był ich „służalczy” sojusz z Amerykanami.

Nawaz Szarif jest liderem zwycięskiej Pakistańskiej Ligi Muzułmańskiej Nawaz w której nazwie widnieje jego nazwisko. Urodził się w Lahore, stolicy Pendżabu, wywodzi się z wpływowej rodziny przemysłowców. Był premierem Pendżabu i dwukrotnym premierem Pakistanu; w latach 1990-1993 oraz 1997-1999. Za drugim razem został obalony przez generała Perweza Musharrafa. Teraz wraca w chwale, po raz trzeci obejmując stanowisko premiera. Drugie miejsce przypadło Pakistańskiej Partii Ludowej, a trzecie Pakistańskiemu Ruchowi dla Sprawiedliwości (Pakistan Tehrik-e-Insaf), któremu przewodzi była gwiazda krykieta Imran Chan. To właśnie ta siła polityczna miała rozsadzić dotychczasowy układ w kraju i wprowadzić nową jakość. Lider ugrupowania zaciekle broni integralności terytorialnej kraju i sprzeciwia się atakom amerykańskich dronów na terytorium Pakistanu. W kampanii wyborczej licytował się z Nawazem Szarifem w stopniu wrogości do Stanów Zjednoczonych. Obiecywał nie tylko zakończenie dotychczasowych rządów dynastycznych, ale przede wszystkim pobudzenie gospodarki, co ostatecznie przełożyło się na niezły wynik wyborczy i objęcie trzeciego miejsca.

Talibowie kreują wynik

Kampania wyborcza oraz wybory do parlamentu okazały się najkrwawsze w historii Pakistanu. W dniu wyborów zginęło kilkudziesięciu ludzi, przedtem w niecałe dwa miesiące życie straciło ponad sto trzydzieści osób, a prawie pięćset zostało rannych. Praktycznie codziennie dochodziło do zabójstw politycznych. Na dwa dni przed wyborami porwano syna byłego premiera Jusufa Razy Gilaniego.

Pakistańscy talibowie, dla których wybory są nieislamskie, deklarowali storpedowanie ich i obiecywali krwawe zamachy na poszczególne partię, ale także na lokale wyborcze. Ich głównym celem były trzy partie: Pakistańska Partia Ludowa, Narodowa Partia Awami i Zjednoczony Ruch Narodowy, które zostały określone jako liberalne i sekularne, a więc wrogie. To właśnie te ugrupowania tworzyły dotychczasową koalicję rządzącą.

Na skutek gróźb i realnych ataków prowadzenie kampanii wyborczej przez te partie było bardzo utrudnione. Przywódcy ugrupowań w wielu przypadkach po prostu odwoływali partyjne wiece, zamiast tego organizując niewielkie spotkania z wyborcami lub przyklejali tylko plakaty. W końcówce kampanii rządząca Pakistańska Partia Ludowa praktycznie przerwała własną promocję.

Terror nie objął jednak partii opozycyjnych, w tym zwycięskiej Pakistańskiej Ligi Muzułmańskiej Nawaz i Pakistańskiego Ruchu dla Sprawiedliwości. Ich działacze mogli bez przeszkód organizować ogromne wiece i spotkania z obywatelami, gdyż talibwie obiecali ich nie atakować. Głównymi powodami była zapowiedź rozmów z talibami i rozwiązanie konfliktu na drodze pokojowej, a także deklaracje braku uległości wobec Ameryki. Jest to o tyle zastanawiające, że lider trzeciej siły politycznej w Pakistanie, Imran Chan, uchodzi za nowoczesnego polityka, który miał wprowadzić świeżość w zabetonowanej scenie politycznej i którego popiera głównie młodzież i klasa średnia z dużych miast. Ale z drugiej strony to właśnie lider Pakistańskiego Ruchu dla Sprawiedliwości zdecydowanie sprzeciwiał się amerykańskim działaniom na terytorium pakistańskim oraz unikał krytyki pakistańskich talibów. Tym samym jego partia zdobyła trzecią pozycję w kraju, a także zdobyła bardzo dobry wynik na terytoriach pasztuńskich.

Zwycięska Pakistańska Liga Muzułmańska Nawaz mogła swobodnie prowadzić kampanię wyborczą z podobnych powodów co ugrupowanie Chana, co z pewnością wpłynęło na końcowy rezultat wyborczy. Obie partie zapowiadają dialog z talibami i dojście do ugody, co może mieć pozytywne skutki – zakończenie rozlewu krwi lub chociaż ograniczenie ataków.

Znaczenie Pakistanu

Pakistan jest państwem o ogromnym znaczeniu dla regionu, ale i liczącym się w polityce międzynarodowej. To jedyny kraj muzułmański posiadający broń atomową i szóste najludniejsze państwo świata. Graniczy z Indiami, Iranem, Chinami i Afganistanem, a nadmorskie położenie umożliwia mu dostęp do Zatoki Perskiej. Bez tego państwa niemożliwe jest rozwiązanie jakiegokolwiek konfliktu w regionie. To tutaj ukrywał się przez lata Osama Bin Laden i to przygraniczne tereny tego kraju stanowią azyl dla bojowników grup terrorystycznych, w tym al-Kaidy. To także jeden z najważniejszych sojuszników Stanów Zjednoczonych w regionie, który jest silnie przez Amerykanów dotowany. Należy jednak przyznać, że to trudny partner. Głównie przez jego związki z talibami, gdyż nie jest tajemnicą, że Islamabad wspiera ten ruch, ale także przez niejasne związki z innymi radykalnymi ugrupowaniami. Niepokojące są także wpływy fundamentalistów w pakistańskiej armii. Liderzy Pakistańskiej Ligi Muzułmańskiej Nawaz wielokrotnie twierdzili, że ograniczą służalczą rolę ich kraju względem Stanów Zjednoczonych i uniemożliwią przeprowadzanie akcji na terenie Pakistanu. Mimo wszystko nie należy się spodziewać radykalnych posunięć nowego rządu i należy zakładać, że pomoc w walce z terrorystami, choć ograniczona, nadal będzie kontynuowana. Wszystko to, aby nie stracić amerykańskiej pomocy finansowej.

Do końca przyszłego roku misja w Afganistanie zostanie zakończona, a terytorium tego państwa opuszczą siły bojowe NATO. Pakistan od początku czynnie zaangażował się w działania koalicji antyterrorystycznej; udostępnił swoje bazy, żołnierzy, dane wywiadowcze i uszczelnił granicę. Brał udział w wielu akcjach bojowych przeciwko terrorystom. Z drugiej strony przywódcy pakistańscy często prowadzili własną, niezależną od Waszyngtonu politykę, głównie na użytek wewnętrzny. I tak w 2006 roku rząd porozumiał się z plemionami pasztuńskimi z Waziristanu Północnego oddając im kontrolę nad tym terenem. Faktem o ogromnym znaczeniu są wpływy fundamentalistów w armii i wywiadzie, przez co prowadzenie skutecznej polityki antyterrorystycznej okazywało się mało realne. Rząd wielokrotnie zawierał sojusze z radykalnymi partiami religijnymi, a różnorakie ugrupowania fundamentalistyczne bez przeszkód oficjalnie działają w kraju.

Dziś przyszłość Afganistanu to wielka niewiadoma. Ugrupowania zwalczające obecny reżim mogą, po zakończeniu misji ISAF, przystąpić do walki o władzę i obalić słaby rząd. Tym samym w Afganistanie ponownie dojdzie do krwawej i bratobójczej wojny, której skutki trudno dziś przewidzieć. W tej sytuacji rośnie rola Pakistanu, w którym obecne są biura talibów i siatki Hakkaniego, a więc najważniejszych afgańskich ugrupowań opozycyjnych. Wywiad pakistański praktycznie od początku istnienia ruchu talibów utrzymywał z nimi dobre kontakty i co nie jest tajemnicą – wspierał ich. Dzięki temu może być niezwykle ważnym graczem i mediatorem między zwaśnionymi grupami u swojego sąsiada kreując rozmowy pokojowe. W takiej roli widzi go nawet obecny prezydent Afganistanu Hamid Karzaj, który w lipcu 2012 roku publicznie stwierdził, że rola Pakistanu „jest nie do przecenienia”. Pakistan może także, co robił już wcześniej, wspierać tylko jedną, propakistańską stronę – talibów. Wszystko zależy od nowych władz i przede wszystkim armii, ale stworzenie nowej polityki dla Afganistanu będzie jednym z najważniejszych zadań nowego rządu.

Prognozy na przyszłość

Majowe wybory okazały się historyczne z kilku powodów. Po raz pierwszy w historii Pakistanu demokratycznie wybrany rząd dokończył kadencję i przekazał władzę kolejnemu, wybranemu także w sposób demokratyczny. Dodatkowo dotychczasowa partia przegrała wybory, ustępując partii opozycyjnej. Wybory i poprzedzająca je kampania wyborcza należą do najkrwawszych w historii kraju, można się pokusić o stwierdzenie, że pakistańscy talibowie w istotny sposób wpłynęli na wyborczy rezultat. Choć i bez ich pomocy Pakistańska Partia Ludowa prawdopodobnie przegrałaby wybory. Historyczne „trzęsienie ziemi” w pakistańskiej polityce w postaci Imrana Chana nie doszło do skutku; uzyskał on znaczący wynik, ale nie spełni obietnicy „zmiecenia sceny politycznej”. Zdawałoby się, że demokracja w Pakistanie dojrzała, a wpływy armii i wywiadu osłabły. Jednak rzeczywistość nie wygląda już tak kolorowo; przeprowadzono historyczne wybory, ale demokracja nadal jest bardzo krucha i chwiejna. A wybory nadal odbywają się w cieniu bomb.

Bez wątpienia nowy rząd będzie miał przed sobą ogrom wyzwań. Przede wszystkim naprawienie gospodarki, która jest w fatalnym stanie, a także zajęcie się niedoborem prądu. Drugim bardzo ważnym zadaniem będzie poprawa bezpieczeństwa, gdyż poprzedni rok był pod tym względem najgorszy w ciągu ostatnich lat. Wydaje się jednak, że przywódcy Pakistańskiej Ligi Muzułmańskiej Nawaz są w stanie doprowadzić do rozmów z pakistańskimi talibami i negocjować rozejm. Wedle ich obietnic będą oni dążyć do rozwiązania konfliktu środkami dyplomatycznymi, a nie siłowymi. Niezbędne będzie także zapewnienie bezpieczeństwa dla mniejszości, w tym dla szyitów, którzy stali się w ostatnim czacie celem wielu ataków oraz rozwiązanie problemu narastającego nacjonalizmu i separatyzmu etnicznego.

Niewątpliwie trudnym zadaniem nowego gabinetu będzie stworzenie nowej polityki dla Afganistanu, zwłaszcza po opuszczeniu go przez siły ISAF do końca 2014 roku. Celem jest przekonanie talibów do dialogu z kabulskim rządem. Rząd Nawaza Szarifa będzie musiał także zręcznie prowadzić swoją politykę wobec Waszyngtonu, gdyż z jednej strony musi zrealizować wyborcze obietnice i twardo negocjować z Amerykanami, zwłaszcza w kwestii wykorzystania samolotów bezzałogowych na terenie Pakistanu, z drugiej jednak będzie potrzebował ich wsparcia finansowego i politycznego. Zwłaszcza teraz, kiedy gospodarka znajduje się w fatalnym stanie.

Kolejnym wyzwaniem będą zmiany na najwyższych stanowiskach w państwie. Jesienią parlament wybierze nowego prezydenta, a w listopadzie kończy się druga kadencja szefa armii, generała Aszfaka Kajaniego. Na to stanowisko przyjdzie osoba, której wpływy w państwie nie będą już tak duże jak poprzednika, przez co to władze cywilne mogą zapewnić sobie większą władzę. Pod koniec roku na emeryturę odchodzi przewodniczący Sądu Najwyższego, Iftikhar Muhammad Chaudhry. Wymiana najważniejszych osób w armii i systemie sprawiedliwości oraz wybór nowego prezydenta mogą zwiększyć wpływy rządu i osłabić pozycję armii. Nie wiadomo jednak jak ta ostatnia instytucja na to zareaguje. Zwiększa się tym samym prawdopodobieństwo kolejnego zamachu stanu, czyli sytuacji zgodnej z pakistańską tradycją ostatnich kilkudziesięciu lat.