Bliski Wschód: kraina niepewności i niespodzianek

7. Amerykanie nie będą w najbliższym czasie walczyć

Barack Obama (Flickr: Official White House Photo by Pete Souza)
Barack Obama (Flickr: Official White House Photo by Pete Souza)

Mogą zostać do tego zmuszeni i to szybciej niż nam się wydaje. Bezpieczeństwo w regionie i wielość wyzwań, które z sytuacji na Bliskim Wschodzie się rodzą systematycznie wzrasta od 2001 roku. Pomimo wieloletniego zaangażowania Stanów Zjednoczonych nie udało się “załatwić” żadnego z palących problemów, a pojawiło się sporo nowych. W Waszyngtonie na pewno zdają sobie sprawę, że problemy same się nie rozwiążą, a historia wojskowości uczy, że jeżeli Amerykanie nie zdecydują się na demonstrację siły, te punkty zapalne będą pojawiać się z jeszcze większą częstotliwością.

Bliski Wschód jest obszarem wyjątkowo podatnym na czynnik demonstracji siły. Jeżeli rządzący w państwach takich jak Iran lub islamscy terroryści dojdą do przekonania, że Amerykanie nie mają obecnie możliwości, a co gorsza woli do prowadzenia działań zbrojnych na Bliskim Wschodzie, to dostosują do tych wniosków swoją politykę. Jeśli ten specyficzny obszar całkowicie wymknie się spod kontroli, to będzie to dla światowej geopolityki prawdziwa katastrofa. Sądzę, że Amerykanie powinni dziś żałować, że z irańskim programem atomowym nie rozprawili się jeszcze za Busha, gdy koniunktura była ku temu o wiele lepsza, a amerykańskie siły zbrojne w regionie silniejsze. Myślę, że w wojnę w Syrii również warto było zaangażować się o wiele wcześniej, dobrym wzorem była kampania libijska.

Kolejne czego uczy historia wojen to fakt, że w konfliktach zbrojnych warto posiadać inicjatywę. Stałe przyjmowanie pozycji wyczekującej, reagowanie na problemy, gdy te są już mocno nabrzmiałe, zagraża skuteczności potencjalnej interwencji, a ich ilość wkrótce Amerykanów po prostu przerośnie. Dodać również należy, że kraje Bliskiego Wschodu widząc słabość i bierność USA zwrócą się w stronę innych sojuszników, co z kolei odbije się na sytuacji w innych regionach świata. Na przykład w tych, w których Amerykanie widzą dziś swoje najważniejsze interesy.

Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest bardzo płynna, region bardzo często zaskakuje świat zewnętrzny nagłymi, nieprzewidzianymi woltami i gwałtownymi wydarzeniami. Im mniejsze zaangażowanie i słabsza pozycja Zachodu w regionie, tym wydarzenia te będą miały bardziej drastyczne skutki, a możliwość reakcji na nie ograniczona. Dlatego warto jeszcze raz przemyśleć i być może przewartościować pewne sprawy. Okazało się, że rozwiązania polityczne zawodzą, wojny w regionie prowadzone były w sposób nieodpowiedni, a za pomocą dronów i sił specjalnych można poradzić sobie jedynie z wąskim spektrum zagrożeń. Barack Obama, który od początku swojego urzędowania w Białym Domu nie skrywa tego, że od spraw bliskowschodnich chciałby być jak najdalej, musi powrócić do twardej polityki w regionie, bo tempo niekorzystnych zmian, które dziś obserwujemy zaskakuje nawet najbardziej pesymistycznych komentatorów.