Węgry à la Viktor Orbán

Współpraca na linii Budapeszt-Bruksela nie należy do najlepszych odkąd władzę na Węgrzech przejął Viktor Orbán. Kolejne reformy premiera Węgier – w tym nowelizacja konstytucji – to igranie z ogniem. Jak długo Unia Europejska pozwoli prowadzić Orbánowi taką politykę?

Viktor Orbán (fot. European Union 2012 EP/Pietro Naj-Oleari/Flickr)
Viktor Orbán (fot. European Union 2012 EP/Pietro Naj-Oleari/Flickr)

Miesiąc temu, węgierski parlament uchwalił kontrowersyjne zmiany w konstytucji. Według krytyków, zmiany mają na celu ograniczenie demokracji na Węgrzech. Przeciwko zmianom wystąpili m.in: José Manuel Barroso – Przewodniczący Komisji Europejskiej i Martin Schulz – Przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

29 maja 2010 r. Viktor Orbán został zaprzysiężony na urząd premiera Węgier. Partia Orbána – Fidesz zdecydowanie wygrała wybory i wraz z Chrześcijańsko – Demokratyczną Partią Ludową sformowała koalicję, mającą ponad 2/3 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. Tak zdecydowane zwycięstwo, pozwalało Orbánowi na uchwalanie zmian w obowiązującej konstytucji.

Gospodarczy populizm

Po przejęciu władzy od socjalistów, nowy premier zastał finanse publiczne w tragicznym stanie. Zadłużenie sięgało 80% PKB. W tej sytuacji nowy premier przystąpił do radykalnej reformy państwa. Najważniejszym obszarem była gospodarka. W październiku 2010 r. Orbán wprowadził tzw. podatek kryzysowy dla zagranicznych firm działających na węgierskim rynku. Objął on trzy sektory: energetyczny, telekomunikacyjny i handel detaliczny. Kwota podatku jest naliczana na podstawie obrotów firmy za poprzedni rok. Ten swoisty haracz miał załatać dziurę w budżecie. Opodatkowane, zagraniczne firmy interweniowały w Brukseli. Europejscy przywódcy wzburzeni naciskali na zmianę kierunku reform, ale Orbán ignorował ich i reformował dalej.

W grudniu 2010 r. węgierski parlament zatwierdził nacjonalizację funduszy emerytalnych. Równowartość 10,7 mld euro z prywatnych funduszy emerytalnych, została przeznaczona na zmniejszenie deficytu państwowego funduszu emerytalnego i zmniejszenie długu publicznego. Tym razem Unia Europejska zaakceptowała zmianę, jednakże zrobiła to bardzo niechętnie.

Viktor Orbán postawił na gospodarczy populizm. Wprowadził podatek liniowy 16% PIT i 10% CIT. W czasach tak poważnego kryzysu finansowego w kraju, ta decyzja została uznana za samobójczą. Ze wszystkich stron dobiegały głosy, że ta zmiana to droga do katastrofy, Komisja Europejska stwierdziła, że to dramatycznie wpłynie na kondycję węgierskich finansów.

Nieporozumienia na linii Budapeszt–Bruksela wywołał również plan oszczędnościowy Węgier na 2013 r. Początkowo oszczędności miały wynosić 1,4 mld euro, 12 października wprowadzono poprawkę, która podniosłą planowane oszczędności do poziomu 2,75 mld euro. To jednak nie usatysfakcjonowało Unii Europejskiej, która uznała cięcia za niewystarczające. Ostatecznie w grudniu 2012 r. uchwalono budżet, zakładający 2,98 mld euro deficytu. To 2,75% węgierskiego PKB. Tym samym Węgrzy spełnili warunek wstępny podjęcia rozmów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Europejskim Bankiem Centralnym. Rząd Orbána stara się wynegocjować 15 mld euro kredytu od MFW i uruchomienie środków z unijnego funduszu spójności. Dotychczasowe rozmowy nie doprowadziły do pomyślnego finału.

Zagrożenia wolności słowa

Na początku 2011 r. wprowadzono nową ustawę medialną. Również ta zmiana spotkała się z miażdżącą krytyką, zarówno na Węgrzech i poza ich granicami. Ustawa powołała do życia Państwowy Zarząd Mediów i Komunikacji Informacyjnej (NMHH) wybierany przez parlament i posiadający szerokie kompetencje m.in. prawo do nakładania kar finansowych za „niezrównoważone politycznie” publikacje. NMHH zastrzegł sobie również prawo do kontroli wszystkich dokumentów, zanim jeszcze stwierdzono jakiekolwiek złamanie prawa, ponadto dziennikarze zostali zobowiązani do ujawniania swoich źródeł informacji.

Po wejściu w życie ustawy, jeden z dzienników węgierskich „Nepszabadsag” ogłosił w we wszystkich oficjalnych 23 językach Unii Europejskiej że: „na Węgrzech skończyła się wolność prasy”. Warto przypomnieć, że wprowadzenie ustawy zbiegło się w czasie z przejęciem przez Węgry przewodnictwa w UE.

W grudniu 2011 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że niektóre postanowienia ustawy są sprzeczne z konstytucją, dlatego też węgierski parlament przyjął nowelizację, w której złagodził przepisy. Dziennikarze zostali zwolnieni z obowiązku podawania swoich źródeł informacji, a prasa została zwolniona z ujawniania wszystkich danych biznesowych.

Problematyczna konstytucja

Największe kontrowersje wzbudziła nowa konstytucja Węgier, która weszła w życie 1 stycznia 2012 r. Nowa ustawa zasadnicza zmieniła nazwę kraju z Republika Węgierska na Węgry. Walutą narodową pozostał forint, co wskazuje, że rząd Orbána nie planuje wejść do strefy euro. Ponadto konstytucja ogranicza prerogatywy Trybunału Konstytucyjnego i udziela prezydentowi prawa do rozwiązania parlamentu w przypadku, kiedy parlament nie zdoła uchwalić budżetu do końca marca każdego roku. Wprowadzono także zapis, wymagający zgody kwalifikowanej większości 2/3 głosów członków parlamentu w kwestiach takich jak: emerytury, podatki i ustawa o banku centralnym. Zgodnie z zapowiedziami, zapisano ograniczenie długu publicznego do 50% PKB. Pojawił się również zapis o ochronie małżeństwa, jako związku kobiety i mężczyzny i o ochronie życia poczętego.

Konstytucja została skrytykowana przez opozycję i organizacje praw człowieka m.in. Amnesty International, która uznała węgierską ustawę zasadniczą za niezgodną z europejskimi standardami praw człowieka.

W lutym 2013 r. rząd zapowiedział kolejne zmiany w konstytucji, które – zdaniem przeciwników Orbána – są zaprzeczeniem praworządności, ponieważ do ustawy zasadniczej wprowadza się przepisy, które otwarcie kwestionuje Trybunał Konstytucyjny. Zmiany dotyczą m.in. ochrony tradycyjnie pojmowanej instytucji małżeństwa, które zdefiniowano jako związek kobiety i mężczyzny z podkreśleniem, że jest on podstawą rodziny – co można odczytać jako reakcję na uznanie wielu przepisów Ustawy o Ochronie Rodziny za niekonstytucyjne przez Trybunał pod koniec 2012 r. Pojawiła się również propozycja, aby to parlament miał prawo decydować, które ze związków religijnych otrzymają status Kościołów, a co za tym idzie – pomoc z budżetu (ustawę o podobnej treści Trybunał uznał za niekonstytucyjną w styczniu 2013 r.). Poprawki zawierają także przepisy bardzo ograniczające funkcje kontrolne Trybunału Konstytucyjnego, co spotkało się z dezaprobatą organizacji pozarządowych i Unii Europejskiej.

Mimo nacisków europejskich polityków, węgierski parlament uchwalił poprawki do konstytucji. Jak stwierdził Przewodniczący PE Martin Schulz, poprawki budzą poważne obawy, że standardy demokratyczne na Węgrzech słabną i mają negatywny wpływ na rządy prawa i przestrzeganie praw podstawowych. Przewodniczący Komisji Europejskiej – Jose Manuel Barroso i Sekretarz Generalny Rady Europy Thorbjørn Jagland wydali wspólny komunikat, w którym oceniają, że poprawki:”budzą zaniepokojenie, jeśli chodzi o zasadę rządów prawa, przepisy Unii Europejskiej i standardy Rady Europy”. Ponadto zapowiedzieli, że komisja wenecka Rady Europy i Komisja Europejska przeprowadzą ocenę poprawek.

Co dalej z Węgrami?

Viktor Orbán niewątpliwie bardziej skupia się na wzmacnianiu swojej władzy, nie dbając w żadnym stopniu o standardy węgierskiej demokracji. Nie znosi krytyki we własnym kraju, uznaje, że został wybrany z woli ludu, a sprzeciwianie się jego reformom to działanie na szkodę narodu węgierskiego. Krytykę zagranicznych polityków odbiera jako mieszanie się wewnętrzne sprawy Węgier, a tym samym próbę ataku na suwerenność kraju. Rządowa propaganda winę za kryzys zrzuca na Unię Europejską i międzynarodowe koncerny, pomijając przy tym błędne decyzje polityczne i gospodarcze rządzących.

Orbán, odwracając się od Unii Europejskiej, skazuje swój kraj na katastrofę gospodarczą. 80% towarów węgierskich jest eksportowanych do Unii Europejskiej, co powoduje, że ten niewielki kraj jest całkowicie uzależniony od unijnego rynku i pieniędzy z budżetu UE.

Pozostaje pytanie jak długo Unia Europejska pozwoli prowadzić Orbánowi taką politykę? Dotychczas, zajęta ratowaniem strefy euro, przymykała oko na kolejne ofensywy premiera Węgier. Wydaje się, że teraz Bruksela nie będzie miała skrupułów, żeby narzucić sankcje, jeśli Orbán nie zmieni swojej polityki, a na pewno jej nie zmieni. Ewentualne sankcje mogą zatrzymać kolejne radykalne reformy. Niestety, tylko na chwilę. Jedynie społeczeństwo węgierskie może zatrzymać Orbána, będzie miało ku temu okazję podczas wyborów parlamentarnych w 2014 r.