Sankcje ONZ wobec Korei Północnej – z dużej chmury mały deszcz

Rada Bezpieczeństwa ONZ stara się za pomocą sankcji przywrócić władze Korei Północnej do porządku. Problem w tym, że klucz do jego rozwiązania nie leży w siedzibie Narodów Zjednoczonych, ale w Pekinie.

Flaga ONZ (politykaglobalna.pl)
Flaga ONZ (politykaglobalna.pl)

Media zapowiadały nowe, silne sankcje przeciwko Koreańczykom z Północy. Nawet Pekin – poirytowany działaniami swojego klienta (zachęcam do lektury artykułu Piotra Wołejko o relacji patron-klient oraz polemiki z nim) – stwierdził, iż pora przykręcić śrubę.

Na wszelkie doniesienia o potencjalnym wybuchu wojny zawsze patrzę z przymrużeniem oka. Korea Południowa nie ma żadnego powodu, aby zaatakować, a dla Koreańczyków z Północy rozpętanie konfliktu oznacza niechybny koniec reżimu co … byłoby problematyczne dla ChRL, Stanów Zjednoczonych, Japonii i Korei Południowej, które to z różnych powodów – przeważnie politycznych i gospodarczych – nie życzyłyby sobie zjednoczenia. Wojny oczywiście nigdy nie można wykluczyć, lecz to wymaga decyzji samobójcy. Wyłączenie “gorących telefonów” czy zamknięcie przejścia granicznego czy nawet mobilizacja wojsk to nieprzyjazny gest, ale nie wypowiedzenie wojny. Korea Północna od zawsze stosuje taktykę zaostrzania i ustępowania – z reguły w zamian za pomoc humanitarną – i tak w kółko.

Nie będę może więcej pisał na temat Korei, bo nie jest to mój główny obszar zainteresowań, ale chętnie poświęcę parę zdań na sankcje Rady Bezpieczeństwa.

Państwem odpowiedzialnym za “surowość” sankcji są Chiny – życia Amerykanie nie oszukają. Prawo weta powoduje, iż można jedynie wysyłać sygnały ostrzegawcze, a nie elastycznie i adekwatnie reagować. Działania Rady Bezpieczeństwa są wypadkową polityk narodowych pięciu stałych członków, w tym przypadku chińskiej.

Rada Bezpieczeństwa postanowiła o:

  1. zamrożeniu kont i zakazie podróżowania dla 3 funkcjonariuszy władz Korei Północnej zaangażowanych w rozwój programu atomowego (którzy to i tak najprawdopodobniej nie podróżują…);
  2. zamrożeniu kont 2 podmiotów (Second Academy of Natural Sciences, Korea Complex Equpment Import Corporation);
  3. zakaz importu sprzętu o charakterze militarnym, dóbr luksusowych, materiałów i technologii (w tym biżuterii, samochodów wyścigowych czy jachtów).

Sankcje dotyczą też osób, które działają w ich imieniu, pod ich kierownictwem lub też im pomagają (i tak dalej). Ponadto rezolucja nakazuje kontrolę towarów pochodzących z KRL-D oraz zakazuje państwom w jakikolwiek sposób wspierania handlu z KRL-D lub świadczenia usług finansowych, jeśli prowadziłoby to do wzmocnienia programu nuklearnego lub rakietowego. W zasadzie jest to uzupełnienie sankcji nałożonych m.in. w 2006 roku w rezolucji numer 1718.

Krok w dobrą stronę? Być może, ale to jedynie gest dla potrzeb czołówek gazet i wymówka dla polityków. To nie są pierwsze sankcje nałożone na Koreańczyków, a paru biznesmenów – na handlu z Koreą Północną – zdążyło już się wzbogacić. Jakakolwiek skuteczność jakichkolwiek sankcji zależy od dobrej woli Pekinu – bez Chin nie ma mowy o skutecznej możliwości egzekwowania sankcji. Świat wypowiedział się jednoznacznie krytycznie na temat ostatniej próby nuklearnej, ale równocześnie zasugerował nie swoją bezradność, a niechęć do poważniejszego zaangażowania się w rozwiązanie sytuacji w tamtym regionie.

Koreańczycy nie znaleźli się też w nowej dla siebie sytuacji, ponieważ przemyt i omijanie kontroli stało się ich sposobem na życie. Kimowie zawsze cenili luksusowe samochody i złote zegarki. Nie mówiąc już o tym, iż na żyznych ziemiach KRL-D uprawiano chociażby mak, nad którym to następnie pracowano w laboratoriach by następnie zaatakować nową, potężną bronią eksportową…

Morał z tego tekstu jest prosty. Zanim następny raz przeczytacie o nowych, silnych sankcjach, zajrzyjcie do rezolucji. Jest to najlepsza rezolucja, jaką przy obecnych interesach stałych członków Rady można było uchwalić, jednak ciężko nazwać je silnymi i skutecznymi. Mówimy wszakże o wyizolowanym państwie, znanym w świecie z tego, że jest biedny, totalitarny  i że ma broń atomową. Klucz do rozwiązania konfliktu leży w Pekinie, nie w Nowym Jorku.